Ogłaszając, że nie da podwyżek nauczycielom, bo oznaczałoby to wlewanie paliwa do dziurawego baku, Morawiecki zapowiada, że podejmie "całościową przebudowę systemu edukacji". To polityczna bezczelność, bo "uszczelnienie baku" deklaruje rząd, który strasznie go podziurawił, nie rozliczając się przy tym z deformy. OKO.press mówi, jak jest naprawdę

Inaugurując „edukacyjny okrągły stół”, premier Mateusz Morawiecki określił jego główny temat:

„Odpowiedzialne państwo nie może dokładać do źle lub nie najlepiej funkcjonującego systemu edukacji i to nie jest przytyk do kogokolwiek” – kamera TVP Info  (innych stacji nie było) pokazała, jak min. Anna Zalewska pociera czoło. – To efekt kilkudziesięciu lat zaniedbań. Same podwyżki nie spowodują, że nagle powstaną interaktywne lekcje, że korepetycje przestaną być potrzebne, na lekcjach pojawią się ciekawe eksperymenty”.

„To jest pewna całościowa przebudowa systemu, która jest przed nami” –  mówił premier rządu, który dokańcza właśnie drastyczną i całościową przebudowę systemu”. I dalej:


Dodawanie do oświaty ogromnych pieniędzy nie ma większego sensu bez gruntownej poprawy efektywności systemu edukacji. Gigantyczne kwoty zadziałają jak dolewanie paliwa do dziurawego baku, najpierw trzeba byśmy zmienili model na lepszy, ruszyli do przodu

Mateusz Morawiecki, Edukacyjny okrągły stół - 26/04/2019

Premier na PGE Narodowym, 23.03.2019. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta


Manipulacja x 2. Podwyżki są dziś warunkiem naprawy edukacji, nie odwrotnie. A PiS właśnie kończy "reformę", która zdewastowała system


„I mam nadzieję, że o tym dziś porozmawiamy” – zaprosił do debaty premier.

Minister Zalewska nie została dopuszczona do głosu. Razem z Morawieckim i wicepremier Szydło wysłuchała kilkudziesięciu wystąpień w tym wielu oficjalnych, ogólnikowych i banalnych. Wyjątkiem była wypowiedź Marka Wójcika ze Związku Miast Polskich, który zażądał poważnej rozmowy o finansowaniu oświaty i partnerskiego traktowania samorządów, które muszą coraz więcej dokładać do edukacji (wcześniej mówił o tym OKO.press). Było też kilka głosów zatroskanych NGO’sów. Trudno powiedzieć, jaki był sens zapraszania Janusza Korwin-Mikkego, jako przedstawiciela rodziców, jakby nie było innych matek i ojców. Polityk stwierdził, że trzeba sprywatyzować szkoły, żeby nauczyciele zaczęli dobrze pracować, bojąc się, że inaczej „wylecą na zbity pysk”.

Argument dziurawego baku polskiej edukacji jest zarazem bałamutny, niebezpieczny i cyniczny/bezczelny.

Bez podwyżek dla nauczycieli, zwłaszcza młodszych żadna reforma nic nie da

Zasadniczy argument Morawieckiego zawiera niebezpieczny rys technokratycznej demagogii. Kiedy jakaś grupa zawodowa żąda podwyżek lub innych wydatków, rząd może zawsze odpowiedzieć argumentem, że system nie jest dostatecznie sprawny, by warto było je ponosić. Podobnie premier mówił o niedoinwestowanej służbie zdrowia w expose z grudnia 2017 roku:  „w myśl ewangelicznej maksymy nie wlewa się nowego wina do starych bukłaków – nie możemy pozwolić żeby nowe pieniądze zostały źle wydane, żeby system był nieefektywny”.

Tymczasem nawet w systemie niedoskonałym ogromne znaczenie odgrywa motywacja pracowniczek i pracowników. I odwrotnie, nawet najdoskonalszy system, w którym pracują ludzie sfrustrowani i niedopłaceni nie będzie dobrze działał.

W przypadku edukacji dochodzi czynnik negatywnej selekcji do zawodu i braku chętnych, zwłaszcza wobec wyjątkowo niskich zarobków nauczycieli-stażystów, których liczba spadła już do ledwie 4,4 proc. wszystkich. Mikołaj Herbst alarmował, że „negatywna selekcja do zawodu nauczycielskiego nie jest tylko zaszłością historyczną, ale dotyczy także obecnych studentów”. Jego analiza studentów urodzonych w latach 1986-1995 pokazuje, że prawdopodobieństwo decyzji o zdobyciu uprawnień nauczycielskich wynosi:

  • wśród najsłabszych studentów – ponad 10 proc.;
  • wśród studentów o przeciętnych osiągnięciach akademickich – 6,5 proc.;
  • wśród osiągających najlepsze wyniki – poniżej 4 proc.

Odkładanie podwyżek do czasu przeprowadzenia „całościowej przebudowy systemu” – nie wiadomo jakiej, nie wiadomo, kiedy i jak – grozi tym, że nastąpi masowy odpływ nauczycieli, zwłaszcza młodych. Już w tej chwili w Warszawie brakuje 1600 nauczycieli.

Metafora premiera jest też wyjątkowo cyniczna (a nawet bezczelna) z innego powodu.

Przecież całościowa przebudowa systemu już trwa, zgodnie z programem PiS

Morawiecki wypowiada się tak, jakby nie znał programu własnej partii, który – z żelazną trzeba przyznać konsekwencją, wbrew ogromnej większości ekspertów i rosnącym niezadowoleniu nauczycieli – zrealizowała już min. Anna Zalewska (obecnie na wylocie do PE w Brukseli).

Przypomnijmy że program PiS zapowiadał reformę edukacji właśnie jako gruntowną przebudowę systemu. Jej istotą miało być – cały czas cytujemy program PiS –

odejście od „zgubnej taktyki powielania rozwiązań z Europy Zachodniej i USA”.

„Syndrom niewolniczej imitacji wyrządził polskiej oświacie – na wszystkich jej poziomach – wiele złego”. PiS postanowił sięgnąć po „wspaniałą tradycję polskiego szkolnictwa”, co pod wieloma względami oznaczało powrót do PRL. Partia zapowiadała:

  • „Obowiązek szkolny będzie się rozpoczynał w roku, w którym dziecko kończy 7 lat”.

Argumentowała, że „rodzice nie mają zaufania do szkoły w jej obecnym kształcie i boją się, że ich dzieci, gdy zbyt wcześnie się w niej znajdą, poddane zostaną wpływom antywychowawczym; uważają oni także, iż zbyt wczesne przejęcie dziecka przez szkołę, nawet najlepszą, nie jest dobre dla jego rozwoju”.

PiS uległ tu histerii nadopiekuńczości wpływowej fundacji Elbanowskich prowadzących kampanię „Ratuj Maluchy” („Wiele z tych małych rączek nie ma jeszcze wykształconego tzw. chwytu pisarskiego, a oczekuje się od nich kaligrafowania”).

Deforma minister Zalewskiej zrealizowała te zapowiedzi.

  • „Koniecznością jest wydłużenie liceum do lat czterech, a tym samym wygaszanie gimnazjów” – dekretowała partia przed wyborami.

„Oczywiste jest i to, że wprowadzenie gimnazjów okazało się błędem. Koncepcja gimnazjów nie była przemyślana. Nie przewidziano ani poważnych problemów wychowawczych, ani kłopotów w programach nauczania” – argumentowała.

I faktycznie, 7,5 tys. gimnazjów, z tego blisko połowa samodzielnych, została zlikwidowana.

„Licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania”. I licea zostały wydłużone do czterech lat (technika do pięciu), a nauka w nich pozbawiona elementów profilowania czy interdyscyplinarności. Tak jak w podstawówce, wrócił podział na szczegółowe przedmioty, tak jak uczył się Jarosław Kaczyński (nawiasem mówiąc kiepski i źle przystosowany uczeń).

Zasadniczą ideą PiS było

„przywrócenie czytelnego scenariusza – zwanego spiralnym – powtarzania i rozszerzania materiału, od szkoły podstawowej, aż po liceum”.

Czyli tak jak było w PRL. Dziecko i nastolatek dwa razy uczą się tego samego, obciążają pamięć coraz większą liczbą szczegółów.

Bezczelność permanentnego reformatora

Zapowiedź kolejnej głębokiej reformy edukacji OKO.press określiło już tę jako hucpę, jakiej jeszcze nie było (podając przy okazji definicję Leo Rostena, że hucpa to „cecha osoby, która zabiwszy własnych rodziców, liczy na łaskawość sądu, bo jest sierotą”).

Bo w reakcji na strajk nauczycieli PiS wprowadził ten przekaz dnia już wcześniej: „Czas dojrzał do tego, żeby powiedzieć: jest potrzebna głęboka reforma całego systemu oświaty” – oznajmił Mateusz Morawiecki 15 kwietnia.

„Oczekiwania ze strony związków nauczycielskich są takie – dajcie nam więcej pieniędzy, a wszystko ma zostać tak, jak jest dotychczas. A my mówimy – obecnego modelu edukacji nie da się dłużej utrzymać” – przekonywał Jacek Sasin, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

„Jesteśmy gotowi, żeby przeprowadzić bardzo poważną debatę na temat gruntownej reformy oświaty” – zaznaczył szef KPRM Michał Dworczyk.

Organizowanie okrągłego stołu, by wreszcie gruntownie naprawić edukację to propozycja potrójnie szokująca:

  • stanowi – siłą rzeczy – krytyczną ocenę sztandarowego projektu naprawy edukacji prowadzonego przez PiS od 2016 roku;
  • ale nie towarzyszy temu żadna diagnoza obecnego systemu i skutków „deformy edukacji”;
  • jest polityczną bezczelnością, że „uszczelnienie baku” deklaruje ten, który jest odpowiedzialny za podziurawienie go.

Jak reforma Zalewskiej podziurawiła edukację

OKO.press opublikowało dziesiątki analiz tego, jak deforma  zaszkodziła edukacji. Bez satysfakcji możemy stwierdzić, że nasze teksty-przestrogi okazały się prorocze:

Dobrym podsumowaniem reformy było wystąpienie w czerwcu 2017 ówczesnej aktywistki ruchu rodziców Doroty Łobody, przewodniczącej komitetu referendalnego w sprawie reformy min. Zalewskiej (ostatecznie marszałek Sejmu nie dopuścił do jej wystąpienia w Sejmie i tekst odczytał szef ZNP).

W dużym skrócie krytycy (w tym OKO.press) zwracają uwagę, że:

  • „ochrona maluchów” naruszyła interesy dzieci ze wsi i mniejszych miejscowości, dla których pójście do szkół w wieku sześciu lat  (wprowadzane stopniowo aż do 2015/2016 roku) oznaczało wyrównywanie szans edukacyjnych;
  •  wydłużenie podstawówki o dwa lata sprawiło, że „maluchy” będą w jednej szkole z „wyrostkami”;
  • szkoły podstawowe borykają się z problemami lokalowymi, tworzą file itp.;
  • likwidacja gimnazjów oznacza skrócenie edukacji ogólnej z dziewięciu do ośmiu lat, co jest potężnym uderzeniem w wyrównywanie szans zwłaszcza młodzieży wiejskiej, która rzadziej trafia do liceów i techników;
  • dodatkowo przejście do gimnazjum dla wielu uczniów ze wsi oznaczało szansę na „awans kulturowy” (zwłaszcza, że gminy zapewniały dojazdy gimbusami; do szkół średnich tego wsparcia nie ma);
  • likwidacja 7,5 tys. gimnazjów (w tym blisko połowa samodzielnych) jest aktem szkodliwej destrukcji zasobów materialnych, ale przede wszystkim niszczenia zespołów nauczycielskich, które w tych szkołach (utworzonych w 2001 roku) były zintegrowane i aktywne;
  • „zdegradowano” kilka tysięcy dyrektorek i dyrektorów gimnazjów, niektórzy odeszli z zawodu;
  • to także likwidacja dodatkowych ofert edukacyjnych, popularnych w gimnazjach (np. klasy dwujęzyczne);
  • czteroletnie liceum z tradycyjnym zestawem szczegółowych przedmiotów i likwidacją „specjalizacji” w II i III klasie, to krok w kierunku tradycyjnej edukacji – nauczania wiadomości a nie kompetencji;
  • podwójny rocznik szturmujący do szkół ponadgimnazjalnych/ponadpodstawowych we wrześniu 2019 oznacza ogromne zamieszanie (niesprawiedliwa rekrutacja, ciasnota, a potem równoległa nauka według dwóch różnych programów, dwa różne egzaminy maturalne);
  • wypchnięcie poza szkołę dzieci z niepełnosprawnościami;
  • wszystkie te zmiany oznaczają niedogodności dla nauczycieli, np. konieczność „ciułania” pensum i nadgodzin w wielu różnych szkołach (tzw. „nauczyciele wędrujący”).

Retoryka Morawieckiego odwołuje się do rozpowszechnionej w Polsce krytyki edukacji „w czambuł”, często łączonego z idealizowanymi wspomnieniami „dawnych szkół”. Ton nadają jej m.in. profesorowie uniwersytetów, którzy narzekają na poziom absolwentów porównując go niekiedy z czasami PRL, gdy studiowanie było dostępne wąskiej elicie.

Dobre strony polskiej edukacji 1989-2015

Tymczasem w latach 1989-2015 w polskiej edukacji nastąpiło wiele zmian, w większości na lepsze:

  • szkoły przeszły z rąk państwa w zarządzanie przez samorządy (PiS próbuje zwiększyć wpływ rządu, np. wzmacniając pozycję kuratorów);
  • względnie wysoki jest poziom autonomii dyrektora szkoły (PiS próbuje to ograniczyć);
  • zasadnicze rozpowszechnienie edukacji ogólnokształcącej (odsetek licealistów w 1989/90 roku wynosił niecałe 25 proc., w 2017/2018 – 41 proc., w tym 53 proc. dziewcząt i 30 proc. chłopców);
  • wydłużenie edukacji ogólnej (po wprowadzeniu gimnazjów) zwiększyło równość szans edukacyjnych. Poprawili swoje wyniki m.in. uczniowie najsłabsi, co dało fenomenalną wręcz poprawę rezultatów 15-latków w słynnych badaniach PISA);
  • uwolnienie rynku podręczników radykalnie wzbogaciło ofertę;
  • pojawienie się szkolnictwa niepublicznego dało impuls eksperymentom edukacyjnym;
  • stan szkół jako budynków i poziom wyposażenia jest nieporównywalnie lepszy niż w czasach PRL;
  • nastąpiła radykalna poprawa proporcji liczby uczniów na nauczyciela, a także mniejsze klasy (oddziały).

Do naprawy zostało jednak sporo:

To nie znaczy, że edukacja, którą PiS zaczął „deformować” nie miała – i nie ma nadal – zasadniczych braków. Wymienimy tylko 20 z nich:

  • nadmierny nacisk na szczegółową wiedzę, rozbudowane podstawy programowe (już przed PiS, teraz się to pogłębiło);
  • nadmierne obciążenie nauczycieli (biurokracja, sprawdzanie prac domowych etc.);
  • skrajny indywidualizm, brak kultury pracy zespołowej, także wśród nauczycieli;
  • rywalizacja między uczniami stymulowana przez system sprawdzianów-egzaminów, „wyścig szczurów”, plaga korepetycji;
  • nadmierny nacisk na testowe egzaminy, które miały być tylko informacją zwrotną, a stały się podstawą oceny ucznia i szkoły;
  • „uczenie pod testy”, zwłaszcza w ostatnich klasach szkół;
  • nadmierne obciążenie ucznia, w tym rozbudowany system prac domowych;
  • brak czasu i zrozumienia dla tworzenia dobrego klimatu, dobrych relacji międzyludzkich;
  • elementy segregacji w wyniku podziału szkół (gimnazjów, dziś już tylko liceów) na „lepsze” i „gorsze”;
  • zbyt tradycyjne metody nauczania (wykład, kartkówka, praca domowa);
  • za mało tzw. oceniania kształtującego (informacji zwrotnych, ocen opisowych), „zaliczanie na stopień” zamiast nauki dla wiedzy i satysfakcji;
  • za mało uczenia przy pomocy dyskusji, projektów, eksperymentów;
  • uczenie odtwórcze a nie twórcze, za mało nauczycielskich innowacji na co dzień, „kult podręcznika”;
  • zbyt sztywna, autorytarna struktura szkolnej władzy;
  • niski poziom podmiotowości ucznia, pozory samorządności, brak czasu i miejsca na inicjatywy społeczne;
  • małe zaangażowanie uczniów/szkół w życie lokalnych społeczności; brak praktycznej edukacji obywatelskiej na co dzień;
  • szkoła pruderyjna, brak nowoczesnej edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej;
  • nieumiejętność korzystania z nowych technologii, w tym wykorzystania ich do pracy zespołów uczniowskich;
  • sztywny ramowy plan nauczania, za mało swobody dla nauczycieli i szkół;
  • niedostrzeganie specjalnych potrzeb edukacyjnych.

Rzecz jednak w tym, że żadnej z tych słabości deforma Zalewskiej nie leczyła, a niektóre powiększyła, przy okazji dodając nowe.

  • Zobacz większy fragment oświatowego programu PiS

    Rozdział IV. Społeczeństwo

    1. Edukacja

    Polska ma wspaniałą tradycję szkolnictwa, która z powodu pospiesznych i niefortunnych reform nie była w ciągu ostatnich dziesięcioleci odpowiednio rozwijana. Dobra szkoła – przypomnijmy rzeczy podstawowe – przekazuje wiedzę i umiejętności, kształtuje formację umysłową, wprowadza młodych ludzi w kod kulturowy, jaki naród polski wytworzył w swoich dziełach, wychowuje do życia we wspólnocie, krzewi odpowiednie zachowania moralne i obywatelskie, daje intelektualne i duchowe instrumenty nie tylko do głębszego rozumienia dzisiejszego świata, ale do śmiałego i rozważnego w nim uczestnictwa.

    Taki wspaniały efekt może być uzyskany w warunkach optymalnych, to znaczy, przy ścisłej współpracy nauczycieli, rodziny oraz innych wspólnot, a wszystko przy silnym wsparciu państwa. Edukacja jest sprawą o znaczeniu podstawowym dla nas wszystkich, a jej skutki ujawniają się i trwają wiele dziesięcioleci. Państwo w sposób oczywisty musi więc być tym podmiotem, który za jakość i kształt edukacji ponosi szczególną odpowiedzialność. Wolna i suwerenna Polska zależy od istnienia wolnych i suwerennych Polaków, a więc od takich Polaków, których umysły zostały do wolności i suwerenności odpowiednio przygotowane przez formację edukacyjną.

    Strukturalny kształt szkoły polskiej wprowadzony przez kilkunastu laty nie zdał egzaminu i co do tego nie ma wątpliwości. Wykształcenie ogólne uległo zapaści, a wykształcenie techniczno-zawodowe zostało zdegradowane. Młodzież jest gorzej wykształcona, nauczyciele rozgoryczeni, szkoła praktycznie przestała wychowywać, a ignorancja stała się jednym z wielkich problemów dzisiejszego społeczeństwa. Dodać należy, że te procesy są obecne w całym współczesnym świecie.

    Zgubną taktyką jest więc ta, którą stosowano w Polsce do tej pory, a mianowicie powielanie rozwiązań z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych w momencie, gdy już w tych krajach stało się oczywiste, że te rozwiązania rodzą poważny kryzys edukacyjny, i że należy je zasadniczo zmienić. Ten syndrom niewolniczej imitacji wyrządził polskiej oświacie – na wszystkich jej poziomach – wiele złego.

    Nowy ustrój szkolny

    Mając na względzie powyższe i opierając się na założeniu, że szukanie optymalnego modelu oświaty musi wynikać ze zdobytego doświadczenia, a nie jest konsekwencją arbitralnie przyjętej doktryny, stwierdzamy, że naszedł już czas, by zmienić ustrój edukacyjny zgodnie z tym, czego nas doświadczenie ostatniego półwiecza nauczyło.

    Obowiązek szkolny będzie się rozpoczynał w roku, w którym dziecko kończy 7 lat.

    Pomysł wprowadzenia sześciolatków do szkoły spotkał się z szerokim oporem społecznym popartym dobrymi racjami: rodzice nie mają zaufania do szkoły w jej obecnym kształcie i boją się, że ich dzieci, gdy zbyt wcześnie się w niej znajdą, poddane zostaną wpływom antywychowawczym; uważają oni także, iż zbyt wczesne przejęcie dziecka przez szkołę, nawet najlepszą, nie jest dobre dla jego rozwoju.

    Ten ruch oporu został niezwykle arogancko potraktowany przez premiera polskiego rządu i resort oświaty, co dodatkowo wprowadziło poczucie krzywdy. Nie ma powodów, by postępować wbrew wielkiej rzeszy polskich rodziców. Dzieci 6-letnie, gdy taka będzie wola rodziców i gdy spełnią one rozwojowe wyma- gania, będą oczywiście mogły – tak jak to było wcześniej – rozpocząć naukę w szkole.

    Oczywiste jest i to, że wprowadzenie gimnazjów okazało się błędem. Koncepcja gimnazjów nie była przemyślana. Nie przewidziano ani poważnych problemów wychowawczych, ani kłopotów w programach nauczania: nie wiadomo było, jaka jest rola gimnazjów w procesie kształcenia i jakie mają być proporcje między zakresem nauczania w gimnazjum i w liceum.

    Licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania. Ponadto w praktyce okres nominalnie trzyletni trwał dwa i pół roku, gdyż ostatni semestr stanowiły preparacje do matury. Koniecznością jest zatem wydłużenie liceum do lat czterech, a tym samym wygaszanie gimnazjów. W ten sposób przywrócone zostanie czytelny scenariusz – zwany spiralnym – powtarzania i rozszerzania materiału, od szkoły podstawowej, aż po liceum. Wersja uproszczona z ostatnich lat szkoły podstawowej zostanie odpowiednio wzbogacona i pogłębiona w nauczaniu licealnym.

    Struktura szkolnictwa obejmować będzie zatem następujące typy szkół:

    • 8-klasową szkołę podstawową, z podziałem na klasy I-III i IV-VIII
    • 3-letnią szkołę zawodową,
    • 4-letnie liceum ogólnokształcące,
    • 5-letnie technikum,
    • 2-letnie liceum i 3-letnie technikum uzupełniające,
    • szkoły policealne,
    • 3-letnie szkoły specjalne przysposabiające do pracy uczniów z określonymi stopniami upośledzenia lub niepełnosprawności.

    Nauczyciele wygaszanych gimnazjów otrzymają możliwość podjęcia pracy w liceach, technikach bądź szkołach podstawowych. Utrzymane zostaną funkcjonujące formy kształcenia ustawicznego i dorosłych.

    Zmiany w programie kształcenia i wychowania

    Do nowego ustroju szkolnego musi być dostosowany program kształcenia i wychowania. Program nauczania będzie miał charakter integrujący. Zrezygnujemy z systemu testowego także w trakcie matury. Absolwenci polskiej szkoły powinni posiadać wspólny zasób wiedzy, znajomość wspólnych symboli, odwołań, wyobrażeń, stanowiących o polskiej tożsamości i formujących doświadczenie naszego narodu. Stąd przywrócone zostanie odpowiednia ranga nauczania literatury i historii, jedno i drugie w porządku chronologicznym. Wykształcenie ogólne w zakresie humanistyki musi obejmować znajomość podstawowych dzieł literatury i dobrą znajomość dziejów. Prowadzone do tej pory nauczanie sfragmentaryzowane doprowadziło do odpowiedniego sfragmentaryzowania umysłów młodych ludzi, a tym samym sfragmentaryzowanie ich obrazu świata.

    Wykształcenie ogólne musi być istotnie ogólne, co oznacza odejście od skrajnego profilowania, które wprowadzono w ostatnich dziesięcioleciach. Wprowadzony przez resort oświaty pomysł, by młody człowiek profilował swoją drogę edukacyjną w wieku 15, czy 16 lat był niedorzeczny, a nade wszystko szkodliwy. Wykształcenie ogólne – należy to podkreślić – obejmować musi przedmioty kanoniczne, z jednej strony, literaturę, języki i historię, z drugiej przedmioty ścisłe i przyrodnicze takie jak matematyka i fizyka, uzupełnione nauką programowania. Hybrydyczne ciekawostki, a także tzw. bloki programowe, jakie ostatnimi czasy zagościły w polskich liceach nie przyczyniają się do wykształcenia ogólnego, lecz je osłabiają. Rozważamy także – odpowiadając na apel polskich historyków i filologów – stosowne wzmocnienie roli języków starożytnych w uzgodnionej formule.

    Wdrożymy opracowany w roku 2007 przez w MEN, kierowany wówczas przez Prawo i Sprawiedliwość, projekt „Uczeń zdolny” skierowany do najbardziej utalentowanej młodzieży. Istotą tego projektu jest wprowadzenie dodatkowych zajęć dla szczególnie wyróżniających się uczniów, prowadzonych przez młodszych pracowników nauki.

    Ważnym aspektem programu nauczania jest jego ocenianie. Z całą pewnością nastąpi odejście od systemu testowego, zarówno na maturze, jak i na wcześniejszych etapach. Wprowadzenie na szeroką skalę testów spowodowało, że cały system kształcenia został nastawiony na techniki ich rozwiązywania, co, jak łatwo można było przewidzieć, zdeformowało proces dydaktyczny w stopniu zasadniczo podważającym samą istotę kształcenia. Matura oraz wcześniejsze egzaminy i standardy promocyjne będą więc przeprowadzane na innych zasadach, takich, które pozwolą realnie sprawdzić stan wiedzy i umiejętności, kulturę umysłową, erudycję, oryginalność i wnikliwość.

    Wychowanie w szkole

    Osobnym problemem – jednym z najtrudniejszych – jest ponowne wprowadzenie do szkół funkcji wychowawczej i to w szerokim sensie tego słowa. Powtórzmy raz jeszcze, że historia szkół III RP może być opisana jako stopniowy i coraz szybszy proces rezygnacji z celów wychowawczych. Słowo „wychowanie” rozumiemy w sensie szerokim – od stosownego języka i umiejętnego zachowania do obowiązków natury społecznej, moralnej i obywatelskiej. Do tych celów musi być dostosowany przejrzysty program dydaktyczny, a jego realizacja musi odbywać się z taką samą konsekwencją jak realizacja innych programów oraz, co oczywiste, postępy uczniów muszą być równie obiektywnie i rygorystycznie oceniane. Ocena z tzw. zachowania będzie miała daleko idące skutki: zostanie wliczona do średniej, a także, zbyt niska, uniemożliwi promocję do następnej klasy.

    Na wypadek zaistnienia skrajnych patologii wśród uczniów powołamy Ośrodki Wsparcia Wychowawczego. Zlikwiduje to destrukcyjny wpływ takich uczniów na społeczność klasową i zlikwiduje zagrożenie dla nauczycieli. Jednocześnie położy kres demoralizującemu i bezskutecznemu procederowi przenoszenia uczniów między placówkami.

    Wychowanie obejmuje także aspekt patriotyczno-obywatelski. Jego podstawą będzie – wspomniane już wcześniej – przywrócenie odpowiedniej rangi nauczania historii i literatury, ze szczególnym uwzględnieniem historii i literatury polskiej. Elementem takiego wychowania jest także korzystanie z tych możliwości, jakie dają powstałe i powstające instytucje historyczno-edukacyjne o dużych ofertach popularyzatorskich, takie jak Instytut Pamięci Narodowej, czy muzea. Szkoły zostaną też zobowiązane do stałej opieki nad pobliskimi miejscami pamięci narodowej, a także do zachęcania uczniów do korzystania z różnych inicjatyw – na przykład, konkursów – organizowanych przez Ministerstwo, IPN, czy inne ważne instytucje. W miarę możliwości finansowych, wychowanie patriotyczno-obywatelskie powinno także obejmować wycieczki, specjalnie organizowane pod kątem poznawczym, do ważnych miejsc historycznych Rzeczypospolitej, również tych pozostających dziś poza naszymi obecnymi granicami, jak na przykład Lwów i Wilno. W odleglejszej perspektywie czasowej powinniśmy myśleć o takich wycieczkach jako jednym z oficjalnych państwowych programów edukacyjnych, podobnych do tych, jakie są organizowane dla młodzieży przez rządy innych krajów.

    Podręczniki

    Ważną instytucją pozwalającą sprawnie sterować polską oświatą stanie się Narodowy Instytut Wychowania, Programów Szkolnych i Podręczników, powstały po likwidacji trzech podpadających ministerstwu instytucji: Ośrodka Rozwoju Edukacji, Instytutu Badań Edukacyjnych i Centrum In- formatycznego Edukacji. Celem Narodowego Instytutu będą prace badawcze, koncepcyjne, metodyczne, doradcze i popularyzatorsko-wydawnicze.

    Instytut zostanie obarczony, między innymi, zadaniem uporządkowania rynku podręczników szkolnych. W wyniku otwartego konkursu wyłonione zostaną podręczniki, maksymalnie trzy dla danego przedmiotu, które będą obowiązywać przez kilka lat. Podręczniki będą wydawane przy dofinansowaniu Ministerstwa, możliwie bez udziału zbędnych pośredników, co zlikwiduje drożyznę i nierzadkie dzisiaj korupcjogenne praktyki. Ponieważ podręczniki te będą obowiązywać przez kilka lat, będzie możność przekazywania ich następnej fali uczniów.

    Odpowiedzialność państwa za edukację narodową

    To rząd powinien kreować politykę oświatową, a Minister Edukacji i kuratorzy oświaty odpowiadać za jej realizację. Minister będzie ustawowo zobowiązany do opracowania szczegółowych programów nauczania każdego przedmiotu na wszystkich poziomach edukacji, określania celów edukacyjnych oraz wytycznych w zakresie organizacji nauczania. Nauczyciele będą mogli realizować własne programy nauczania, za zgodą MEN. Wprowadzimy zasadę indywidualnej odpowiedzialności urzędnika MEN za jego decyzje.

    Zmienimy usytuowanie kuratora oświaty, który stanie się niezależnym od wojewody przedstawicielem Ministra Edukacji Narodowej w województwie i będzie sprawować rzeczywisty nadzór nad oświatą w terenie. Wzmocnimy kompetencje kuratora oświaty nad szkołami i placówkami oświatowymi, a także organami prowadzącymi, łącznie z prawem wydawania wiążących poleceń organom prowadzącym szkoły i samym szkołom. Uczynimy z nadzoru pedagogicznego sprawny instrument realizacji polityki oświatowej państwa, odejdziemy od nadzoru biurokratycznego, na rzecz skutecznego egzekwowania – w stosunku do samorządów i szkół – wymagań dotyczących jakości kształcenia oraz warunków nauczania i wychowania. Takie usytuowanie kuratora oświaty zwiększy jego kompetencje, ale również odpowiedzialność za realizację polityki oświatowej Pań- stwa.

    Obejmiemy subwencją oświatową przedszkola.

    Przywrócimy kuratorowi oświaty prawo weta wobec decyzji jednostek samorządu terytorialnego o likwidacji szkoły. Jego opinia będzie wiążąca dla organu prowadzącego.

    Cofniemy przepisy umożliwiające przekazywanie szkół przez jednostki samorządu terytorialnego osobom fizycznym i prywatnym osobom prawnym, np. fundacjom. Jest to propozycja szkodliwa dla systemu edukacji oraz poziomu nauczania i wychowania.

    Szkoła bez biurokracji

    Zmieniające się zbyt często przepisy, doprowadziły do ogromnego chaosu prawno-organizacyjnego szkół, a rozporządzenia wydawane przez kolejnych ministrów edukacji bywały zmieniane nawet kilka razy w roku. Dyrektorzy i nauczyciele gubią się w gąszczu niepotrzebnych i niejasno sformułowanych przepisów.

    Zmienimy to, wprowadzając jednolitą ustawę o organizacji oświaty, która scali wiele zapisów znajdujących się w różnych aktach prawnych o mocy ustawy i rozporządzenia.

    Zbędna biurokracja w szkołach wymaga tworzenia coraz większej liczby sprawozdań, informacji, formularzy itd. Ograniczymy do niezbędnego minimum dokumentację prowadzoną przez dy- rektora szkoły i nauczycieli, zlikwidujemy tzw. godziny karciane.

    Przywrócimy realny sens pojęciu nadzór pedagogiczny w kontekście oceny pracy szkół. Formy tej oceny, czyli wizytacje, hospitacje zajęć lekcyjnych, wynikać będą z priorytetów nadzoru pedagogicznego, określonego przez ministra edukacji narodowej. Odejdziemy od ankietowania uczniów, nauczycieli i rodziców, jako powszechnie obowiązującej dziś formy oceny pracy szkół.

    Z wielką determinacją i bez zbędnej zwłoki zmienimy inwigilującą i naruszającą konstytucyjną wolność jednostki Ustawę „O Systemie Informacji Oświatowej”. Ograniczymy ilość zbieranych ustawowo danych, a co najważniejsze zastąpimy dane indywidualne danymi zbiorczymi.

    Zmiana statusu zawodowego nauczycieli

    Nauczyciele, a także dyrektorzy szkół staną się pracownikami państwowym i będą korzystać z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych, podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Nauczyciel uzyska prawne instrumenty egzekwowania dyscypliny na swoich lekcjach i gwarancję trwałości wystawianych przez siebie ocen.

    W systemie awansu zawodowego zapewnimy nauczycielom możliwości dalszego specjalistycznego awansu, po uzyskaniu tytułu nauczyciela dyplomowanego. Wprowadzimy do systemu awansu dodatkowe stopnie specjalizacji zawodowej.

    Obecnie, w funkcjonującym systemie, szkoły otrzymują środki na doskonalenie zawodowe, w większości marnotrawione na organizację bezużytecznych szkoleń o drastycznie niskim poziomie, oraz źle prowadzonego wewnątrzszkolnego doskonalenia nauczycieli. Proponujemy, aby pieniądze, które już dzisiaj są w szkole zaplanowane na doskonalenie, trafiały bezpośrednio na do- finansowanie konkretnego nauczyciela podejmującego konkretną i udokumentowaną procedurę awansu.

    Zmianie ulegnie system kształcenia kandydatów na nauczycieli. Stworzymy system kontraktowania przez państwo studiów na wyższych uczelniach, tak, aby dały one absolwentowi pełnię przy- gotowania merytorycznego, dydaktycznego i pedagogicznego do pełnienia roli nauczyciela i wychowawcy.

    Wobec gwałtownego rozwoju różnych dziedzin wiedzy i ogromnego przyrostu informacji zapewnimy rozwój państwowego systemu doradztwa metodycznego i doskonalenia zawodowego dla nauczycieli, co oznacza, że ośrodki doskonalenia i doradztwa zawodowego nie będą prowadzone przez samorządy, lecz administrację rządową.

    Proces naprawy edukacji jest długi i zapewne trzeba będzie czekać kilka lat na jego efekty. Ważne jest jednak, aby stworzyć dla niej system, w którym oświata może się realnie rozwijać. Musi być to taki system, który daje młodym ludziom rzetelną wiedzę, a nie jej pozory, który pozwala nauczycielom i uczniom czuć się bezpiecznie, który otwiera umysły uczniowskie na wspaniałe treści ludzkiej wiedzy, i który wreszcie wdraża go w nawyki niezbędne dla bycia dobrym Polakiem i dobrym obywatelem. Program, który proponujemy pozwoli taki system stworzyć.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym