0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

W wiejskiej gminie Bełchatów na 50 hektarach ma powstać inwestycja porównywana w mediach do pobliskiej elektrowni – największej w Polsce. Buldożery już pracują, trwa wycinka lasu, a w 2030 roku na terenie strefy ekonomicznej Domiechowice ma rozpocząć działanie Hyperscale Data Center – czyli hiperskalowe centrum danych. To jedna z wielu planowanych w Polsce „fabryk internetu”, gdzie w serwerach przechowywane i przetwarzane będą informacje, których na co dzień używamy w sieci. Podobne obiekty są też używane do trenowania sztucznej inteligencji. Właśnie w związku z tym na świecie mówi się już o „boomie” na centra danych.

Możliwości takich instalacji ocenia się na podstawie mocy przyłącza energetycznego – czyli, w uproszczeniu, ilości energii, która może być wprowadzana do danego obiektu. W Bełchatowie będzie to na pewno około pół gigawata, jednak inwestor chce zwiększyć tę wartość do okrągłego gigawata, a powierzchnię – do 100 hektarów.

„Ten obiekt w pełnej skali jednego gigawata będzie największym na świecie. Oczywiście ta rozbudowa to jest perspektywa na lata, ale plany są gigantyczne” – mówił cytowany przez Onet Konrad Koc, wójt gminy Bełchatów.

Zapraszamy do przesłuchania podcastu „To trzeba na spokojnie” na temat centrów danych. Kolejne odcinki nowej serii podcastowej OKO.press są dostępne co tydzień na Spotify i Apple Podcasts.

Przeczytaj także:

Centra danych za miliardy

Samorządowcy są optymistyczni wobec inwestycji spółki Hillwood, międzynarodowej firmy z siedzibą w Szwajcarii. Wątpliwości mają z kolei niektórzy mieszkańcy. Niedaleko Bełchatowa nie ma jeszcze masowych protestów, jednak docierają tam informacje z USA. Mieszkańcy słyszą z mediów o problemach z dostępem do energii elektrycznej i wody, która używana jest do chłodzenia niektórych instalacji w takich obiektach. Tymczasem województwo łódzkie już teraz jest mocno dotknięte suszą. Poza tym gigawat energii w ciągłym zużyciu to odpowiednik średniego zapotrzebowania Warszawy. Osób, które mają podobne wątpliwości, w Polsce jest więcej.

Od 2019 do 2025 roku skala inwestycji w centra danych w Polsce sięgnęła 5 mld złotych, a to dopiero początek.

Z raportu „Rynek budowy centrów danych w Polsce 2026” wynika, że inwestycje w 20 kolejnych takich obiektów trwają lub są planowane. Poza Bełchatowem chodzi o instalacje w Choczewie (niedaleko budowanej elektrowni jądrowej), Stargardzie czy Krakowie. Do tej pory najwięcej obiektów budowano jednak w Warszawie i jej obwarzanku.

Szukaj AI w polu

Z jednej strony trasa szybkiego ruchu i przelatujące samoloty. Z drugiej – nieużytki i pola uprawne. Tak wygląda gmina Michałowice, składająca się z kilku wsi przyklejonych do Warszawy, których mieszkańcy na co dzień pracują w stolicy. To niezły adres – podmiejska kolejka z dworca Warszawa Śródmieście dojeżdża tu w nieco ponad 20 minut. Przeważają stare, spore domy, jest też trochę okazałych willi i upchanych na ostatnich wolnych działkach szeregowców. W okolicy znajdzie się też kilka knajp i dyskont.

— Da się żyć — twierdzą mieszkańcy, z którymi rozmawiam. — Na razie — dodają, zastanawiając się nad przyszłością.

To dlatego, że w miejscowości Reguły, pomiędzy gęstymi zabudowaniami, ma powstać nowe centrum danych o mocy 140 megawatów. Na działkę, która niedługo ma stać się jednym z najważniejszych miejsc dla stołecznego sektora IT, idzie się przez gęstwinę chaszczy. Bezlitosne tego dnia słońce pada na kłosy zbóż, w oddali widać tory Warszawskiej Kolei Dojazdowej, kilkaset metrów stąd szumi ekspresówka, za wyschniętym kanałem melioracyjnym wyrastają domy. Ich mieszkańcy obawiają się, że niedługo znajdą się w cieniu wysokich na 18 metrów ścian centrum danych. Na 23 hektarach pola uprawnego mają stanąć cztery hale.

Inwestor, spółka Hillwood, była do tej pory najbardziej znana z konstrukcji magazynów. Schemat zazwyczaj jest podobny: jedna firma stawia centrum, inne korzystają. Od czterech lat z inwestorem ścierają się działacze Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów. Z dwójką z nich rozmawiam o planowanym centrum.

— Mamy tu tory WKD, niedaleko ma powstać w przyszłości ośrodek zdrowia, bezpośrednio obok są domy — wyliczają. Lista wątpliwości jest długa. Mieszkańcy boją się, że okolicę spowijać będą spaliny z agregatów prądotwórczych (według inwestora włączanych jedynie awaryjnie). Pytają o wydolność sieci energetycznej i wodociągowej. Jak twierdzą, dotychczas nie dostali precyzyjnych informacji na ten temat.

Prąd, woda i cała reszta

Kierujemy się pod dach, by uchronić się przed upałem. Siadamy nad mapami, na których widać, jak duże będzie centrum – i jak ciasno wpasowuje się w lukę pomiędzy zabudową, torami i drogą.

— Bazujemy między innymi na doświadczeniach z Ursusa. Tam powstało niewielkie centrum danych – porównywalne z jednym z czterech obiektów planowanych u nas, mniej więcej 12-megawatowe — mówi mi Marta Tymoszuk, wiceprezes Stowarzyszenia.

— Rozmawialiśmy z tamtejszym radnym dzielnicowym, który stwierdził, że

urządzenia chłodnicze generowały hałas porównywalny z tym samolotowym — jakby samolot był zawieszony za oknem.

Dopiero ustawienie ekranów akustycznych dało jakąś ulgę. W przypadku Reguł byłoby to niezwykle trudne, bo te obiekty będą wysokie na 18 metrów — dodaje Tymoszuk.

Spółka Hillwood próbowała uspokoić nastroje, odpowiadając na najważniejsze z wątpliwości – między innymi na (już nieaktywnej) stronie internetowej poświęconej centrum danych i fanpage'u na Facebooku (bez nowych postów od 2024 roku).

Brak prądu? Obiekt będzie miał kilka niezależnych przyłączy i nie dociąży sieci. Hałas? Zmieści się w normie, będzie odpowiadał nie przelatującemu samolotowi, a normalnemu ruchowi ulicznemu. Woda? Sam inwestor zainwestuje w sieć wodociągową. Tyle można wyczytać z kilku postów umieszczonych na jednej z największych platform społecznościowych.

Inwestor jedno, naukowiec drugie

Mieszkańcy nie dowierzają tym obietnicom. Dlatego zlecili własną ekspercką analizę, wykonaniem której zajął się prof. Leszek Pazderski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Co z niej wynika? Spółka Hillwood oceniła, że inwestycja będzie oddziaływać na kilometr kwadratowy terenu. Niezależna ocena wskazuje, że będą to dwa kilometry kwadratowe. Inwestor nie wspomniał też o emisji benzo(a)pirenu przez agregaty prądotwórcze. To jeden z najbardziej toksycznych składników smogu. Wątpliwości budzi też ocena poziomu hałasu, który w okolicy momentami może być spory.

— Inwestor twierdzi też, że tło akustyczne obiektu będzie równe zeru decybeli. Ale przecież jesteśmy 6 kilometrów od lotniska Okęcie i mamy tu węzły komunikacyjne S2, S7, Aleje Jerozolimskie. Nie wiemy, jak będzie ten hałas wzmacniało data center i czy zostaną zachowane parametry dopuszczalne dla tego obszaru — mówi Tomasz Ciechomski, prezes Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów.

Mieszkańcy za, a przynajmniej nie przeciw

Hillwood w swojej dokumentacji podkreśla też brak oporu społecznego wobec budowy centrum. Na nieaktywnym fanpage'u podaje wyniki sondażu i przedstawia je w dość nietypowy sposób.

„65,5% jest ZA powstaniem Data Center na ich terenie, ma wątpliwości lub nie ma wiedzy lub zdania na ten temat. 34,4% opowiedziało się PRZECIW inwestycji” — piszą przedstawiciele inwestora w jednym z postów. Nie wczytując się dokładnie, można odnieść wrażenie, że niemal dwie trzecie mieszkańców chce powstania obiektu, choć z treści wpisu w końcu to nie wynika.

— Hillwood spodziewał się czerwonego dywanu, dostał protesty i petycję, pod którą podpisało się 1200 osób — mówi mi Tymoszuk.

Zapowiedzi zysków z centrum wcale nie powaliły mieszkańców Michałowic. — Chodzi między innymi o wpływy z podatku od nieruchomości. W niektórych gminach rzeczywiście mogłyby być wyraźniej odczuwalne, jednak w naszej gminie wpływy pochodzą przede wszystkim z PIT-ów. Nie jesteśmy typowo wiejską gminą, wiele osób pracuje w Warszawie, ma spore zarobki i to wpływa na wysokość podatku — wyjaśnia działaczka.

Nie w moim ogródku!

Podobne pytania słychać w podwarszawskich Kajetanach i Morach, gdzie w centra danych chcą inwestować odpowiednio firmy Futureal Group i Switch Datacenters. Mieszkańcy twierdzą, że nie chcą walczyć z nowymi technologiami, ale miejsce tak wielkich obiektów jest gdzie indziej. Według protestujących z Michałowic – na przykład na terenach pohutniczych, z dala od zabudowań.

— Na niektóre z takich protestów można patrzeć jak na NIMBY — mówi mi Sylwia Czubkowska, dziennikarka technologiczna, autorka podcastu Techstorie. NIMBY to skrót od „not in my backyard”, czyli „nie w moim ogródku”. — Nie ma co się dziwić mieszkańcom. Po coś sprowadzili się do takiej okolicy. Żyją tam, mają biznesy. Stadnina koni z zajęciami dla dzieci obok wielkoskalowego centrum danych nie będzie się spinać — dodaje Czubkowska.

Najostrzejsze hasła słychać w Bielsku-Białej. Tam firma DL Invest Group rzekomo chce budować na terenach dawnych fabryk Fiata. To miejsce jest jednym z symboli miasta – to stamtąd wyjeżdżały maluchy. Fundusz inwestycyjny chciałby zbudować tam obiekt za miliard amerykańskich dolarów, a jego docelowa moc osiągnęłaby 200 megawatów.

Przeciwko inwestycji zmobilizowali się lokalni anarchiści, tworzący grupę Zielona Gwiazda. W swoich manifestach grzmią o katastrofalnym wpływie takich obiektów na środowisko. Tylko że na razie w gruncie rzeczy nie ma przeciwko czemu protestować – przekazuje mi bielski Urząd Miasta. Nikt nie przyszedł do urzędników z propozycją współpracy czy wnioskiem o pozwolenie na budowę. O sprawie wiedzą z portali internetowych. Możliwe, że to tylko medialny szum.

Nie aż tak prądożerne

Szum jest coraz głośniejszy. W maju pojawiła się informacja o wnioskach o przyłączenie centrów danych o łącznej mocy od 150 do 200 gigawatów. Nie ma szans, by polska sieć energetyczna za tym nadążyła i nie ma szans, byśmy mogli wyprodukować tyle energii. Na szczęście nie ma się czym przejmować, ponieważ są to wnioski spekulantów — wyjaśnia Piotr Kowalski z Polskiego Stowarzyszenia Centrów Danych (PLDCA), organizacji reprezentującej operatorów i dostawców sektora data center. Kowalski jest równocześnie dyrektorem ds. innowacji w Beyond.pl, operatorze centrów danych.

Mówiąc najprościej: cwaniacy na wszelki wypadek chcą zabezpieczyć „wtyczkę”, do której potem mógłby podłączyć się inwestor ze swoim centrum. Nikt nie ma pewności, czy obiekt w ogóle w takim miejscu powstanie.

— Zmiany w prawie energetycznym wpływają już na uspokojenie tej sytuacji. Wnioskodawcy ponoszą teraz opłaty, co odstrasza podmioty, które mogłyby występować o przyłącze bez konkretnego pokrycia w przyszłej inwestycji — twierdzi Kowalski.

— Polski rynek centrów danych jest obecnie szacowany na około 200–220 megawatów. Udział naszego kraju w europejskim rynku jest więc zaskakująco mały – to około 2 proc., z tendencją spadkową. Oznacza to, że 98 proc. danych w UE jest przetwarzanych poza Polską. Jesteśmy szóstą gospodarką w Unii Europejskiej, a pod względem liczby ludności zajmujemy miejsce piąte. Natomiast z punktu widzenia udziału w sektorze centrów danych znajdujemy się na dalekim dwunastym miejscu. Jeśli mielibyśmy rozwijać swój potencjał proporcjonalnie do liczby ludności czy wielkości gospodarki, to powinniśmy już dziś mieć o około 300 MW mocy centrów danych więcej — twierdzi Kowalski.

Branża: budujmy więcej!

Czy zamiast wojować z centrami danych, powinniśmy więc walczyć o jak najszybszą ich rozbudowę? Według Kowalskiego – jak najbardziej.

W wielu krajach centra są elementem infrastruktury strategicznej lub krytycznej.

I stąd zapasowe agregaty – bo we współczesnym świecie musimy mieć stały dostęp do usług cyfrowych. Mowa nie tylko o ChatGPT czy TikToku, ale także o aplikacjach bankowych, mObywatelu, systemach ochrony zdrowia, czy łączności poprzez aplikacje mobilne. Warto je mieć „u siebie” – tłumaczy branża.

— Według aktualnych danych moc przyłączeniowa dla centrów danych w Europie wynosi około 14 gigawatów. Komisja Europejska próbuje wzmocnić pozycję naszego kontynentu, stąd postawiony w unijnym dokumencie Cloud AI Development Act cel wzrostu mocy obliczeniowej centrów danych w Europie. W ciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat mamy dojść do poziomu około 30 gigawatów w zrównoważony geograficznie sposób — mówi Piotr Kowalski, zaznaczając: jesteśmy daleko w tyle za Stanami, gdzie centra bywają stawiane kosztem mieszkańców.

— Inwestycje, które się dzieją w Stanach Zjednoczonych, są naprawdę wielokrotnie większe niż te europejskie. W samym stanie Wirginii jest 600 takich obiektów. Kolejne są w budowie. Są hrabstwa, nazywane zresztą Data Center Alley, gdzie jest ich po kilkadziesiąt — mówi Czubkowska.

— Hrabstwa bywają wielkości polskich województw, więc możemy sobie przełożyć tę skalę na nasze realia. To budzi protesty. W planach jest między innymi największe na świecie centrum danych. Chce je budować w Utah miliarder Kevin O'Leary. Ma ono pobierać ilości energii podobne do zapotrzebowania Detroit — zauważa dziennikarka.

ChatGPT wysuszył rzeki

Kolejnym problemem jest zapotrzebowanie na wodę. W USA centra danych, szczególnie te starsze, często chłodzone są odparowywaną cieczą. Dlatego mieszkańcy obserwują spadki poziomów rzek czy niższe ciśnienie w kranach.

— Są historie takie jak ta ze stanu Iowa, gdzie w pobliżu stolicy, miasta Des Moines, spadł poziom wód w rzekach po tym, jak zaczęło działać tam centrum danych wybudowane przez Microsoft. Mieszkańcy byli zaniepokojeni, ale ani władze, ani Microsoft nie chcieli nic mówić. Zmusił ich dopiero sąd po tym, jak mieszkańcy wystąpili o informację publiczną. Okazało się, że woda wyparowała latem 2023 roku, kiedy był trenowany ChatGPT-3 — opowiada Czubkowska.

Moja rozmówczyni zastrzega, że w Polsce i Europie nie musi dojść do podobnej sytuacji. Potwierdza to Piotr Kowalski z PLDCA. Jak mówi, u nas chłodzi się głównie technologiami sprężarkowymi, obecnymi w klimatyzatorach czy pompach ciepła.

— Gdybym usłyszał, że centra danych wysuszają rzeki i wpływają na podwyższenie cen energii elektrycznej, to, nie znając realiów, zapewne sam bym się niepokoił. Dane dotyczące zużycia energii i wody przez centra danych w Unii Europejskiej są monitorowane i publikowane w ogólnodostępnych raportach. Wynika z nich między innymi, że wszystkie centra danych w UE odpowiadają zaledwie za 0,01 proc. całkowitego zużycia wody kontynentu — mówi Kowalski.

Polska drugą Irlandią?

Jak podkreśla ekspert, Europejczyków chronią nielubiane przez niektórych regulacje, w tym prawo budowlane i kontrolowane ceny energii dla gospodarstw, na które nie wpływa popyt przemysłu.

Tłumaczenia branżowych ekspertów mogą nieco uciszać niepokój o ubytek wody. Jednak wciąż trzeba pamiętać, że klimatyzacja potrzebuje dużych ilości energii.

— Oczywiście są takie przypadki jak Irlandia, gdzie centra danych osiągnęły ok. 20 proc. udziału w zużyciu energii elektrycznej w kraju, a do ich zasilania wykorzystywany jest między innymi gaz — uspokaja Kowalski.

— W Polsce jednak nie mamy takiego ryzyka. Według naszych analiz centra handlowe zużywają w naszym kraju trzy do pięciu razy więcej energii niż centra danych. Stawiam wręcz odwrotną tezę, że aby nasza gospodarka mogła nadal się rozwijać w innowacyjnych sektorach i nie być uzależniona od infrastruktury strategicznej zlokalizowanej w innych krajach, potrzebujemy więcej centrów danych — dodaje.

Branża twierdzi, że inwestorzy pójdą tam, gdzie najwięcej będzie „wartościowej energii” – czyli tej ze źródeł nieemisyjnych, odnawialnych, a zatem i tej najtańszej. Na razie można jednak zauważyć, że często lokują swoje obiekty przede wszystkim tam, gdzie jest najłatwiej – w miejscach z gęstą siecią dróg i rozwiniętą siecią energetyczną, blisko największych miast.

Według raportu firmy konsultingowej PwC i PLDCA sektor centrów danych „wspiera” ponad 41 tysięcy miejsc pracy, „co odpowiada jednej trzeciej zatrudnienia w rozwiniętym sektorze energetycznym oraz połowie zatrudnienia w górnictwie”.

Można się jednak spodziewać, że faktyczne, bezpośrednie zatrudnienie w centrach jest niewielkie. Inwestorzy obiecują zwykle, że w planowanych centrach zatrudnią „kilkaset” osób. Trudno w to uwierzyć – w jednym z największych amerykańskich obiektów tego typu, na który Meta wydała 10 miliardów dolarów, na stałe pracuje około 300 pracowników. Przy typowych instalacjach przekraczających 100 megawatów wystarczy praca 20–30 osób – podają amerykańskie media.

Rząd chce AI, centra danych będą rosnąć

Rząd nie ma jednak wątpliwości: musimy tworzyć AI, a nie tylko ją konsumować. W sierpniu w życie wchodzi ustawa o sztucznej inteligencji, która ma przeciwdziałać łamaniu prawa przy użyciu AI, ale też wspomagać rozwój tej technologii przez firmy działające w naszym kraju.

Polska ma zamiar wybudować jedną z tzw. Gigafabryk AI w ramach unijnej współpracy. Skarb państwa, poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego i powołany tam fundusz Vinci, zainwestował też w ElevenLabs – spółkę sztucznej inteligencji z polskim rodowodem. Dzięki temu powstać ma „AI Lab Poland”, projekt naukowy i stażowy dla osób chcących działać przy narzędziach sztucznej inteligencji.

Kierunek został więc wyznaczony, ale nie wszystkim się podoba. Niektórzy apelują przynajmniej o ostrożność.

— Nawet w Norwegii, gdzie większość energii pochodzi ze źródeł odnawialnych, w niektórych miejscach widać problemy z konsumpcją prądu przez centra danych — mówi Ciechomski.

— W Holandii operatorzy centrów danych zaczęli konkurować o wodę z gospodarstwami rolnymi. Dlatego według nas rząd powinien przygotować regulacje określające, że centra danych mogą powstać tylko tam, gdzie nie brakuje energii – najlepiej odnawialnej – oraz wody. Powinniśmy dopuszczać jedynie budowę centrów o wysokiej sprawności energetycznej – tak jest już w Niemczech. Władze powinny też zwrócić uwagę na bezpieczeństwo takich obiektów. W Regułach zbiorniki oleju napędowego będą umieszczone bardzo niedaleko gazociągu. To może być łatwy cel ataków sabotażowych — zaznacza prezes Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów.

Wielki skok

O centrum w Regułach i inne podobne obiekty zapytałem Wody Polskie – nie dostałem odpowiedzi. Urząd Gminy Reguły odpowiedział z kolei, że prawo zabrania przekazywania informacji o wpływach podatkowych gminy, a lokalne władze nie mają wiedzy na temat możliwego poziomu zatrudnienia w obiekcie. Serwery będą chłodzone prawdopodobnie albo odparowywaną wodą, albo za pomocą tzw. chillerów wytwarzających wodę lodową, powszechnie używanych do klimatyzacji w przemyśle. I jedna, i druga technologia wiąże się z poborem wody.

— Aktualnie w PSE złożonych jest kilkanaście takich wniosków, przy czym obejmują one obszar praktycznie całego kraju i nie koncentrują się wyłącznie w Warszawie i okolicach — mówi nam z kolei Wojciech Krzyczkowski z Polskich Sieci Energetycznych. Być może unikniemy nagromadzenia centrów na niezbyt wielkim kawałku terenu, gdyż w takiej sytuacji zużycie energii, niewielkie w skali kraju, może być poważnym lokalnym problemem.

PSE przekazują nam, że „uwzględniły powstanie w Polsce ok. 3,5 GW w roku 2036 i łącznie ok. 5 GW mocy w centrach przetwarzania danych do roku 2040”.

To potężny skok w porównaniu z obecnymi mocami. A więc cała naprzód?

Na zdjęciu Marcel Wandas
Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.

Komentarze