0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

Ministra kultury Marta Cienkowska zapowiada przywrócenie dokumentowania zbrodni rosyjskich przez Centrum Lemkina. „W państwie naszego sąsiada dzieją się rzeczy straszne. Naszym obowiązkiem – jeśli nie jesteśmy w stanie zapobiec tym zbrodniom, jeśli nie potrafimy w pełni wesprzeć naszych sąsiadów – jest przynajmniej dokumentacja tego, co się wydarzyło, godne upamiętnienie ofiar ” – podkreśla.

Przeczytaj także:

W wywiadzie dla OKO.press Marta Cienkowska mówi:

  • „Umniejszając nasze sukcesy [w pracach ekshumacyjnych] prawica próbuje usprawiedliwić osiem lat swoich rządów, podczas których niczego nie osiągnęli”;
  • „Z perspektywy historii obu narodów ważne jest upamiętnienie ofiar, które spoczywają w zbiorowych mogiłach, czy to na terytorium Ukrainy, czy w Polsce. Bo przypominam, że ta relacja jest wzajemna”;
  • „W 2025 roku byłam w Ukrainie dwa razy i widziałam, że teatry są pełne, ludzie chodzą do muzeów, odwiedzają wystawy, odbywają się koncerty. Ukraińcy starają się żyć tak, jakby wojny nie było”.

Krystyna Garbicz, OKO.press: W lipcu 2025 w OKO.press pisaliśmy, że Centrum Dokumentowania Zbrodni Rosyjskich im. Rafała Lemkina, które zostało utworzone po pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę przy Instytucie Pileckiego, od 2024 roku przestało zbierać świadectwa. Najpierw tłumaczono, że funkcjonowanie Centrum jest niezgodne z ustawą o Instytucie Pileckiego, bo dotyczy XXI wieku, a nie XX, później były komunikaty, że prace będą kontynuowane, ale bez dokumentowania, będą tylko opracowywane już zebrane świadectwa. Zaczynamy wywiad od pytania o ten bulwersujący konkret.

Marta Cienkowska, ministra kultury i dziedzictwa narodowego: Rzeczywiście, jeszcze w 2023 roku, kiedy dyrektorką Instytutu Pileckiego była Magdalena Gawin, Instytut przestał realizować większość działań w ramach projektu Centrum Lemkina.

Od sierpnia 2025 pracowaliśmy nad tym, aby Centrum mogło dalej funkcjonować. Mieliśmy dużo pomysłów na to, jak to zrobić. Mam wrażenie, że znaleźliśmy optymalny model współpracy. Z projektu Centrum Lemkina powstanie Laboratorium Lemkina. 19 grudnia 2025 roku dwie instytucje nadzorowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Instytut Pileckiego i Centrum Mieroszewskiego – podpisały porozumienie o kontynuacji misji Centrum Lemkina i poszerzeniu tej misji.

Po pierwsze, będą realizowane dotychczasowe działania, czyli

gromadzenie, opracowywanie, udostępnianie, ale także popularyzacja świadectw zbrodni popełnionych przez Rosję na terytorium Ukrainy.

Po drugie, planujemy otwarcie oddziału Centrum Mieroszewskiego w Kijowie. Dzięki temu będziemy mogli organizować szkoły letnie, projekty warsztatowe, spotkania na terytorium Ukrainy.

Laboratorium na ostatniej prostej

Kiedy to wszystko ruszy?

W pełnym wymiarze w ciągu trzech-czterech miesięcy. Musimy mieć instytucjonalną obecność Centrum Mieroszewskiego w Kijowie. Jesteśmy na etapie uzgadniania parametrów finansowych i formalno-prawnych.

Najważniejsze, że projekt będzie kontynuowany, co więcej, w szerszym zakresie niż do tej pory.

Od osób zbierających świadectwa w strefie przyfrontowej wiem, że same musiały zadbać o apteczki, kamizelki, hełmy, a samochód załatwił pisarz Szczepan Twardoch. Czy ministerstwo kultury zwiększy budżet zespołu?

Zdecydowanie. Centrum Mieroszewskiego potrzebuje wsparcia finansowego ze strony ministerstwa i stąd konieczne są zmiany w planie finansowym, o których mówiłam. Chcemy prowadzić te działania w sposób profesjonalny i bezpieczny.

Osoby, które dokumentują zbrodnie, muszą być zabezpieczone i ubezpieczone, dobrze byłoby, żeby miały wsparcie organizacyjne i merytoryczne. Zapewnimy im to w Centrum Mieroszewskiego w Kijowie. Chcemy projekt usystematyzować i uporządkować, a przede wszystkim zadbać o badaczy i dokumentalistów, którzy działali w terenie i często byli zdani na samych siebie.

Będą zmiany personalne?

Ile osób będzie pracować w Laboratorium Lemkina? A ile w Centrum Mieroszewskiego?

Obecnie w Centrum Mieroszewskiego, którego mandat obejmuje wspieranie i podejmowanie działań na rzecz dialogu i porozumienia w stosunkach Polaków z narodami Europy Wschodniej, w szczególności z Ukraińcami, ale również Białorusinami, Gruzinami, Mołdawianami i Rosjanami, pracują 24 osoby. Po otwarciu biura w Kijowie planujemy zatrudnienie tam dwóch osób, z których jedna będzie koordynować Laboratorium Lemkina, współpracując z zespołem zbierającym świadectwa, a druga odpowiadać za pozostałe działania Centrum Mieroszewskiego prowadzone w Ukrainie. Należy pamiętać, że Laboratorium Lemkina to wspólny projekt dwóch instytucji, więc zespół Instytutu Pileckiego, zaangażowany w projekt do tej pory, będzie jego integralną częścią.

Opisywałam w OKO.press dziwne zachowania powołanego za rządów PiS kierownika Jarosława Bittela wobec pracowniczek Centrum Lemkina. Autorki nie były np. zapraszane na prezentację swoich własnych raportów. Czy planowana jest tu zmiana? I czy zespół dokumentujący zbrodnie będzie podporządkowany tylko Centrum Mieroszewskiego, czy też Instytutowi Pileckiego?

To pytanie proszę skierować do dyrektorów instytucji, między którymi zostało podpisane porozumienie. Na pewno będzie sporo zmian. Natomiast czy będą to zmiany personalne – to już ich autonomiczna decyzja.

Próbuje pani przywrócić dokumentowanie rosyjskich zbrodni. Dlaczego?

Odpowiedź na to pytanie jest oczywista. Na terenie objętym wojną,

w państwie naszego sąsiada dzieją się rzeczy straszne.

Naszym obowiązkiem i naszą odpowiedzialnością – jeśli nie jesteśmy w stanie zapobiec tym zbrodniom, jeśli nie potrafimy w pełni wesprzeć naszych sąsiadów – jest przynajmniej dokumentacja tego, co się wydarzyło. To odpowiedzialność nie tylko za los ludzi, którzy są naszymi sąsiadami, ale także za losy Europy. Godne upamiętnienie ofiar, wskazanie na skalę i brutalność tego, co dzieje się za naszą granicą, to nasz obowiązek.

Ekshumacje na Wołyniu

Od dłuższego czasu temat ekshumacji na Wołyniu jest wykorzystywany politycznie. Prezydent Karol Nawrocki podkreśla, że oczekuje od Ukrainy „realnych działań”. W listopadzie 2024 roku zostało zniesione moratorium na prace poszukiwawcze na terytorium Ukrainy. W 2025 roku odbyły się ekshumacje w Puźnikach w obwodzie tarnopolskim i w Starych Zboiskach pod Lwowem. Jak pani ocenia współpracę z Ukrainą?

Nie ukrywam, że pierwsze rozmowy były trudne. Kiedy byłam Kijowie w lutym 2024 roku z wizytą jeszcze jako wiceministra, nie do końca dostaliśmy odpowiedź ze strony ukraińskiej.

Natomiast dzięki wielu takim spotkaniom, dzięki budowaniu wzajemnego zaufania – nie tylko na poziomie ministrów kultury, ale także dyplomatów, wsparcia obu ministrów spraw zagranicznych, a także prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i premiera Donalda Tuska – strona ukraińska zrozumiała, jak ważne jest to dla naszego narodu, dla Polaków i Polek.

Wiem, bo też rozmawialiśmy na ten temat wielokrotnie, jak trudne jest rozdrapywanie ran historii, praca nad wspólną pamięcią w momencie konfliktu zbrojnego na terytorium Ukrainy. Ale zgodnie stwierdziliśmy, że jest to niezbędne, żeby wzajemne zaufanie obu narodów miało mocne podwaliny. Polki i Polacy oczekują i potrzebują uporządkowania spraw historycznych.

Po zmianie rządów w Polsce szybko poszliśmy do przodu. Była seria spotkań, 15 grudnia 2024 roku założyliśmy polsko-ukraińską grupę roboczą, koordynowaną przez Pawła Kowala, która spotkała się już pięć razy, m.in. z udziałem wiceministra kultury Ukrainy Andrija Nadżosa, a po jego dymisji – wiceministra Iwana Werbyckiego. Poprzedni ministrowie Hanna Wróblewska i Mykoła Toczycki świetnie się rozumieli, my z panią wicepremier i ministrą kultury Tetianą Bereżną także mamy swoją nić porozumienia. Również dlatego, że mamy podobne spojrzenie na wiele spraw, jesteśmy w podobnym wieku, rozumiemy, co dzieje się w obu społeczeństwach. Podeszłyśmy do negocjacji nie jak do sprawy stricte politycznej.

Z perspektywy historii obu narodów ważne jest upamiętnienie ofiar, które spoczywają w zbiorowych mogiłach, czy to na terytorium Ukrainy, czy w Polsce. Bo przypominam, że ta relacja jest wzajemna.

Jestem podbudowana tym, co udało się zrobić. To przełom, przez wiele lat nie udawało się ruszyć do przodu, my wreszcie rozpoczęliśmy prace poszukiwawcze i ekshumacyjne. Jesteśmy po dwóch pochówkach: w Puźnikach i w Starych Zboiskach, właśnie została zakończona misja rozpoznawcza w Ugłach (obw. wołyński), gdzie przedstawiciele naszych instytucji badali teren i ustalali, kiedy możemy zacząć pracę. W ostatnich dniach 2025 roku uzyskaliśmy zgodę ukraińskiego Ministerstwa Kultury na poszukiwania w Puźnikach, gdzie planujemy prace na wiosnę 2026 roku.

Grupie roboczej udało się zaplanować prace na 2026 rok. Chcemy przeprowadzić je w Hucie Pieniackiej (obw. lwowski), wsi Ostrówki (obw. wołyński), wrócimy do Puźnik. Ministerstwo wyda odpowiednią decyzję o finansowaniu, ponieważ to my w głównej mierze finansujemy prace ekshumacyjne i poszukiwawcze na terenie Ukrainy.

Ten proces idzie do przodu, dlatego trudno zrozumieć głosy, jakoby Ukraińcy blokowali procesy ekshumacyjne.

Moim zdaniem są one podżegane przez stronę rosyjską, której celem jest wpływ na nastroje społeczne w Polsce.

26 wniosków – gdzie i jakie?

Polska prawica komentowała – m.in. kiedy było zniesione moratorium – że żadnego przełomu nie ma.

Umniejszając nasze sukcesy w relacjach polsko-ukraińskich próbują usprawiedliwić osiem lat swoich rządów, podczas których niczego nie osiągnęli. Zakładam też, że część z nich nie wie, co udało się nam wypracować przez ostatnie dwa lata, bo nawet nie próbuje się dowiedzieć.

Osiągnęliśmy przełom w relacjach i w upamiętnieniu ofiar Rzezi Wołyńskiej.

Prezydent Nawrocki mówi, że Polska skierowała 26 wniosków o zezwolenie na prace poszukiwawcze. Ilu miejscowości może to dotyczyć? Patrząc realistycznie, ilu ekshumacji możemy oczekiwać w najbliższym roku, czy dwóch?

Wnioski dotyczą 26 miejscowości. Są wśród nich:

  • miejsca spoczynku ofiar zbrodni wołyńskiej (Huta Pieniacka, Ostrówki i Wola Ostrowiecka, Ołyka, Sucha Łoza czy Wierzbowiec),
  • żołnierzy WP poległych we wrześniu 1939 roku (Uściług, Urycz, Obłapy),
  • legionistów Józefa Piłsudskiego poległych na Wołyniu w 1916 roku czy
  • ofiar NKWD z lat 1937-1941.

Zaznaczam, iż wszystkie wymienione wnioski zostały złożone przez IPN i to IPN będzie prowadził prace po otrzymaniu zgód strony ukraińskiej.

Jeśli chodzi o liczbę ekshumacji, w pierwszej kolejności musimy przeprowadzić poszukiwania miejsc spoczynku ofiar, ponieważ nie wszędzie znamy ich dokładne położenie. W tym roku będziemy koncentrować się na odnalezieniu tych miejsc. Dane źródłowe mogą być niedokładne, wymagają potwierdzenia i nieraz długotrwałych prac. Dopiero po potwierdzeniu lokalizacji będziemy mogli wystąpić o ekshumowanie ofiar, co, mam nadzieję, wydarzy się w 2026 roku.

Prawie 8 mln zł na ministerialny program

Wspomniała Pani o finansowaniu prac ekshumacyjnych przez Polskę. Jakie środki ma Pani do dyspozycji? Jaki jest mniej więcej koszt jednej ekshumacji?

Wsparcie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, wraz z badaniami specjalistycznymi w miejscach dotychczas nieoznaczonych mogił, w celu zapewnienia godnego pochówku i miejsca spoczynku poległym, pomordowanym i zmarłym w wyniku wojen i represji jest możliwe w ramach programu ministra „Miejsca pamięci narodowej za granicą”, ogłaszanego przez ministerstwo każdego roku. Budżet projektu każdorazowo zależy jednak od jego zakresu, udziału specjalistów poszczególnych dziedzin itd. Trudno podać średnią wartość, bo każdy projekt jest inny.

Budżet programu w 2026 roku to 7,7 mln, ale program nie dotyczy wyłącznie ekshumacji. Tym budżetem w ramach działalności ustawowej dysponuje IPN.

Jaka jest proporcja polskich i ukraińskich specjalistów, którzy biorą udział w pracach?

Skład delegacji jest każdorazowo ustalany indywidualnie. Zależy to m.in. od planowanego zakresu prac, czy od zgłoszenia konieczności zaangażowania danego specjalisty. Mogę powiedzieć, iż zwykle taka ekipa liczy 30-40 osób.

Podczas tegorocznych prac w Puźnikach polska część liczyła łącznie 33 osoby, a ukraińska – 7.

Tusk i Kosiniak-Kamysz nie wywierali presji

Miała pani odwagę publicznie wyrazić opinię, że Polska nie powinna uczestniczyć w Konkursie Eurowizji w 2026 roku, skoro tam będzie Izrael. Jak pani ocenia politykę rządu wobec Ukrainy, choćby wypowiedzi, wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza czy premiera Donalda Tuska, że Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, jeśli nie rozliczy się z Wołynia? To przecież przyczynia się do budowania nastrojów antyukraińskich.

Nie odbieram tego jako polityki nacisku, raczej jako głos w sprawie wagi rozwiązania kwestii historycznych. Historia naszego państwa jest niesamowicie złożona. Nasi dziadkowie doświadczyli przesiedleń, żyli z mniejszościami narodowymi, czasem pojawiały się konflikty. Rozliczenie kwestii historycznych jest wręcz niezbędne do odnalezienia jakiejś formy spokoju, rozliczenia się z przeszłością.

Wypowiedzi premiera Tuska czy wicepremiera Kosiniaka-Kamysza to stanowcze mówienie o tym, że jest to dla nas bardzo ważne. Ale nie jest to kwestia wywierania presji.

Jeśli odbywają się prace ekshumacyjne w Ukrainie, to czy na terenie Polski będą przywrócone ukraińskie pomniki? Moratorium Ukrainy na prace poszukiwawcze wydane w 2017 roku było odpowiedzią na niszczenie pomników w Polsce. Czy tablica w Monastyrze została przywrócona?

Ministerstwo Kultury w tym nie uczestniczy. To zazwyczaj sprawy lokalne, które należą do wojewodów, włodarzy miast, na których terenie stoją te pomniki. Uważam wręcz, że włączanie się władz centralnych w takie lokalne sprawy napędza dezinformację i propagandę rosyjską,

traktowanie ich w kategoriach narodowych tylko zwiększa ruch rosyjskich trolli.

Współpraca kulturalna

Czy kultura może być drogą do poprawienia relacji polsko-ukraińskich, czy mogłaby tonować nastroje antyukraińskie w Polsce?

Oczywiście. Kultura to obszar, który łączy wszystkie narody, który łączy Europejczyków, który pokazuje jak wiele mamy wspólnego ze sobą. Jesteśmy różnorodni wewnętrznie zarówno w Polsce, jak i w Ukrainie, ale wiele nas jednak łączy i przez współpracę kulturalną możemy lepiej się zrozumieć.

To dotyczy nie tylko tożsamości, dziedzictwa kulturowego czy tradycji, ale także np. sektora mody, co pokazało ostatnich kilka projektów polsko-ukraińskich w Instytucie Przemysłów Kreatywnych w Warszawie. Współpracujemy też w obszarze gamingu – w Polsce pracuje wielu ukraińskich deweloperów, którzy tworzą gry, także na podstawie tego, co się dzieje teraz w Ukrainie.

Pojawiają się książki o wojnie, literatura pisana przez żołnierzy, dokumentalne filmy wojenne, np. znanego reżysera Mstysława Czernowa. Czy Ministerstwo Kultury rozważa promowanie tych utworów w Polsce?

Proszę zwrócić uwagę, jak to wyglądało podczas naszej prezydencji w Unii Europejskiej. Działaliśmy wspólnie z artystami ukraińskimi. Nasze muzea prezentują sporo wystaw o Ukrainie, eksponatów z kolekcji ukraińskich. Mamy też stażowe programy wsparcia, polsko-ukraińską wymianę młodzieży w ramach Narodowego Centrum Kultury. Organizujemy wielkie koncerty Ukrainian Freedom Orchestra, realizowane przez Teatr Wielki – Operę Narodową, na które przychodzi mnóstwo ludzi. Wspieramy trasę koncertową tej orkiestry w Stanach Zjednoczonych, w innych państwach Unii Europejskiej.

Mamy projekty włączające na poziomie lokalnym. Nasze instytucje narodowe, ale także lokalne instytucje kultury, współpracują z ukraińskimi, o czym dowiadujemy się, gdy jesteśmy zapraszani na dane wydarzenie. Mamy studentów z Ukrainy w naszych uczelniach artystycznych i w szkołach muzycznych. To są bardzo zdolni ludzie.

Pełne teatry w Ukrainie

Dla Ukraińców, dla społeczności Kijowa, czy Lwowa, działalność kulturalna, wydarzenia artystyczne, są ważne, ponieważ utrzymują ducha narodu. W 2025 roku byłam w Ukrainie dwa razy i widziałam, że teatry są pełne, ludzie chodzą do muzeów, odwiedzają wystawy, na których jest choćby pięć dzieł, odbywają się koncerty.

Ukraińcy starają się żyć tak, jakby wojny nie było, chociaż ona jest.

Ważne, żebyśmy wspierali tę ukraińską kulturę i wydarzenia artystyczne, które dzieją się w Ukrainie.

W Ukrainie rozwinął się sektor literatury, wreszcie książki są wydawane po ukraińsku, a nie po rosyjsku, są nowe księgarnie, takie klubo-kawiarnie, gdzie ludzie czytają książki. Cieszy mnie też, że polscy autorzy są tłumaczeni na ukraiński i że w ukraińskich księgarniach pojawia się coraz więcej tych pozycji.

Dobrym przykładem są polscy konserwatorzy, którzy na co dzień pracują w Ukrainie razem z ukraińskimi kolegami. Chcą pokazać, że Ukraińcy nie są w tym sami, dzielą zagrożenie z nimi, ryzykują nie tylko dlatego, żeby zachować zabytki, ale żeby dać wsparcie żywym ludziom. Kultura tworzy więzi.

Tak, jestem w stałym kontakcie z przyjaciółmi, którzy mieszkają w Ukrainie. Te instytucje kultury, które działają cały czas, budują wokół siebie społeczności lokalne, są miejscem wytchnienia, spędzania wspólnego czasu. W tych instytucjach kultury, a także placówkach, które powstały przy pomocy państw UE – na przykład we Lwowie jest Culture Hub – są realizowane warsztaty, szkolenia dla ludzi kultury, i nie tylko. Budują one społeczności lokalne i tworzą wspólnoty.

Utracona tożsamość

Na początku pełnoskalowej inwazji w Ukrainie teatry były pierwszym miejscem kursów pomocy medycznej, tam też przyjmowano uchodźców. Artyści dalej organizują zbiórki na wojsko. Co pani minister – z korzeniami społeczniczki – wyciąga z lekcji ukraińskiej w zakresie przetrwania i samoorganizacji?

Gdy rozpoczęła się wojna w Ukrainie, nie spałam trzy doby. Organizowaliśmy pomoc na granicy. To było szaleństwo. Załatwiliśmy food trucki, żeby wydawać ludziom jedzenie, rozmawialiśmy z deweloperami, szukając schronienia dla uchodźców, których wolontariusze z organizacji pozarządowych, przywozili z granicy do Warszawy. Z moją przyjaciółką, Adrianą Porowską, która teraz zajmuje się społeczeństwem obywatelskim [jest Sekretarzem Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – od aut.] pomagałyśmy też na dworcach, głównie na Dworcu Zachodnim.

Końcówka lutego 2022 roku to był czas, który wspominam jako wyzwanie. Wszystkie ręce na pokład, bo ludziom trzeba pomóc. Było to tak oczywiste, że nie zastanawialiśmy się nad tym, czy mamy spać, czy nie.

Natomiast z perspektywy czasu wiem, że ukraiński sektor kultury nie był przygotowany na tę wojnę. Wiele obiektów i dzieł sztuki nigdy nie zostanie odnalezione.

Część tożsamości ukraińskiej, która była w kluczowych muzeach, została bezpowrotnie zniszczona.

To będzie ogromna strata dla narodu ukraińskiego i dla tożsamości Ukrainy, ale to też pokazuje właśnie, na czym Putinowi zależy – na zmiażdżeniu tej kultury i tego narodu.

To jest straszne, co powiem, ale uczymy się na tym, co się dzieje w Ukrainie. Budujemy swój system bezpieczeństwa zbiorów, ewakuacji dóbr kultury.

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie była impulsem do analizy sytuacji w Polsce i w naszych instytucjach kultury, ale także do tego, żeby zweryfikować scenariusze na wypadek konfliktu zbrojnego.

Kultura jako bezpieczeństwo

Rozmawiałyśmy o tej pojednawczej, łączącej roli kultury, ale kultura to także kwestia bezpieczeństwa – przez kulturę najłatwiej „wchodzą” pozytywne rzeczy, ale też negatywne: dezinformacja, prorosyjskie narracje. Czy Pani ministerstwo ma plan, jak przeciwdziałać wykorzystywaniu kultury w złych celach? W Polsce nadal odbywają się wydarzenia z udziałem rosyjskich artystów.

Jakiś czas temu ministerstwo skierowało zalecenie do narodowych instytucji kultury, które dotyczyło zapraszania rosyjskich zespołów czy artystów.

Nie powinno się tego robić ze względu na solidarność z narodem ukraińskim.

Mam poczucie, że państwowe instytucje wzięły to sobie do serca i dziś, jeśli Rosjanie przyjeżdżają, to sprowadzani przez prywatne firmy.

Kultura ma ogromną moc. Nie tylko europejscy artyści powinni mówić, że to, co się dzieje na wschodzie, jest nieakceptowalne. Liczę także na to, że artyści rosyjscy, którzy widzą, co się dzieje, będą przeciwko tej wojnie i będą mówić o tym głośno. Pamiętajmy, że naród rosyjski nie do końca wie, jak wygląda ta wojna, bo jest karmiony propagandą i nie ma dostępu do prawdziwych mediów. Nie wiedzą nawet, ilu ludzie ginie na wojnie. Mogą się dowiedzieć o tym tylko za sprawą odważnych ludzi, którzy mają posłuch społeczny, a takimi są artyści.

W historii Europy pojedyncze jednostki słowami i czynami zmieniały czasem losy narodu. Liczę na to, że rosyjscy artyści zabiorą głos i powiedzą ludziom, jaka jest prawda.

Europejscy i polscy artyści krzyczą od ponad trzech lat, że jesteśmy solidarni z Ukrainą i że wojna prowadzona przeciwko Ukrainie jest jedną z największych tragedii Europy.

Wielu artystów, nie tylko rosyjskich twierdzi, że kultura jest poza polityką.

Kultura nie może być partyjna, sterowana przez partie polityczne, ale to nie znaczy, że ma ustawić się poza nawiasem i nie zabierać głosu w tematach politycznych. Kultura nie jest ani prawicowa, ani lewicowa – jest wspólna. Dlatego ma prawo i obowiązek zabierać głos w najważniejszych sprawach, a artyści muszą mówić głośno, bo mają ogromny wpływ społeczny.

;
Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze