Walka z korupcją i funkcjonowanie systemu politycznego są równie ważne dla Ukraińców, jak sama wojna. Jednak wiedzą, że walka z korupcją w czasie wojny nie może doprowadzić do destabilizacji państwa – podkreśla Edwin Bendyk, prezes Fundacji Batorego
Szymon Opryszek, OKO.press: Jak Ukraina odbiera amerykańską propozycję zawarcia pokoju?
Edwin Bendyk, prezes Fundacji im. Stefana Batorego, publicysta tygodnika „Polityka", z Agnieszką Lichnerowicz prowadzi podcast „Rozumieć Ukrainę”: Dla Ukraińców to powtórka z rozrywki. Podobne rzeczy działy się przecież w lutym. Strategia Ukraińców koncentruje się na pokazaniu woli pokoju. Powtarzają: najbardziej poważnie traktujemy propozycje Trumpa i rozmawiamy o nich, ale dotychczasowy przebieg negocjacji pokazuje nasze racje. Nie chcą dać Trumpowi pretekstu do mówienia o tym, że Ukraina nie chce pokoju.
„Wall Street Journal” ujawnił, że duży wkład w amerykański plan miał Kirył Dmitrijew, wysłannik Kremla.
Ukraińcy nie przeżywają tych rosyjskich wątków jakoś bardzo. Podczas negocjacji w Genewie wypracowany został nowy, 19-punktowy plan pokojowy. Strategia Ukrainy się nie zmienia. Opiera się na tym, by Trump nie odszedł od stolika, mówiąc, że to już nie jego sprawa.
Ukraińcy wiedzą, że ustalenia z Genewy uwzględniające wprowadzone modyfikacje są nie do przyjęcia dla Putina. On nie zmieni swojej strategii, o której mówił już dawno temu. Jego cel nie dotyczy tylko Ukrainy, ale całej strefy poradzieckiej, łącznie z państwami satelickimi. Był on już określony przy akcesji Krymu. Zakłada: będziemy was jeść powoli, łyżeczką, ale w końcu was zjemy. Teraz Putin niby pokazuje swoją dobrą wolę, ale tak naprawdę daje sobie czas.
Nie ma powodu nie wierzyć Ukraińcom w ich rozpoznanie rzeczywistości. Teoria zwycięstwa Ukrainy jest taka: walczymy tak długo, aż wyczerpią się zasoby Rosji, bo Rosja jest coraz słabsza.
Podobnie jak Ukraina.
Dlatego prowadzi grę, którą musi prowadzić. Ukraina wie, że gdyby była wspierana przez silną Europę, jest w stanie walczyć i utrzymać gospodarkę w efekcie doprowadzając do załamania w Rosji. Europa ma wszystkie zasoby, by pomagać Ukrainie, gdyby tylko chciała je zmobilizować. Dlatego tak ważne są dla Ukraińców sojusze na różnych poziomach.
Oni mają traumę związaną z Memorandum Budapeszteńskim z 1994 roku i Porozumieniami Mińskimi z 2014 i 2015 r. W zamian za zrzeczenie się broni nuklearnej Ukraina otrzymała w Budapeszcie gwarancje bezpieczeństwa (firmowane m.in. przez Rosję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię). Ukraińcy przekonali się, co były one warte, kiedy w 2014 roku został zajęty Krym i rozpoczęła się operacja w Donbasie.
Wyciągnęli z tego wnioski. Oczywiście Amerykanie, choćby ze względu na siłę polityczną, zasoby, technologię wojskową, dane wywiadowcze, są dla nich najważniejsi. Z perspektywy ukraińskiej trzeba utrzymać po swojej stronie Trumpa, ale też maksymalnie wciągnąć do tej rozgrywki Europę.
Europa dysponuje większością potrzebnych technologii wojskowych, włącznie z wyrafinowanymi systemami obrony przeciwlotniczej i walki elektronicznej. Problem jest ze skalowaniem i zwiększaniem produkcji. Rolę Europy widać w porozumieniach bilateralnych, polegających na konkretnej współpracy przemysłów zbrojeniowych, np. model duński, gdzie z jednej strony Duńczycy finansują produkcję m.in. armatohaubic Bohdana w Ukrainie, z drugiej – w Danii zlokalizowana jest produkcja komponentów do ukraińskich rakiet.
Wiadomo, że trwa współpraca z Czechami i część produkcji zbrojeniowej jest tam właśnie zlokalizowana. Jak jest z Polską, nie wiem, poza informacjami, że nasze wiodące firmy dronowe i walki elektronicznej też są w Ukrainie obecne.
Ale Ukraińcy też dbają o dyplomację uprawianą decyzjami zbrojeniowymi: to porozumienie ze Szwecją w sprawie Gripenów i z Francuzami w sprawie Raphale oraz systemów walki elektronicznej. Nie wiadomo, kiedy to wszystko do Ukrainy doleci, ale wzmacnia więzi i kotwiczy kraje europejskie w odpowiedzialności za ukraiński sukces. Lub porażkę.
Wciąganie Europy to także cel Trumpa.
On chce, by Europa szybciej się konsolidowała wokół sprawy Ukrainy i zaczęła dbać o swoje bezpieczeństwo. Amerykańscy eksperci mówią, że Trump nigdy nie zrobi tego, co zrobił Bill Clinton, angażując USA w Bałkanach w odpowiedzi na europejską nieudolność. To należy zrozumieć.
Czy za tym stoi gotowość do wyjścia USA z Europy? To już jest trudniejsze do oceny. Ale wystarczy zwrócić uwagę na ostatnią rozmowę z Xi Jinpingiem. Chiński lider chciał rozmawiać o Tajwanie i Japonii, ale Trump sam wrzucił Ukrainę do tej rozmowy. Co ciekawe, w amerykańskim komunikacie na temat spotkania kwestii Tajwanu nie było.
To oznacza, że Trump nie jest tylko, jak się go przedstawia, chaotycznym gadułą, tylko realizuje jakiś wektor strategiczny USA, wykonuje pracę większą niż opartą tylko na emocjach.
Toczą się rozmowy pokojowe, a co na to ukraińskie społeczeństwo?
Gdy patrzy się na najnowsze badania przeprowadzone przez agencję Gradus już po ogłoszeniu „planu pokojowego” z 25 listopada to widać, że 68 proc. badanych nie wierzy, by podpisanie podobnego porozumienia zapewniło trwały pokój. 72 proc. nie wierzy w możliwość podpisania podobnego porozumienia.
Dla Ukraińców zupełnie nieakceptowalne jest zdjęcie sankcji z Rosji i jej reintegracja ze światową gospodarką, amnestia dla zbrodniarzy wojennych, podzielenie się Zaporoską Elektrownią Atomową, ograniczenie wielkości Sił Zbrojnych.
Jeśli z kolei dostaną wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa, to są w stanie zrezygnować z NATO i rozwoju broni jądrowej oraz przeprowadzić wybory w 100 dni od podpisania porozumienia. Innymi słowy, Ukraińcy są gotowi na oczywistości niemające dla nich większego znaczenia. Ale nie odpuszczą kwestii strategicznych.
Mimo wszystko widać rosnące zmęczenie społeczeństwa.
Od początku prezydentury Trumpa mniej więcej dwukrotnie zwiększyła się intensywność bombardowań i obejmują one całą Ukrainę. Wcześniej było to mimo wszystko ograniczone i prawy brzeg Dniepru był oszczędzany. Uderzenia koncentrowały się głównie na lewobrzeżnej Ukrainie. Od wakacji Kijów jest praktycznie codziennie bombardowany.
Idzie zima, kilkunastogodzinne wyłączenia prądu, nawet w Kijowie, dają się mocno we znaki. Więc to społeczne zmęczenie to normalna sprawa. Mimo wszystko gdzieś na końcu, jak się popatrzy na te proporcje, jednak wygrywa realizm wynikający ze świadomości, czym jest Rosja, prawda?
Strategicznie myślący ukraińscy komentatorzy, z którymi rozmawiałem, wskazują, że ustanie działań wojennych może wiązać się z różnymi negatywnymi scenariuszami dla państwa. Powtarzają, że dla Ukraińców to jest wojna o państwowość. Jeżeli ją przegrają, to być może już na zawsze.
Po ewentualnym ustaniu wojny przyjdzie im się zmierzyć z dużymi tematami: kryzysem gospodarczym, integracją weteranów, wzrostem przestępczości i jej eksportem do Europy, migracją. Rosja może po prostu wykorzystać tę sytuację.
Dlatego próbują przekonać Europę, że porażka Ukrainy jest przegraną Unii Europejskiej. Bo doprowadzi, przy równoczesnych działaniach hybrydowych Rosjan, do dekompozycji w regionie. Zostawienie Ukrainy poza strukturami europejskimi niesie ryzyko stworzenia za wschodnią granicą „strefy chaosu”.
Społeczna skłonność do kompromisu jest większa. Ale czy to nie tak, że w ostatnich latach Ukraińcy mieli jakieś zastrzyki nadziei, jak choćby operację kurską. Ostatnio wybuchła afera korupcyjna wokół Energoatomu. Czy to nie sprowadza ich brutalnie na ziemię?
Najważniejszym problemem dla Ukraińców są dwie rzeczy. W poprzednich badaniach wychodziło, że korupcja była ważniejsza niż bombardowania, teraz to się zrównoważyło. Ale to pokazuje, że czynniki wewnętrzne, takie jak korupcja i funkcjonowanie systemu politycznego są równie ważne dla Ukraińców jak sama wojna. Zwłaszcza że to nie była afera z przekupionym szefem komisji poborowej, ale dotyczyła kluczowego sektora gospodarki.
Przypomnijmy, organy antykorupcyjne po wielomiesięcznym śledztwie ujawniły aferę w systemie strategicznych spółek energetycznych. Straty szacowano na 100 milionów dolarów, pracę stracili m.in. były wicepremier, dwoje ministrów oraz kierownictwo spółek. Siedem osób usłyszało zarzuty, a wśród nich był Tymur Mindicz, bliski współpracownik Zełenskiego, związany z nim jeszcze za czasów kariery w TV. Dziś Ukraińcy, zapytani o to, kto jest odpowiedzialny za nieskuteczną walkę z korupcją, wskazują bezpośrednio na prezydenta.
To zdroworozsądkowy wniosek, skoro system jest oparty na jednej osobie i jest całkowicie podporządkowany woli prezydenta. Biuro Zełenskiego jest gigantyczne, ośmiu wicedyrektorów kontroluje wszystkie kluczowe aspekty działalności państwa, jak choćby Olek Tatarow, pierwszy zastępca szefa biura, który ma pod opieką SBU. To wszystko siłą rzeczy otwiera możliwość też na korupcję, bo do systemu wślizgują się ludzie tacy jak Mindicz, którzy nie mają żadnych funkcji.
Dlatego tak ważna jest decyzją, z którą Zełenski zwlekał, obserwując rozwój sytuacji: zwolnienie najbliższego z bliskich – Andrija Jermaka, szefa Biura Prezydenta. Wydawało się, że jest nieusuwalny – 20 listopada podczas spotkania z klubem parlamentarnym Sługa Narodu Zełenski dał sygnał, że o Jermaku zadecyduje sam, a jak komuś się nie podoba, to może mieć nieprzyjemności. Klub zamilkł, ale sprawa nie ucichła.
W piątek 28 listopada NABU i SAP wkroczyły do biur i mieszkania Jermaka. Zełenski zdecydował się na ten ruch, widząc, że znowu działa efekt flagi i nacisk USA na pokój znowu podwyższyły osobiste notowania prezydenta, mimo afery korupcyjnej. To najlepszy czas, by się odciąć.
Jednym z sukcesów wewnętrznych Ukrainy po 2014 roku było zbudowanie specjalnych instytucji odpowiedzialnych za walkę z korupcją: Biura Śledczego (NABU) oraz specjalnej prokuratury. W lipcu próbowano, z inicjatywy biura prezydenta, ograniczyć autonomię tych instytucji.
Ukraina ma z jednej strony bardzo dobrze rozwinięty mechanizm solidarności, jak oni mówią, horyzontalnej. Czyli na dole jest współpraca, są organizacje obywatelskie, bardzo wysokie zaufanie do siebie, które daje zdolność do współpracy. Zarazem jest bardzo kiepska solidarność wertykalna, czyli zupełnie wyalienowane elity.
Poziom zaufania do sądów jest poniżej 10 proc., a do rządu w granicach 20 procent.
Władza polityczna, szczególnie w czasie wojny, jest bardzo skoncentrowana, a to stwarza pokusy (jak np. próba osłabienia instytucji antykorupcyjnych). Mimo wszystko, to trzeba podkreślić, społeczeństwo pozostaje czujne i zdyscyplinowane.
Dyskusja wokół afery Energoatomu pokazuje dużą dojrzałość. Ukraińcy powtarzają, że trzeba walczyć z korupcją nawet w czasie wojny, ale nie może to doprowadzić do destabilizacji państwa. Nie można przy okazji wylać dziecka z kąpielą i skasować wszystkich ludzi, którzy jednocześnie pełnią funkcje państwowe i wiedzą, jak państwo działa. Dyskusja, która się toczy, pokazuje, że postulat wytępienia korupcji, oczywiście słuszny w kategoriach moralnych, politycznie może być niebezpieczny.
Mam wrażenie, że negocjacje pokojowe przysłoniły ogromną aferę. To pokazuje, że Zełenski działa sprawnie także w polityce wewnętrznej.
To populista, który cały czas rządzi populistycznie i wojnę też prowadzi w sposób populistyczny. To wytrenowany i twardoskóry gracz. Wielki kryzys zewnętrzny – 28-punktowy plan Trumpa/Putina – wykorzystał jako koło ratunkowe, licząc na wspomniany efekt flagi. Jak 28 lutego po rozmowie z Triumpem i Vancem w Białym Domu.
Znamienne jest, że Zełenski wysłał na negocjacje Andrija Jermaka z Rustemem Umerowem, czyli dwie osoby, wobec których jest oczekiwanie społeczne, że powinni być zdymisjonowani. Gdy jednak zobaczył, że on sam nie traci, ale przyjaciół nie da się obronić, poświęcił Jermaka bez wahania.
To nie tylko dymisja, to zapowiedź zmiany systemu oznaczająca zwiększenie roli rządu i Rady Najwyższej.
Czytam opinie, że w polityce wewnętrznej Zełenski popełnia coraz więcej błędów, które odbijają się na froncie.
Pokazuje to temat mobilizacji, od początku bardzo nieudolnie robiony, ze względu na obawę przed kosztami politycznymi. To jest po prostu katastrofa. Generał Wałerij Załużny, gdy był głównodowodzącym armią, chciał zwiększyć pobór, na to się nie zgodził Zełenski. Ustawę, która obniżała wiek poborowy z 27 do 25 lat, trzymał na biurku pół roku, zanim podpisał.
Praktycznie nie ma strategii mobilizacji. Zostawia realizację komisjom poborowym, które robią to w różny sposób, w zależności od temperamentu działających tam osób.
Widziałem, jak to wygląda w Charkowie. Idzie sobie młody chłopak, nagle dwa samochody podjeżdżają, wyskakuje dziesięciu gości w mundurach i sprawdzają, dlaczego łazi po ulicy zamiast służyć. Ludziom się to nie podoba, bo nie ma jasnej komunikacji.
Z drugiej strony zgoda na to, żeby chłopcy, którzy skończyli 18 lat, mogli wyjeżdżać z kraju, to była decyzja czysto populistyczna i spowodowała, że ponad sto tysięcy od razu skorzystało z tej możliwości. Najprawdopodobniej już nie wrócą.
Zełenski utrzymuje się, ale jako figura, symbol jedności mimo wszystko i takie akcje Trumpa, jak plan pokojowy tylko mu pomagają, ale w tej chwili zdecydowanie w wyobraźni społecznej zyskują weterani. Załużny cieszy się większym zaufaniem niż Zełenski, podobnie Kiryło Budanow, szef Wywiadu Wojskowego. Gdyby wystartowali dziś w wyborach prezydenckich, obaj wygraliby z Zełenskim w drugiej turze.
A gdzieś w tle toczy się wojna, o której mówi się i pisze mniej, bo na pierwszym planie są negocjacje pokojowe.
Faktem jest, że Rosjanie trochę przyspieszyli, dostosowują taktykę i rozwijają technologię. Jeśli wierzyć analitykom, jesteśmy w momencie, w którym widać problemy Ukrainy. Błędy w zarządzaniu armią, spóźnione decyzje, późno wprowadzony system korpusów, czy problemy z mobilizacją – błędy zaczęły wychodzić na wierzch. Ukraińcy używają takiego pojęcia, że sytuacja jest złożona, ale nie beznadziejna.
Jest realna szansa na pokój?
Nie wydaje mi się, by była w najbliższym czasie. Zaraz się okaże, że Moskwa odpowie, że wraca do 28 punktów planu pokojowego. Trump znowu coś tam powie. Znając jego temperament negocjatora, to on zawsze będzie kluczył, zostawiając jakąś furtkę i próbując straszyć, że zabiera zabawki.
To, czego możemy być pewni, jeśli chodzi o niego, to, że on naprawdę chce zakończyć tę wojnę. Żeby pozbyć się problemu. Tyle że dla niego Rosja jest istotniejsza z punktu widzenia układu z Chinami. Zależy mu, by odkleić Rosję od Chin i przykleić jakoś do Stanów.
Efekt będzie taki, że wszystko będzie zależeć od UE i jej zaangażowania. Kluczem byłoby uruchomienie zamrożonych rosyjskich aktywów do finansowania pomocy dla Ukrainy. Gdyby takie stabilne finansowanie dla Ukrainy na kolejny rok wojny się znalazło, to byłoby bardzo dużo.
Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.
Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.
Komentarze