0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: FOT PRZEMYSLAW SKRZYDLO / Agencja Wyborcza.pl PLYTA OLSZTYN NR 249FOT PRZEMYSLAW SKRZY...

W Leśnym Przytulisku w gminie Jabłonna na Lubelszczyźnie od ośmiu lat mieszkają dziki. Ich los jest niepewny – przez zgłoszenie myśliwych i działania podjęte przez Inspekcję Weterynaryjną istnieje ryzyko, że zwierzęta zostaną zabite. A wszystko to przez brak jasnych wytycznych i różne interpretacje obowiązujących przepisów.

Chodzi o przepisy związane z afrykańskim pomorem świń (ASF). Ośrodki rehabilitacji dzikich zwierząt w związku z reżimem sanitarnym nie mogą wypuszczać wyleczonych u siebie dzików.

„Okazało się, że powiatowa inspekcja może wydać nakaz natychmiastowego uśmiercenia zwierząt wrażliwych na daną chorobę” – mówi Lena Grusiecka z Leśnego Przytuliska. „One nie muszą być chore. Nakaz można wydać bez podania przyczyny oraz powiadomienia podmiotu, w związku z przepisami związanymi ze zwalczaniem chorób zakaźnych” – dodaje.

Czy dziki u was umierają?

Lena Grusiecka relacjonuje marcową kontrolę Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej (PIW).

"Przyjmowałam tego dnia zwierzę do naszego Ośrodka, kiedy podjechał samochód z Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. Wysiadło dwóch pracowników. Jednego z nich już znałam, bo przyjeżdżał wcześniej do nas na kontrole.

Zaczęli wypytywać o dziki – ile ich mamy, czy przyjmujemy kolejne i czy umierają u nas.

Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie umierają, i staramy się nie przyjmować kolejnych dzików w związku z zagrożeniem ASF. Odpowiedziałam, ile dzików przebywa w Ośrodku. Zaproponowałam, że mogą wejść i zobaczyć, ale nie chcieli. Zapytałam, dlaczego tak bardzo interesują ich nasze dziki i usłyszałam, że otrzymali donos dotyczący działalności Ośrodka i przetrzymywania w nim dzików".

Przeczytaj także:

Według obowiązujących przepisów Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna (PIW) ma prawo wejść na teren ośrodka bez pisemnego informowania i przedstawienia nakazu.

„Istniało ryzyko, że zabiją nam dziki. Byliśmy w sytuacji bez wyjścia. Znajomi sugerowali nam, żebyśmy może na wszelki wypadek wywieźli gdzieś zwierzęta. Nie chcieliśmy jednak działać niezgodnie z prawem, a przewożenie dzików w związku z ASF jest zabronione" – dodaje Grusiecka.

Jeśli transport dzików wyszedłby na jaw, zwierzęta na pewno zostałyby zabite. Pracownicy Ośrodka nie martwią się natomiast o ich stan zdrowia – w zagrodzie stosowane są ostre metody bioasekuracji. Jak mówi Lena Grusiecka, nie ma szans, żeby ASF się do niej dostał.

Leśne Przytulisko bez zastrzeżeń

Prawnicy współpracujący z Ośrodkiem wysłali pismo do PIW, domagając się pozostawienia dzików przy życiu. Interweniował też wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała i wicewojewoda lubelski Andrzej Maj.

„Dzięki nim dziki nie zostały zabite” – mówi Lena Grusiecka i relacjonuje kolejną inspekcję PIW: "Inspektorzy oznajmili, że chcą porozmawiać, wejść i zobaczyć Ośrodek. Poszli do zagrody dzików, sprawdzili, czy są spełnione zasady bioasekuracji. Nie było podstaw do stwierdzenia uchybień, podobnie jak przy poprzednich kontrolach. Nasze zwierzęta są zabezpieczone podwójnym, a miejscami nawet potrójnym ogrodzeniem.

Są maty dezynfekcyjne, a pasza jest składowana w odpowiedni sposób.

Zaczęli za to zgłaszać uwagi w sprawie ptaków, wyrażając obawy, że ośrodek rehabilitacji mógłby wypuszczać na wolność ptaki przed zakończeniem procesu leczenia, czyli chore na przykład na ptasią grypę. Oznajmili, że jeśli będziemy chcieli wypuścić naszych skrzydlatych pacjentów, to musimy zawiadomić inspekcję, która przyśle lekarza, a ten zdecyduje, czy możemy to zrobić. Odniosłam wrażenie, że szukają pretekstu. A nasz Ośrodek już wcześniej podlegał kontrolom i za każdym razem przechodziliśmy je wzorcowo. Podobnie było i tym razem. Kontrolerzy spisali protokół, stwierdzając w nim, że nie ma zastrzeżeń. A ja zostałam wezwana do złożenia wizyty w siedzibie inspekcji".

Bałagan w przepisach

Na miejscu okazało się, że urzędnicy chcą, aby Lena Grusiecka podpisała zobowiązanie, że nie będzie już przyjmować dzików. Kiedy zapytała o podstawę prawną, okazało się, że takiej nie ma.

„Zapytałam, co mam zrobić, jeśli ludzie przyjadą do ośrodka z małym dzikiem? Mam zobowiązać lekarza weterynarii, żeby zabił zwierzę? Zapytałam też, czy może oni mają wyznaczonego lekarza, który zająłby się sprawą takich małych dzików. Odpowiedzieli, że nie mają. Odmówiłam podpisania takiego oświadczenia” – opowiada.

Istnieją jednak przepisy, bardzo niedoprecyzowane, w myśl których każdy podmiot przetrzymujący zwierzęta z gatunku świniowatych musi je zakolczykować i zgłosić do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Na ten zapis powołał się PIW i domagał się, by dziki z Ośrodka wprowadzić do ewidencji.

Grusiecka zadzwoniła w tej sprawie do ARiMR, ale tam usłyszała, że Agencja nie prowadzi ewidencji dzików. Co więcej, zgodnie z wykładnią prawa, dzik nie jest zwierzęciem gospodarskim w przeciwieństwie do świni domowej. Fakt, że jest on zaliczony do gatunku świniowatych, ale nie czyni to z niego hodowlanego tucznika.

Lena Grusiecka dodaje: „Nigdy nie chcieliśmy przetrzymywać dzików dożywotnio. Zmuszają nas na razie do tego przepisy związane z ASF, które nie zezwalają na przemieszczanie zwierząt. Jeśli Polska upora się kiedyś z tym problemem, nie wykluczamy, że dziki będą mogły wrócić na wolność”.

Leśne Przytulisko jedzie do Warszawy

„Większość dziczych maluchów trafiała do nas jako zwierzęta osierocone w rezultacie polowań. Trwa masowy odstrzał tych zwierząt, za który państwo płaci myśliwym” – dodaje Grusiecka.

Leśne Przytulisko zainicjowało spotkanie ośrodków rehabilitacji zwierząt w Ministerstwie Klimatu i Środowiska w czerwcu 2026.

„Poprosiliśmy o pomoc, bo wszystkie ośrodki, które przyjmują dzikie zwierzęta, były zagrożone podobnie jak nasze, a nie jesteśmy producentami mięsa i trzody chlewnej. Nie taki cel przyświeca naszej działalności. Na tym spotkaniu zostało ustalone, że potrzebne będzie spotkanie z Ministerstwem Rolnictwa, żeby uzgodnić wspólne wytyczne i doprecyzować przepisy. Tym bardziej że przepisy nie określają długości przetrzymywania dzikich zwierząt w ośrodku rehabilitacji” – podkreśla. Termin tego spotkania nie został jeszcze wyznaczony.

Lena Gruszczyńska i dzik z Ośrodka, fot. Leśne Przytulisko

Pokłosiem spotkania w Ministerstwie było pismo wysłane przez Leśne Przytulisko do Powiatowego Inspektora Weterynarii w Lublinie. Prawniczka Ośrodka wskazała w nim, że prowadzone są analizy, które mają wykazać brak podstaw do nakładania na ośrodki rehabilitacji zwierząt takich samych obowiązków, jakie mają hodowle.

Dziki potrzebują rozwiązania

W piśmie czytamy, że: „działalność ośrodków rehabilitacji zwierząt ma charakter szczególny. Nie polega ona na prowadzeniu produkcji zwierzęcej ani na utrzymywaniu zwierząt w celu gospodarczym, lecz na udzielaniu pomocy zwierzętom dzikim wymagającym leczenia, czasowej opieki, rehabilitacji oraz – w miarę możliwości – przygotowania do powrotu do środowiska naturalnego. Z tego względu stosowanie wobec ośrodków wymogów właściwych dla hodowli zwierząt gospodarskich, bez uwzględnienia celu i specyfiki ich działalności, prowadziłoby do nieproporcjonalnych skutków oraz mogłoby pozostawać w sprzeczności z funkcją, jaką ośrodki te pełnią w systemie ochrony przyrody i humanitarnej ochrony zwierząt”.

Leśne Przytulisko uważa, że trzeba znaleźć rozwiązanie środka – które będzie chroniło zwierzęta w ośrodkach rehabilitacji przed chorobami zakaźnymi, ale jednocześnie nie doprowadzi do paraliżu działalności takich miejsc i nie zostawi zwierząt bez pomocy.

Grusiecka wyjaśnia, że tak jak w przypadku domów tymczasowych dla zwierząt towarzyszących sprawę mogłyby czasowo rozwiązać wytyczne Głównego Lekarza Weterynarii. W sprawie domów tymczasowych GLW ogłosił, że nie obowiązują ich takie same obostrzenia, jak schroniska. Uściślił, że za schroniska należy uznawać wyłącznie te podmioty, które wykonują zadania na podstawie umów zawartych z gminami – i takie podmioty podlegają kontrolom i restrykcjom. Dlatego Leśne Przytulisko, podobnie jak i inne ośrodki zajmujące się opieką nad dzikimi zwierzętami, liczą na to, że uda się wypracować podobny schemat.

Na razie funkcjonują w zawieszeniu.

Myśliwi stoją za donosem?

Lena Grusiecka nie ukrywa, że jest całą sytuacją bardzo zmęczona. Tym bardziej że dowiedziała się o kolejnym donosie na Ośrodek.

"Nie wiem, dlaczego tak się na nas uwzięli. Dziki przetrzymujemy już od ośmiu lat. Spełniamy wszystkie wytyczne. Wszystkie tropy prowadzą dziś do Polskiego Związku Łowieckiego. Wybrałam się do ich siedziby w Lublinie. Osoba, która mnie tam przyjęła, przyznała mi w rozmowie, że to myśliwi powiadomili inspekcję weterynaryjną o znalezieniu padłych dzików w sąsiedztwie naszego ośrodka.

Uznali, że skoro znajdujemy się obok, to my jesteśmy ogniskiem tej choroby.

Zapytałam go, jak to sobie wyobraża, bo spełniamy wszystkie zasady bioasekuracji i nasze dziki nie chorowały. Osoba, z którą rozmawiałam, nie chciała mi uwierzyć. Usłyszałam, że PZŁ w Lublinie nie odpuści, dopóki nie uzyska od Ministerstwa Rolnictwa pisma, z którego będzie jasno wynikać, że możemy przetrzymywać dziki. Tak jakby nie rozumiał, że resort rolnictwa zajmuje się ASF, ale nie zajmuje się dzikimi zwierzętami. One są pod nadzorem Ministerstwa Klimatu i Środowiska" – mówi.

Inspekcja potwierdza:

Kontrole PIW nie stwierdziły uchybień w zakresie zabezpieczenia dzików w Leśnym Przytulisku. Ośrodek ma też podpisaną umowę z weterynarzem, który na bieżąco monitoruje stan zdrowia zwierząt.

Fakt przeprowadzenia kontroli potwierdza lubelski PIW. W odpowiedzi na pytania OKO.press czytamy:

„Objęcie nadzorem epizootycznym dzików w Stowarzyszeniu polegało wyłącznie na sprawdzeniu bioasekuracji ASF. Przeprowadzono dwie takie kontrole. Pierwszą w dniu 16 marca 2026 oraz drugą 25 marca 2026 r. Pierwsza z nich była właściwie instruktażem dla prowadzących przytulisko co do wymagań, druga przeprowadzona przez innych inspektorów. Obie kontrole przebiegły w miłej atmosferze i Stowarzyszenie nie wniosło żadnych uwag do kontroli. Udokumentowano je w formie protokołów. Kontrole przeprowadzono po anonimowym pisemnym zgłoszeniu i informacjach telefonicznych”.

Jednak w dalszej części pisma inspekcja podtrzymuje swoje stanowisko dotyczące kolczykowania i traktowania dzików jak zwierzęta gospodarskie: „Po przeprowadzeniu analizy ustalono, że przebywające w przytulisku dziki powinny być zarejestrowane w ARiMR”.

PIW: „To kłamliwe przekazy”

W odpowiedzi Inspektoratu czytamy, że: „Powiatowy Lekarz Weterynarii w Lublinie rozumie potrzebę prowadzenia ośrodków rehabilitacji dla zwierząt i popiera tego typu działalności, ale jednocześnie jest całkowicie zaskoczony i zniesmaczony informacjami medialnymi przekazanymi przez Panią Lenę Grusiecką. Pani Lena Grusiecka mimo olbrzymiego serca dla zwierząt wydaje się, że nie rozumie obowiązków, które nakłada na jej działalność prawo, a poprzez pejoratywne, kłamliwe przekazy medialne próbuje robić krzywdę lekarzom weterynarii, inspektorom weterynaryjnym, którzy na co dzień dbają o zdrowie zwierząt i ludzi".

PIW podkreślał w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim”, że „nie wydał decyzji o zabiciu dzików”

Z kolei Polski Związek Łowiecki w Lublinie zapytany przez „Dziennik Wschodni” o sprawę Leśnego Przytuliska, odpowiedział, że pierwsze przypadki ASF w obwodzie łowieckim nr 168 odnotowano w 2026 roku. „Łącznie odnaleziono 30 padłych osobników, w tym pięć w sąsiedztwie ośrodka. Fakt ten był podstawą działań związanych z ustaleniem możliwego źródła zakażenia, a nie formułowania ocen dotyczących działalności ośrodka".

Lena Grusiecka jest przekonana, że ktoś chce celowo utrudnić ośrodkowi życie. „My jesteśmy otwarci na rozmowy. Można było do nas się zwrócić bezpośrednio. Nigdy też nie wzbranialiśmy się i nigdy nie będziemy się wzbraniać przed kontrolami. Co więcej. rozumiemy potrzebę ich przeprowadzania. Jestem zdziwiona obecną postawą PIW w stosunku do Ośrodka.

Kiedyś mogliśmy współpracować bez problemów i inspekcja wiedziała o przetrzymywanych w ośrodku dzikach.

Przypuszczam, że to podejrzenia ze strony myśliwych doprowadziły do eskalacji konfliktu. Pomoc tym zwierzętom i tak jest bardzo trudna, wymaga od nas poświęcenia czasu, pracy i ogromnych środków finansowych. W Polsce nie działa system państwowych azylów dla dzikich zwierząt. Jesteśmy dla wielu zwierząt jedynym miejscem na Lubelszczyźnie, które może im pomóc”.

Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze