Przez 16 lat władzy Orbána w kraju wyrosło nowe pokolenie, które nie zna innej rzeczywistości niż reżim Orbána. To przede wszystkim oni, a także wyborcy 30- i 40-letni, najmocniej buntują się dziś przeciw skorumpowanej władzy. Czy obalą dziś Viktora Orbána? „Dzięki takim osobom jak Bence, ludzie zaczęli wierzyć, że ten system można pokonać"
Drzwi do małego mieszkania w jednym z budapesztańskich bloków otwierają się gwałtownie. Policjanci wchodzą do mieszkania szybko, niemal mechanicznie. To dla nich rutyna. Kolejna sprawa z anonimowego zgłoszenia – sygnał o możliwej pornografii dziecięcej. Tym razem od samej góry idzie jednak polecenie, by nalotu na mieszkanie dokonać natychmiast, pomimo że standardowo najpierw policjanci weryfikują, czy donos ma jakiekolwiek podstawy. Tu zlecenie jest jasne: natychmiast zabezpieczyć wszystko. Pendrive’y. Laptopy. Telefony. Dyski.
Bence Szabó stoi w drzwiach jednego z pokoi. Obserwuje kolegów, którzy wykonują czynności tak, jak robili to dziesiątki razy wcześniej. Wszystko się zgadza – poza jednym.
Nie ma nic.
Zero materiałów. Zero śladów. Żadnych plików z pornografią dziecięcą, które choćby sugerowały, że zgłoszenie było prawdziwe.
Tymczasem 19-latek, którego mieszkanie plądruje policja, okazuje się wolontariuszem powstającej właśnie nowej partii opozycyjnej.
Ogarnia system IT partii budowanej przez Pétera Magyara. Na działania policji patrzy z przerażeniem. Pornografia dziecięca? Zapewnia, że z niczym takim nigdy nie miał do czynienia.
Jest lipiec 2025 roku. Magyar, nowy lider węgierskiej opozycji od ponad roku kontynuuje intensywny objazd kraju. Kolejne wyspy sympatyków Tiszy wyrastają jak grzyby po deszczu. Dziesiątki tysięcy zwolenników płaci na nowo powstałą partię i organizuje się w setkach węgierskich miejscowości. Chcą zmiany i obalenia 16-letnich rządów Orbána.
Policjanci z wydziału ds. walki z cyberprzestępczością Krajowego Biura Śledczego zgarniają sprzęt i przewożą do centrali. W kolejnych tygodniach katalogują i analizują plik po pliku. Szukają zdjęć, nagrań, podejrzanej komunikacji. Nie znajdują nic.
Zamiast tego trafiają na zrzuty ekranu, zapisy rozmów, zachowane wiadomości email. Ktoś kontaktuje się z wolontariuszem Tiszy. Chce dołączyć do wolonatariackiego zespołu informatycznego partii. Prosi o dostępy, wypytuje o szczegóły jego działania, proponuje „sprawdzenie systemu”.
Podejrzany o posiadanie pornografii dziecięcej chłopak, który, gdy sprawa wyjdzie na jaw, będzie nazywany Gandalfem, zapisuje wszystko. Każdą wiadomość, każdy kontakt. Z jego komunikacji z innym wolontariuszem partii wynika, że podejrzewa, że może to być próba inwigilacji przez aparat państwa.
Bence Szabó, 33-letni policjant pochodzący z małej miejscowości Tolna na południu Węgier, zaczyna łączyć kropki. To służby specjalne nalegały na natychmiastowe wejście do mieszkania podejrzanych. To być może służby specjalne kontaktowały się z podejrzanym chłopakiem.
Analiza danych, dyskusje z zespołem, utwierdzają policjantów w przekonaniu, że cała operacja była sfingowana. Staje się dla nich jasne, że od początku było wiadomo, że żadnej pornografii dziecięcej nie znajdą. Bo nie o to chodziło. Chodziło o to, żeby wejść i zabrać sprzęt, zyskać dostęp do systemu IT coraz mocniej zagrażającej władzy Viktora Orbána opozycji.
Policjanci piszą raport, w którym ujawniają swoje podejrzenia: służby specjalne wykorzystały policję, by inwigilować partię opozycyjną. Dokument trafia wyżej. Zostaje wyłączony z akt sprawy.
Bence Szabó i jego zespół dostają odgórny nakaz, by porzucić temat.
Węgierska prawniczka Adrienn Laczó przez 24 lata była sędzią. Zawód wybrała świadomie i z przekonaniem. Wierzyła, że wchodzi do systemu, w którym prawo, zasady etyki, mają znaczenie. Upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości pod rządami Orbána następowało stopniowo.
– System sądownictwa na Węgrzech nie został przejęty w sposób gwałtowny, jak w Polsce. Tu proces był powolny, niemal niewidoczny. Krok po kroku zwiększano naciski, zmieniano mechanizmy awansu, osłabiano niezależność. Kluczowym elementem było przejęcie kontroli nad Sądem Najwyższym. Nie trzeba kontrolować wszystkich sędziów, jeśli można narzucić im podporządkowaną interesom partii rządzącej wykładnię prawa. Nawet jeśli ktoś wydaje niezależne orzeczenia, często są one później uchylane. Efekt jest taki, że dziś system jest wyczerpany i coraz mniej odporny na wpływy polityczne – mówi.
To trwało latami.
– W pewnym momencie orientujesz się, że to już nie jest ten wymiar sprawiedliwości, do którego przyszłaś. Że reguły gry się zmieniły, tylko nikt tego głośno nie powiedział.
Laczó odeszła, bo przestała wierzyć, że pojedyncze, oparte na właściwych przesłankach decyzje mają realne znaczenie w strukturze, która ma służyć interesom partii rządzącej i budowanej wokół niej oligarchii.
– Możesz robić wszystko najlepiej, jak potrafisz, być uczciwym, niezależnym sędzią. Ale jeśli na końcu i tak ktoś wyżej może to zmienić, unieważnić, odwrócić – to zaczynasz się zastanawiać, czy to ma jeszcze sens – mówi.
Dołączyła do kancelarii adwokackiej, by bronić osób prześladowanych przez system i próbować walczyć z korupcją.
To do niej zgłosił się Bence Szabó, gdy uznał, że sprawy, na którą trafił, nie można pozwolić zamieść pod dywan.
– Najbardziej szokujące dla Bence było odkrycie, że jego własna instytucja, która powinna stać na straży prawa, uczestniczy w działaniach wymierzonych w opozycję. To jest tak, że niby wiesz, że żyjesz w państwie zawłaszczonym, wiesz, że takie rzeczy się dzieją, ale dopiero gdy widzisz to na własne oczy, poraża cię skala nadużyć i bezczelność władzy – mówi prawniczka.
Bence nie pasuje do klasycznego obrazu „twarzy opozycji”. Nie ma zacięcia politycznego, nie buduje wizerunku, nie szuka kamer. Jest nieśmiały, wystąpienia publiczne przychodzą mu z trudem. W wywiadach mówi powoli, ostrożnie, często bardziej o innych niż o sobie. Broni kolegów z pracy, podkreśla, że odpowiedzialność spoczywa na nim, nie na całym zespole.
– To było dla mnie uderzające, gdy się do mnie zgłosił – mówi Adrienn Laczó. – On naprawdę nie szukał rozgłosu. Był pełen wątpliwości i obaw. Wiedział, co go czeka. Utrata pracy, którą wybrał. Zarzuty, które mogą zostać postawione niemal natychmiast. Publiczny atak, który będzie polegał na podważeniu jego wiarygodności. A mimo to zdecydował się mówić – mówi prawniczka.
Nie chciał odchodzić z pracy, to było jego życie. Nie szukał konfliktu.
25 marca na portalu śledczym Direkt36 ukazuje się ponad 1,5-godzinny wywiad z Bence. Policjant ujawnia: służby specjalne wywierały naciski na policję, by ta prowadziła postępowanie wobec informatyków najważniejszej partii opozycyjnej w kraju. Zarzuty były całkowicie sfabrykowane. Celem było uzyskanie dostępu do systemów IT partii.
Tłumaczy, że zdecydował się mówić, bo ważniejsze od kariery jest dla niego to, by potrafił rano spojrzeć w lustro.
– W ujawnionej przez niego sprawie najbardziej wstrząsające jest to, w jaki sposób wykorzystano zarzut pornografii dziecięcej. To jedno z najcięższych oskarżeń, a jednocześnie narzędzie, które pozwala służbom natychmiast przejąć wszystkie nośniki danych. Jeśli robi się to świadomie wobec niewinnych osób tylko po to, by zdobyć informacje, to jest to działanie skrajnie cyniczne i okrutne – zauważa prawniczka.
Laczó podkreśla, że jej kancelaria wiedziała wcześniej, kiedy ukaże się wywiad i spodziewała się ostrej reakcji państwa. Ale skala i szybkość tej reakcji były zaskoczeniem. – Natychmiastowe postawienie zarzutów jest w takich sprawach absolutnie niestandardowe. To pokazuje, że decyzja była gotowa wcześniej – uważa Laczó.
Prokuratura stawia Szabó zarzut nadużycia uprawnień. Czyn zagrożony jest karą trzech lat więzienia. Działaniom prokuratury towarzyszy ofensywa informacyjna rządowej machiny propagandowej. Jej ofiarą pada zarówno Bence, jak i jego prawniczka.
– Narracja władzy jest dość przewidywalna. Każda niewygodna sprawa zostaje wpisana w kontekst rzekomej zagranicznej ingerencji w węgierskie wybory. Władza tłumaczy, że operacja służb specjalnych nie miała na celu inwigilacji opozycji, lecz ujawnienia działania ukraińskich szpiegów w łonie Tiszy – mówi prawniczka.
– Mnie też usiłują przedstawiać jako część jakiegoś ukraińskiego spisku. Zwłaszcza że kancelaria, w której pracuję, broni też Ukraińców zatrzymanych za rzekomy przemyt gotówki do nielegalnego finansowania kampanii Tiszy. Uchodzę więc za »prawniczkę Tiszy«, co jest absurdem, bo nie mam z partią nic wspólnego – mówi.
Jednak wywiad Bence ma miliony odsłon w mediach społecznościowych, a młody policjant budzi bardzo pozytywne emocje. W którymś momencie władza zmienia więc sposób atakowania go.
– Bence robi na ludziach wrażenie jako osoba szczera, prostolinijna, godna zaufania. Rządowa narracja idzie w kierunku tego, że jest młody, niedoświadczony i został zmanipulowany przez ukraińskich szpiegów. To subtelniejsza forma podważania wiarygodności – mówi Adrienn Laczó.
Jednocześnie reżim strzela sobie w stopę, bo aby uwiarygodnić narrację o rzekomym zaangażowaniu ukraińskich szpiegów w kampanię Tiszy, Prokuratura ujawnia nagranie z przesłuchania Gandalfa, 19-letniego informatyka, wobec którego prowadzona była operacja służb. Przesłuchanie jest bardzo ostre, a chłopak nie ma adwokata.
Zamiast ukraińskiego szpiega, Węgrzy widzą przestraszonego 19-latka, któremu reżim stawia absurdalne zarzuty.
Rozgłos wokół Bence wzmacnia też to, że równolegle pojawia się inny sygnalista – żołnierz, Szilveszter Pálinkás. Pálinkás to kapitan armii, twarz kampanii rekrutacyjnej wojska, absolwent prestiżowej, brytyjskiej akademii wojskowej w Sandhurst – tej samej, którą ukończył Gáspár, pełniący funkcje w armii syn Viktora Orbána.
W opublikowanym na początku kwietnia wywiadzie z portalem Telex, który osiągnął wielomilionowe zasięgi, Pálinkás opisuje głęboki rozdźwięk między propagandowym obrazem armii a jej rzeczywistością: złym wyposażeniem, niskimi morale, odpływem żołnierzy oraz napięciami między zawodowymi wojskowymi a rezerwistami.
Mówi też o podporządkowaniu armii partii rządzącej, poprzez wykorzystywanie jej na wydarzeniach politycznych Fideszu oraz wpływie politycznym na awanse.
Jednocześnie ujawnia próbę uciszenia go przez ministra obrony Kristófa Szalaya-Bobrovniczky’ego, który miał proponować mu prestiżową placówkę w Nowym Jorku, stworzenie specjalnej jednostki, a nawet karierę w produkcji filmowej – co Pálinkás odczytał jako próbę kupienia jego milczenia.
Niedługo po Bence głos zabiera też Gandalf, młody informatyk, który stał się celem operacji podporządkowanych premierowi służb specjalnych. Chwilę potem także sam agent wystawiony przez służby, który miał za zadanie podejść Gandalfa i uzyskać dostęp do systemu IT Tiszy.
– Te wszystkie świadectwa uwiarygodniają przekaz Bence. Jedną osobę można zignorować i oskarżyć o jakieś polityczne interesy. Ale trzy kolejne, z czego dwie potwierdzają konkretnie jego świadectwo? To już dużo trudniejsze – mówi Adrienn Laczó.
Sprawa postawienia zarzutów oraz odejścia ze służby Bence Szabó wzbudza miliony reakcji w mediach społecznościowych. Bardziej niż na same doniesienia, ludzie – zwłaszcza młodzi – reagują na jego osobę.
– Widzą, że to nie jest ktoś, kto chce coś ugrać. To ktoś, kto stracił wszystko, żeby powiedzieć prawdę – mówi prawniczka.
Bence staje się symbolem.
– Jego historia jest bardzo ludzka. Widać, że to człowiek, który nie szuka rozgłosu, nie czuje się komfortowo w roli bohatera. A jednocześnie podjął decyzję, która kosztowała go wszystko. To czyni go wiarygodnym, ludzie widzą, że mogą mu ufać – tłumaczy Laczó.
W ciągu kilku dni na założonej przez rodzinę młodego policjanta zbiórce na pomoc prawną dla niego jest 700 tysięcy euro. Zarówno Bence, jak i Szilveszter Pálinkás pojawiają się na scenie podczas wielkiego koncertu-manifestacji, który odbywa się w Budapeszcie w piątek 10 kwietnia, czyli na dwa dni przed wyborami.
Ich wystąpienie budzi ogromne emocje.
– W idealnym systemie nie byłoby potrzeby organizowania koncertu obalającego system, a fakt, że on się odbywa, pokazuje, że system nie jest idealny – mówi Szabó. – Państwo nie może być równe partii, a partia nie może być równa państwu – mówi, a po jego słowach następują głośne oklaski.
Szilveszter Pálinkás mówi: Życie nie jest jednostajnym marszem, lecz operacją w nieznanym terenie, gdzie nie ma mapy ani pewnej drogi. Są tylko decyzje, w których nie stopień, lecz to, co w nas, nasz kompas moralny, ma znaczenie.
– Siła społeczeństwa tkwi w cichej, konsekwentnej odwadze, która nie pozwala, by kłamstwa i strach wyznaczały kierunek – mówi Pálinkás ze sceny.
Pojawianie się kolejnych sygnalistów w trakcie kampanii ma ogromny wpływ na mobilizację młodych wyborców.
Przez 16 lat władzy Orbána w kraju wyrosło nowe pokolenie wyborców, które nie zna innej rzeczywistości niż reżim Orbána. To przede wszystkim oni, a także wyborcy 30- i 40-letni najmocniej buntują się dziś wobec skorumpowanej władzy.
– Przez ostatnie 16 lat takie przypadki były rzadkie. Teraz mamy ich nagły wysyp. To oznacza, że ludzie zaczęli wierzyć, że ten system można pokonać. To sygnał nadziei. Ludzie widzą, że istnieje alternatywa i że warto zaryzykować, nawet jeśli oznacza to koniec kariery – mówi Adrienn Laczó, prawniczka Szabó.
Dodaje, że w ostatnich dniach przed wyborami w przestrzeni publicznej pojawiło się też coraz więcej sygnałów z samego aparatu państwowego, które wzmacniały poczucie, że system się chwieje. – Dyplomaci wracają z placówek i żegnają się, bo spodziewają się zmiany władzy.
Kampania Fideszu jest chaotyczna, zmienia się z tygodnia na tydzień. To nie jest pewna siebie władza – to władza, która reaguje na spadające poparcie i nie wie już, jaka strategia działa – mówi.
Najważniejsze jej zdaniem jest to, że informacje o nadużyciach zaczęły docierać do ludzi, którzy wcześniej żyli w zupełnie innej bańce informacyjnej. – Przez lata takie historie istniały tylko w mediach niezależnych, do których wyborcy Fideszu nie zaglądali. Dziś, dzięki mediom społecznościowym, te bariery się rozpadają.
Ludzie zaczynają rozumieć, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż im mówiono – mówi Adrienn Laczó.
Kluczową rolę odgrywa młode pokolenie.
– To oni są dziś bardziej aktywni niż kiedykolwiek wcześniej. To oni przynoszą nowe informacje do swoich rodzin, inicjują rozmowy przy świątecznym stole, zmieniają sposób myślenia starszych. Na Węgrzech tradycyjnie to starsi byli bardziej aktywni politycznie – teraz ten układ się odwraca i to może być czynnik decydujący w tych wyborach – uważa, potwierdzając komentarze ekspertów wyborczych.
– Peter Magyar jest postacią, która zdołała połączyć bardzo różne grupy społeczne. To jest jego największa siła. Ludzie o bardzo odmiennych poglądach potrafią się dziś zjednoczyć wokół jednego celu – zmiany systemu. To sytuacja wyjątkowa w węgierskiej polityce.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze