Brutalna napaść nożownika wstrząsnęła Irlandią Północną, równocześnie rozpalając emocje polityczne w Wielkiej Brytanii. Konserwatyści, za których rządów wjeżdżało do Wielkiej Brytanii milion migrantów rocznie, oskarżają rząd Partii Pracy o nieradzenie sobie z migracją.
W północnym Belfaście w poniedziałek 8 czerwca wieczorem doszło do brutalnego ataku. Nagranie, na którym napastnik wielokrotnie zadaje ciosy nożem w głowę i szyję leżącego mężczyzny, w sposób – jak opisały to media – przypominający próbę odcięcia głowy, obiegło internet.
Rannemu pomagali okoliczni mieszkańcy i przechodnie, którzy obezwładnili sprawcę, zanim na miejsce przyjechała policja.
Atak potępił premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, nazywając go „przerażającym” i „przyprawiającym o mdłości” oraz deklarując „absolutny brak tolerancji dla takich odrażających scen przemocy na naszych ulicach”.
Inni – jak aktywiści skrajnej prawicy – podsycali i tak już buzujące nastroje społeczne, rozpowszechniając nagranie i wzywając do udziału w protestach. Te szybko przerodziły się w gwałtowne zamieszki i ataki wymierzone w imigrantów i mniejszości etniczne.
Zarówno rząd, służby, jak i rodzina ofiary wzywają do zaprzestania przemocy.
Jest to sytuacja bez wątpienia tragiczna, ale też bardziej zniuansowana niż przedstawia się ją w mediach społecznościowych. Zachęcam do zapoznania się z jej wieloaspektowym charakterem w tekście poniżej.
W wyniku ataku ofiara, czterdziestokilkuletni mieszkaniec Belfastu, Stephen Ogilvie, stracił lewe oko, ma uszkodzone prawe oko i głębokie rany głowy, twarzy oraz pleców. Jest w szpitalu w stanie ciężkim, jednak ulegającemu poprawie.
Sprawcę ataku – 30-letniego obywatela Sudanu, Hadiego Alodid – zatrzymano na miejscu zdarzenia. Już środę 10 czerwca stanął przed sądem w Belfaście, oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Usłyszał też zarzut grożenia śmiercią (w odrębnej sprawie, dotyczącej radiografki, której groził w szpitalu, gdy opatrywano mu rękę). Sąd odmówił zwolnienia za kaucją i Alodid pozostał w areszcie.
Według policji sprawca, Alodid przedostał się do Irlandii Północnej (jednej z czterech części składowych Wielkiej Brytanii) z Dublina w 2023 roku i wkrótce złożył wniosek o azyl. Jeszcze w tym samym roku otrzymał pięcioletnie pozwolenie na pobyt.
Motyw ataku nie został dotąd ustalony, policja prowadzi w tej sprawie śledztwo, traktując ją jako „zdarzenie krytyczne”, czyli priorytetowo. Na obecnym etapie atak nie jest traktowany jako akt terroru.
W reakcji na atak od wtorku przez Belfast przetaczają się protesty. Na ulice stolicy Irlandii Północnej wyszły setki – często zamaskowanych – osób, głównie mężczyzn.
Demonstracje szybko przerodziły się w gwałtowne, antyimigranckie zamieszki: podpalano domy, samochody i autobus, niszczono sklepy i biznesy prowadzone przez imigrantów, między innymi tureckie zakłady fryzjerskie. Kilka rodzin, w tym dzieci, ewakuowano z ich domów.
Według relacji zatrzymywano też samochody i pytano pasażerów o narodowość. Ofiarami agresji padły między innymi osoby pochodzące z Sudanu, Indii, Ukrainy i Turcji.
Już pierwszego dnia zamieszek straż pożarna interweniowała przy co najmniej 62 zdarzeniach.
Politycy i służby ostro potępili przemoc. Sekretarz Stanu ds. Irlandii Północnej Hilary Benn nazwał zamieszki „rasistowskim chuligaństwem”, podkreślając, że jeśli atakuje się ludzi ze względu na kolor skóry, nie sposób nazwać tego inaczej.
„To, co widzicie, to pogrom na tle rasowym”, mówiła z kolei Claire Hanna, liderka SDLP (Socjaldemokratycznej Partii Pracy, umiarkowanie nacjonalistycznej i socjaldemokratycznej partii irlandzkiej).
„Sceny w Belfaście minionej nocy były wstrząsające i całkowicie niedopuszczalne. Nie ma usprawiedliwienia dla przemocy i bezprawia, które – jak widzieliśmy – zagrażały naszym społecznościom, ani dla tych, którzy do nich zachęcali, w sieci czy gdziekolwiek indziej” – napisał na X Keir Starmer.
Podkreśla się, że nie można przekładać odpowiedzialności za zbrodnicze czyny jednostek na całe społeczności. Rodzina Stephana Ogivile’s wydała oświadczenie, w którym wezwała do zaprzestania przemocy i wskazywała, że „jedyną właściwą drogą jest pokojowy protest oraz że wielu migrantów wnosi cenny wkład w funkcjonowanie kraju”.
W wyniku zamieszek aresztowano co najmniej 16 osób, a 12 funkcjonariuszy zostało rannych. Policja użyła też armatek wodnych.
Przerażenie mieszkańców Belfastu wykorzystali i podsycali antyimigranccy aktywiści oraz politycy, jak zauważano, często niemający z samym miastem wiele wspólnego. Minister sprawiedliwości Irlandii Północnej Naomi Long mówiła wprost, że agitatorzy, którzy „jeszcze wczoraj mieliby problem ze znalezieniem Belfastu na mapie” i „instrumentalizują” lęki mieszkańców.
Do „debaty” włączył się między innymi Elon Musk, który między innymi upowszechniał materiały z ataku na platformie X. Odpierając zarzuty o podżeganie, napisał, że to nie „media społecznościowe” wywołują gniew, lecz „morderczy imigranci ścinający głowy niewinnym ludziom w ich własnym mieście”.
Wcześniej udostępnił listę miejsc wtorkowych protestów, rozpowszechnioną również przez Tommy'ego Robinsona (a właściwie Stephena Yaxleya-Lennona) – brytyjskiego radykalnie prawicowego, antymuzułmańskiego aktywistę.
Warto zaznaczyć, że Robinson opublikował ją z Rosji, gdzie spotykał się w moskiewskim hotelu z Errolem Muskiem, ojcem Elona. Robinson stwierdził, że „Rosja nie jest wrogiem Wielkiej Brytanii”, a narracja o rosyjskim zagrożeniu „dawno umarła śmiercią naturalną”.
Szczególnie aktywny był Nigel Farage, lider Reform UK. Sam atak potępił, nazywając go „barbarzyńskim” i równocześnie odpowiedzialnością za niego obarczył politykę imigracyjną rządzących partii (i konserwatystów, i Partii Pracy).
„Ludzie mają oczywiście prawo do własnych poglądów na temat imigracji, a polityka rządu nie jest doskonała, ale to, co się działo [w Belfaście], nie było żadną debatą ani rozmową” – mówiła w środę w Parlamencie posłanka Claire Hanna.
Hanna dodała, że Belfast aż nazbyt dobrze zna mechanizm obwiniania całej społeczności za czyny jednostek i szukania kozłów ofiarnych. Nawiązała tym samym do konfliktu między katolikami (nacjonalistami) a protestantami (unionistami), który toczył się w Irlandii Północnej od końca lat 60. do 1998 roku.
Inny ton przyjął konserwatywny poseł Chris Philp: „Politycy głównego nurtu muszą wreszcie zrozumieć, jak bardzo ludzie są wściekli z powodu masowej nielegalnej imigracji. Jeśli główny nurt polityki tego nie powstrzymał, opinia publiczna zwróciła się gdzie indziej” – mówił, odnosząc się do zagrożenia ze strony skrajnej prawicy.
Od ponad roku temat imigracji zajmuje miejsce w czołówce wśród największych problemów wskazywanych przez Brytyjczyków. Odsetek osób uważających poziom imigracji za zbyt wysoki wzrósł z 44% w 2022 roku do 67% w 2024 roku. Jest to między innymi reakcja na rekordowy napływ imigrantów: zarówno zarobkowych po Brexicie, jak i rozgrzewające polityczne emocje nielegalne przekroczenia kanału La Manche.
Odpowiedzią rządu na zmieniające się nastroje społeczne jest systematycznie wprowadzana w życie reforma systemu imigracji. Jej twarzą jest Home Secretary (odpowiednik polskiego ministra spraw wewnętrznych), Shabana Mahmood.
Warto zaznaczyć kilka politycznych niuansów. Status uchodźcy przyznano Hadiemu Alodidowi w 2023 roku, gdy rządziła partia konserwatywna. Co istotne, otrzymał go w ramach przyspieszonej procedury (fast-track) Home Office, wprowadzonej za premiera Rishiego Sunaka, by zredukować zaległości w rozpatrywaniu wniosków azylowych.
Program ten pozwalał w części spraw na wydawanie decyzji bez pełnego wywiadu azylowego, między innymi na podstawie formularza, zwłaszcza w przypadku obywateli krajów o bardzo wysokim odsetku pozytywnych decyzji (na przykład Sudan, Syria czy Afganistan).
To za rządów partii konserwatywnej nastąpił największy wzrost migracji oraz nasilił się problem nielegalnych przekroczeń kanału La Manche.
W szczytowym momencie w 2023 roku migracja netto osiągnęła blisko 1 mln rocznie, przy wyraźnej dominacji napływu spoza UE. Falę tę nazwano mianem „Boriswave”, od reform zapoczątkowanych przez byłego premiera Borisa Johnsona. Z kolei liczba wykrytych nielegalnych przekroczeń kanału osiągnęła z kolei szczyt w 2022 roku (ponad 45 700 osób). Konserwatyści sprawowali władzę do 4 lipca 2024 roku, cały ten wzrost przypadł więc na ich kadencję.
Sekretarz ds. Irlandii Północnej Hilary Benn podkreślał, że program ten już nie funkcjonuje, a odpowiedzialnością za obecne problemy obarczył właśnie rząd konserwatywny.
Warto wskazać zwłaszcza na dwoje polityków, którzy w tamtym czasie odpowiadali za politykę imigracyjną. Robert Jenrick był ministrem ds. imigracji (październik 2022 – grudzień 2023), a resortem spraw wewnętrznych kierowała Suella Braverman. Obecnie oboje zasilają już szeregi antyimigranckiego Reform UK.
Warto pamiętać, że Irlandia Północna pozostaje jednym z najmniej zróżnicowanych etnicznie regionów UK, ale jednocześnie jest silnie spolaryzowana politycznie, co sprzyja eskalacji napięć społecznych.
Politolożka badająca procesy prekaryzacji pracy, pracę kobiet oraz dyskursywne wykluczenie grup mniejszościowych. Współpracuje badawczo z Centrum Badań nad Partycypacją Kobiet w Przestrzeni Publicznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2019 roku mieszka i pracuje w Londynie, obecnie jako Communications and Marketing Manager na Imperial College London. Specjalizuje się w upowszechnianiu wyników badań naukowych i transferze wiedzy do praktyki społecznej.
Politolożka badająca procesy prekaryzacji pracy, pracę kobiet oraz dyskursywne wykluczenie grup mniejszościowych. Współpracuje badawczo z Centrum Badań nad Partycypacją Kobiet w Przestrzeni Publicznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 2019 roku mieszka i pracuje w Londynie, obecnie jako Communications and Marketing Manager na Imperial College London. Specjalizuje się w upowszechnianiu wyników badań naukowych i transferze wiedzy do praktyki społecznej.
Komentarze