Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz uważa, że za Brexit odpowiada Donald Tusk, powtarza PiS-owski refren "wina Tuska". Tymczasem przewodniczący Radu Europejskiej od początku był Brexitowi przeciwny, apelował, by tego nie robić, a przed brytyjskim referendum wynegocjował preferencyjne warunki członkostwa dla Wielkiej Brytanii

Wymiana Witolda Waszczykowskiego na Jacka Czaputowicza na stanowisku ministra spraw zagranicznych miała zagwarantować PiS nowe otwarcie. Zamiast gorącej głowy Waszczykowskiego – bardziej wyważony, doświadczony dyplomata. Czaputowicz coraz bardziej ulega jednak partyjnym narracjom. 11 grudnia 2018 u Doroty Gawryluk w Polsat News powiedział:

„Moim zdaniem to wielka porażka Donalda Tuska, że w ogóle do Brexitu dochodzi. To nawet jego klęska. Wychodzą dlatego, że UE nie odpowiada ich aspiracjom i że się zawiedli na liderach UE, a jednym z głównych liderów wówczas to był Donald Tusk.


Tusk ponosi odpowiedzialność za Brexit.

Jacek Czaputowicz, Wywiad dla Polsat News - 11/12/2018

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Minister niczym swojej tezy nie podpiera. Bo sensownych argumentów nie ma.


Trudno uwierzyć, że minister  Czaputowicz naprawdę tak myśli.

Wydawało się, że Czaputowicz, opozycjonista w czasach PRL, m.in. współzałożyciel Ruchu Wolność i Pokój, przez wiele lat urzędnik w MSZ, mimo politycznych afiljacji (od 2014 r. w Radzie Programowej PiS) nie wpisze się w logikę wojny polsko-polskiej. Pod koniec października 2018 potrafił wybić się na niezależność i pouczać Zbigniewa Ziobrę w kwestii prawa europejskiego i autonomii sądów. Ale szybko został skarcony, musiał wyrazać skruchę. Wygląda na to, że odrobił lekcję i uznał, że lepiej mówić partyjnymi przekazami.

Eurosceptyczni Brytyjczycy

Teza, że Tusk ponosi winę za Brexit jest absurdalna. Jak wynika z regularnie prowadzonych sondaży, poparcie dla wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (LEAVE) od początku 2010 roku do połowy 2013 roku było wysokie, przeważając nad chęcią pozostania w Unii (REMAIN). W 2014 i 2015 roku dynamika się zmienia, przewagę mają zwolennicy Unii, choć ich przewaga nigdy nie była duża.

Gdyby referendum brexitowe zostało przeprowadzone np. na początku 2013 roku, to najpewniej wynik byłby taki jak w 2016 roku. Czy wówczas również byłaby to „wina Tuska”, wtedy premiera Polski?

Wykres dynamiki sondaży w sprawie referendum brexitowego. Kolor czerwony: zwolennicy opuszczenia Unii, zielony: zwolennicy pozostania w Unii, niebieski: niezdecydowani. Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:UK_EU_referendum_polling.svg

Donald Tusk objął stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej 1 grudnia 2014 roku. Rzut oka na powyższy wykres, który przedstawia wyniki setek sondaży, pokazuje, że dokładnie wtedy poparcie dla pozostania w Unii zaczęło stabilnie rosnąć. Nieco spadło przed samym referendum, ale – co ważniejsze – ubyło niezdecydowanych, którzy przenieśli się do czerwonej grupy LEAVE.

Sukces UKIP. To także „wina Tuska”?

Dynamikę nastrojów antyeuropejskich widać także w rosnącej popularności UKIP, czyli Brytyjskiej Partii Niepodległościowej, która właśnie  budowała swój kapitał polityczny na niechęci wobec Unii. W kolejnych wyborach europejskich od 1999 roku zdobywała coraz lepszy wynik:

  • w 1999 roku było to 6,5 proc., 3 mandaty i czwarte miejsce;
  • w 2004 było to 15,6 proc., 12 mandatów i trzecie miejsce;
  • w 2009 16 proc., 13 mandatów i drugie miejsce;
  • w 2014 roku aż 26,6 proc., 24 mandaty – był to najlepszy wynik w Wielkiej Brytanii.

Na wykresie poniżej widać, jak UKIP zdystansowała rywali w eurowyborach, choć w wyborach do parlamentu cały czas pozostaje trzecią siłą.

Eurowybory w Wielkiej Brytanii 1999-2014

To wszystko wydarzyło się zanim Donald Tusk objął urząd w Brukseli.

Tusk – zrozpaczony negocjator

Warto przypomnieć stanowisko Tuska wobec Brexitu. W procesie negocjacji jako przewodniczący Rady Europejskiej, w której zasiadają głowy wszystkich państw Unii lub szefowie ich rządów, pełnił jedną z najważniejszych ról.

Jeżeli – jak twierdzi Czaputowicz – wynik referendum z czerwca 2016 obciąża Tuska, to musiał on zrobić coś między grudniem 2014 a czerwcem 2016, co pchnęłoby Brytyjczyków do zagłosowania za opuszczeniem wspólnoty. Jeżeli to był plan Tuska, udało mu się go sprytnie zakamuflować. W lutym 2016 mówił: „Jeżeli większość opowie się za opuszczeniem UE, to tak się stanie. To zmieni Europę na zawsze i będzie to zmiana na gorsze”.

Powiedział tak po negocjacjach z Brytyjczykami na temat ustępstw, które miały ich skłonić do pozostania w UE.  Podpisanie porozumienia ogłosił 19 lutego 2016 na Twitterze, gdzie napisał, że umowa otrzymała jednogłośne poparcie wszystkich krajów Unii.

W ramach tych ustaleń Londyn miał otrzymać m.in. prawo do ograniczenia zasiłków wypłacanych obywatelom Unii Europejskiej mieszkającym w Wielkiej Brytanii, wzmocnienie roli parlamentu narodowego. Był to historyczny kompromis w ramach Unii Europejskiej, ponieważ takich praw nie dostało nigdy żadne inne państwo członkowskie.

Te ustalenia miały jednak wejść w życie tylko w wypadku, gdyby zwolennicy pozostania w Unii wygrali referendum.

Jeszcze tydzień przed referendum w wywiadzie dla niemieckiego tabloidu „Bild” Tusk próbował apelować do europejskich sumień:

„Dlaczego to tak niebezpieczne? Ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji.

Jako historyk boję się, że Brexit może być nie tylko początkiem upadku Unii, ale także całej zachodniej cywilizacji politycznej”

29 marca 2017, gdy uruchomiony został artykuł 50, wygłosił krótkie przemówienie, w którym podkreślił, że jest to zły dzień dla Europy i że prawie połowa Brytyjczyków i większość Europejczyków rozwodu Unii z Wielką Brytanią nie chce.

  • Czym jest artykuł 50. Traktatu o Unii Europejskiej?

    Obecna treść Traktatu o Unii Europejskiej została uchwalona w 2007 roku w Lizbonie, gdy Unia liczyła już 28 członków. Artykuł 50 Traktatu mówi o procedurze opuszczenia Unii przez kraj członkowski. Jego pełna treść:

    1.  Każde Państwo Członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z Unii.
    2. Państwo Członkowskie, które podjęło decyzję o wystąpieniu, notyfikuje swój zamiar Radzie Europejskiej. W świetle wytycznych Rady Europejskiej Unia prowadzi negocjacje i zawiera z tym Państwem umowę określającą warunki jego wystąpienia, uwzględniając ramy jego przyszłych stosunków z Unią. Umowę tę negocjuje się zgodnie z artykułem 218 ustęp 3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Jest ona zawierana w imieniu Unii przez Radę, stanowiącą większością kwalifikowaną po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego.
    3. Traktaty przestają mieć zastosowanie do tego Państwa od dnia wejścia w życie umowy o wystąpieniu lub, w przypadku jej braku, dwa lata po notyfikacji, o której mowa w ustępie 2, chyba że Rada Europejska w porozumieniu z danym Państwem Członkowskim podejmie jednomyślnie decyzję o przedłużeniu tego okresu.
    4. Do celów ustępów 2 i 3 członek Rady Europejskiej i Rady reprezentujący występujące Państwo Członkowskie nie bierze udziału w obradach ani w podejmowaniu decyzji Rady Europejskiej i Rady dotyczących tego Państwa.
      Większość kwalifikowaną określa się zgodnie z artykułem 238 ustęp 3 litera b) Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
    5. Jeżeli Państwo, które wystąpiło z Unii, zwraca się o ponowne przyjęcie, jego wniosek podlega procedurze, o której mowa w artykule 49.

W stanowisku z 21 września 2018 Tusk podkreślał, że brexitowe negocjacje polegają przede wszystkim na minimalizowaniu strat, ponieważ na wyjściu Brytyjczyków z Unii tracą obie strony.

Inna rzecz, że po brytyjskim referendum Tusk broni interesów opuszczonej przez Brytyjczyków Unii. 10 grudnia 2018 napisał na Twitterze, że nie ma możliwości renegocjacji umowy brexitowej:

Wyjdą, albo nie wyjdą

Jest jeszcze  jeden, podstawowy argument – to Brytyjczycy, nie Donald Tusk zagłosowali za wyjściem z Unii. Dorota Gawryluk przypomniała o tym Czaputowiczowi, na co minister odpowiedział: „No i chcą, no i wyjdą.”

Na dzień dzisiejszy nawet to, czy wyjdą, nie jest pewne. Procedura, którą 29 marca 2017 roku uruchomił rząd brytyjski ma jasny przebieg – dwa lata później, 29 marca 2019 Wielka Brytania przestaje być członkiem wspólnoty. Musi jednak najpierw ratyfikować umowę wynegocjowaną z Unią Europejską w parlamencie.

Jeżeli umowy nie uda się ratyfikować, zostają trzy wyjścia:

  • Brexit bez umowy;
  • renegocjacja umowy;
  • cofnięcie Brexitu.

O renegocjacji marzy jeszcze brytyjska premier Theresa May. Wynegocjowana przez nią w rozmowach z Unią umowa nie ma szans na akceptację w parlamencie. Umowa ma obecnie poparcie 198 posłów na 650. Głosowanie nad nią miało się odbyć 11 grudnia, ale premier May je odwleka. W międzyczasie uzyskała – 12 grudnia 2018 – wotum zaufania w swojej partii i dalej będzie mierzyć się z dramatycznym zadaniem, jakim jest doprowadzenie Brexitu do końca.

Unia Europejska stawia sprawę jasno: żadnych renegocjacji nie będzie.

Brexit bez umowy z UE zapowiada się na gospodarczą katastrofę. Unia przygotowuje się już do takiej ewentualności. W przypadku podpisania umowy, Wielka Brytania wchodzi w fazę przejściową, która potrwa 21 miesięcy. Jeżeli umowa nie zostanie podpisana – 29 marca 2019 Wielką Brytanię czeka twarde lądowanie. Może to oznaczać cały szereg konsekwencji: zatrzymanie lotów z Wielkiej Brytanii do UE, znaczące braki w dostawach żywności, powstanie twardej granicy między Republiką Irlandii i Irlandią Północną. Może też zabraknąć… batonów Mars.

Choć mało prawdopodobna politycznie – brak poparcia w parlamencie – otwarta pozostaje droga do pozostania Brytyjczyków w Unii. 10 grudnia 2018 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej opublikował orzeczenie, według którego Wielka Brytania ma prawo jednostronnie wypowiedzieć artykuł 50, bez konsultacji z innymi państwami członkowskimi.

Brexit Tuska – stara śpiewka

Koncepcja z winą Tuska za Brexit nie jest w PiS nowa i idzie z samej góry. Kilka dni po brytyjskim referendum, w czerwcu 2016, Jarosław Kaczyński powiedział, że Tusk „ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za Brexit”. Powiedział wówczas również, że „Nasza koncepcja, ta na dzisiaj, nie na przyszłość, przewiduje zabiegi o to, by Wielka Brytania do Unii wróciła, by było drugie referendum”.

Podobnie wypowiadał się we wrześniu 2016 Rafał Bochenek, ówczesny rzecznik rządu. O realizacji koncepcji Kaczyńskiego nikt nie słyszał.

Jeżeli nic się nie zmieni, za cztery miesiące Wielka Brytania nie będzie już członkiem Unii Europejskiej.

 

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym