Jarosław Kaczyński ogłosił dziś w Krakowie, że kandydatem PiS-u na premiera będzie Przemysław Czarnek. Były minister edukacji ma zintegrować działania partii, ale nade wszystko – „pogonić to dziadostwo”, czyli Donalda Tuska i jego rząd. Relacja OKO.press z Krakowa
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyZaskoczenie nie było zbyt duże. W krakowskiej hali Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” 7 marca 2026 roku Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera jest Przemysław Czarnek. Oczywiście, jeśli PiS wygrałby wybory jesienią 2027 roku i miał sejmową większość.
Nie było to nazwisko nieznane, wręcz przeciwnie – Czarnek jest jedną z gwiazd PiS-u, politykiem aktywnym w terenie i w mediach, a jako pretendent do roli premiera lub prezydenta wskazywany był od dawna.
Na sali obecni byli inni potencjalni kandydaci wymieniani w medialnych spekulacjach m.in. Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, europoseł Tobiasz Bocheński i szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.
„Robimy szturm w walce o Polskę” – mówił Przemysław Czarnek. Ma teraz rozpocząć trwającą wiele miesięcy „prekampanię”, podczas której PiS spróbuje odzyskać wyborców, których stracił na rzecz Konfederacji i Korony Grzegorza Brauna.
Wybór Czarnka oznacza, że
Kaczyński – przynajmniej na razie – nie szuka poparcia w centrum sceny politycznej.
Pytanie, co takiego może zaproponować wyborcom Mentzena czy Brauna, czego już nie głosi PiS. Dlaczego miałby być dla nich elektryzujący czy wiarygodny? Z pewnością jednak jest to wybór odpowiadający oczekiwaniom działaczy PiS. „Jestem jednym z was, razem wsiadamy do tego pociągu” – obiecywał Czarnek ze sceny.
W Krakowie niczym przy rodzinnym stole snuł gawędę o „Polsce normalnej, Polsce prawdziwej”, od okrzyków w stronę premiera Tuska („pusty łbie!”) przechodził do bon motów o „czterech pancernych i psiecku”.
Prezes PiS postawił przed kandydatem cel: „Musimy mieć rząd, który będzie miał patriotyczną wolę i umiejętność działania w jednym kierunku, w kierunku naprawy Rzeczpospolitej”.
Pomóc ma w tym nie tylko wybór odpowiedniego kandydata na premiera, ale też jedność partii oraz różne działania planowane we wszystkich województwach, np. konwencje rolnicze czy „campusy” dla młodzieży (widać inspirację Campusem Polska Przyszłości Rafała Trzaskowskiego).
Prezes PiS odniósł się też w ostrych słowach do wewnętrznych sporów partyjnych. Zaczął od obrony obecnego w hali Sokoła i zasiadającego w pierwszym rzędzie Mateusza Morawieckiego.
„Proszę państwa, Mateusz” – wzywał do skandowania „Mateusz, Mateusz”.
„Te rządy dały sobie radę, ogromnie zmieniły na korzyść nasz kraj w bardzo trudnych warunkach, szczególnie w drugiej kadencji. One były niebywale trudne i w tej chwili powiem jedno – kto będzie kontynuował tę publiczną, naszą własną, bo niestety robią to ludzie z naszej partii, krytykę, kto będzie się wpisywał w te nieuczciwe ataki na te rządy i na nas przy tej okazji, bo te ataki są atakami na nas, ten będzie musiał się liczyć z tym, że zostanie odrzucony” – przestrzegał Kaczyński.
Prezes PiS podkreślił, że partia pracuje obecnie intensywnie nad programem. Z jednej strony robi to „premier Piotr Gliński”, który kieruje konwencjami „Myśląc Polska”. Z drugiej robi to też „premier Mateusz Morawiecki”. Oba zespoły mają przed wyborami połączyć owoce swoich działań.
To znamienne słowa, bo w ostatnich tygodniach media spekulowały, że działania Mateusza Morawieckiego – organizowane przez niego spotkania, czy konwencje takie jak „Powered by Poland”, zorganizowana w przeddzień wydarzeń w hali Sokoła – są przymiarkami do wyjścia z partii i założenia swojego własnego ugrupowania.
Krok ten miałby, zdaniem części mediów, być podyktowany przegranym przez Morawieckiego wyścigiem o nominację na kandydata na premiera oraz przegraniem przez jego frakcję przetargu na wizję kampanii PiS. Partia idzie w prawo, by w ten sposób obronić swoją pozycję hegemona na prawicy w obliczu coraz silniej podgryzających jej elektorat dwóch Konfederacji.
Przemysław Czarnek jest z jednej strony osobą, która swoim radykalizmem i ostrym językiem zawalczy o ten elektorat. A z drugiej – będzie wyborem akceptowalnym dla różnych frakcji. A przede wszystkim – osobą, która potrafi skonsolidować struktury partyjne.
„Ktoś, kto może zintegrować wszystkie nasze działania” – zapowiadał kandydata na premiera Kaczyński. I podkreślał, że te działania to spotkania w powiatach, akcje debat na uczelniach (chodziło o “Zmień nasze zdanie” Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego, których gościem miał być także Czarnek), konferencje rolne, inicjatywy ustawodawcze.
„Doświadczony, odważny, z doświadczeniem samorządowym, rządowym” – tak opisywał Czarnka prowadzący konwencję Rafał Bochenek.
„Energiczny, pracowity, taki nasz, wszyscy go tu znają” – słyszałyśmy po konwencji od działaczy PiS.
„Teraz? Do roboty!” – mówił jeden z naszych rozmówców. Podkreślił, że Czarnek znany jest z wytrwałości i pracowitości, a to będzie bardzo potrzebne, bo PiS czeka długa kampania. „Nie każdy jest taki pracowity” – nie chciał jednak powiedzieć, kogo ma na myśli.
Wytrwałość, pracowitość i wytrzymałość fizyczna to miały być też cechy, które były ważne, gdy Kaczyński wybierał Karola Nawrockiego na kandydata na prezydenta. Tym razem PiS rozpoczął jeszcze dłuższą kampanię, bo wybory parlamentarne zaplanowane są przecież dopiero na jesień 2027 roku.
Przemysław Czarnek przemawiał ponad godzinę, bez kartki, bez promptera. I było to jedno z bardziej polaryzujących wystąpień polityka tej formacji w ostatnim czasie.
Były minister w rządzie Mateusza Morawieckiego zaczął od pozdrowienia wszystkich Polaków. Wszystkich, czyli – jak podkreślał – aż 60 mln na całym świecie. I szybko przeszedł do gruntownej krytyki, a właściwie rugania Donalda Tuska i rządzących.
W hali Sokoła padły między innymi stwierdzenia, że przed 2015 rokiem Tusk zajmował się w Polsce głównie „zasypywaniem dziur w drogach żelbetonem”. Dziś, kiedy „zakamuflowana opcja niemiecka przemieniła się bezwstydnie w jawną opcję niemiecką”, jest właściwie tylko gorzej.
Bo obecny rząd „gwałci praworządność”, tworzy „rzeczywistość zamykających się przedsiębiorców”, robi wszystko, by w Polsce nastał powrót do “nędzy tuskowej” – z wysokim bezrobociem i młodymi Polakami wyjeżdżającymi “czyścić ubikacje w Austrii”.
Bo rząd nie jest w stanie pomóc Polakom, którzy przez wojnę na Bliskim Wschodzie utknęli w Dubaju („z państwa zrobili call center”), za to gnębi rolników do spółki z Ursulą von der Leyen, która dyktuje im, w jakiej odległości kury mają przebywać od krów.
Krytyka Unii Europejskiej była ważnym wątkiem przemówienia. Jej politykom energetycznym, rolnym jako premier będzie się przeciwstawiał z całą mocą:
„Co musi zrobić silne państwo, stając u boku prezydenta Nawrockiego, który mówi: po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy? Co ma to państwo zrobić? To państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć – nie mamy już ETS w Polsce, nie ma żadnego ETS, wypowiadamy to, nasze firmy nie będą tego płacić! Nie mamy żadnego miksu energetycznego waszego, żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE, sroze, dofinansowanych! My mamy nasz miks węglowy, bo my mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel!”.
„Ty pusty łbie!” – zwrócił się w pewnym momencie wprost do Donalda Tuska, nawiązując do filmu, w którym premier – w kontekście programu SAFE – mówi o politykach PiS, sprzeciwiających się temu programowi zbrojeń „zakute łby”.
„Nie odstawimy nogi”, „pogonić to dziadostwo” – zapowiadał Czarnek. I była to zapowiedź wejścia w jeszcze większe zwarcie z rządem Tuska niż to, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.
Przemysław Czarnek nie skupiał się wyłącznie na kwestiach gospodarczych. Przedstawił także dobitnie wizję “normalnego kraju”, który normalny ma być dlatego, że opiera się na tradycyjnych wartościach.
„Jest zupełnie oczywiste, że dzieci się rodzą wówczas, kiedy się promuje rodzinę, małżeństwo, kobietę, dba się o kobietę. Jest zupełnie oczywiste, że dzieci rodzą się wówczas, kiedy kobiety czują się bezpiecznie, nie są przedmiotem wykorzystywania i traktowania nie powiem jak, tylko są przedmiotem czci i szacunku, bo do tego zobowiązuje nas kultura chrześcijańska” – mówił, zaznaczając, że bezpośrednim kontekstem są z jednej strony wyzwania demograficzne, z drugiej – zbliżający się Dzień Kobiet.
“Wiemy, jak dbać o kobiety, nie wiedzą tego lewacy. Krytykują i negują tę rzeczywistość, polską chrześcijańską rzeczywistość. To dzisiaj to państwo Tuska i lewaczek od Czarzastego urządza w Polsce piekło kobiet. Piekło kobiet jest dzisiaj” – dodawał, wskazując na zamykane przez rząd porodówki.
Czarnek obiecuje, że przyszły rząd PiS je przywróci, bo “porodówki są jak OSP” – nie można ich zamykać, kiedy akurat nic się nie pali, ani nikt nie rodzi.
Ale ochrona dotyczy nie tylko opieki okołoporodowej, ale również stabilności życia rodzinnego w wymiarze prawnym. Tymczasem rząd Donalda Tuska stwarza dla rodziny nowe zagrożenie w postaci ustawy o statusie osoby najbliższej w związku. Obniża to rangę małżeństwa, ale również – jak żartował Czarnek – oznacza, że takich osób w związku mogą być trzy albo i cztery. “Czterej pancerni i psiecko!” – rzucił ku uciesze zgromadzonych na sali.
Dopiero pod koniec przemowy znalazł się wątek, który ma być orężem Czarnka w walce o wyborców Konfederacji i Korony Grzegorza Brauna. Chodzi o Ukrainę. Były minister w rządzie Mateusza Morawieckiego, który niegdyś jeździł po Europie i przekonywał do zwiększenia pomocy Ukrainie najechanej przez Rosję, miał niełatwe zadanie. Jak zagrać na antyukraińskich emocjach, a jednocześnie nie odciąć się od dorobku rządów PiS, czyli pomocy ukraińskim sąsiadom.
Czarnek od pomocy się nie odciął, mówił o niej wręcz z dumą: „Ukraina jeszcze żyje, dzięki Polsce i rządom PiS”.
Jednak podkreślił i powtórzył to kilka razy, że „pomogliśmy w naszym interesie”. Polska pomaga Ukrainie, bo potrzebny jest bufor pomiędzy nami a Rosją. „Niech Ukraina przetrwa tę napaść putinowskiej Rosji” – stwierdził.
Dodał też kilka mocnych „ale”: „Pomogliśmy, ale żądamy szacunku”.
To charakterystyczny motyw: o tym, że chcemy szacunku od Ukraińców (w domyśle: nie szanują nas) mówił Karol Nawrocki w kampanii wyborczej.
Transakcyjne podejście do pomocy Ukrainie (pomagamy, ale chcemy czegoś w zamian) jest charakterystyczne dla Konfederacji Mentzena i Bosaka.
„Będziemy pomagać, jeśli we władzach na Ukrainie będziemy mieć partnera, a nie bezczelność” – powiedział Czarnek. Ta bezczelność miałaby polegać na blokowaniu ekshumacji na Wołyniu.
Kwestia wołyńska, budząca bodaj największe emocje po prawej stronie, pojawiła się też w przemówieniu Czarnka. Mówił, że jako były wojewoda lubelski zna tę sprawę i historie rodzin, których członków wymordowano w ramach czystki na Wołyniu.
I tutaj były minister edukacji powtórzył nieprawdę rozpowszechnianą po prawej stronie. Powiedział, że Ukraińcy blokują ekshumacje. Na tym miałaby polegać wspomniana bezczelność władz Ukrainy. „Nie będziecie dalej z nami tak grać” – wykrzykiwał.
Prawda jednak jest taka, że ekshumacje się odbywają.
„W ostatnich dniach 2025 roku uzyskaliśmy zgodę ukraińskiego Ministerstwa Kultury na poszukiwania w Puźnikach, gdzie planujemy prace na wiosnę 2026 roku” – mówiła w rozmowie z Krystyną Garbicz z OKO.press ministra kultury Marta Cienkowska.
„Grupie roboczej udało się zaplanować prace na 2026 rok. Chcemy przeprowadzić je w Hucie Pieniackiej (obw. lwowski), wsi Ostrówki (obw. wołyński), wrócimy do Puźnik. Ministerstwo wyda odpowiednią decyzję o finansowaniu, ponieważ to my w głównej mierze finansujemy prace ekshumacyjne i poszukiwawcze na terenie Ukrainy.
Ten proces idzie do przodu, dlatego trudno zrozumieć głosy, jakoby Ukraińcy blokowali procesy ekshumacyjne. Moim zdaniem są one podżegane przez stronę rosyjską, której celem jest wpływ na nastroje społeczne w Polsce”.
Opozycja
Uchodźcy i migranci
Wybory
Przemysław Czarnek
Jarosław Kaczyński
Mateusz Morawiecki
Prawo i Sprawiedliwość
Unia Europejska
Ukraina
wojna w Ukrainie
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Komentarze