Stowarzyszenie Sędziów Polskich IUSTITIA zaapelowało do sędziów, aby w razie uchwalenia ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa nie brali udziału w wyborach sędziów do nowej, upolitycznionej KRS. Bojkot ma szanse powodzenia

Ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury zostały napisane, aby radykalnie zwiększyć wpływ ministerstwa sprawiedliwości na kadry i uzależnić orzecznictwo polskich sądów od wskazań politycznych. To nie przypadek, że oba projekty zgłoszono już po „przejęciu” Trybunału Konstytucyjnego przez PiS. Po uchwaleniu ustawy o zgromadzeniach wiadomo, że zdominowany przez PiS sąd konstytucyjny będzie przyklepywał niekonstytucyjne prawa, uchwalane przez Sejm i podpisywane przez prezydenta Dudę.

W przypadku Krajowej Rady Sądownictwa „eksperci” Zbigniewa Ziobry postanowili osiągnąć cel przez wprowadzenie zasady, że piętnastu sędziów sądów powszechnych, wojskowych i administracyjnych do Krajowej Rady Sądownictwa będzie wybierał Sejm – czyli, w praktyce, większość Prawa i Sprawiedliwości. To podporządkowanie instytucji strzegącej niezawisłości sądów politykom jest oczywiście niezgodne z konstytucją.

Szczytem bezczelności jest jednak wprost łamiący konstytucję zapis, że po wejściu w życie nowego prawa wygasną kadencje obecnych członków Krajowej Rady Sądownictwa – choć art. 187 ust. 3 Konstytucji RP stanowi, że „kadencja wybranych członków Krajowej Rady Sądownictwa trwa cztery lata”.

Ustawę o KRS uzupełnia ustawa o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, która podporządkowuje tę szkołę ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu, jednocześnie umożliwiając mu powoływanie absolwentów na stanowiska asesorów sędziowskich i powierzanie im wykonywania obowiązków sędziego. To ważne, bo obecnie w Polsce nieobsadzonych jest ponad 500 etatów sędziowskich. To na te stanowiska ostrzy sobie zęby Ziobro.

Rozwiązania obu ustaw są niezgodne z:

  • Konstytucją RP, która wyraźnie oddziela władzę sądowniczą od innych władz i ustanawia Krajową Radę Sądownictwa jako instytucję stojącą na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów,
  • orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, który uznał wykonywanie obowiązków sędziów przez zależnych od ministra asesorów za niezgodną z konstytucją oraz
  • standardami międzynarodowymi, które zakładają, że niezależność sądów wynika z powierzenia samorządom sędziowskim prawa wyboru większości reprezentantów do instytucji, która w ustroju danego państwa stoi na straży odrębności sądownictwa.


Odpowiedź „Iustitii”

W sobotę, 1 kwietnia Zebranie Delegatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” zaapelowało do wszystkich sędziów, aby po przyjęciu ustawy nie wzięli udziału w wyborach nowej, podporządkowanej politykom, wybieranej przez Sejm Krajowej Rady Sądownictwa i „nie legitymizowali w ten sposób przepisów niezgodnych z zasadą trójpodziału władzy”. Sędziowie wezwali też wszystkich sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, aby powrócili do orzekania. „Jako sędziowie musimy być świadomi, że nasza obecna postawa będzie zapisana na kartach historii” – stwierdzono w uchwale.

Nie da się dziś ocenić, na ile skuteczny będzie apel Iustitii. Można jednak jako wskazówkę przyjąć to, że PiS już do Trybunału Konstytucyjnego wybrało szereg prawników dalekich od ideału – mąż Julii Przyłębskiej okazał się być tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Wolfgang”, Piotr Pszczółkowski ma za sobą dość wątpliwy etycznie epizod handlowania długami szpitali, a Mariusz Muszyński najprawdopodobniej zataił współpracę z polskim wywiadem w latach 90., a w niektórych wypadkach dokonywało roszad świadczących o krótkiej ławce kadrowej. Tak było w przypadku Michała Warcińskiego, który, zanim został sędzią TK, był szefem Biura Analiz Sejmowych w kancelarii Marka Kuchcińskiego.

 Jeżeli presja środowiskowa będzie dość mocna, PiS może być bardzo trudno znaleźć piętnastu już nominowanych, a więc cieszących się pełną niezależnością sędziów, którzy zaryzykują całą karierę dla zasiadania w urzędzie przypieczętowującym „dobrą zmianę” w wymiarze sprawiedliwości.

Krytyka ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa

Na ustawę napisaną w resorcie Zbigniewa Ziobry krytyka spada ze wszystkich stron. Ostatnio Zbigniew Ziobro starł się z OBWE, która zaapelowała o wycofanie się z projektu. „Proponowane zmiany budzą poważne obawy związane z podstawowymi zasadami demokracji, w szczególności podziałem władz i niezależnością władzy sądowniczej” – napisali eksperci. W odpowiedzi Zbigniew Ziobro zdobył się tylko na obrażenie OBWE – a KRS sprawdziła, że w swojej tyradzie siedemnaście razy minął się z prawdą.



Krytycznie o ustawie wypowiedział się również Naczelny Sąd Administracyjny, który napisał, że projekt zmienia”ustrojową pozycję [Krajowej] Rady [Sądownictwa] bez zmiany konstytucji, co powoduje ryzyko ograniczenia działania KRS w wykonywaniu jej konstytucyjnych obowiązków strażnika niezawisłości sędziów i niezależności sądów”.

Do chóru krytyków nieoczekiwanie dołączyła – podporządkowana przecież marszałkowi z PiS – Kancelaria Sejmu. Biuro Legislacyjne w opinii dla posłów przypomniało, że Konstytucja powierza Sejmowi i Senatowi wybór sześciu członków KRS, więc gdyby również piętnastu sędziów mieli wybierać posłowie, to napisano by o tym w Konstytucji. „Skoro Konstytucja statuuje skład KRS i wskazuje ile jej członków ma wybierać parlament to rozwiązanie proponowane przez wnioskodawców, które przewiduje wybór dodatkowych 15 członków KRS przez Sejm stoi w sprzeczności z art. 187 ust. 1 w związku z art. 8 Konstytucji” – stwierdzili eksperci Kancelarii Sejmu.

OKO.press zapytało Kancelarię Sejmu, czy po napisaniu tej ekspertyzy zachowali, czy stracili pracę.


Abonament na wolność słowa

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press