0:00
Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...
20 października 2021

"Czy europejskim stylem życia jest odsyłanie kobiet i dzieci do ciemnego lasu?" PE o sytuacji na granicy

"Nie możemy pozostawić ludzi samych sobie. Musimy wystąpić nie tylko przeciwko Łukaszence, ale przeciwko państwom, które depczą prawa człowieka". PiS bronił się przed zarzutami nielegalnego wypychania ludzi za granice, a wywożenie dzieci do lasu nazywał fake newsem

Wydrukuj

O sytuacji na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej debatował dziś Parlament Europejski. Powodów do dyskusji było wiele: instrumentalizacja migracji przez reżimy Łukaszenki i Erdoğana, bezprecedensowy kryzys humanitarny na polsko-białoruskim pograniczu, próby legalizacji tzw. push-backów przez służby i władze, przypadki udokumentowanej przemocy wobec uchodźców (m.in. w Chorwacji i Grecji), a także nieefektywna polityka migracyjna UE.

O potrzebie lepszego zarządzania granicami, ale z poszanowaniem praw człowieka i dostępu do ochrony międzynarodowej, w imieniu Rady Europy mówił Anze Logar. "Nadużywanie władzy, przemoc na zewnętrznych granicach - tego rodzaju działania nie mogą mieć miejsca w UE. Państwa, które dopuszczają się wypchnięć [red. push-back] będą szczegółowo sprawdzane" - mówił. I podkreślał, że równie ważne jest udoskonalenie systemu weryfikacji uchodźców, by zapobiegać "nadużyciom w systemie azylowym".

Unijna komisarz Ylva Johansson szczegółowo odniosła się do wyników śledztwa "Lighthouse Report", które ujawniło skalę nielegalnych zawróceń migrantów, szczególnie z terytoriów Chorwacji, Grecji i Rumunii. Podkreślała, że choć granic trzeba bronić, należy przestrzegać prawa azylowego.

Przedstawicielka KE mówiła też o sytuacji na wschodniej granicy. "Zawrócenia nigdy nie powinny być normą. Tzw. push-backi nie powinny zostać zalegalizowane. Przynajmniej siedem osób straciło życie na granicy z Białorusią. Te ofiary są nie do przyjęcia (...) Z drugiej strony na granicy mamy do czynienia z nielegalnym, zdesperowanym reżimem, który wysyła ludzi na granicę w odwecie za sankcje. Reżim białoruski za nic ma ludzkie życie" — mówiła Johansson, zapowiadając jednocześnie kolejne sankcje wobec Łukaszenki.

"Nasze zobowiązanie do chronienia ludzkiego życia i ludzkiej godności jest tak samo ważne jak ochrona granic" — podkreślała.

"To hańba dla UE"

Lena Dupont z chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej (członkiem tej największej w PE frakcji jest PO) sytuację na granicach nazwała "delikatną". Tłumaczyła, że za zobowiązaniem do ochrony UE, stoi też walka z sieciami przestępczymi, które szmuglują ludzi przez granice.

"Służby graniczne nie zawsze muszą pytać migrantów o zdrowie. Zasada nieodsyłania nie obowiązuje na każdym centymetrze granicy. Nie każdy migrant ma prawo do azylu. Musimy znaleźć dobry, zdrowy i sprawny sposób na ochronę granic" — niuansowała.

Ostro wypowiadali się za to posłowie reprezentujący progresywne frakcje PE. "To hańba dla UE" — tak atak na prawo do azylu nazwała Birgit Sippel z Socjalistów i Demokratów. "Mamy przepisy o ochronie międzynarodowej, mamy wartości UE. I to wszystko jest dziś kwestionowane. Dlatego media i organizacje pozarządowe muszą mieć dostęp do regionów granicznych. Teraz polski rząd próbuje stworzyć granicę bezprawia. Będą się Państwo godzić na przypadki naruszeń, czy wstrzymają środki tam, gdzie mają miejsca push-backi?" — mówiła Sippel.

Komisję Europejską krytykowała też Sophie In't Veld z frakcji Renew. "Dzieci umierają, zamarzają na zewnętrznych granicach UE, a państwo niepokoją się czym? Strefą Schengen? Pamiętacie, jak na początku kadencji debatowaliśmy o europejskim stylu życia?

Czy europejskim stylem życia jest odsyłanie dzieci i kobiet do ciemnego lasu, by zamarzły? Czy europejskim stylem życia jest odsyłanie ludzi do Libii czy Syrii, gdzie mogą być torturowani? Ja się pod tym nie podpisuję" — mówiła.

I oskarżała KE, że Łukaszenka może szantażować UE, bo instytucje nie zdołały przyjąć paktów migracyjno-azylowych.

"Czy praworządność zatrzymuje się na naszych granicach?" — pytała Tineke Strik z Grupy Zielonych. "KE zachęciła państwa graniczne, by uczynić z odesłań codzienną praktykę. (...) Ja wiem, że Państwo je potępiają [red. - push backi], ale trzeba przekuć słowa w czyny. Apelujemy, byśmy zaprzestali łamania praw człowieka, by wszczęto procedury naruszeniowe, a także, aby Frontex zapobiegał odesłaniom, a nie je popierał" — mówiła.

"Prawo azylowe jest największym osiągnięciem powojennej Europy" — dodała Cornelia Ernst z Lewicy. "Nie możemy pozostawić ludzi samych sobie. W tych barbarzyńskich czasach nie wolno się cofać. Musimy wystąpić nie tylko przeciwko Łukaszence, ale przeciwko państwom, które depczą prawa człowieka" — apelowała Ernst.

PiS: wywożenie dzieci do lasu to fake news

Strategii wypychania bronili za to europosłowie PiS. Joachim Brudziński, były minister spraw wewnętrznych, dziękował służbom działającym na zewnętrznych granicach, które w jego opinii dbają także o to, by parlamentarzyści mogli "wypowiadać niezbyt mądre słowa".

I powtarzał przekaz PiS o "nielegalnych migrantach", którzy nie chcą skorzystać z legalnych możliwości ubiegania się o ochronę migracyjną w Polsce.

"Te kobiety, matki tych dzieci, o których mówicie, świadomie wybierają nielegalny sposób, aby omijając restrykcje polskiego systemu zalegalizować swój pobyt w UE. Tylko 44 procent migrantów przebywających w strzeżonych ośrodkach Straży Granicznej złożyło wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej. Większość deklaruje chęć podróży do Niemiec, Francji, Belgii. Zapytajcie w swoich miastach, czy ludzie chcą nielegalnych migrantów" — mówił Brudziński.

Tłumaczył też, że pojęcie "push-back" nie obowiązuje w prawie migracyjnym — jest tylko zabiegiem publicystycznym. "Polska ma na celu zapobieganie push-in, nielegalnemu przekraczaniu granic (...) Państwo opowiadacie niestworzone dyrdymały".

"Polska znajduje się na celowniku Białorusi. Wobec mojej ojczyzny toczy się wojna hybrydowa" — mówiła Beata Kempa, także z PiS. Udokumentowane przykłady wywożenia dzieci do lasu nazywała "fake newsami", które mają być "stałym elementem architektury dezinformacji".

Opowiadała też, jak polskie konwoje humanitarne są zatrzymywane przez reżim Łukaszenki, a służby jak najlepiej wywiązują się ze swoich obowiązków. "Nie możemy dać się podzielić. Musimy stanąć ramię w ramię (...) i zbudować stały system bezpieczeństwa na wschodniej granicy. Tego podjęła się Warszawa" — mówiła.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne