Prawa autorskie: AFPAFP
30 października 2022

Wybory w Brazylii. Doradca Luli tłumaczy, jak zlikwidują głód i ograniczą wpływy finansjery

W dniu, kiedy Brazylijczycy zdecydują, kto będzie 39. prezydentem Brazylii, OKO.press rozmawia z Ladislao Dowborem, doradcą ekonomicznym byłego prezydenta i kandydata w wyborach, Luli da Silvy – o zaklętym kręgu kolonializmu, wylesianiu Amazonii, potędze brazylijskiej finansjery

“Jeśli podzieli się PKB przez liczbę ludności, a więc 215 milionów, daje to 2600 dolarów na miesiąc dla czteroosobowej rodziny. To, co produkujemy, wystarczy dla zapewnienia podstawowej stabilności całemu społeczeństwu. Jeśli zmniejszymy nierówności w Brazylii, tak jak to miało miejsce w trakcie dekady Luli, bogactwa i pracy wystarczy dla wszystkich. Najważniejsze, aby nie było tego cierpienia, głodu, bezdomności i chorób. To nasz priorytet” - mówi w rozmowie z OKO.press Ladislau Dowbor*, wieloletni doradca ekonomiczny byłego prezydenta Luiza Inácia Luli da Silvy** (na zdjęciu), który 30 października ubiega się o reelekcję, walcząc w drugiej turze z Jairem Bolsonaro***.

W pierwszej turze Lula zdobył poparcie 48,4 proc. wyborców, co odpowiada ponad 57 milionom głosów. Na drugim miejscu znalazł się obecny prezydent Bolsonaro, który uzyskał 43,2 proc. głosów.

Stawka wyborów nie mogła być wyższa. Brazylia jest piątym co do wielkości państwem na świecie, z 217 milionami ludności, co daje jej siódme miejsce pod względem zaludnienia. Jest bogata w surowce i ziemię rolną, jednak antyekologiczna, służąca interesom międzynarodowych korporacji i podparta teoriami spiskowymi, m.in. dotyczącymi pandemii COVID-19, skrajnie prawicowa polityka Jaira Bolsonaro doprowadziła Brazylię do politycznego i społecznego kryzysu.

Bilans rządów Bolsonaro to częste zmiany na stanowiskach ministerialnych, odwołania do przemocy, sympatia dla tradycji wojskowych junt, a w końcu postępująca prywatyzacja spółek skarbu państwa. Odbywająca się kawałek po kawałku, poprzez sprzedaż infrastruktury lub akcji, w tym potentata naftowego Petrobras. To także ogromne koszta poniesione w walce z pandemią COVID-19, którą Bolsonaro aktywnie negował.

Lula proponuje powrót do połączenia zysków z ropy i spółek państwowych z programami socjalnymi, które to już wprowadził za tak zwanej dekady Luli, 2003-2013. Te szeroko zakrojone programy społeczne, jak Bolsa Família i Fome Zero, miały na celu walkę z ubóstwem i podniesienie pozycji klasy robotniczej oraz poprawę losu najuboższych. Finansowane były zyskami z wydobycia brazylijskiej ropy naftowej, należącej do Petrobrasu.

Według dwóch ostatnich sondaży Lula prowadzi odpowiednio z 52,5 i 49 proc. głosów. W badaniach opinii publicznej poparcie dla Bolsonaro jest jednak zwykle zaniżone.

Wojciech Łobodziński, OKO.press: Dla wielu obserwatorów w Europie przebieg wyborów w Brazylii był nieoczywisty. Wstępne wyniki wskazywały na Bolsonaro wbrew zapewnieniom ekspertów. Czy dla Pana też to był szok?

Ladislau Dowbor: Najpierw głosy są zliczane w bogatszych regionach, które mają lepszy internet, bardziej rozbudowaną infrastrukturę. To jest dla nas oczywiste. Różne instytuty badawcze przed wyborami mówiły, że Lula wygra zdobywając 44-52 proc. Okazało się, że były blisko. 48,5 proc., taki mieliśmy wynik końcowy. Brakowało tylko półtora procenta, aby wygrał w pierwszej turze. Z drugiej strony poparcie Bolsonaro wzrosło, szczególnie w ostatnich dniach przed głosowaniem. Lula jednak skomentuje to tak, że zawsze wygrywał za drugim razem.

Co ważne, bardziej rozsądna prawica, nie tak skrajna jak ta popierająca Bolsonaro, wiedziała, że jej kandydat nie ma żadnych szans na wybór. I wprost mówiła o potrzebie drugiej tury, w trakcie której będzie można wymusić na Luli ustępstwa na rzecz finansjery, która jest najważniejszą instytucją polityczną w Brazylii. Było to bezwstydne.

Druga tura jest w interesie elit finansowych, żeby Lula stonował swój program w zamian za głosy?

To nie ulega wątpliwości. Mowa między innymi o utrzymaniu kierunku prywatyzacji Petrobrasu. Za Bolsonaro została sprywatyzowana infrastruktura energetyczna i część aktywów, ale państwo nadal posiada większość. W trakcie pierwszych rządów Luli to właśnie znacjonalizowany sektor paliwowy ufundował wiele reform socjalnych. Do tej kwestii wróciliśmy i teraz w naszej kampanii wyborczej, znów obiecując finansowanie wydatków socjalnych z zysków z ropy. Teraz trafiają one znów, jak niegdyś, do kieszeni najbogatszych tego świata, Blackrock i innych funduszy inwestycyjnych.

Wszędzie tam, gdzie jest ropa, tam są problemy. Nieważne, czy chodzi o Wenezuelę, Irak, Angolę, Nigerię, wszędzie jest wojna i wieczna niestabilność.

Wszędzie też usiłuje się przekonać opinię publiczną, że chodzi o demokrację. Ale wszyscy wiemy, jak jest.

Co jest najważniejszą stawką tych wyborów?

Podstawową kwestią jest to, że nie jesteśmy wcale biednym krajem. Zdarzyło mi się pracować w Afryce w ramach ONZ, w naprawdę biednych regionach, i tam nie było skąd brać na reformy, na żywność, służbę zdrowia, na domy. Tutaj jednak – jeśli podzieli się PKB przez liczbę ludności, a więc 215 milionów, daje to 2600 dolarów na miesiąc dla czteroosobowej rodziny. To, co produkujemy wystarczy, by zapewnić podstawową stabilność całemu społeczeństwu. Jeśli zlikwidujemy nierówności w Brazylii, tak jak za dekady Luli, okaże się, że bogactwa i pracy jest dla wszystkich. Najważniejsze, aby nie było cierpienia, głodu, bezdomności i chorób.

W tej chwili mamy 33 miliony ludzi głodujących i 125 milionów znajdujących się w ciągłym zagrożeniu żywnościowym. W tym kilkadziesiąt milionów dzieci.

To jest praktycznie rzecz biorąc 75 proc. ludności.

Niestety, tak to wygląda. W naszej gospodarce jest dużo pieniędzy. Szczególnie w finansach i w eksporcie, które są naczyniami połączonymi. Demagogów takich jak Bolsonaro znajdziemy wszędzie. Problemem jest to, kto za nim stał, kto wypchnął go do władzy. A zrobili to kapitaliści związani z sektorem bankowym i eksportowym. To im zależało na cofnięciu socjaldemokratycznych reform.

Sektor eksportowy rozwinął się bez żadnych ekologicznych, czy państwowych ograniczeń właśnie dzięki Bolsonaro. Brazylia sprzedaje tropikalne drewno z Amazonii, ropę, soję, mięso itd. Może sobie pozwolić na bardzo intensywny rozwój sektora mięsnego, pomimo panującego głodu. Ta grupa, nazwijmy ją agrobiznesem, kontroluje prawie połowę brazylijskiego parlamentu...

W trakcie dekady Luli te wektory były odwrotne. Priorytetem był rynek wewnętrzny, a nie eksport surowców czy żywności.

Tak, wtedy rynek wewnętrzny odpowiadał za 85 proc. naszego PKB. Wystarczyło skalibrować niektóre parametry gospodarki, aby rozwinąć popyt wewnętrzny tak, by ludzi było stać na produkowane u nas produkty.

Dziś znów znajdujemy się w pułapce technologicznego, czy też surowcowego kolonializmu. Tak samo było z kawą, cukrem sto lat temu.

Teraz są to inne towary, ale schemat jest ten sam. Chodzi o wyzysk surowcowy Brazylii przez własne elity i zagranicznych inwestorów, często dostarczających technologie. Za rządów Bolsonaro sprywatyzowano wydobycie surowców i strategiczne spółki państwowe. Teraz współdziałają politycznie na przykład z firmą JBS, największym potentatem rynku mięsnego na świecie, należąc jednocześnie do lokalnych bonzów i inwestorów zagranicznych z Wall Street. Dlatego mamy teraz głód.

A w 2014 roku ONZ wykreśliło Brazylię z mapy światowego głodu.

Dzięki temu, że rynek wewnętrzny w ogóle tutaj zaistniał. Ten pogląd ma solidne fundamenty – nawet jeśli spojrzymy na takie niemiarodajne wskaźniki jak PKB. Jeśli podzielimy na przykład ilość ziarna zebranego w trakcie ostatnich zbiorów, to wyjdzie nam 3,7 kg na dzień na osobę! A mamy głód! Tylko dlatego, że rynek zbóż jest opanowany przez korporacje, które my nazywamy ABCD (ADM, Bunge, Cargill, Dreyfus). Są to cztery grupy inwestycyjne, które kontrolują 80 proc. światowego rynku zboża. Nic nie produkują, tylko spekulują na cenach żywności. Wszystko z Brazylii idzie na eksport, nawet ryż.

Drugą siłą polityczną, jak pan wspomniał, jest sektor finansowy. W swoim tekście, o Brazylii przyszłości, który de facto przedstawia program brazylijskiej lewicy, pisze pan: „Musimy ewoluować od polityki oszczędnościowej i narracji »odpowiedzialności fiskalnej« do ogólnego podejścia, opartego na podstawowych potrzebach i promocji działań na rzecz produkcji. Oznacza to restrukturyzację systemu podatkowego. W Brazylii zyski kapitałowe i dywidendy są zwolnione z podatku od 1995 roku, co jest groteskową deformacją. Od 1996 roku zwolnione z podatku są również działania zorientowane na eksport, co doprowadziło do ogromnego wzrostu eksportu towarów, a nie produkcji na rynki wewnętrzne, oraz dramatycznego wzrostu głodu. A system podatkowy skoncentrowany jest na podatkach konsumpcyjnych, przez co większość ludności, która gros dochodów wydaje na codzienne zakupy, płaci proporcjonalnie znacznie więcej, niż grupy o średnich i wysokich dochodach. Podstawową kwestią jest przekształcenie regresywnego systemu podatkowego w Brazylii w progresywny, stosowany w Europie i wielu innych krajach”.

Pięć banków kontroluje 85 proc. rynku kredytowego, jest to w terminologii ekonomicznej tak zwany kartel. Mamy dwa banki państwowe, Banco do Brasil i Caixa Econômica Federal, ale za czasów Bolsonaro poszły one tą samą drogą, co banki prywatne. Na międzynarodowych spotkaniach ekonomistów nikt mi nie wierzy, że tak to może u nas wyglądać. Muszę od razu pokazywać cyfry i dokumenty.

Wróćmy do pana artykułu: „Drugą grupą środków, które sprawią, że finanse będą stymulowały rozwój, a nie drenowały gospodarkę, jest regulacja kredytów. Artykuł 192 konstytucji z 1988 roku definiował lichwę jako przestępstwo, ale bankom udało się go znieść w 2003 roku. Brazylijskie banki narzucają trzeci co do wysokości spread na świecie, z oprocentowaniem odnawialnych kart kredytowych powyżej 350 proc. (przy inflacji około 10 proc.), kredytów w rachunku bieżącym powyżej 150 proc. i kredytów komercyjnych na raty około 80 proc. Ponieważ pięć banków kontroluje 85 proc. kredytów, jest to oligopol drenujący gospodarkę. Należy przywrócić kontrolę banku centralnego nad stopami procentowymi, a kredyt musi być zorganizowany w sposób stymulujący popyt, inwestycje i działalność produkcyjną”.

Finansjerze udało się doprowadzić do zmiany konstytucji?

Artykuł 192 konstytucji mówił, że jeśli bank przekroczy 12 proc. oprocentowania ponad inflację, to jest to tak zwana lichwa, a więc przestępstwo. Banki się zorganizowały. Nie potrzebowały referendum, nic z tych rzeczy. Po prostu przekupiły parlament, tworząc większość potrzebną do zmiany konstytucji. Powstały na ten temat genialne książki.

Tak samo było ze zniesieniem opodatkowania produkcji eksportowej, banki i korporacje przekupiły parlamentarzystów.

Te same grupy, te same elity, które popierają obecnie Bolsonaro, przypuściły w latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI wieku atak na konstytucję. To jest drenaż naszej gospodarki i kolonializm XXI wieku. Zysk z drewna, soi, ropy, naszych naturalnych dóbr wspólnych, idzie do amerykańskich akcjonariuszy, a nie Brazylijczyków. „Forbes” pisze, że mamy 315 brazylijskich miliarderów. To przedstawiciele świata koncernów surowcowych, żywnościowych i lichwy.

Z drugiej strony te wszystkie rozwiązania funkcjonowały i za czasów Luli, który nie przeprowadził żadnej socjalistycznej rewolucji. Udało mu się jednak z tego dużego tortu wziąć tyle, aby stworzyć rynek wewnętrzny i wyeliminować głód. Wszystko dzięki temu, że tolerował do pewnego stopnia wszechwładzę korporacji i brazylijskiej finansjery.

Nie tylko głód. Tu chodzi o niewykorzystywanie pełnego potencjału Brazylii. To jest piętrowy problem. Większość naszej siły intelektualnej, czy roboczej, nie jest wykorzystywana. Gdy Lula poprzez swoje programy socjalne i redystrybucyjne oraz nacjonalizację przekazał część z tego brazylijskiego tortu narodowi, to nagle się okazało, że średni i mali przedsiębiorcy mogą też być konkurencyjni, a nie spychani do szarej strefy.

W 2002 roku, przed wyborami, Lula ogłosił „List do Brazylijczyków”. Był to tak na dobrą sprawę list do świata finansjery, w którym obiecywał, że nie będzie rewolucji. Natomiast gdy zaczął poprzez program Bolsa Familia, zawierający podniesienie płacy minimalnej i różne programy socjalne (było ich 149), wzmacniać klasy niższe, czyli dwie trzecie naszego społeczeństwa, okazało się, że popyt wewnętrzny się zwiększył. Nie wywołało to inflacji, ponieważ firmy miały jak produkować, a ludzie mieli za co kupować. W latach 2002-2005 bezrobocie spadło z 12 proc. do 5 proc. Była to głęboka zmiana. Małe firmy miały w końcu tlen, który pozwalał im działać. Poziom życia wśród biednych podniósł się o 12 proc. a wśród najbogatszych o 6 proc. Współczynnik Giniego spadł z 55 do poniżej 50 punktów. Ten stan utrzymywał się przez lata, a ropa z Petrobrasu pozwalała na te reformy.

A więc w latach 2003-2013 mamy do czynienia z tak zwaną Złotą Dekadą, jak nazwał ten fenomen Bank Światowy. Średnia wzrostu PKB 3,8 proc., bardzo niskie bezrobocie. W roku 2002 wypalono 28 tysięcy kilometrów kwadratowych Amazonii (żeby na ich miejscu uprawiać ziemię lub wydobywać surowce naturalne), w roku 2012 liczba ta spadła do 4,5 tysiąca kilometrów kwadratowych. Nie był to wynik interwencji wojska, czy czegokolwiek takiego. Po prostu przestało się to opłacać!

Jednak Lula nie ruszył banków. Indywidualne zadłużenie Brazylijczyków jest kolosalne.

W 2022 roku mamy 79 proc. rodzin w sytuacji zagrożenia finansowego właśnie przez zadłużenie, w tym 29 proc. rodzin, które zbankrutowały.

System Luli trzymał się do roku 2013, kiedy to zaczyna się wojna o władzę. Dilma Rousseff, jego następczyni, próbowała zmniejszać stopy procentowe. Zmusiła bank centralny do obniżenia oprocentowania obligacji skarbu państwa. Nie mogła ruszyć prywatnych banków, ale mogła pobudzić do działania te państwowe. Banco do Brasil i Caixa Econômica do Brasil zmniejszyły oprocentowanie, tym samym klienci przeszli do nich. To jest bardzo ważne, bo gdy Dilma spróbowała zmienić system finansowy, to wtedy doszło do jej impeachmentu (pod zarzutem nieprzestrzegania ustawy budżetowej).

Czy w obawie przed takim zakończeniem Lula tego nie nigdy zrobił?

Odpowiem tak: jak jeszcze był prezydentem, mówiłem mu wraz z kolegami i koleżankami, że trzeba zmienić realia rynku finansowego Brazylii. On na to: „Ja wiem tak jak wy, że trzeba to zrobić, ale jeśli politycznie pójdziemy za daleko, to skończy się to trzema krokami do tyłu”.

Tak też się stało.

Absolutnie. Teraz próbujemy to odwrócić. Nasz program mówi właśnie o wzmocnieniu rynku wewnętrznego, o powrocie do ekonomii społecznej. To są grube tomy konkretnych rozwiązań, ale można je sprowadzić do tego, że trzeba umożliwić Brazylijczykom godne życie, korzystając z tego co mamy – z zysków z surowców, żywności i finansów.

Trzeba potraktować ten gospodarczy tort jako dobro wspólne. A nie jako kolonialne zasoby białej, bogatej północy.

Wielu obserwatorów zauważa, że ustrój Brazylii, będący mieszanką modelu amerykańskiego i europejskiego, sam z siebie zachęca do korupcji. Prezydent nigdy praktycznie nie ma większości w parlamencie. Abstrahując od tego, czy afery korupcyjne, które pogrzebały Lulę na początku ostatniej dekady, były prawdziwe czy dęte, to czy uda się przeprowadzić reformy działając w ramach takiego systemu?

To pytanie warte miliardy dolarów! Jeśli znasz odpowiedź, to od razu przyjeżdżaj! (śmiech) Nikt tego nie wie, świat się zmienia. Tak na dobrą sprawę stawką tych wyborów jest wyjście z zamkniętego kręgu kolonializmu. A kolonializm jest silny, ma swoje instytucje gospodarcze, polityczne, oraz narzędzia, od pieniędzy, korupcji, po nagą siłę zbrojną.

Świat jednak się zmienia. Afryka zaczyna budować własną autonomię, tworzyć sieć kolei, dróg, które będą oplatać ten kontynent. To samo zaczyna się dziać tutaj. Pojawia się coraz więcej inicjatyw, ze wsparciem chińskim, lub też po prostu w ramach współpracy regionalnej różnych państw. To coś nowego. Ład międzynarodowy przechodzi gigantyczną przemianę. A Brazylia w tym wszystkim ma do odegrania własną rolę.

Jesteśmy jednym z najbogatszych państw świata, czas, abyśmy te siły mogli spożytkować dla naszego dobra, a nie globalnej Północy i lokalnych elit, na które może liczyć globalna finansjera.

Naszym elitom nie chodzi o dobro wspólne, a raczej zabezpieczanie własnego interesu, w ramach tego zamkniętego do tej pory cyklu kolonialnego. To jest nasza główna słabość, którą musimy w najbliższym czasie przezwyciężyć.

Kto dziś wygra wybory?

Świat znajduje się w takim rozdygotaniu, że trudno powiedzieć, czy Lula wygra, czy przegra. Moim zdaniem wygra. Na to powinniśmy liczyć wszyscy, nieważne, jakie mamy poglądy. To jest po prostu jedynie etycznie słuszny wybór w tych czasach.

*Ladislau Dowbor (ur. w 1941 roku) - brazylijski ekonomista pochodzenia polskiego, profesor i wykładowca akademicki na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w São Paolo. Główny doradca ekonomiczny Luli da Silvy.

Od lat 50. ubiegłego wieku mieszka w Brazylii. Studia ekonomiczne ukończył w 1969 roku na Uniwersytecie w Lozannie. Doktoryzował się w dziedzinie nauk ekonomicznych w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie. W pracy naukowej zajmuje się filozofią rozwoju cywilizacji i społecznym podejściem do ekonomii.

Podczas rządów junty wojskowej z lat 1964-1985 był lewicowym bojownikiem i członkiem kierownictwa opozycyjnej Vanguarda Popular Revolucionaria (VPR).

Wygnany na początku lat 70. za działalność zbrojną, Ladislau Dowbor mieszkał początkowo w Algierii. Potem był profesorem finansów publicznych na Uniwersytecie w portugalskiej Coimbrze, koordynatorem technicznym Ministerstwa Planowania Gwinei Bissau (1977-1981). Pracował również jako konsultant w Nikaragui, Kostaryce, RPA i Ekwadorze.

Po amnestii doradca wielu samorządów terytorialnych w Brazylii, w latach 1989–1992 doradca burmistrza São Paulo w zakresie stosunków międzynarodowych, ochrony środowiska oraz projektów społecznych. Konsultant agend Organizacji Narodów Zjednoczonych w tym UNCTAD, UNDP, UN-Habitat, UNICEF, DTCD. Był również konsultantem sekretarza generalnego ONZ oraz rządów Kostaryki, Ekwadoru i Republiki Południowej Afryki.

Wszystkie jego książki, jak i teksty naukowe oraz publicystyczne są dostępne na jego stronie.

**Luiz Inácio Lula da Silva (ur. w 1945 roku) - znany powszechnie jako Lula, to brazylijski polityk i były przywódca związkowy, który w latach 2003-2010 był 35. prezydentem Brazylii. Członek-założyciel lewicowej Partido dos Trabalhadores (Partii Robotniczej), trzykrotnie bezskutecznie ubiegał się o urząd prezydenta, zanim odniósł zwycięstwo w wyborach powszechnych w 2002 roku. Został ponownie wybrany w 2006 roku. Zwłaszcza w pierwszej kadencji jego administracja była nękana skandalami korupcyjnymi.

Po dwóch kadencjach zastąpiony przez swoją wiceprezydentkę Dilmę Rousseff, Lula pozostawił trwały ślad w brazylijskiej polityce. Jest jednym z najpopularniejszych polityków w historii Brazylii, a podczas sprawowania urzędu był jednym z najpopularniejszych na świecie.

W lipcu 2017 roku Lula został skazany pod zarzutem prania pieniędzy i korupcji w kontrowersyjnym procesie na dziewięć i pół roku więzienia. Sędzia federalny prowadzący sprawę, Sergio Moro, został później ministrem sprawiedliwości i bezpieczeństwa publicznego w rządzie Jaira Bolsonaro.

Po nieudanej apelacji Lula został aresztowany w kwietniu 2018 roku i spędził 580 dni w więzieniu. Próbował wystartować w wyborach prezydenckich w 2018 roku, ale został zdyskwalifikowany ze względu na karalność.

W listopadzie 2019 roku Najwyższy Sąd Federalny orzekł, że uwięzienie go przed apelacją było bezprawne, w wyniku czego Lula został zwolniony z więzienia. W marcu 2021 roku sędzia Sądu Najwyższego Edson Fachin orzekł, że wszystkie wyroki skazujące Lulę muszą zostać unieważnione, ponieważ był on sądzony przez sąd, który nie miał odpowiedniej jurysdykcji w jego sprawie. Orzeczenie Fachina, potwierdzone przez innych sędziów Sądu Najwyższego w kwietniu 2021 roku, przywróciło Luli prawa polityczne. Najwyższy Sąd Federalny orzekł w marcu 2021 roku, że sędzia Moro, który nadzorował jego proces o korupcję, był stronniczy. Wszystkie sprawy, które wytoczył Luli, zostały unieważnione do 24 czerwca 2021 roku, co pozwoliło mu ponownie ubiegać się o urząd prezydenta.

***Jair Messias Bolsonaro (ur. w 1955 roku) to brazylijski polityk i emerytowany wojskowy, który od 1 stycznia 2019 roku jest 38. prezydentem Brazylii. Został wybrany w 2018 roku jako członek Partii Społeczno-Liberalnej, którą przekształcił w ugrupowanie konserwatywne. W latach 1991-2018 zasiadał w brazylijskiej Izbie Deputowanych, reprezentując stan Rio de Janeiro.

W 1977 roku ukończył Akademię Wojskową Agulhas Negras i służył w jednostkach artylerii polowej i spadochroniarzy armii brazylijskiej. Stał się znany opinii publicznej w 1986 roku, kiedy napisał artykuł dla magazynu „Veja”, krytykujący niskie płace dla oficerów, po czym został aresztowany i zatrzymany na 15 dni. Rok później ten sam magazyn oskarżył go o planowanie podkładania bomb w jednostkach wojskowych. Po skazaniu przez sąd niższej instancji, brazylijski Najwyższy Sąd Wojskowy uniewinnił go od tego zarzutu.

W 1988 roku przeszedł do rezerwy w stopniu kapitana. W 1990 roku Bolsonaro został wybrany do niższej izby Kongresu i sześciokrotnie był wybierany ponownie. Jest zdecydowanym przeciwnikiem małżeństw tej samej płci, praw dla homoseksualistów, aborcji, liberalizacji narkotyków i sekularyzmu. W trakcie brazylijskiej kampanii wyborczej w 2018 roku zaczął opowiadać się za polityką liberalną gospodarczo i prorynkową.

Bolsonaro to polaryzujący i kontrowersyjny polityk, jego poglądy i komentarze, określane jako skrajnie prawicowe i populistyczne, wzbudzały w Brazylii zarówno pochwały, jak i krytykę.

Ogłosił swoją kandydaturę na prezydenta w marcu 2016 roku, jako członek Partii Społeczno-Chrześcijańskiej. Opuścił partię w 2018 roku i dołączył do Partii Społeczno-Liberalnej, a następnie rozpoczął kampanię prezydencką w sierpniu tego samego roku, z emerytowanym generałem Hamiltonem Mourão jako kandydatem na wiceprezydenta. Przedstawiał się jako outsider i zwolennik wartości rodzinnych. Zajął pierwsze miejsce w pierwszej turze 7 października 2018 roku, drugi był kandydat Partii Robotniczej Fernando Haddad. W drugiej turze wyborów 28 października 2018 roku został wybrany z poparciem 55,1 proc. głosów.

Umieścił wielu oficerów armii na kluczowych stanowiskach w swoim gabinecie. W pierwszych miesiącach urzędowania skupił się na sprawach wewnętrznych, zajmując się przede wszystkim skutkami kryzysu gospodarczego z 2014 roku, co łączyło się z częściową prywatyzacją aktywów firm państwowych, takich jak Petrobras. Podczas jego pierwszego roku urzędowania gospodarka ożywiła się, podczas gdy wskaźniki przestępczości gwałtownie spadły ze względu na zmilitaryzowane akcje policji i wojska. Jednak jego polityka gospodarcza faworyzowała najbogatszych, tym samym otwierając drogę do powrotu nierówności i głodu.

W polityce zagranicznej opowiadał się za bliższymi relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, w okresie jego prezydentury pod władzą administracji Donalda Trumpa, i Izraelem pod przywództwem Benjamina Netanyahu.

W 2019 roku Bolsonaro opuścił Partię Społeczno-Liberalną i próbował utworzyć własną partię Sojusz dla Brazylii. Ostatecznie dołączył do Partii Liberalnej. Podczas swojej prezydentury cofnął ochronę grup rdzennych w puszczy amazońskiej i ułatwił jej wylesianie. Jego odpowiedź na pandemię COVID-19 została skrytykowana przez polityków z prawa i lewa – starał się bagatelizować pandemię i jej skutki, sprzeciwiał się środkom zapobiegawczym jak kwarantanna czy noszenie maseczek i zwolnił dwóch ministrów zdrowia, podczas gdy liczba ofiar śmiertelnych gwałtownie rosła. Jego chaotyczny styl prowadzenia polityki, jak i częste odwołania do przemocy, dały mu miano brazylijskiego Trumpa i skutkowały izolacją dyplomatyczną Brazylii.

Udostępnij:

Wojciech Łobodziński

ur. 1998, dziennikarz polityczny, tłumacz naukowy, studiujący filozofię na Uniwersytecie Warszawskim i Università degli Studi Roma Tre oraz zarządzanie biznesem na grande école Ecole des Hautes Etudes Commerciales du Nord w Lille. Publikuje również w języku angielskim, włoskim, bułgarskim i hiszpańskim. Między innymi w: Left.it, Cross-Border Talks, Mundo Obrero.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne