Cisza w Krakowie. Pierwszy raz od 87 lat nie grano hejnału. Rynek Główny wciąż zamknięty
Wojewoda małopolski przekazał rano, że obaj policjanci, których postrzelił sprawca ataku w Krakowie, przeżyli noc. – Są pod dobrą opieką w krakowskich szpitalach – powiedział. Prokuratura wszczęła dwa śledztwa – jedno z nich dotyczy ataku w centrum Krakowa, a drugie zabójstwa rodziny w Ostrowcu Świętokrzyskim.
W Krakowie cisza, jakiej nie było od 1939 roku. Po sobotnim ataku na krakowskim Rynku Głównym po raz pierwszy od 87 lat nie rozbrzmiał hejnał z wieży w Bazylice Mariackiej. Przerwa trwała 12 godzin – od 21 do 9 rano.
Rynek Główny i okalające go uliczki są wciąż zamknięte, na miejscu cały czas działają służby. Ogrodzono również skrzyżowanie ulic Dietla i Stradomskiej, czyli miejsce, gdzie policjanci – starszy posterunkowy Jakub Kulik i starszy posterunkowy Artur Morański – postrzelili i zneutralizowali sprawcę. Dopiero po godz. 12 umożliwiono tam ruch pieszy i samochodowy.
- Na plantach przy Dietla jest dojmująca, przeszywająca cisza. Słychać tylko ptaki – relacjonuje nasza dziennikarka Angelika Pitoń. – Bliżej Rynku, przy ulicy Grodzkiej, wiele sklepów jest zamkniętych. Weszłam do jednego z nielicznych butików, które się otworzyły. Ekspedientka powiedziała mi, że nie ma żadnego ruchu, nikt dziś nie decyduje się na zakupy. Na Grodzkiej spotkałam kilka osób, ale kiedy próbowałam z nimi rozmawiać, byli wciąż w szoku, urywali zadania w połowie. Każdy odtwarza jakieś wspomnienia z miejscami, gdzie doszło do tragedii. Jedna z osób wspomina, że w kościele przy Grodzkiej brała ślub, ktoś inny mówi, że często jeździ z przystanku, gdzie wczoraj sprawca strzelał w stronę tramwaju. Kraków wygląda dziś jak miasto, które bardzo powoli budzi się z wielkiego szoku – relacjonuje nasza reporterka.

Komentarze