0:00
14 grudnia 2022

„Bruksela albo śmierć” - opozycja kpi z rządu i analizuje ustawę ws. KPO. Plan na najbliższe dni

Premier próbował wymusić poparcie projektu ustawy o Sądzie Najwyższym bez żadnych poprawek. Opozycja się nie zgodziła. „Cały czas analizujemy ustawę”

Wydrukuj

„Bruksela albo śmierć”* – witają się politycy opozycji na sejmowym korytarzu tuż koło mnie. Jest środa wieczorem 14 grudnia. To zawołanie słyszałam dziś kilka razy z ust polityków różnych partii. Korytarzowy żart jest drwiną z Mateusza Morawieckiego i rządu PiS, który z obawy przed finansową i wyborczą katastrofą zdecydował się w końcu pójść na ugodę z Komisją Europejską. Na stole jest nowa ustawa o Sądzie Najwyższym. Co z nią zrobi opozycja?

PiS po nocy wrzuca ustawę

We wtorek 13 grudnia tuż przed północą PiS wrzucił projekt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, który ma odblokować środki z KPO dla Polski. Można go przeczytać tutaj. To projekt poselski, dzięki temu idzie szybszą ścieżką legislacyjną.

Według projektu sprawami dyscyplinarnymi sędziów będzie się zajmował Naczelny Sąd Administracyjny (a nie Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego). „Dopuści też szerokie testowanie neo-sędziów na ich niezawisłość i bezstronność” - relacjonował w OKO.press Mariusz Jałoszewski.

Wyliczył w swoim tekście wszystkie pozorne zmiany pozostawiające kontrolę polityczną nad sędziami i wskazał na kilka pomysłów niekonstytucyjnych. Zdaniem Jałoszewskiego, projekt ustawy nie rozwiązuje problemów z praworządnością i legalnością sądów w Polsce. W dodatku stowarzyszenie sędziów administracyjnych zaprotestowało przeciw przekazaniu do NSA spraw dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych i sędziów SN. W SN nadal pozostaje Izba Odpowiedzialności Zawodowej, z wadliwie obsadzonymi sędziami, którzy nadal mają rozpatrywać sprawy dyscyplinarne przedstawicieli wszystkich zawodów prawniczych poza sędziami.

Nagle wrzucona ustawa jest - tak twierdzi rząd - efektem rozmów z Komisją Europejską, jakie przez ostatnie tygodnie prowadził minister Szymon Szynkowski vel Sęk. W rozmowach nie brał udziału i nie pracował nad tekstem projektu Zbigniew Ziobro.

„Pokazywał SMS-y od Ursuli von der Leyen”

To Morawiecki zabiegał o spotkanie z opozycją. Politycy PiS osobiście dzwonili do poszczególnych liderów opozycji, nie było ono umawiane przez sekretarzy. Zdaniem uczestnika tego spotkania, z którym rozmawiam, to pokazuje, jak bardzo Morawieckiemu zależało. Co ciekawe, takiego telefonu nie dostał Krzysztof Bosak z Konfederacji, dowiedział się o spotkaniu od innych i przyszedł na nie zdenerwowany.

„Premier chciał, żebyśmy się zgodzili na ustawę w takim kształcie, w jakim ją wrzucili. Byliśmy na to przygotowani” – opowiada mi polityk opozycji.

Premier przekonywał, że projekt, który jest na stronach Sejmu, to wersja ostateczna, uzgodniona z Komisją Europejską. Pokazywał SMS-y od Ursuli von der Leyen, które miały tego dowodzić. Chciał, żeby opozycja poparła go bez zgłaszania żadnych poprawek. Na to opozycja się nie zgodziła.

Opozycja szła na to spotkanie z kilkoma założeniami: że nie da się podzielić, że nie pozwoli na prace nad projektem jeszcze tego samego dnia (czyli w środę 14 grudnia) oraz że będzie zgłaszać poprawki do ustawy.

Kiedy opozycja zapowiedziała, że będzie zgłaszać poprawki, Morawiecki próbował przekonywać, że wprowadzanie zmian w ustawie i przeciąganie całego procesu zdenerwuje Komisję Europejską. Na to padła odpowiedź, że opozycja też jest w kontakcie z Komisją Europejską. Politycy opozycji mówili również, że negocjacje dotyczące KPO trwały miesiącami i jeden dzień opóźnienia nie zrobi KE różnicy.

Najbardziej zaskakujący był moment, gdy padło pytanie, co zrobi partia Zbigniewa Ziobry. „Być może poprzemy” – miał powiedzieć Mariusz Gosek z Solidarnej Polski. Mateusz Morawiecki zareagował zaskoczeniem. „Było to widać z mowy ciała” – opowiada polityk opozycji i dodaje: „Premier musiał pomyśleć: »Skoro mam poparcie Solidarnej Polski«, to po co mi opozycja?”.

Czy Morawiecki faktycznie może liczyć na Solidarną Polskę? Ten sam poseł Gosek powiedział po południu w TVN24: „Jeśli chodzi o testowanie sędziów, podtrzymujemy stanowisko, żadnego kroku wstecz”.

Gdyby Zbigniew Ziobro i jego partia chcieli być konsekwentni, nie powinni poprzeć nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. A w takiej sytuacji PiS będzie potrzebował głosów opozycji, by przegłosować ustawę.

„Poprzecie ustawę napisaną przez Brukselę?” – żartowali podczas spotkania z premierem politycy opozycji. A czy poprze ją sama opozycja?

„Idziemy ławą”

Zanim doszło do tego spotkania z premierem przez noc z wtorku na środę opozycja analizowała paragraf po paragrafie zapisy ustawy. „Musieliśmy sprawdzić, czy nie jest coś w niej zaszyte” – mówi polityk opozycji. PiS-owi już zdarzały się takie „wrzutki” – w ustawach w sprawie, co do której był ponadpartyjny konsensus, pojawiały się niebezpieczne zapisy dotyczące czegoś zupełnie innego.

„Tanio skóry nie oddamy” – mówi mi Krzysztof Śmiszek z Lewicy, kiedy pytam, co zrobi opozycja. „Idziemy ławą, współpracujemy i nie damy się podzielić” – dodaje.

Na razie opozycja wspólnie przygotowuje poprawki do ustawy.

„Największym problemem w ustawie jest udział neo-sędziów” – powiedziała OKO.press Kamila Gasiuk-Pihowicz z Platformy Obywatelskiej. Posłanka przypomina, że Komisja Europejska wymaga, by sędziowie spełniali wymogi art. 1 Traktatu o Unii Europejskiej. Te wymogi to: niezależność, bezstronność, bycie powołanym na podstawie ustawy. Na pytanie, czy opozycja ostatecznie ustawę poprze, Gasiuk-Pihowicz odpowiada: „Cały czas analizujemy ustawę”.

„Mamy poprzeć ustawę, która jest niekonstytucyjna?” – zastanawia się inny polityk.

„Wahamy się i jesteśmy w szoku” – podsumowuje jeszcze inna osoba z opozycji, która zna szczegóły prac nad poprawkami do ustawy.

„Cofnęli się”. Czy to wystarczy, by poprzeć?

Tego wahania nie było jednak widać w dzisiejszej wypowiedzi Donalda Tuska. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej też przyjechał do Sejmu. Powiedział, że PiS uległ presji. Do Morawieckiego zwrócił się: „Nie denerwuj się, chłopie. Dobre poprawki, dobre zmiany, a tę ustawę można poprawić w wielu miejscach, będą zaakceptowane przez wszystkich, tak że nie trzeba aż tak na kolanach do tej Brukseli jeździć, jak to premier Morawiecki ostatnio demonstruje. Łatwo zbuduje się konsensus na rzecz poprawienia tej ustawy”.

Ta wypowiedź została odczytana przez inne partie opozycji jako deklaracja, że Platforma zagłosuje za ustawą.

„Jest presja ze strony Platformy, żeby tę ustawę poprzeć” – mówi polityk Lewicy. Ale również o PSL-u mówią politycy innych partii, że to ludowcy już podjęli decyzję o poparciu. Rozmówcy z PSL żartują jednak, że takie plotki pojawiły się, kiedy jeszcze nie było ustawy i że to PiS je rozpuszcza. „Idziemy ławą” – powtarza jeden z polityków PSL słowa Śmiszka.

Kilkoro moich rozmówców z opozycji, z różnych partii, ocenia sytuację w podobny sposób: ustawa nie rozwiązuje fundamentalnych problemów sądownictwa i nie przywraca całkowicie praworządności. Jest jednak ze strony PiS krokiem wstecz. „Cofnęli się” – słyszę od kilkorga polityków.

Co się będzie działo z ustawą o Sądzie Najwyższym?

Pierwsze czytanie ustawy odbędzie w czwartek 15 grudnia o godz. 16:30.

Następnie posłowie będą pracować nad ustawą w komisjach – w piątek 16 grudnia i w poniedziałek 19 grudnia. Trzecie czytanie i ostateczne głosowania ma się odbyć podczas dodatkowego posiedzenia Sejmu 20 grudnia.

Potem ustawa trafi do Senatu. Marszałek Tomasz Grodzki powiedział w środę: „Ustawą o Sądzie Najwyższym zajmiemy się z należytą starannością, jeżeli będzie istotne, by ją uchwalić przed końcem roku, zrobimy to; w tej chwili jednak trudno powiedzieć, czy będzie dodatkowe posiedzenie Senatu przed 11 stycznia”.

*Hasło „Bruksela albo śmierć” to parafraza zawołania „Nicea albo śmierć!” z 2003 roku. Jako pierwszy użył tych słów Jacek Saryusz-Wolski, podchwycił je Jan Rokita (wówczas w PO) i wykrzyknął z mównicy sejmowej. Chodziło o podział głosów w Unii Europejskiej. Będąca wtedy w opozycji Platforma Obywatelska uważała, że jest on niekorzystny dla Polski.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne