Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Kamila Kotusz / Agencja Wyborcza.pl *** Local Caption ***Fot . Kamila Kotusz ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Przed sądami administracyjnymi toczy się sprawa, związana z wykreśleniem z ewidencji jednego z zakładów leczniczych dla zwierząt, prowadzonego przez fundację. Pisaliśmy o tym w tekście „Za darmo do weterynarza? NSA uchylił wyrok, który zabronił charytatywnego leczenia zwierząt”.

Przeczytaj także:

Sprawa dotyczyła Fundacji Vet-Alert, która musiała zamknąć charytatywny gabinet weterynaryjny na skutek decyzji Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Fundacja odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który podtrzymał decyzję Izby. NSA jednak uwzględnił skargi kasacyjne Fundacji oraz Rzecznika Praw Obywatelskich i uchylił zaskarżony wyrok, przekazując sprawę WSA w Warszawie do ponownego rozpoznania.

Po naszym tekście i innych publikacjach na ten temat Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna zabrała głos i walczy jak lew o uniemożliwienie nieodpłatnego leczenia zwierząt.

Czy tylko podmiot gospodarczy może prowadzić lecznicę?

„Mamy do czynienia z próbą forsowania w opinii publicznej wykładni stojącej w sprzeczności z brzmieniem przepisów prawa. Wbrew wyraźnemu i jednoznacznemu brzmieniu przepisów twierdzi się, że przepisy prawa pozwalają prowadzić zakłady lecznicze dla zwierząt poza działalnością gospodarczą” – uważa Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna.

Zdaniem Izby, jeśli fundacja chce prowadzić zakład leczniczy dla zwierząt, to wystarczy, aby uzyskała wpis do rejestru przedsiębiorców.

Tymczasem prawnicy kwestionują słuszność takiej interpretacji.

"W polskim systemie prawnym dopuszcza się prowadzenie działalności leczniczej dla zwierząt bez formalnej działalności gospodarczej, przy zachowaniu pozostałych warunków, m.in. wpis do ewidencji zakładów leczniczych. Jednak pogląd ten nie jest utrwalonym stanowiskiem w orzecznictwie sądowo administracyjnym. Istnieje wiele argumentów przemawiających za tym, że można prowadzić działalność leczniczą zwierząt poza działalnością gospodarczą” – mówi adwokat Aleksandra Kursa. Jak wyjaśnia, reguluje to wprost ustawa z dnia 18 grudnia 2003 roku o zakładach leczniczych dla zwierząt. Dopuszcza tworzenie i prowadzenie „zakładu leczniczego dla zwierząt” przez różne podmioty, w tym jednostki organizacyjne bez osobowości prawnej.

Jak wskazywała wcześniej adwokatka Katarzyna Topczewska, również uczelnie rolnicze prowadzą własne zakłady lecznicze, a nie podlegają wpisowi do CEiDG ani do KRS. Nie zawsze też prowadzą działalność zarobkową – niejednokrotnie wyłącznie dydaktyczną.

Obawa przed konkurencją

Tym jednak, co jest najistotniejsze, okazują się pieniądze. A konkretnie: obawy o to, że przychodnie weterynaryjne nie przetrwają „bezpłatnej” konkurencji.

Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna uważa, że poprzez pomysł leczenia zwierząt za darmo „w istocie forsuje się (…) całkowicie nieodpowiedzialny systemowo postulat sprzeczny z interesem publicznym. Trzeba jasno podkreślić, że obecnie nie jest możliwe bezkosztowe prowadzenie zakładu leczniczego dla zwierząt. Działalność ta – tak samo jak leczenie ludzi – zawsze generuje znaczne koszty związane z utrzymaniem odpowiedniego lokalu, zakupem specjalistycznego sprzętu, wynagrodzeniem personelu czy zakupem produktów leczniczych dla zwierząt. Każdy zakład musi ponosić rodzajowo te same koszty".

Jak zauważa Izba, fundacja niebędącą przedsiębiorcą musiałaby sumy na prowadzenie zakładu pozyskiwać z innych źródeł niż od płacących za usługę posiadaczy zwierząt (np. ze zbiórek publicznych).

"Fundacje takie zachwiałby zatem rynkiem usług weterynaryjnych doprowadzając najpewniej do upadłości pozostałe zakłady lecznicze dla zwierząt funkcjonujące na danym obszarze. Żaden prowadzący zakład przedsiębiorca nie wytrzyma na dłuższą metę konkurencji z możliwością uzyskania nieopodal usługi weterynaryjnej »za darmo«. W razie, gdyby wspomnianym fundacjom zabrakło jednak źródeł finansowania dla swojego funkcjonowania i przyjmowania pacjentów »za darmo«, to na danym obszarze przestałyby w ogóle być dostępne usługi weterynaryjne, skoro wcześniej cała sytuacja doprowadziłaby do upadku zakładów prowadzonych przez prywatnych przedsiębiorców” – uważa Izba.

Miasta bez lecznicy

Weterynarze nie chcą komentować stanowiska Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej w obawie o swoją przyszłość w zawodzie. Jednak w wielu miastach działają fundacje, które oferują niektóre zabiegi dla zwierząt (np. kastracje), po znacząco niższych cenach niż przychodnie prowadzone przez przedsiębiorców. Mimo tego nadal wielu klientów decyduje się na te zabiegi w placówkach komercyjnych.

Dla opiekunów zwierząt znaczenie ma nie tylko cena, ale też dostępność świadczeń, długość oczekiwania w kolejce czy zaufanie do konkretnego lekarza weterynarii.

„Jeśli upadną mali przedsiębiorcy prowadzący zakłady lecznicze dla zwierząt na obszarach wiejskich i w małych miastach, to dostępność usług weterynaryjnych drastycznie i długotrwale spadnie” – pisze Izba.

Tymczasem w małych miejscowościach dostępność weterynarzy często już obecnie jest katastrofalna. Na Podlasiu jest wiele miejscowości gminnych – także miast – gdzie nie przyjmuje ani jeden weterynarz specjalizujący się w leczeniu zwierząt towarzyszących. Niektórzy mieszkańcy wożą swoje zwierzęta do najbliższej przychodni, oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów.

Wiele osób w ogóle rezygnuje z leczenia swoich zwierząt. Izba nie przejmowała się do tej pory kiepską dostępnością usług weterynaryjnych w takich miejscach.

Długa droga do wyroku

Izba uważa też, że żaden rozsądny przedsiębiorca nie będzie chciał inwestować w zakład leczniczy dla zwierząt, skoro w każdej chwili może nieopodal rozpocząć działalność zakład leczący „za darmo”. Mali przedsiębiorcy często prowadzącą zakłady lecznicze dla zwierząt na granicy opłacalności. Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna ostrzega, że każde zachwianie – już teraz bardzo wrażliwym – rynkiem może za kilka lat doprowadzić do załamania się systemu usług weterynaryjnych poza dużymi miastami.

Doprowadzi to również do dalszego „odpływu” lekarzy weterynarii z terenów wiejskich i z małych miast.

Równocześnie Izba przypomina, że wiele organizacji pożytku publicznego czy niektóre gminy, finansują darmowe leczenie zwierząt, wykupując usługi w funkcjonujących już zakładach leczniczych. „Zapewnia się na przykład swego rodzaju bony, zwłaszcza na niektóre usługi weterynaryjne czy takie skierowane do osób mniej zamożnych. Wiele organizacji właśnie w ten sposób – w zgodzie z przepisami prawa – prowadzi działalność nastawioną na pomoc charytatywną” – pisze Izba,

Rodzi się zatem pytanie: czy jeśli takie działania nie wykończyły konkurencji, która nie udostępnia świadczeń za bony, to dlaczego miałoby wykończyć ją leczenie nieodpłatne?

Sprawa będzie miała ciąg dalszy. Teraz zajmie się nią Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Samo postępowanie pozostaje nierozstrzygnięte i za jakiś czas zapewne sprawa powróci przed Naczelny Sąd Administracyjny. Na ostateczny wyrok trzeba będzie jeszcze długo czekać.

;
Regina Skibińska

Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.

Komentarze