Dzisiejszy wyrok obsadzonego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego, dający prezydentowi szerokie prawo do stosowania aktu łaski, nie musi oznaczać ostatecznego umorzenia procesu koordynatora służb specjalnych - Mariusza Kamińskiego. Sądy mogą uznać, że nie mają obowiązku stosować się do tego wyroku - twierdzą znani prawnicy

Korzystny wyrok dla sprawy koordynatora służb specjalnych, skazanego nieprawomocnie na więzienie, wydał we wtorek, 17 lipca 2018 roku, Trybunał Konstytucyjny.

Na wniosek Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry badał on zgodność trzech przepisów procedury karnej z Konstytucją. Orzekł, że są one niezgodne z artykułem 139 Konstytucji, bo nie przewidują konieczności umorzenia postępowania karnego, gdy prezydent ułaskawi oskarżonego. Artykuł 139 Konstytucji dotyczy właśnie stosowania przez prezydenta prawa łaski.

Trybunał zajął jasne stanowisko w głośnym sporze o granice stosowania aktu łaski. „Wykładnia gramatyczna wskazuje w sposób jednoznaczny, że

prezydent może skorzystać z prawa łaski przed prawomocnym skazaniem, co skutkować powinno umorzeniem postępowania karnego” – uzasadniał wyrok TK sędzia Grzegorz Jędrejek, sprawozdawca tej sprawy.

Podkreślał, że w Konstytucji jest użyta formuła ogólna – prawo łaski – i nie zostało sprecyzowane, kiedy może ono zostać zastosowane. A skoro tak – to nie może tego doprecyzowywać żaden sąd.

Ułaskawienie szefa służb

Spór o granice prawa łaski prezydenta wybuchł na kanwie sprawy Mariusza Kamińskiego, sądzonego m.in. za przekroczenie uprawnień w sprawie nielegalnej prowokacji z 2007 roku, wymierzonej w Andrzeja Leppera. Były szef CBA, a dziś koordynator służb specjalnych, został skazany w I instancji na bezwzględne więzienie. Od tego wyroku on sam i pozostałe trzy osoby z CBA (też skazane na więzienie) wniosły apelacje. Ale sąd nie zdążył ich rozpoznać. Prezydent Andrzej Duda nie pozwolił zakończyć procesu – zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych zastosował wobec Kamińskiego i jego współpracowników prawo łaski.

W takiej sytuacji Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył postępowanie, powołując się na przepis kodeksu postępowania karnego mówiący o przesłance wyłączającej ściganie. Na to skargę do Sądu Najwyższego złożyli oskarżyciele posiłkowi – działacze Samoobrony, którzy byli inwigilowani przez CBA.

W przyszłym tygodniu Sąd Najwyższy, w trzyosobowym składzie, ma rozpoznać ich wniosek o odwieszenie tej sprawy i jej rozpoznanie.

Pytanie, co teraz zrobi Sąd Najwyższy? Bo z jednej strony jest wyrok TK, a z drugiej uchwała Sądu Najwyższego z maja 2017 roku, mówiąca, że prezydent nie może stosować prawa łaski przed prawomocnym zakończeniem procesu.

Co zrobi Sąd Najwyższy?

Zapytaliśmy uznane autorytety prawne, co powinien teraz zrobić Sąd Najwyższy ze sprawą Mariusza Kamińskiego. Z ich odpowiedzi wynika, że sprawa wcale nie jest oczywista.

Prof. Andrzej Zoll, były rzecznik praw obywatelskich i były prezes Trybunału Konstytucyjnego, nie zgadza się z wyrokiem Trybunału. Mówi, że prezydent nie może stosować aktu łaski przed zakończeniem procesu. Jego zdaniem, wynika to z Konstytucji. „Nie wiem, czy Sąd Najwyższy powinien zastosować ten wyrok. Jeśli traktować na poważnie obecny Trybunał Konstytucyjny – to tak. Ale są wątpliwości co do orzeczeń tego Trybunału, ze względu na powołanie do niego sędziów – dublerów i wybór prezesa TK [Juli Przyłębskiej – red.]” – mówi prof. Zoll. Jego zdaniem Sąd Najwyższy wiąże uchwała z maja 2017 roku.

Tyle, że w składzie wtorkowym Trybunału nie zasiadali sędziowie dublerzy. Wyrok wydało 5 sędziów: czterech wybranych przez PiS (Julia Przyłębska, Grzegorz Jędrejek, Andrzej Zielonacki i Zbigniew Jędrzejewski) oraz sędzia Leon Kieres, wybrany do TK w 2012 roku. On złożył zdanie odrębne do tego wyroku.

Prof. Zbigniewa Ćwiąkalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były minister sprawiedliwości w rządzie PO, nie jest zaskoczony wyrokiem Trybunału dotyczącym prawa łaski prezydenta. „Należało się spodziewać takiego wyroku, bo wiadomo jak dziś wygląda Trybunał Konstytucyjny. On czyni zadość rządzącym. To wyrok życzeniowy” – mówi.

Uważa jednak, że jeśli poważnie traktuje się wyroki obecnego TK, to Sąd Najwyższy powinien się do niego zastosować i nie może już merytorycznie rozpoznać sprawy Mariusza Kamińskiego. Bo nie ma podstawy prawnej, by zmienić decyzję o jej umorzeniu.

Być może właśnie o to chodziło Trybunałowi. Tym bardziej, że Trybunał termin rozprawy wyznaczył na tydzień przed posiedzeniem SN ws. Kamińskiego. Pisaliśmy o tym w OKO.press kilka tygodni temu.

Prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego uważa jednak, że Sąd Najwyższy nie musi zastosować się do wtorkowego wyroku Trybunału. Dlaczego? „Wyrok Trybunału jest interpretacyjny, a do tego dotyczy luki w prawie. Trybunał nie wyrzucił więc z ustawy żadnych przepisów, bo są niezgodne z Konstytucją. Tylko przedstawił określoną interpretację i taką interpretację Trybunał uznał za niezgodną z Konstytucją. Można powiedzieć, że wyrok TK jest bardziej skierowany do ustawodawcy, aby tę lukę uzupełnił, niż do Sądu Najwyższego” – mówi prof. Matczak.

Od wielu lat trwa spór pomiędzy Trybunałem a Sądem Najwyższym, czy ten drugi jest związany wyrokami interpretacyjnymi TK. „Ten spór zaczął się na długo przed PiS. Teraz odżyje ze zdwojoną mocą i mam nadzieję, że w świetle powyższych faktów SN uzna, że może sam interpretować Konstytucję RP” – podkreśla prof. Matczak. Dodaje, że prawnicy wspierający PiS wielokrotnie krytykowali TK za wydawanie wyroków interpretacyjnych.

Według prof. Matczaka SN ma podstawy, by nie zastosować się do wtorkowego wyroku TK. „Jest on zły merytorycznie.

TK zlekceważył problem ingerencji prezydenta w niezależność trzeciej władzy, a taką ingerencją jest ułaskawienie przed wyrokiem. I ten wyrok na to pozwala. Mam nadzieję, że Sąd Najwyższy przedstawi inną interpretację”.

Zdaniem prof. Matczaka, Sąd Najwyższy, idąc pod prąd wyrokowi TK, nie musi wcale powoływać się na uchwałę SN z maja 2017 roku, który ma węższą moc prawną niż wyrok TK. Może wprost zastosować Konstytucję – nie odnosząc się do przepisów, które oceniał TK – i uznać, że władza wykonawcza nie może ingerować w sądowniczą. A decyzja prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie Mariusza Kamińskiego była ingerencją w kompetencje sądów.

Nierozstrzygnięty „spór kompetencyjny”

SN może w ogóle nie wspominać o wyroku TK jeszcze z innego powodu. Bo nadal obowiązuje inna przesłanka, która sprawiła, że rok temu zawieszono tę sprawę. Zrobiono to na wniosek prezes TK Juli Przyłębskiej, która powołała się na to, że przed TK będzie rozpatrywana sprawa z wniosku marszałka Sejmu, dotycząca sporu kompetencyjnego pomiędzy prezydentem, a Sądem Najwyższym o granice stosowania prawa łaski.

Wniosek Przyłębskiej opierał się o ustawę o TK uchwaloną przez PiS. Wynika z niej, że do czasu zakończenia sprawy w TK, inne sądy muszą zawiesić postępowania z nią związane.

Problem w tym, że choć minął już rok TK nadal nie wyznaczył terminu rozpoznania tej sprawy.


OKO obserwuje służby. Uważnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Masz cynk?