Już jutro w Bułgarii odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne. Stabilny i choćby tylko umiarkowanie proeuropejski rząd w Sofii byłby kolejnym ciosem w rosyjską sieć w Europie.
W niedzielę, 19 kwietnia, Bułgarzy będą głosować w ósmych wyborach parlamentarnych od 2021 roku. To wtedy – po prawie dekadzie – załamała się dominacja prawicowej partii GERB (bułgarski akronim od Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) premiera Bojko Borisowa. Od tamtej pory państwo jest w stanie permanentnego kryzysu politycznego, wynikającego z nietrwałości kolejnych koalicji. W styczniu 2025 roku GERB wrócił do władzy w rządzie koalicyjnym Rosena Żelazkowa. Na niecały rok.
Obecne wybory są skutkiem masowych protestów z grudnia 2025. Protestujący domagali się zmian w tegorocznym budżecie – pierwszym w historii w euro, które Bułgaria przyjęła od 1 stycznia, ale także zmian w planowanych podwyżkach podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Żądano szybszego postępu w przywracaniu praworządności i skutecznej walki z korupcją na szczytach władzy. Budżet ostatecznie został wycofany.
Niezadowolenie ulicy doprowadziło do upadku rządu centroprawicowej koalicji premiera Żelazkowa. W lutym 2026 r. tymczasowym premierem został Andriej Giurow, wiceszef banku centralnego i członek antykorupcyjnej partii Kontynuujemy Zmiany.
Zadaniem Giurowa jest przygotowanie kwietniowych wyborów. Bułgarzy i ich europejscy sojusznicy mają nadzieję, że tym razem uda się wyłonić stabilną i choćby stosunkowo proeuropejską większość, ponieważ w ostatnich latach Bułgaria stała się krajem zupełnie niesterownym, niemożliwym ani do rządzenia, ani do głębokiego zreformowania.
W niedzielnym wyścigu udział wezmą 24 ugrupowania – 14 partii i 10 koalicji. Do najważniejszych ugrupowań zalicza się centrolewicową koalicję Postępowa Bułgaria i dwie centroprawicowe koalicje: GERB–SDS (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii – Unia Sił Demokratycznych) i PP–DB (Kontynuujemy Zmiany – Demokratyczna Bułgaria).
Liczą się także powiązany z mniejszością turecką Ruch na rzecz Praw i Wolności–Nowy Początek (DPS), nacjonalistyczna i prorosyjska partia Odrodzenie oraz koalicja BSP–OL (Bułgarska Partia Socjalistyczna–Zjednoczona Lewica).
Najnowsze sondaże wskazują, że wybory wygra – ale samodzielnej większości nie zdobędzie – koalicja Postępowa Bułgaria z poparciem rzędu 32–34 proc. Koalicja GERB-SDS, na czele której stoi wieloletni i wielokrotny premier Bojko Borisow, może liczyć na 19 proc,
Spośród pozostałych ugrupowań PP-DB ma w sondażach ok. 11 proc. głosów, utrzymując niewielką przewagę nad DPS-Nowym Porządkiem i prorosyjskim Odrodzeniem z poparciem ok. 7-9 proc. Pozostałe partie, w tym wywodzący się z bułgarskiej partii komunistycznej socjaliści, balansują na granicy progu wyborczego.
Nieformalnym liderem Postępowej Bułgarii jest były prezydent Rumen Radew (partią oficjalnie kierują jej założyciele, były premier Gyłyb Donew i były sekretarz prezydenta Dimitar Stojanow). Cieszący się dużą popularnością Radew ustąpił ze stanowiska głowy państwa w styczniu 2026 r., by rzucić się do wyborczej walki.
Ruch Radewa skupia barwną mieszankę polityków, z którymi były już prezydent współpracował przez lata w innych formacjach, lub którzy dołączyli do partii w ostatnich tygodniach na fali kampanijnych sukcesów. Oprócz tego na listy kandydatów Radew zaprosił lokalne autorytety, lekarzy, nauczycieli, osobistości medialne, wojskowych, czy sportowców.
Progresywna Bułgaria nie jest do końca partią lewicową w europejskim rozumieniu.
To bardziej rodzaj lewicy populistyczno-narodowej, powiązanej ze środowiskami post-sowieckimi. Partie tego typu znamy z państw takich, jak np. Mołdawia.
Agenda polityczna Radewa jest niejasna i wzbudza niepokój zarówno w Brukseli, jak i w innych europejskich stolicach. Chociaż ideologia partii została opisana jako stawiająca interesy narodowe Bułgarii na pierwszym miejscu – bez kwestionowania członkostwa w UE i NATO – Radew w szeregu spraw zajmował stanowisko po linii Kremla. Unikał otwartej krytyki pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę i sprzeciwiał się militarnemu wsparciu Sofii dla Kijowa.
Jak pisze OSW, sentyment wobec Rosji znajduje swoje odzwierciedlenie w postawach części Bułgarów – tylko 14% z nich uważa to państwo za wroga UE (przy europejskiej średniej wynoszącej 48%), a 29% obarcza Ukrainę główną lub wyłączną odpowiedzialnością za wybuch wojny (wobec średniej na poziomie 9%).
Krytyczny wobec Zachodu przekaz na użytek wewnętrzny Radew równoważył pragmatycznym podejściem do partnerów z UE i NATO. W kontaktach z nimi opowiadał się za współpracą euroatlantycką, a także – jako były wojskowy i dowódca bułgarskich sił powietrznych – pozytywnie ustosunkowywał się do wzrostu wydatków na obronność.
Ambiwalentne stanowisko Radewa sprawia, że jego polityczny projekt bywa nazywany „centro-wschodnim” – pozycjonującym się pośrodku sporów politycznych w kwestiach wewnętrznych przy umiarkowanym odchyleniu suwerenistyczno-prorosyjskim w sprawach zagranicznych.
Zakładając, że sondaże trafnie przewidują poparcie wyborcze, Radewowi do stworzenia rządu będzie potrzebny koalicjant. Spodziewany wynik w granicach 32–34 proc. przyniósłby byłemu prezydentowi tylko ok. 90–95 mandatów z 240 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym.
Eksperci sugerują, że partnerem ugrupowania Radewa może zostać proeuropejska PP–DB, z którą łączą go postulaty antykorupcyjne. Mało prawdopodobna wydaje się natomiast koalicja z GERB, której Radew był ostrym krytykiem.
Najgorszym dla Europy scenariuszem byłaby koalicja Progresywnej Bułgarii z prorosyjskim Odrodzeniem – o ile to ostatnie dostanie nieco lepszy wynik niż prognozowany. Otwarcie prorosyjskie Odrodzenie – partia podpisała umowę o współpracy z Jedną Rosją Władimira Putina – dąży do normalizacji stosunków z Rosją, stosując zarazem antyunijną retorykę.
Odrodzenie jest także ugrupowaniem rewizjonistycznym wobec Macedonii Północnej, kwestionując macedońską tożsamość narodową i język oraz oskarżając Skopje o “antybułgarskość”. Partia uważa też, że Krym należy do Rosji, a prezydent Wołodymyr Zełenski sprawuje urząd nielegalnie (zbliżoną, choć nieco zmiękczoną retorykę można usłyszeć także u Radewa).
Najistotniejszym dla Polski tematem bułgarskiej debaty wyborczej jest polityka zagraniczna.
Oparty na współpracy z UE i NATO prozachodni kurs reprezentują GERB i jego koalicjanci oraz PP-DB. Ruch na rzecz Praw i Wolności zajmuje bardziej umiarkowane, choć nadal proeuropejskie stanowisko. Lider sondaży Postępowa Bułgaria – a także postkomuniści z BSP-OL – nie przyjmują jednoznacznego kierunku w polityce zagranicznej.
Natomiast Odrodzenie reprezentuje nurt nacjonalistyczny, krytyczny wobec Unii Europejskiej i NATO, opowiadający się za bliższymi relacjami z Rosją.
Należy się spodziewać, że niezależnie od tego, jaka koalicja ostatecznie się uformuje w Bułgarii, będzie ona mniej przychylna Brukseli niż GERB.
Potencjalny rząd Radewa mógłby w wybranych obszarach odchodzić od dominującej linii polityki UE. W takim scenariuszu nie można wykluczyć prób spowalniania lub blokowania decyzji dotyczących kolejnych pakietów sankcji wobec Rosji oraz programów wsparcia dla Ukrainy. Możliwe byłyby również postulaty częściowego powrotu do współpracy energetycznej z Moskwą, w tym do importu rosyjskich surowców, który – przynajmniej w ramach wcześniejszych długoterminowych kontraktów – pozostaje ograniczony lub wygaszony.
Jednocześnie na forum unijnym taka polityka prawdopodobnie miałaby charakter bardziej pragmatyczny niż konfrontacyjny. Jak zauważają eksperci OSW, Radew mógłby być w tym ujęciu bliższy podejściu prezentowanemu przez premiera Słowacji Roberta Fico, który łączy krytyczne stanowisko wobec części polityk UE z pozostawaniem w ramach unijnego procesu decyzyjnego. Rząd Radewa raczej nie będzie skłonny do obstrukcyjnej strategii kojarzonej z węgierskim rządem Viktora Orbána.
Warto pamiętać, że w bułgarskim dyskursie kwestie polityki energetycznej oraz kosztów życia należą do kluczowych tematów debaty publicznej i często dominują nad sporami stricte ideologicznymi. Wynika to ze złej sytuacji ekonomicznej kraju i dużej wrażliwości gospodarki na wahania cen energii oraz skutków inflacji, które nasiliły się po kryzysie energetycznym związanym z wojną w Ukrainie. Partie polityczne różnią się przede wszystkim w ocenie przyczyn tych problemów i sposobów ich rozwiązania.
Ugrupowania centroprawicowe i proeuropejskie opowiadają się za dalszą dywersyfikacją źródeł energii, ograniczaniem zależności od Rosji oraz współpracą z UE, jednocześnie podkreślając potrzebę mechanizmów osłonowych dla gospodarstw domowych.
Z kolei partie o bardziej prorosyjskim i/lub eurosceptycznym profilu wskazują na sankcje wobec Rosji i politykę UE jako główne źródło wzrostu cen, postulując powrót do tańszych surowców energetycznych z Rosji oraz większą rolę państwa w regulacji gospodarki.
Ugrupowania centrolewicowe i populistyczne koncentrują się natomiast na bezpośredniej ochronie socjalnej obywateli, proponując m.in. zamrożenie cen energii, wzrost świadczeń i płacy minimalnej oraz większą kontrolę państwa nad rynkiem.
W efekcie spór polityczny w Bułgarii w dużej mierze dotyczy tego, czy odpowiedzią na wzrost kosztów życia ma być dalsza integracja z UE i transformacja energetyczna, czy też korekta kursu w stronę tańszych źródeł energii i bardziej państwowej polityki gospodarczej.
Innym z kluczowych tematów kampanii wyborczej w Bułgarii pozostaje walka z korupcją, która jest kojarzona w dużej mierze z odsuniętym od władzy, ale prozachodnim GERB.
Zgodnie z Indeksem Percepcji Korupcji Transparency International, Bułgaria zajmuje najgorszą pozycję wśród państw Unii Europejskiej. Najbardziej zdecydowane propozycje reform w tym zakresie przedstawia prozachodnia koalicja PP-DB, która przygotowała specjalny plan działań antykorupcyjnych.
Progresywna Bułgaria mówi z kolei o powołaniu efektywnego i uczciwego Prokuratora Generalnego (wskazując na korupcje tego urzędu za czasów GERB), który ma ograniczyć władzę i wpływy oligarchów. Pozostałe ugrupowania również odnoszą się do tego zagadnienia, choć zazwyczaj mniej radykalnie.
Tymczasowy premier Giurow obiecał, że jego rząd zaangażuje się na rzecz wyborów uczciwych, bez kupowania głosów i obcej ingerencji, które są plagą bułgarskiej polityki w ostatnich latach. Dlatego Bułgaria zwróciła się do UE o pomoc w przeciwdziałaniu zagranicznej ingerencji i kampaniom dezinformacyjnym.
Apel Sofii obejmował prośbę o wsparcie ze strony unijnej służby dyplomatycznej, Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych (European External Action Service, EEAS), która koordynuje działania europejskich służb w zakresie wykrywania i analizowania kampanii prowadzonych przez zagraniczne podmioty w celu manipulowania opinią publiczną.
Bułgaria zwróciła się o wsparcie „w związku z podwyższonym ryzykiem skoordynowanych kampanii dezinformacyjnych i zagranicznej ingerencji, które mogą podważyć integralność procesu wyborczego” jak napisał rząd w Sofii w piśmie do Komisji Europejskiej.
To nietypowe działania jak na państwo członkowskie UE.
Wcześniej działania na taką skalę były uruchamiane raczej na wniosek państw będących poza Unią, takich jak Mołdawia czy Armenia. Do pewnego stopnia zaskakują też w samej Bułgarii, która przez lata zaprzeczała rosyjskim wpływom, choć eksperci określali bułgarską infosferę jako jedną z najbardziej podatnych na rosyjskie wpływy w UE.
To tylko część działań w tym obszarze, podjętych przez bułgarski rząd. Ministerstwo Spraw Zagranicznych utworzyło specjalną jednostkę koordynacyjną ds. zagrożeń hybrydowych i zaprosiło do współpracy znanego bułgarskiego dziennikarza Christo Grozewa.
Czytelnicy OKO.press z pewnością znają Grozewa z jego działalności w grupie Bellingcat czy z nagrody dla Europejskiego Dziennikarza Roku 2025 za śledztwa dotyczące rosyjskich szpiegów w Europie.
Jego rola ma teraz polegać na dostarczaniu wiedzy i analiz dotyczących tzw. operacji wpływu (zwłaszcza inspirowanych czy organizowanych przez Rosję) podczas wyborów. Oficjalna nominacja Grozewa do ciała doradczego jest jednoznacznym symptomem wrogości do Rosji powiązanego z PP-DB tymczasowego premiera Giurowa.
Grozew był jedną z kluczowych osób w śledztwie dokumentującym próbę otrucia przez Kreml Aleksieja Nawalnego. Od 2022 dziennikarz poszukiwany jest rosyjskim listem gończym. W 2023 roku sąd w Moskwie zaocznie nakazał jego aresztowanie, zarzucając mu m.in. pomoc w ucieczce z Rosji Romanowi Dobrochotowi, redaktorowi naczelnemu serwisu The Insider. Grozev jest osobą jednoznacznie znienawidzoną przez Kreml i doświadczoną w tropieniu jego wpływów.
W Bułgarii od około półtorej dekady obserwuje się systematyczne działania dezinformacyjne powiązane z Rosją, nasilające się w okresach wyborczych. Ich celem jest przede wszystkim wpływanie na opinię publiczną, zwiększanie polaryzacji politycznej oraz osłabianie zaufania do instytucji państwa i UE.
W praktyce działania te obejmują rozpowszechnianie prorosyjskich narracji, podważających np. sens sankcji wobec Rosji czy wsparcia dla Ukrainy, wykorzystywanie sieci fałszywych kont i tzw. „farm trolli” w mediach społecznościowych, a także powielanie tych samych przekazów w wielu portalach i kanałach informacyjnych jednocześnie.
Część ekspertów obwinia rosyjskie działania za permanentny kryzys polityczny w kraju. W trakcie obecnej kampanii wyborczej media zgłaszały nasilenie się rosyjskich kampanii dezinformacyjnych. Pożądanym przez Moskwę scenariuszem byłoby wprowadzenie do koalicji rządzącej Odrodzenia lub samodzielne zwycięstwo Progresywnej Bułgarii.
„Ostateczny kierunek polityki zagranicznej Sofii będzie zależał od wyłonionego wariantu koalicyjnego. Wydaje się, że współpraca z euroatlantyckimi PP–DB lub GERB (być może dodatkowo z BSP–OL) mogłaby ograniczać neutralistyczne czy wręcz prorosyjskie tendencje Radewa” – komentuje ekspert OSW.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze