Dyrektorka Teatru Rozrywki w Chorzowie jednak zachowa stanowisko - marszałek z PiS chciał ja zwolnić za „taśmę” z podsłuchaną rozmową z reżyserem. Z kolei w Rzeszowie prezydent Tadeusz Ferenc sprawdził finanse teatru, który wcześniej chciał cenzurować. Sezon ogórkowy czy nie, w Polsce trwa batalia o wolność lokalnych teatrów

Niby kończy się sezon teatralny, zaczyna się sezon ogórkowy, niby jesteśmy w przerwie między dwoma kampaniami wyborczymi – ale w Polsce nieustannie tli się konflikt o swobodę instytucji artystycznych.

Takie sprawy zdarzały się już wcześniej, ale „dobra zmiana” przyniosła zmianę gorsze. Pierwszą głośną decyzją ministra kultury Piotra Glińskiego zaraz po zaprzysiężeniu była bezprawna próba odwołania przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Później zaczęło się odwoływanie dyrektorów państwowych instytucji kultury przed końcem ich kadencji. Większość z tych decyzji znalazła finał w sądzie, część z tych spraw (jak Pawła Potoroczyna z IAM) minister przegrał, część (jak sprawa Magdaleny Sroki z PISF) jeszcze się toczy. Gliński odebrał także przyznane już dotacje – np. w przypadku poznańskiego Festiwalu MALTA, który zaprosił jako kuratora Olivera Frljicia, reżysera spektaklu „Klątwa” w warszawskim Teatrze Powszechnym. Ta sprawa również znalazła finał w sądzie i została przez ministerstwo przegrana.

Gorzej, że „dobra zmiana” na górze rozzuchwaliła lokalnych włodarzy w ich zakusach na autonomię samorządowych instytucji. Ostatni tydzień przyniósł dwie wiadomości z tego frontu.

Marszałek łaskawie wybacza

Dobra, lub chociaż względnie dobra, wiadomość –  marszałek województwa śląskiego Jakub Chełstowski (PiS) wycofał się z kuriozalnej decyzji o zwolnieniu dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie Aleksandry Gajewskiej.

Odwołana została po nagraniu przez „dziennikarzy” lokalnego portalu prywatnej rozmowy z Jerzym Bończakiem, reżyserem spektaklu „Hotel Westminster” (premiera odbyła się 1 czerwca), który niepochlebnie wyrażał się o urzędniczkach PiS-owskiej władzy województwa śląskiego. Zarząd województwa uzasadniał to „taśmowe” zwolnienie „naruszeniem prawa” poprzez „działanie na niekorzyść instytucji”; jego zdaniem Gajewska nie dość stanowczo protestowała przeciw wypowiedziom rozmówcy.

Decyzja marszałka i jego kolegów wzbudziła oburzenie nie tylko środowisk twórczych. Marszałek stwierdził też, że nie przewiduje powrotu do współpracy z Jackiem Bończykiem, który zrezygnował ze stanowiska wicedyrektora ds. artystycznych w proteście przeciw odwołaniu Gajewskiej.

To o tyle ważna informacja, że zgodnie ze statutem Teatru Rozrywki zarząd województwa musi wyrazić zgodę na zatrudnienie zastępcy dyrektora (par. 5, pkt. 4). Zaś sama Gajewska pokajała się – publicznie wyraziła ubolewanie i zapewniła, że marszałek nigdy nie wpływał na jej decyzje twórcze.

Prezydent kontroluje

Zła, a przynajmniej niepokojąca, wiadomość  – Teatr Maska w Rzeszowie przeszedł właśnie gruntowną kontrolę. Niby to nic nadzwyczajnego, ale to ten sam teatr, w którym prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc prawem kaduka chciał w lutym 2019 odwołać premierę traktującego o kościelnej pedofilii spektaklu „#chybanieja” w reż. Pawła Passiniego.

Prezydent chciał zdjąć spektakl z afisza jeszcze przed jego pierwszym pokazem, naciskając na dyrekcję teatru. Ten akt cenzury prewencyjnej uzasadniał zagrożeniem dla uczuć religijnych mieszkańców. Dyrektorka Maski, Monika Szela, nie uległa jednak naciskowi prezydenta, choć to od niego zależy jej zawodowy los.

Miasto zapewnia, że kontrola nie ma związku ze sprawą spektaklu, ale że znaleziono uchybienia, dotyczące głównie sposobu wypłacania zaliczek z wynagrodzeń. „Nie może być tak, że dyrektor jakiejkolwiek instytucji uprawia sobie swoją politykę księgową i inną, niezwiązaną z finansami. Wszystko powinno być udokumentowane. I na pewno tak tego nie zostawimy, wyciągnięte zostaną konsekwencje” – mówił w lokalnej „Wyborczej” Stanisław Sienko, zastępca Ferenca.

Dyrektor Szela tłumaczyła natomiast, że ze względu na sposób księgowania zaliczek miasto nie poniosło żadnej straty.

Przykład idzie z góry

Kontrolę prezydent miasta może oczywiście przeprowadzić zawsze. Pytanie jednak, czy mamy tym razem do czynienia z szukaniem haków. „Kto chce psa uderzyć, zawsze kij znajdzie”. Przepisy ustawy o finansach publicznych i urzędowe procedury nie pasują nieraz zarówno do przepisów ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, jak i do praktyki codziennej pracy galerii czy teatru.

Dyrektorzy instytucji artystycznych zwracali na to uwagę wiele razy i przez wiele lat. Chodzi chociażby o trudność w organizowaniu finansowania projektów w perspektywie wieloletniej czy o to, że ustawa o finansach widzi czas funkcjonowania teatru w perspektywie roku kalendarzowego (od stycznia do grudnia), a o prowadzeniu działalności kulturalnej –  w perspektywie sezonów artystycznych (od września do sierpnia).

Problemy takie chciała rozwiązywać PiS-owska wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka, zwołując Ogólnopolską Konferencję Kultury i obiecując wsparcie. Kończy się kadencja, a żadne realne zmiany z tego nie wynikły.

Działania z tego roku pokazują za to, że władza lokalna w stosunku do instytucji sztuki się rozzuchwala. Jasne, patologie na linii samorząd – podległe mu instytucje artystyczne zdarzały się już zanim PiS doszedł do władzy.

Ale ostatnie zdarzenia pokazują, że zły przykład „dobrej zmiany” idzie z góry –  czegoś takiego, jak prezydent Ferenc w Rzeszowie czy PiS-owski zarząd województwa śląskiego w Chorzowie nikt dotąd na szczeblu samorządowym nie zrobił. Co więcej, działania Ferenca i Chełstowskiego zdają się być wzorowane 1:1 na podobnych akcjach przeprowadzanych przez ministra Glińskiego wobec pośrednio lub bezpośrednio podległych mu placówek.

Patrzeć władzy na ręce

W obu przypadkach jednak autonomię instytucji udało się uratować. Na razie. Jaki z tego wniosek? Trzeba patrzeć władzy na ręce i głośno mówić prawdę. Niby to nic nowego, ale ważne, by o tym pamiętać.

Pomimo peryferyjnego położenia Rzeszowa, po decyzji Ferenca nastąpiła natychmiastowa mobilizacja środowiska artystycznego. W Chorzowie Alina Czyżewska, weteranka ruchów miejskich i zarazem aktorka teatru w pobliskich Gliwicach, żądała od marszałka dostarczenia dowodów zasięgnięcia opinii ws. zwolnienia Gajewskiej w związkach zawodowych i organizacjach branżowych, a także ministra kultury.

Takich konsultacji władze nie przeprowadziły, choć istnieje ich prawny wymóg. Mówi o nim art. 15 (ust. 1 i 4) ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Interweniował też u władz województwa śląskiego legendarny aktor i dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie Andrzej Seweryn oraz Stowarzyszenie Dyrektorów Teatrów. Nawet PiS-owski wojewoda śląski zakwestionował prawomocność decyzji marszałka i jego kolegów.

Piotr Rypson, b. wicedyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, zwolniony przez nominata Glińskiego, na niedawnej konferencji zorganizowanej przez ruch Kultura Niepodległa w warszawskim Teatrze Powszechnym tak radził walczącym z cenzurą:

„Trzeba zbierać pisma i listy, łapać ludzi na słowie. Szukać odpowiedzialnych za konkretne decyzje. Urzędnicy największy problem mają wtedy, kiedy mają dać twarz”.

OKO.press na bieżąco obserwuje zagrożenia dla wolności twórczej w całej Polsce.


Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

dziennikarz, krytyk teatralny i publicysta. Od 2012 stały współpracownik "Gazety Wyborczej", od 2009 - "Dwutygodnika". Pisze m.in. o kulturze, cenzurze, samorządach i stosunkach państwo-Kościół.


Masz cynk?