28 maja 2022

Czeski medyk pomaga zgwałconym Ukrainkom: "Nie akceptuję przemocy wobec kobiet"

W sumie przewieźliśmy 1500 opakowań antykoncepcji awaryjnej i innych środków stosowanych w leczeniu skutków gwałtu - mówi Vit Sámek. Z powrotem przywozi uchodźców. Zbiera także fundusze na zakup broni dla wojsk ukraińskich i wie dokąd ma pójść Putin

W czasie wojny jest zawsze więcej ofiar i poszkodowanych wśród ludności cywilnej niż wśród bezpośrednich uczestników walk. Teraz cały świat jest znów świadkiem straszliwych zbrodni na ludności cywilnej, w tym gwałtów.

Tylko według oficjalnych danych odnotowano w Ukrainie setki takich przestępstw. Vit Sámek przez wiele lat pracował w pogotowiu ratunkowym w Pradze, potem zaczął pisać regularnie na tematy zdrowia do lokalnego czasopisma feministycznego Heroine (Bohaterka).

Od wybuchu wojny wozi na Ukrainę pomoc humanitarną i przywozi stamtąd uchodźców. Ważną częścią jego misji jest zbieranie funduszy na zakup antykoncepcji awaryjnej dla zgwałconych ukraińskich kobiet.

Dziennikarka Farida Kurbangalejeva rozmawiała z Vitem Sámkiem dla portalu „Czerta” o jego wizytach na Ukrainie, pomocy dla kobiet i o tym, jak rosyjskie trzyliterowe słowo zjednoczyło świat.

[Kwestia czy po polsku to słowo jest trzyliterowe czyli pisane przez samo „h” czy też przez „ch” ożywia wiele salonów i budek z piwem – dop. tłum.]

Farida Kurbangalejeva: Jak dowiedziałeś się o kobietach zgwałconych na Ukrainie?

Vit Sámek: Napisał do mnie o tym kolega. Jest Czechem i służy w ukraińskiej obronie terytorialnej w Odessie. O tych zbrodniach opowiedziała mu ukraińska znajoma. Po wycofaniu się wojsk rosyjskich wróciła na Kijowszczyznę i zobaczyła skutki okupacji.

Natychmiast pokazałem tę wiadomość dwóm kolegom z naszej misji humanitarnej – to dyrektor Instytutu Liberalnego Martin Pánek i dziennikarz Vaclav Hnatek. Wszyscy byliśmy wstrząśnięci i wściekli, i zdecydowaliśmy, że należy pomóc tym kobietom.

Mieliśmy wtedy na koncie około 60 tys. koron (11 tys. zł) - niewiele. Otworzyliśmy zbiórkę na Facebooku, myśleliśmy, że zbierzemy 20-40 tysięcy, ale w ciągu trzech dni uzbieraliśmy dwa miliony koron (ponad 370 tys. zł).

Czy spodziewaliście się, że reakcja będzie tak błyskawiczna?

Szczerze mówiąc, nie. Byliśmy zaskoczeni. Na nasz apel odpowiedziało kilkadziesiąt tysięcy osób. Również dlatego, że czeskie media mocno nas wspierały. Ludzie przekazywali nam pieniądze ze słowami wdzięczności i zwrotami „Putin, pier...l się” oraz „Chwała Ukrainie!” Napisano wiele feministycznych przesłań - na przykład: „Chwała bohaterkom!”.

W zbiórce wzięli udział nie tylko Czesi: także Niemcy, Polacy, Słowacy, a nawet Amerykanie. Ponadto darczyńcy z Polski i Słowacji dziękowali nam za możliwość niesienia pomocy ukraińskim kobietom, ponieważ w tych krajach obowiązuje bardzo restrykcyjna polityka antyaborcyjna.

Myślę, że członkowie ultrakonserwatywnego ruchu katolickiego «Hnutí pro život» (Ruch pro-life), niejako przyłożyli rękę do tak szybkiej zbiórki pieniędzy. Stwierdzili, że antykoncepcja awaryjna nie może uchronić kobiet przed gwałtem, więc nie powinny być one zaopatrywane w pigułki aborcyjne, ale w kanistry z gazem i inne środki samoobrony.

Wypowiedź ta była żywo dyskutowana w mediach społecznościowych i wywołała lawinę hejtu. Jestem pewien, że wiele osób przekazywało nam pieniądze, żeby zrobić im na złość. Nawet pobożni katolicy napisali nam, że kobieta nie jest fabryką dzieci, a tym bardziej gdy jest ofiarą gwałtu, i chcą zrobić wszystko, by powstrzymać ten proceder.

Kilka osób trzyma flagę Ukrainy z napisem Idi na chuj
Vaclav Hnatek z lewej, Martin Pánek w środku, nieznana kobieta, Vit Samek z prawej - na przejściu granicznym w Medyce 1 maja 2022

Zebrałeś wystarczające fundusze, co dalej?

Nawiązałem kontakt z dużą czeską korporacją medyczną o nazwie EUC. Pracownicy firmy pomogli nam kupić pierwsze 500 tabletek antykoncepcji awaryjnej po korzystnej cenie - połowę kosztów pokryła sama firma. Zawieźliśmy je na granicę między Słowacją a Ukrainą, gdzie odebrali je nasi przyjaciele wolontariusze i dostarczyli do Ukraińskiego Ruchu Kobiet Weteranów w Kijowie.

Potem kupiliśmy jeszcze 900 tabletek i sami zawieźliśmy do Kijowa. W sumie przywieźliśmy 1500 opakowań tego preparatu i innych środków stosowanych w leczeniu skutków gwałtu. Ukraińscy lekarze stwierdzili, że taka ilość na razie wystarczy. Przez cały czas konsultowałem się z moją siostrą Elżbietą, która jest ginekolożką.

Dostawca przeznaczył tabletki specjalnie na pomoc Ukrainkom, więc nie wzięliśmy ich z rynku czeskiego odbierając czeskim kobietom.

Z zebranych funduszy wysłaliśmy kolejny milion koron, aby pomóc ukraińskim kobietom gotówką. Moja przyjaciółka [założycielka i redaktorka feministycznego magazynu "Heroine"], Anna Urbanova, skontaktowała się z czeską organizacją pozarządową «Nesehnuti» (Niezłomni), która działa na rzecz obrony praw człowieka. Za jej pośrednictwem przekazaliśmy pieniądze ukraińskiej organizacji pozarządowej na konkretną pomoc.

Antykoncepcję awaryjną trzeba przyjmować w określonym czasie. Czy udaje Ci się dostarczyć preparaty na czas?

Czas ma rzeczywiście znaczenie, bo środek antykoncepcyjny należy zażyć nie później niż pięć dni po gwałcie. Tak więc, niestety, może ona pomóc tylko niewielkiej części kobiet. Z drugiej strony, tereny okupowane są stopniowo uwalniane i zawsze są tam kobiety, które potrzebują tego preparatu.

Czy dysponujesz chociaż przybliżonymi statystykami, ile kobiet zostało zgwałconych przez rosyjskich żołnierzy od początku wojny?

Oczywiście nie mamy dokładnych danych. Zdaniem ukraińskiej rzeczniczki praw obywatelskich [Ludmiły Denisowej] znanych jest 400 przypadków gwałtów. Dane te ogłosiła pod koniec kwietnia. W rzeczywistości liczba zgwałconych kobiet jest znacznie wyższa - duże obszary Ukrainy są wciąż okupowane i nadal dzieją się tam straszne rzeczy.

Ponadto kobiety nie zawsze zgłaszają gwałt z powodu wstydu, boją się potępienia. Robi to w najlepszym wypadku pięć kobiet na sto. Dlatego Ukrainki potrzebują też pomocy psychologicznej i rozmowy, powinny być leczone przez specjalistów. Zresztą organizacja „Niezłomni” zapewnia również wsparcie psychologiczne osobom, które przeżyły przemoc na tle seksualnym.

Oczywiście, konieczne jest dostarczanie broni na Ukrainę. Tylko broń w rękach ukraińskich żołnierzy może raz na zawsze wyeliminować problem gwałtów w tej wojnie. Zebraliśmy 100 tys. koron na zakup broni dla Ukraińców. Pieniądze te zostały przekazane ambasadzie ukraińskiej w Pradze.

Dlaczego tak bardzo porusza cię kwestia gwałtu? Przecież jesteś mężczyzną.

Właśnie dlatego, że jestem mężczyzną, nie akceptuję przemocy wobec kobiet. Żaden normalny mężczyzna nie może wobec tego być obojętnym. A na dodatek, rosyjscy żołnierze gwałcą na Ukrainie nie tylko kobiety, ale także dzieci. Jest to tak przerażające, że nie sposób zachować zimną krew.

Czy bliska jest Ci agenda feministyczna? Pisujesz do czasopisma o takim profilu…

Do "Heroiny" zacząłem pisać przypadkiem, bo poprosiła mnie o to Anna Urbanowa, o której już wspominałem. A moim tematem nie jest feminizm, tylko pierwsza pomoc.

Nie nazwałbym siebie feministą, jestem raczej humanistą. Ale kiedy chodzi o przemoc wobec kobiet, to szlag mnie trafia.

Wspomniałeś o swoim pierwszym zawodzie, bo m.in. jeździłeś na Ukrainę z brygadą czeskich lekarzy.

Tak i zamieściłem wiadomość na portalach społecznościowych, a moi koledzy szybko zareagowali. Było nas osiem osób - pielęgniarki, pielęgniarze i anestezjolog. Przez tydzień pracowaliśmy w mieście Lisiec (Łysiec) w obwodzie iwano-frankowskim - w szpitalu miejskim oraz w ochotniczym szpitalu chirurgicznym prowadzonym przez prywatną klinikę medyczną.

Obie placówki pełnią funkcję szpitali wojskowych. Zapewniliśmy żołnierzom intensywną terapię, leczenie ran i pomoc medyczną. Oczywiście całkowicie bezpłatnie. W najbliższych dniach ponownie udamy się do Liśca z nowym zespołem czeskich pracowników medycznych.

Na fladze, którą zabieracie ze sobą w podróż, znajduje się wąż. Czy jest to symbol medycyny?

Nie, nie. To grzechotnik, wąż, który w XVIII wieku był symbolem walki Amerykanów o niepodległość od Wielkiej Brytanii. Mówiono, że nigdy nie atakuje, ale też nigdy się nie poddaje, jeśli staje do walki. Wydaje mi się, że doskonale pasuje do opisu ducha narodu ukraińskiego, który obecnie stawia opór rosyjskiej agresji.

Kiedy wracasz do Czech, zabierasz ze sobą uchodźców. Ile osób przewiozłeś do tej pory?

Wiem na pewno o 14 dzieciach, 29 kobietach, pięciu mężczyznach, dwóch psach i jednym kocie. W ciągu ostatniego tygodnia przewieźliśmy 11 osób. Trudno słuchać bez bólu ich historii.

Ewakuowaliśmy kobietę z dwumiesięcznym dzieckiem, która przed wojną mieszkała w Charkowie. Jak mało czasu upłynęło od porodu - matka i dziecko powinni być w domu, w całkowitym spokoju, a nie uciekać przed bombardowaniem.

Pamiętam też matkę i córkę z Mukaczewa. Matka miała 80 lat, ta starsza babcia powinna siedzieć na ganku i odpoczywać, a nie uciekać przed wojną. Oczywiście, kobiety i dzieci są szczególnie godne pożałowania. Zrobiła też na mnie wrażenie historia 65-letniego profesora z Kijowa, który musiał zostać uchodźcą. Bardzo trudno jest to wszystko oglądać.

Ile razy od rozpoczęcia wojny jeździłeś na Ukrainę lub na jej granicę? I jaką pomoc humanitarną zabieraliście?

Jeśli się nie mylę, byłem tam 13 razy. Jesienią ubiegłego roku kupiłem nowy samochód. Na początku wojny miał przebieg niewiele ponad 20 tysięcy kilometrów, teraz zbliża się do 100 tysięcy. Żartuję, że Kreml powinien mi zapłacić za amortyzację. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przejechałem więcej niż zwykle w ciągu roku.

Na Ukrainę zabieramy śpiwory, żywność, pieluchy dla dzieci i dorosłych, leki. Czeskie firmy bardzo nam pomagają, na przykład Alza (sklep internetowy handlujący m.in. elektroniką) dostarczyła furgonetkę i lekką Skodę Octavię, a także karty z opłaconym paliwem do tankowania.

W browarze Dva kohouti (Dwa Koguty) dostaliśmy sporo wspaniałego czeskiego piwa. Przekazaliśmy je zagranicznym wolontariuszom, którzy pracują na granicy z Ukrainą. Ogólnie rzecz biorąc, wspiera nas ogromna liczba osób, boję się, że o kimś zapomnę.

Vit Sámek (z lewej) przed browarem Dwa Kohouti. Foto z FB Vita Semka

Zobaczyłabyś, jak wielka jest międzynarodowa społeczność pomagająca Ukrainie w Polsce. Niektórzy wolontariusze, tak jak my, przywożą pomoc humanitarną i odbierają uchodźców, inni zostają w centrach pomocy, sortują ładunki, karmią potrzebujących. Aby wymienić skąd pochodzą, musiałbym ponazywać wszystkie kraje europejskie. Spotkaliśmy nawet wolontariuszy z Izraela.

Jeden pracownik służby zdrowia z USA zapytał, czy mógłby pojechać z nami. Jedyne, co udało się temu bydlakowi [Putinowi], to złączenie całego świata wokół Ukrainy. Tak jak jedno zdanie zdołało oblecieć cały świat i podnieść morale Ukrainy i Europy.

Masz na myśli zwrot «иди на хуй» czyli „pierdol się” (dosłownie „idź na chuj”)?

Otóż to.

Znałeś przedtem to wyrażenie?

Nie, nauczyłem się przy okazji historii z krążownikiem: „Rosyjski okręt wojenny, pierdol się” «Русский военный корабль, иди на хуй». Na Ukrainie te słowa są pisane wszędzie - na szyldach, na billboardach.

[Ostatnie dwa słowa pisane są czasami razem, czasami osobno – te dyskusje lingwistyczne toczą się zapewne w okopach Ukrainy, dla polskich użytkowników tego wyrażenia to zmienia akcent z nietypowej przedostatniej na ostatnią sylabę - przyp. tłum]

Mam nadzieję, że za krążownikiem Moskwa pójdą tam także inne rosyjskie okręty.

Co sądzisz o Putinie i jego armii?

(odpowiada po rosyjsku) Suka. Faszystowska świnia. Totalitarny maniak. Z dużą władzą i bardzo złym wojskiem. To, co robią rosyjscy żołnierze na Ukrainie, pokazuje, że są oni totalnymi frajerami. Próbują przejąć tę samą wioskę 18 razy. Próbują, próbują, ale im się nie udaje. Ich jedyna strategia to: "jest nas wielu".

Dwa mężczyźni i kobieta pokazują środkowy palec do kamery
Vit Sámek (z lewej) w Iwano-Frankiwsku 19 maja 2022

W Pradze jest duża diaspora rosyjskojęzyczna. Czy zmienił się Twój stosunek do Rosji i Rosjan?

(po chwili zastanowienia) Staram się, aby mój stosunek do Rosjan był taki sam jak wcześniej. Traktuję ich jak wszystkich innych ludzi: jak Francuzów czy cyklistów. Staram się traktować wszystkich jednakowo. Mam nadzieję, że mi się udaje.

Niedawno widziałem w czeskiej telewizji rosyjskiego profesora historii (Andrieja Zubowa). Rozmawiał z prezenterem z Moskwy i ostro krytykował Putina i jego politykę. Prowadzący poprosił go o komentarz do słów naszego byłego prezydenta Vaclava Havla, że "Rosja nie wie dokładnie, gdzie się zaczyna i gdzie kończy". Profesor powiedział, że to jest absolutna prawda. Pokazał fantastyczne wsparcie dla Ukrainy - oczywiście miło jest widzieć takich Rosjan.

Czy tak silna gotowość Czechów do pomocy Ukraińcom wynika z tego, czego sami doświadczyli w 1968 r., gdy do kraju wjechały radzieckie czołgi?

Nie wyłącznie, ale częściowo tak. Związek Radziecki okupował mój kraj przez 40 lat, trudno jest go za to kochać. Miałem osiem lat, kiedy nastąpiła aksamitna rewolucja jesienią 1989 r., szybko się skończyły radzieckie czasy, ale wiem, że ludzie nie mieli normalnego życia – nie mogli podróżować i uczyć się tam, gdzie chcieli. Moja mama pracowała jako tłumaczka z rosyjskiego i francuskiego, ale tylko raz, w 1970 r., była na stażu we Francji. Nasze życie było szare i ubogie.

Rosjanie lubią powtarzać, że wyzwolili nas w 1945 r. Dziękuję (sarkastycznie). Radzieckie wojska wkroczyły do Pragi, ponieważ co do tego dogadali się wcześniej Churchill, Roosevelt i Stalin. Ale wyzwoliciel to ten, kto wyzwala i odchodzi. Tymczasem armia radziecka rozpoczęła okupację.

Rosja powinna zrozumieć, że jeśli źle traktujesz swoich sąsiadów, nie możesz oczekiwać, że będą dobrze traktować ciebie. Nie jest mi bliska polska polityka aborcyjna, nie zgadzam się z opinią Polaków na ten temat. Ale są dobrymi sąsiadami, na nikogo nie napadają. I uważam, że to zupełnie nienormalne, żebyśmy w dzisiejszych czasach mówili, że ktoś wtargnął na teren obcego państwa.

Jak zakończy się ta wojna?

Zwycięstwem Ukrainy i zwrotem wszystkich jej terytoriów - Ługańska, Doniecka i Krymu. Ukraina musi przywrócić granice z 1991 roku. Jeśli ten faszystowski bydlak zdobędzie przynajmniej Donieck, reszta świata się zmieni. Co na przykład stanie się z Tajwanem? Jeśli Chiny zobaczą, że świat ma w dupie Ukrainę, przejmą Tajwan siłą.

Rosja może na jakiś czas zająć terytoria ukraińskie, ale i tak nie będzie w stanie ich utrzymać. Przekonałem się, że Ukraińcy są gotowi walczyć do ostatka. Tego narodu nie da się pokonać.

Zafascynowało mnie to, jak niesamowite morale mają Ukraińcy. Wszyscy są zdyscyplinowani, trzymają się razem. Zarówno żołnierze, jak i cywile są niesamowicie zjednoczeni, a przy tym bardzo uprzejmi. Podoba mi się też to, że Ukraińcy srają na Putina. Starają się prowadzić normalne życie, chodzą do teatru. Ogólnie rzecz biorąc, miło jest tam być.

Teraz mam wielu przyjaciół na Ukrainie i przyjeżdżamy im pomagać. Dopóki Putin nie zdechnie, albo dopóki Ukraina nie wygra tej wojny. To zależy, co będzie pierwsze.

Tekst ukazał się na rosyjskim w portalu Czerta, który dokumentuje przemoc i nierówności w Rosji.

Tłumaczyła pro bono Anna Husarska

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne