Co wyznacza obecnie kurs PiS w sprawie Ukrainy? Jarosław Kaczyński krytykujący skrajnie antyukraińskie i niebezpieczne dla Polski propozycje Przemysława Czarnka? Czy może Jarosław Kaczyński zawierający polityczny sojusz z prorosyjskim środowiskiem Marka Wocha?
W Prawie i Sprawiedliwości trwa właśnie kolejna odsłona wewnętrznej wojny między frakcją twardogłowych a stronnikami Mateusza Morawieckiego. Kluczem do niej jest kwestia Ukrainy i polskiego wsparcia dla walczącego z Rosją kraju. A także wewnętrzny spór o to, w jakim stopniu partia ma podążać za radykalizującymi się antyukraińskimi nastrojami części polskiego społeczeństwa. I w jakim stopniu ma odróżniać się pod tym względem na przykład od Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Na razie szala wydaje się przechylać na stronę byłego premiera. A pozycja Czarnka słabnie – co nie pierwszy już raz skłania część komentatorów do spekulacji, że jego obecna rola w partii może się zakończyć jeszcze przed startem właściwej kampanii wyborczej.
Nie zmienia to jednak faktu, że w prezesie PiS Jarosławie Kaczyńskim najwyraźniej są dwa wilki. Bo z jednej strony odciął się od najnowszych antyukraińskich wypowiedzi Przemysława Czarnka, a z drugiej – chwilę później – zawarł coś w rodzaju paktu senackiego z prorosyjskim Markiem Wochem. Tym samym Markiem Wochem, który w październiku 2025 roku ogłosił oficjalną współpracę z partią Grzegorza Brauna.
Przemysław Czarnek, oficjalny kandydat PiS na premiera i zarazem jeden z liderów twardogłowego skrzydła tego ugrupowania, postanowił spróbować narzucić partii nową, jeszcze bardziej radykalną niż dotychczasowa narrację w sprawie Ukrainy. Natrafił na zdecydowany odpór – nie tylko polityków strony demokratycznej, ale i prezesa własnej partii.
Teraz zaś Mateusz Morawiecki i jego ludzie – nie bez pewnej zresztą racji – oskarżają Czarnka i jego stronników o reaktywne poddawanie się narracjom obu Konfederacji. Nie brakuje i ostrzejszych komentarzy.
„Kto wie, może do doradców przyszłego premiera dołączyła pani Teresa Kawczyńska z Ostródy” – tak nasze pytanie o ostatnie występy Czarnka kwituje jeden ze stronników Morawieckiego.
Zaznaczmy, że hasło „Teresa Kawczyńska z Ostródy” odnosi się do ewidentnie fejkowego facebookowego profilu, na którym rozpowszechniano narrację dezinformacyjną dotyczącą kontekstu ataku na ukraińskie dziewczynki w autobusie miejskim z Bielska-Białej.
„Trzeba zmusić Unię Europejską do zaprzestania na ten moment finansowania zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich” – stwierdził Czarnek w poniedziałek 13 lipca w TV Republika.
Jeden z najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości wprost sformułował w ten sposób pomysł, który byłby spełnieniem najskrytszych marzeń Kremla. Otóż ze względu na „wartości proludzkie” – czyli, by przełożyć to z języka Czarnkowego na polski: dopóki Ukraina nie zaakceptuje polskiej prawicowej polityki historycznej – nasz kraj miałby zablokować europejskie wsparcie dla broniącego się przed Rosją kraju.
Nie, to nie było przejęzyczenie. Kandydat PiS na premiera rozwijał swoją myśl przez dłuższą chwilę, a słowo „zmusić” było tu motywem przewodnim.
„Zmusiłbym na arenie międzynarodowej przede wszystkim – nie mówiąc już o kursie wewnątrzpolskim – do radykalnej zmiany kursu Ukrainy wobec Polski i Polaków. Nie, tylko jeśli chodzi o kwestie historyczne, ale także, jeśli chodzi o przyszłość” – mówił Czarnek.
„Jesteśmy państwem, które ma strategiczne oddziaływania, jeśli chodzi o NATO, jeśli chodzi o możliwość integracji Ukrainy z Unią Europejską. Na wiele możliwych sposobów można dzisiaj Ukraińców do tego zmusić, tylko trzeba chcieć” – to kolejny cytat z kandydata PiS na premiera.
Formułowanie przez Czarnka antyukraińskich żądań w pełni zgodnych z interesem Kremla i przekazem Grzegorza Brauna zostało ciepło przyjęte jedynie przez najbardziej skrajną część Prawa i Sprawiedliwości.
We wtorek na słowa Czarnka bardzo ostro zareagował Jarosław Kaczyński. „Prawo i Sprawiedliwość stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna, realizowana także przez Unię Europejską na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna. To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi pana Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii” – stwierdził prezes PiS. Wpis o tej treści został zamieszczony na jego koncie na platformie X.
Również we wtorek Czarnek został wezwany na Nowogrodzką na dywanik. W środę nie chciał mówić, co usłyszał od prezesa. W mediach próbował natomiast dowodzić, że między nim a Jarosławem Kaczyńskim w kwestii Ukrainy ani żadnej innej nie ma rozbieżności.
Od słów Czarnka odcięła się też Kancelaria Prezydenta. „Prezydent Karol Nawrocki opowiada się za dalszym wspieraniem Ukrainy w walce z Rosją” – ogłosił rzecznik głowy państwa, minister w Kancelarii Prezydenta Rafał Leśkiewicz.
Krytyka Czarnka ze strony Kaczyńskiego dla Morawieckiego i jego ludzi oznaczała zielone światło do kontrataku.
„Pomagaliśmy Ukrainie nie z jakiejś naiwności czy z oczekiwania na jakąkolwiek wdzięczność, tylko z chłodnej kalkulacji polskiej racji stanu. Imperializm rosyjski trzeba powstrzymywać najlepiej jak najdalej od naszych granic” – mówił w środę w Polsacie Mateusz Morawiecki. „Do dzisiaj bardzo ważne jest to, aby Ukraina się broniła. Jak się broni za europejskie pieniądze, to niech się dalej broni za europejskie pieniądze. W tym za polskie” – stwierdził Morawiecki.
Były premier wyraźnie sugerował, że kurs przyjęty przez Czarnka i twardogłowych szkodzi Prawu i Sprawiedliwości. Podkreślał, że polityka prowadzona przez Czarnka jest reaktywna względem narracji narzucanych przez Konfederatów i Braunistów.
„Niektórzy nasi koledzy rzeczywiście próbują zajść Grzegorza Brauna od prawej strony. Jeżeli mówimy językiem Konfederacji, to jednocześnie otwieramy bramy dla naszych wyborców, żeby zrezygnowali z poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. To mnie bardzo martwi” – mówił Morawiecki. Według byłego premiera, PiS „nie może grać jak Konfederacja”.
„Robię wszystko z mojej strony, żeby nie tylko tego uniknąć, ale żeby pokazać taki nowoczesny konserwatyzm, nowoczesną, dynamiczną twarz Prawa i Sprawiedliwości. Pokazywać, czym jest dbałość o polski budżet, o nowoczesne sektory polskiej gospodarki, o nowe miejsca pracy” – mówił Morawiecki.
Zaznaczmy przy tym, że były premier sformułował już swoją opowieść o wsparciu Polski dla Ukrainy za czasów swoich rządów. Zrobił to, zarówno pogrywając motywem twardej realpolitik, jak i wykonując rodzaj ukłonu pod adresem radykalizującego się elektoratu.
W tej opowieści – najlepiej wyrażonej w obszernym wpisie zamieszczonym przez Morawieckiego 10 lipca na platformie X – rząd PiS miał dokonać pragmatycznej transakcji „żelazo za krew” z Ukrainą w celu powstrzymania Rosji. Żelazo – to oczywiście polskie czołgi i bojowe wozy piechoty przekazane Ukrainie przez Polskę. Krew – to rzecz jasna poświęcenie i krwawa ofiara ukraińskich żołnierzy ponoszone na froncie.
Morawiecki dowodził, że w ten sposób PiS „spełnił marzenie Piłsudskiego” i uczynił z Ukrainy „państwo buforowe” oddzielające Rosję od południowo-wschodnich granic Polski.
W ostatnich wypowiedziach Czarnka pojawiły się natomiast zupełnie inne wątki – wcale nie takie nowe w przekazie PiS-owskich twardogłowych, za to diametralnie odmienne od narracji Morawieckiego.
„Ukraina banderowska to jest śmiertelne zagrożenie” – mówił kandydat PiS w środę 15 lipca w programie „Tłit” Wirtualnej Polski – ta wypowiedź odnosiła się nie do historii, lecz do teraźniejszości. Czarnek podkreślił przy tym, że „ukraiński banderyzm” jest dokładnie takim samym zagrożeniem dla Polski jak agresywna polityka Rosji.
Kilka dni wcześniej w TV Republika wywody o współczesnej „banderowskiej Ukrainie” rzekomo czyhającej na okazję do przeprowadzenia (wraz z Niemcami) nowego rozbioru Polski snuł Piotr Matczuk, PR-owiec PiS powiązany z frakcją twardogłowych.
W tym samym programie Czarnek podawał też znacznie zawyżoną liczbę ofiar rzezi na Wołyniu. Mówił o „150 tysiącach zamordowanych”, podczas gdy szacunki historyków zamykają się między 40 a 60 tysiącami. Liczby 100 tysięcy i powyżej podawane są głównie przez przedstawicieli środowisk skrajnie prawicowych lub prorosyjskich.
Anna Mierzyńska opisuje w OKO.press nowy nieoficjalny rekord w tej materii – otóż w trakcie tegorocznych obchodów wołyńskiej rocznicy w Domostawie (to tam, gdzie stanął nekropornograficzny pomnik ofiar rzezi) mówiono o „250 tysiącach” zamordowanych.
***
PiS nie zdołał jak do tej pory ustawić stabilnego kursu w sprawie Ukrainy. Partia miota się między przekazami bliskimi środowiskom prorosyjskim, powielanymi przez jej twardogłowych, a opowieścią o „żelazie za krew” sformułowaną przez Morawieckiego.
Choć druga z tych narracji jest znacznie bliższa faktom, w tej pierwszej część polityków PiS upatruje wciąż potencjał polityczny – bo miałby to być sposób i na powstrzymanie sondażowych wzrostów obu Konfederacji, i na nadanie PiS-owi antyukraińskiego wiatru w żagle u progu kampanii wyborczej.
Jarosław Kaczyński zaś jedną ręką stopuje najostrzejsze zapędy Przemysława Czarnka, a drugą ściska dłoń Marka Wocha.
Opozycja
Rosja
Ukraina
Grzegorz Braun
Przemysław Czarnek
Jarosław Kaczyński
Sławomir Mentzen
Mateusz Morawiecki
Prawo i Sprawiedliwość
Unia Europejska
Marek Woch
Teresa Kawczyńska
wojna w Ukrainie
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Komentarze