Aptekarze donoszą o klientach robiących ogromne "zapasy przed epidemią". Dla nas wszystkich będzie lepiej, jeśli się uspokoimy. Farmaceuta wyjaśnia dlaczego

Niepokojące informacje o epidemii COVID-19 robią swoje: w aptekach pytania o maseczki, środki dezynfekcyjne i zastanawiająco duże paragony na zapasy leków nie są teraz rzadkością.

Najpierw warto podkreślić: tylko spokój i wspólne, solidarne działanie jest w stanie złagodzić skutki nowej epidemii. Ważne jest zrozumienie co dzieje się wokół – panika często bierze się z niewiedzy. Postaram się więc odpowiedzieć na pytanie, czy grożą nam braki leków i naświetlić co można zrobić już dziś, by możliwość takiego rozwoju wypadków oddalić.

Ministerstwo ma dobre dane

Wraz z nową chorobą i spektakularnymi środkami podejmowanymi przez służby sanitarne na całym świecie – kwarantannami, ograniczeniami w przemieszczaniu, zgromadzeniach i handlu pojawiają się pytania o bezpieczeństwo lekowe. Nic dziwnego – najciężej dotkniętym przez chorobę krajem jest “fabryka świata”, w której Europa kupuje składniki do produkcji leków oraz jednorazowy sprzęt, jak na przykład maseczki chirurgiczne. Tych drugich już brakuje w całej Europie, a rządy państw członkowskich starają się zaradzić niedoborom, by zaopatrzyć w sprzęt szpitale i przychodnie. Nie inaczej jest w Polsce – rząd wprowadził już zakaz wywozu z terenu kraju leków i wyrobów medycznych w tym masek.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski na konferencji prasowej w ubiegły piątek odniósł się też do możliwych braków leków: na razie takiego zagrożenia rząd nie widzi.

Czy warto brać zapewnienia ministerstwa za dobrą monetę? W tym przypadku tak – dane z rynku produktów leczniczych Ministerstwo Zdrowia “podgląda” niemal na żywo z użyciem Zintegrowanego Systemu Monitoringu Obrotu Produktami Leczniczymi (ZSMOPL).

Producenci leków również deklarują zapasy substancji czynnych do produkcji medykamentów. Nowa specustawa, mimo że niedoskonała, pozwala Ministerstwu również na pewien stopień “ręcznego sterowania” produkcją i dystrybucją leków w razie zagrożenia ich brakiem. To oczywiście stan na dziś.

Nie robić zapasów

Czujnym obserwatorom ostatnich konferencji prasowych Ministerstwa Zdrowia wokół koronawirusa na pewno nie umknął też fakt, że Minister nawołuje na nich do nierobienia zapasów leków. Z czego wynikają takie zalecenia?

Z mojego doświadczenia w pracy aptekarza wynika, że zapasy leków w polskich aptekach nie są duże.

Dla optymalizacji kosztów magazyny apteczne często są prowadzone w reżimie “just in time”. Nie jest rzadkością sytuacja, gdzie zapasy leków na receptę są konstruowane tak, by starczały na “najbardziej obciążony pracą jeden dzień”.

Każdy chyba zna sytuację, w której w aptece wiele preparatów zamawiane jest “na następną dostawę z hurtowni”. To efekt konstrukcji rynku aptecznego wymuszającej maksymalne cięcie kosztów. Niestety, jest to też przyczyna sytuacji, w której zwiększony z powodu paniki popyt na leki może spowodować bardzo szybko przejściowe braki medykamentów, mimo że firmy farmaceutyczne mają jeszcze zapasy substancji czynnych do ich produkcji.

Pamiętajmy więc – to, że kupimy w tej chwili zapasy leków na sześć miesięcy (a e-recepta umożliwia takie rozwiązanie) oznacza nie tylko, że u nas na półce wyląduje 6 paczek leku, ale także to, że gdy więcej osób na raz zrobi te zapasy, to innym osobom może leków przez miesiąc zabraknąć!

Zachowajmy zatem spokój: leków w aptekach może zabraknąć raczej tylko na nasze własne “społeczne” życzenie. I własnie społeczna odpowiedzialność powinna sprawić, że starczy ich dla wszystkich.

Chińskie substancje

Bardziej odległym zagrożeniem jest niedobór substancji czynnych do wytwarzania leków. Szacuje się, że z Chin pochodzi w tej chwili nawet 25 proc. ich światowej produkcji. Na razie producenci zgłaszają, że posiadają ich zapasy na kilka miesięcy. Niestety, w zeszłym tygodniu ograniczenia w eksporcie substancji czynnych ogłosiły Indie – regulacje objęły 10 proc. eksportu leków z tego kraju.

Niestety, gdyby epidemia dotknęła także drugie najludniejsze państwo świata, temat niedoborów leków może zmaterializować się bardzo szybko.

W rządowej specustawie podpisanej tydzień temu przez prezydenta ten temat też jest obecny – produkcja i dystrybucja leków została dopisana do listy obejmującej branże o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym. Trudno jednak przewidzieć, jak uda się w razie zaburzenia dostaw leków i substancji czynnych z Azji stawić czoła brakom w zaopatrzeniu.

Jak zapewnić bezpieczeństwo lekowe

Oby takich kryzysów jak epidemia COVID19 było jak najmniej. Dobrze jednak, że temat bezpieczeństwa lekowego wraca do debaty publicznej.

Stworzenie europejskiego publicznego producenta leków, inwestycje w państwową produkcję preparatów generycznych, czy ułatwienia dla producentów prywatnych, by przenosili produkcję leków od substancji czynnej po gotowy produkt do Polski i Europy to pomysły, o których Lewica mówi od dawna. Projekt tzw. refundacyjnego trybu rozwojowego, który wspomógłby krajowych producentów leków, PiS też trzyma w zamrażarce bardzo długo.

Gotowe rozwiązania są na wyciągnięcie ręki. Dobrze, byśmy nie odłożyli ich na półkę zaraz po zażegnaniu epidemii.

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Farmaceuta z Opola, członek Rady Krajowej partii Razem, współpracownik Stowarzyszenia Na Rzecz Polityki Zdrowotnej Opartej Na Nauce.


Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Jak wiadomo epidemią wybuchła wczoraj. Duda, Morawiecki i Szumowski jeszcze nie zdążyli wymyślę uspakajającej bujdy w sprawie leków. Także dopiero teraz dotarło do nich, że ludzie rzuca się na apteki. Ale to wszystko nie ma znaczenia. Rząd się wyleczy. Z grypy – z pewnością, z powszechnej ignorancji – nigdy.

  2. Andrzej Maciejewicz

    Autor też pewnie się dopiero teraz obudził. Niech zapyta Niemców jak sobie radzą z dystrybucja leków. Ale to przecież członek jakiejś komisji. Panie strzeż przed takimi.

  3. Konrad Kosmowski

    Zaraz, zaraz bo czegoś tu nie rozumiem…

    Leki na receptę są kupowane… na receptę. Nie kupię leku dopóki lekarz nie wystawi mi recepty. Wynika z tego że reglamentacją leków zajmuje się de facto lekarz. Ma narzędzia (e-recepta), które pozwalają mu wystawić receptę, której nie da się zrealizować na raz ale w transzach po okresach. No to niech taką wystawi i po problemie.

    Osoby wymagające przyjmowania takich leków *powinny* sobie zapewnić ich zapas na wypadek kwarantanny. To jest normalne, rozsądne działanie.

    Więc: lekarz reglamentuje leki, chory powinien w obecnej sytuacji zapewnić sobie ich zapas. Jakie dokładnie działanie jest niezalecane bo nie kumam?

    Leki bez recepty: kupiłem sobie zapas środków przeciwgorączkowych dla całej rodziny (z nadmiarem dla jednej osoby żeby w razie czego komuś oddać). Zapas, który miałby mi (i innym bliskim) pomóc leczyć się przez kilka-kilkanaście dni zakażenia. Paracetamol, polopiryna taki komplet (w zasadzie innych leków nie znam).

    I znowu: co robię źle? Mam nie kupować tych leków tylko iść po nie jak przyjdzie co do czego? Co jak będą kolejki (kupiłem w dogodnej sytuacji jak ich nie było) – narażam się i innych na zakażenie? Co jak sam będę miał objawy? Mam wtedy iść do apteki?

    Ja po prostu się boję i nie rozumiem tego apelu. Jak dokładnie miałbym się zachować i czemu to dobre/złe?

  4. Klaudia Wilk

    Na jedno to się nie dziwie ludziom, wybuchła po prostu panika. W leki muszą być zaopatrzeni przede wszystkim ci, którzy sa przewlekle chorzy i codziennie biorą leki. Dużym udogodnieniem sa e-recepty, lekarz może je wypisać zdalnie np. na lekarzonline.eu a z wykupieniem już nie ma najmniejszego problemu, bo wszystkie apteki są otwarte.

Masz cynk?