Gdy Grzegorz Schetyna złapany „w biegu”, powiedział dziennikarzowi TVP Info, że PO jest przeciwko przyjmowaniu uchodźców, wyglądało to na zwykłą wpadkę wynikającą z pośpiechu. Jednak następne wypowiedzi polityków jego partii rozwiały wątpliwości. Platforma postanowiła podpisać się pod populistyczną retoryką PiS

„Czy jest Pan za przyjmowaniem uchodźców?” – zapytał lidera głównej partii opozycyjnej reporter TVP Info.

Nie, jestem za tym, żeby nie przyjeżdżali” – odpowiedział Schetyna

„Czy to oficjalne stanowisko Platformy? „Jesteśmy za nieprzyjmowaniem uchodźców”?”

„Tak, tak, Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców.”

Wiele osób uznało tę deklarację Schetyny za nieprzemyślaną wypowiedź. Kolejną w serii ostatnich wpadek (wcześniejsze niefortunne wypowiedzi dotyczyły incydentu z demonstrantami z LGBT na Marszu Wolności i płacy minimalnej).

Jednak partyjni koledzy przewodniczącego PO szybko rozwiali te wątpliwości i dopowiedzieli, co tak naprawdę partia sądzi na temat uchodźców. Niektóre z tych wypowiedzi w ciemno można by przypisać czołowemu autorowi antyuchodźczej propagandy PiS – Mariuszowi Błaszczakowi.

Jeszcze tego samego dnia szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann tłumaczył PAP: „Dzisiaj uważamy, że powinniśmy pomagać uchodźcom, imigrantom – legalnym i nielegalnym – w miejscach, w których mają najłatwiej do asymilacji, także w obozach, które są w krajach przygranicznych, albo wręcz w odsyłaniu nielegalnych imigrantów, którzy nie są uchodźcami z terenów wojennych, ale są imigrantami ekonomicznymi”.

Niespójne wypowiedzi o imigrantach ekonomicznych i pomaganiu na miejscu „także w obozach” to dowód, że polityk Platformy fundamentalnie nie rozumie natury kryzysu uchodźczego.

W przypadku uchodźców z Syrii „pomaganie na miejscu” to wyrażenie wewnętrznie sprzeczne, dopóki szaleje tam krwawy konflikt zbrojny. Pomaganie w obozach to z natury rzeczy tylko granie na zwłokę. Trzymanie setek tysięcy ludzi w obozach (głównie na terenie Grecji i Włoch) to żadne rozwiązanie problemu.



Neumann dorzucił później znajomo brzmiącą przestrogę o zagrożeniu terrorystycznym ze strony uchodźców: „Jeżeli będzie to decyzja rządu i Unii Europejskiej o przyjmowaniu jakichkolwiek kwot, liczby uchodźców, to rząd będzie musiał zabezpieczyć, zagwarantować, że będą to osoby, które nie stwarzają niebezpieczeństwa w Polsce. Tak było wtedy i tak musi być teraz”. Choć wiadomo, że problem terroryzmu w Europie nie jest pochodną napływu uchodźców.



W podobnym, a nawet gorszym tonie wypowiadał się też Tomasz Siemoniak w TOK FM. Jednym tchem pod „uchodźców” podstawił „nielegalnych imigrantów”.

Temat niedotykalny

Uchodźcy to w Polsce temat politycznie trudny. Od początku 2016 roku Polki i Polacy deklarują niechęć do przyjmowania uchodźców. Platforma zdawała sobie z tego sprawę i dlatego od zawsze starała się nie przedstawiać żadnych konkretnych deklaracji w tej sprawie i utrzymywać „rozmyty” wizerunek tak, by nikt nie mógł jej zarzucić, że popiera, albo sprzeciwia się przyjęciu uchodźców.

Tę ambiwalencję Platformy wyraził Tomasz Siemoniak:

Nie róbmy z tego instrumentu politycznego. Schetyna jest byłym szefem MSZ, ma głęboką wiedzę w tej sprawie. Temat uchodźców nie może być pałką do bicia się na polskiej scenie politycznej. Tak jak nie można mówić, że PO była za przyjmowaniem uchodźców i się na to zgodziła, ani nie można mówić, że PO jest teraz za przewracaniem pontonów. Proszę pokazać w Polsce choć jednego uchodźcę. Temat dzieli Polaków i myślę, że nie powinien być instrumentalnie ani przez PiS, ani Partię Razem traktowany w debacie publicznej”.

Nowymi, zdecydowanymi wypowiedziami Platforma podryfowała jednak w kierunku izolacjonistycznej i ksenofobicznej retoryki PiS.

Szkoda, bo widać wyraźnie, że stosunek polskiego społeczeństwa do uchodźców to głównie efekt skutecznej propagandy PiS i innych prawicowych ugrupowań. Jeszcze na początku 2015 roku sondaż CBOS wskazywał, że 72 proc. Polek i Polaków jest za przyjmowaniem osób uciekających przed wojną. PO przez ten czas nie zdecydowała się przedstawić jakiejkolwiek konkurencyjnej narracji.

Brukseli kończy się cierpliwość

Problem w tym, że przy takim stanowisku, jako kraj nie możemy pozostać. Tylko od początku 2017 roku do Europy drogą morską przybyło 50 tys. uchodźców. Głównie do Włoch i Grecji. Już teraz setki tysięcy osób oczekuje tam w obozach na możliwość pozostania w Europie.

Nie można ich tam zostawić ani przez wzgląd na prawa człowieka, ani na sytuację na terytorium naszych partnerów. Kryzys uchodźczy to nie tylko kwestia pomocy pozbawionym schronienia ofiarom wojny, ale także kwestia przyszłości UE i pozycji Polski we wspólnocie.

O tym, jak wygląda kwestia relokacji uchodźców w UE, pisał w OKO.press Tomasz Bielecki. Unia nie zdołała dotąd rozlokować nawet 10 proc. ze 160 tys. uchodźców docierających przez Morze Śródziemne do wybrzeży Grecji i Włoch. Spośród wszystkich unijnych krajów tylko Polska i Węgry nie przyjęły nikogo.

Polski rząd chwali się uchodźcami z Ukrainy, ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę osoby, które uciekają z tego kraju i z Rosji, Polska nadal jest na ostatnim miejscu pod względem liczby przyjmowanych uchodźców w Europie.



Rząd Ewy Kopacz, we wrześniu 2015 roku po negocjacjach zgodził się na unijny program kwotowej relokacji uchodźców. Zobowiązaliśmy się wówczas przyjąć sześć tysięcy ze 160 tys. osób zakwalifikowanych do relokacji w ramach programu. Potem jednak, po wygranych wyborach, z decyzji wycofał się rząd Beaty Szydło i ostatecznie Polska nie przyjęła w ramach tego programu ani jednego uchodźcy.

Od tamtej pory to głównie sojusz Polski i Węgier paraliżuje starania Unii jakiegokolwiek zminimalizowania negatywnych skutków konfliktów na Bliskim Wschodzie.

Podczas marcowego szczytu  w Brukseli, głowy państw zobowiązały się, że kwestię relokacji rozwiążą do czerwca 2017 r. Premier Beata Szydło nie podpisała wówczas konkluzji szczytu, w ramach protestu przeciwko wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, ale nadal nie zmienia to faktu, że we wspólnocie jest determinacja, bo coś postanowić.

Komisja Europejska od dawna straszy politycznymi i finansowymi konsekwencjami za brak solidarnej postawy państw członkowskich. Być może właśnie od czerwca zacznie je wyciągać.

Trzaskowski mówi inaczej

Swoich kolegów tłumaczy Rafał Trzaskowski, odpowiedzialny w PO za polityką zagraniczną:

„Wypowiedź moich partyjnych kolegów to odpowiedź na hucpę, którą urządza PiS. Wmawia wszystkim, że Platforma Obywatelska jest za przyjęciem nieograniczonej liczby uchodźców. Tymczasem to nasz rząd sprzeciwiał się mechanizmowi przymusowej relokacji uchodźców i to dzięki naszym negocjacjom wpisano do tego mechanizmu bezpieczniki: sprawdzanie tożsamości uchodźców i wymóg deklaracji chęci przyjazdu tych osób do wybranego kraju. Na razie okazuje się, że niemal nie ma uchodźców, którzy chcieliby do Polski przyjechać.

PO jest za solidarnością wewnątrz Europy i za pomocą potrzebującym. Ale nasza partia nigdy nie opowiadała się za niekontrolowanym przyjazdem migrantów. Wręcz przeciwnie, to my stworzyliśmy narzędzia, dzięki którym PiS może prowadzić jakkolwiek racjonalną politykę w sprawie uchodźców. Na razie tego nie robi. Zamiast budowania sojuszy w Europie idzie w zaparte” – powiedział OKO.press.

W ustach jego politycznych współpracowników brzmiało to jednak zupełnie inaczej.


OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press