Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / ...
29 września 2022

Czarnek miesiąc temu obiecał nauczycielom 9 proc. podwyżki. Rząd dzisiaj: Będzie mniej

"Siła sprawcza pana ministra Czarnka w oczach nauczycieli zmalała. Chyba po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, że minister prowadzi negocjacje w dół – te propozycje dla nauczycieli nie rosną, tylko maleją" – mówi OKO.press rzeczniczka ZNP

"Pod koniec sierpnia minister Czarnek zaproponował wszystkim związkom wyższą podwyżkę - 9 proc. Teraz okazuje się, że będzie tylko 7,8 proc. To jest podwyżka poniżej poziomu inflacji. Za takie pieniądze nie znajdziemy chętnych do pracy w szkole" – mówi OKO.press Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP.

Minister Czarnek obiecuje 9 proc.

23 sierpnia do rozmów o podwyżkach zasiedli związkowcy, a także pracownicy ministerstwa. Nauczyciele domagali się 20 proc. wzrostu płac i to jeszcze jesienią 2022 roku.

Przemysław Czarnek przyniósł na spotkanie – i to osobiście – inną propozycję. Resort edukacji obiecał, że wynagrodzenia wszystkich nauczycieli, niezależnie od stopnia awansu zawodowego, wzrosną od stycznia 2023 roku o 9 proc.

Jak pisał "Głos nauczycielski", w tej wersji zapisana w ustawie budżetowej kwota bazowa stanowiąca podstawę do obliczenia nauczycielskich wynagrodzeń wzrosłaby do 4 025,87 zł.

Jednak tydzień później, 30 sierpnia, rząd ogłosił, że od 1 stycznia 2023 roku nauczyciele otrzymają podwyżkę w wysokości 7,8 proc.

"Jednocześnie do Rady Dialogu Społecznego trafił projekt ustawy budżetowej na 2023 r., który nie zakłada żadnej podwyżki. Kwota bazowa dla nauczycieli ma w nim wzrosnąć jedynie do 3 693,46 zł, czyli o zaledwie 4,4 proc. A to by oznaczało, że w dokumencie zapisano jedynie przechodzące na 2023 r. koszty tegorocznej, majowej podwyżki, właśnie w wysokości 4,4 proc." – pisze "Głos Nauczycielski", medium ZNP.

Gazeta postanowiła wyjaśnić te rozbieżności i wysłała w tej sprawie pytania do premiera i Ministerstwa Finansów.

7,8 proc. dla filarów polskiej edukacji

"Projekt ustawy budżetowej na 2023 r., który został przyjęty przez rząd, zakłada wzrost wynagrodzeń dla wszystkich nauczycieli o 7,8 proc. od 1 stycznia 2023 r." – odpisała kancelaria premiera.

KPRM podkreślił przy tym, że "nauczyciele są filarem polskiej edukacji", a "rząd docenia ich pracę na rzecz młodego pokolenia Polaków".

"To poniżej deklaracji ministra Czarnka z sierpnia. Siła sprawcza pana ministra w oczach nauczycieli zmalała, tak samo jak jego wstawianie się za nauczycielami. Chyba po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, że minister prowadzi negocjacje w dół – te propozycje dla nauczycieli nie rosną, tylko maleją" – mówi nam Kaszulanis. I dodaje:

"Jeśli dzisiaj dyrektorowi uda się ściągnąć kogoś na rozmowę kwalifikacyjną, to jest wielkim szczęściarzem. Niestety, często w czasie tej rozmowy kandydaci dopytują, czy to jest stawka tygodniowa, bo dla nich to nierealna pensja w dzisiejszych czasach.

Początkujący nauczyciel nie ma żadnych dodatków — funkcyjnego, motywacyjnego, wychowawstwa" - mówi rzeczniczka ZNP.

"9 proc. to też byłaby podwyżka daleka od naszych oczekiwań. W roku ubiegłym płace nauczycieli były zamrożone, w tym roku otrzymaliśmy praktycznie jedynie 4,4 proc. od 1 maja br. Jak to się ma do inflacji wynoszącej 16,1 proc.? Każdy może sobie policzyć" – ocenił na łamach "Głosu" Krzysztof Baszczyński, wiceprezes zarządu ZNP.

Co z kwotą bazową

Jak jednak podkreśla ZNP, diabeł tkwi w szczegółach i należy poczekać na ostateczny projekt budżetu, który nie został jeszcze opublikowany. Dlaczego? W projekcie budżetu będzie bowiem zapisana wysokość tzw. kwoty bazowej nauczycieli, która jest podstawą do obliczania wynagrodzenia na poszczególnych stopniach awansu.

Jak pisaliśmy, kwota bazowa to abstrakcyjny, choć ważny dla obliczania subwencji byt. Kwota bazowa wpływa na uśrednione zarobki nauczycieli w Polsce, czyli wynagrodzenie zasadnicze (goła pensja) wraz ze wszystkimi możliwymi dodatkami (m.in. stażowy, funkcyjny, za wychowawstwo, za pracę w trudnych warunkach, za pracę w nocy, za godziny ponadwymiarowe, a także nagrody). Prawdopodobnie nie ma w Polsce nauczyciela, który pokazałby pasek z liczbami, które uparcie prezentuje ministerstwo, bo nikt nie zgarnia całej puli świadczeń z Karty Nauczyciela.

Co nie znaczy, że nauczyciele w Polsce zarabiają tylko tyle, ile wynosi wynagrodzenie zasadnicze. Cały system zależy też od uwarunkowań regionalnych (wysokości dodatków, które proponują samorządy, czyli organy prowadzące), stażu, a także realnej ilości godzin wyrabianych w tygodniu (wielu nauczycieli, szczególnie w miastach, pracuje ponad etat). Według związkowców, średnie stawki są wyższe od minimalnego wynagrodzenia od ok. 500 zł dla stażysty do nawet 2,3 tys. dla nauczyciela dyplomowanego.

56 proc. Polaków: Nauczyciele zarabiają za mało

Minister edukacji Przemysław Czarnek przekonywał, że w oświacie jeszcze nigdy nie było tak dobrze. W tym samym czasie, ZNP uruchomiło pogotowie protestacyjne w całym kraju, alarmując, że jeśli nie zmieni się nic, niedługo w szkołach nie będzie miał kto uczyć.

Do wakatów, których po pierwszym dzwonku było ok. 20 tys., trzeba doliczyć szarą strefę, czyli etaty, które przejęli nauczyciele pracujący ponad etat. ZNP szacuje, że w skali kraju to nawet 50 tys. osób. Do tego dochodzą nauczyciele emerytowani, których zdesperowani dyrektorzy ściągają do szkół. W zeszłym roku szkolnym system podtrzymywało 45 tys. takich osób.

Nauczycielskie fora to od miesięcy kronika narastającej frustracji. Czytamy na nich głównie o upokorzeniu i przemęczeniu. Dlatego październik będzie kolejnym miesiącem protestów. W Warszawie Związek Nauczycielstwa Polskiego, we współpracy z Forum Związków Zawodowych i organizacjami działającymi na rzecz edukacji, założą miasteczko, w którym będą informować o problemach systemu edukacji.

15 października w całym kraju odbędą się też akcje protestacyjne pod siedzibami kuratoriów oświaty (w Warszawie pod budynkiem Ministerstwa Edukacji i Nauki).

Ipsos na zlecenie OKO.press zapytał na początku września Polki i Polaków: Czy zgadza się Pan/Pani z opinią, że zarobki nauczycieli są tak niskie, że uzasadnia to podjęcie akcji protestacyjnej, czy też jest to reakcja nieuzasadniona?

Ponad połowa badanych – 56 proc. – uważa, że zarobki nauczycieli są na tyle niskie, że akcja protestacyjna jest uzasadniona. Przeciwnego zdania jest 38 proc. respondentów. Odpowiedź „nie wiem” wybrało 6 proc. O szczegółach sondażu można przeczytać w naszym tekście sprzed kilku dni.

Udostępnij:

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne