0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
20 maja 2021

Były zastępca Ziobry, Łukasz Piebiak, chce być doktorem. Promotorem znajomy ze studiów

Piebiak, którego nazwisko padało w kontekście tzw. afery hejterskiej, doktorat robi na prywatnej uczelni. Na promotora powołano nowego sędziego SN, który kandydował na prezesa Sądu Najwyższego i jest znajomym Piebiaka

Wydrukuj

Były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak chce wrócić do gry. Od wybuchu afery hejterskiej w sierpniu 2019 roku w wyniku której stracił stanowisko wiceministra było o nim ciszej, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Ale w ostatnich miesiącach Piebiak przystąpił do kontrofensywy.

Kilka dni temu upolityczniona nowa KRS dała mu awans aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego, choć Piebiak miał w życiorysie dyscyplinarkę. Nadal niewyjaśniona pozostaje też afera hejterska. Jak pisał Onet kobieta, która organizowała hejt na niezależnych sędziów, miała kontaktować się z Piebiakiem. W prokuraturze wciąż trwa śledztwo.

To nie przeszkodziło mu w awansie do NSA. Piebiak startuje też w konkursie do Sądu Najwyższego. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

A teraz będzie pisał doktorat. Tytuł doktora, podobnie jak i wysoki awans do NSA mają poprawić jego prestiż, notowania i wizerunek.

O czym jest doktorat Piebiaka

Łukasz Piebiak doktorat pisze na prywatnej Akademii Ekonomiczno - Humanistycznej w Warszawie. Uczelnia siedzibę ma w nowym budynku przy Cmentarzu Powązkowskim.

Zgodę na doktorat dała Rada Naukowa Instytutu Nauk Prawnych, która pozytywnie oceniła kompetencje magistra Piebiaka. Zaakceptowała też temat pracy: „System prekluzji, a przymus adwokacko - radcowski w odrębnym postępowaniu w sprawach gospodarczych”. Czyli doktorat będzie o tym, jak obowiązkowy udział profesjonalnych pełnomocników - adwokata lub radcy prawnego - wpływa na kwestię dochowania terminów przez strony procesów w zakresie składania dowodów w procesach gospodarczych.

Piebiak zna się na prawie gospodarczym, bo na co dzień przypisany jest do wydziału gospodarczego w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy. Orzekał też na delegacji w wydziale gospodarczym Sądu Okręgowego w Warszawie i za ten okres miał postępowanie dyscyplinarne.

Najciekawsze w tej sprawie jest to, że Rada Naukowa prywatnej uczelni na promotora doktoratu Piebiaka wyznaczyła dr hab. Tomasza Demendeckiego, profesora UMCS w Lublinie. To nieprzypadkowa postać. Demendecki jest nowym sędzią Sądu Najwyższego w powołanej przez PiS Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Przede wszystkim jednak jest kojarzony z frakcją wspierającą Piebiaka w sądach. Taka frakcja jest w nowej KRS i m.in. dzięki jej głosom Piebiak dostał niedawno awans do NSA.

W sądach osób popierających byłego wiceministra lub zawdzięczających mu stanowiska jest jednak więcej. A to dlatego, że gdy był wiceministrem sprawiedliwości, odpowiadał za obsadzenie kierowniczych stanowisk w sądach.

Jak promotor Piebiaka chciał zostać prezesem SN

Tomasz Demendecki w latach 2014-2018 był komornikiem sądowym oraz adwokatem. Gdy w 2018 roku kandydował do SN zespół opiniujący nowej KRS ocenił jego kandydaturę negatywnie, ale przeszedł w głosowaniu KRS. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Z kolei portal Onet pisał, że jest on blisko związany z Łukaszem Piebiakiem. Demendecki sam potwierdził, że był z nim na tym samym roku studiów na UMCS. Onet pisał też, że Demendecki został delegowany przez Piebiaka do Rady Programowej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz do różnych zawodowych komisji egzaminacyjnych.

Portal opisał również postępowanie dyscyplinarne wobec Demendeckiego jako komornika, które ostatecznie umorzono. Onet podał, że w trakcie tego postępowania Demendecki kierował pisma do ministra sprawiedliwości o wykładnię przepisów i ingerencję w przebieg postępowania dyscyplinarnego. Pisma adresowano do ówczesnego wiceministra Łukasza Piebiaka.

W 2020 roku Demendecki kandydował na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, które zwolniło się po skończonej kadencji prezes Małgorzaty Gersdorf. Jego kandydatura była zaskoczeniem. Wiązano ją z resortem ministra Ziobry i właśnie Piebiakiem, który wiceministrem już nie był.

Demendecki dostał się nawet na krótką listę pięciu kandydatów, spośród których prezydent Andrzej Duda na prezesa SN wybrał Małgorzatę Manowską, byłą zastępczynię ministra Ziobry. Demendecki dał się wtedy poznać jako zwolennik prymatu Konstytucji nad prawem unijnym i zwolennik przestrzegania wyroków podporządkowanego obozowi władzy Trybunału Konstytucyjnego. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Czy Piebiak sam wybrał promotora?

Teraz losy Demendeckiego i Piebiaka znowu się skrzyżowały. Demendecki jako promotor będzie pilotował pracę doktorską Piebiaka. Może wnosić uwagi, dawać rady. Czy będzie surowy dla znajomego ze studiów?

OKO.press próbowało ustalić na Akademii Ekonomiczno – Humanistycznej, jak został wybrany promotor dla Piebiaka. Wysłaliśmy prośbę o kontakt do prof. Stanisława Stadniczeńko z Instytutu Nauk Prawnych. Do czasu publikacji artykułu nie skontaktował się jednak z nami.

„Doktorat można zrobić albo na studiach doktoranckich, albo z tzw. wolnej stopy zgłaszając się do wybranej uczelni. Trzeba tylko spełnić wymogi formalne. Promotora pracy można wybrać samemu, zgłaszając profesora z dowolnej uczelni w Polsce” - mówi OKO.press jeden z profesorów z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje: „Za doktorat z wolnej stopy trzeba zapłacić. Opłaty to koszt nawet kilkunastu tysięcy złotych. Uczelnie zarabiają na takich doktoratach”. Już po publikacji tego artykułu skontaktował się z nami prof. Stadniczeńko. Potwierdził, że Piebiak sam wybrał sobie promotora. Poinformował też, że doktorat pisze z wolnej stopy.

Łukasz Piebiak w ostatnim czasie starał się jeszcze o awans na członka nowej KRS. Ale jego kandydatura przepadła. PiS postawił na dotąd nieznaną sędzię liniową z Malborka. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne