0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...

16 dni przed wyborami zaplanowanymi na 10 maja 2020 nadal nie wiadomo ani, czy odbędą się one w tym terminie, ani w jakiej formie. Tymczasem Jacek Sasin rozpoczął druk kart do głosowania - bez podstawy prawnej, a opozycja nie przestaje szukać sposobów, by do wyborów nie dopuścić.

W poniedziałek Borys Budka zaproponował, żeby opozycja wspólnie z Jarosławem Gowinem ustawą zobligowała rząd do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Jednocześnie zadeklarował, że wybory powinny się odbyć 16 maja 2021, czyli kadencja Andrzeja Dudy miałaby zostać przedłużona o rok. Propozycja nie spotkała się z przychylnością pozostałych sił opozycyjnych. Lewica komentowała, że to projekt niezgodny z Konstytucją, a PSL poczuł się urażony, że Budka rozmawia najpierw z Gowinem.

Przeczytaj także:

Cała opozycja i Jarosław Gowin zgadzają się w jednym: wybory nie powinny się odbyć 10 maja. Pytanie, ile osób w jego partii ma takie samo zdanie. W poprzednich głosowaniach nad wyborami korespondencyjnymi Porozumienie podzieliło się w taki sposób, że PiS-owi wystarczyło głosów, by przyjąć to, co chciał. A sam Gowin nie głosował wtedy w ogóle, tylko udzielał wywiadu w Polsat News.

Kompromis? Wybory w sierpniu

Wspólna propozycja Gowina i Kosiniaka-Kamysza to przeprowadzenie wyborów za trzy-cztery miesiące - w sierpniu. Jak miałoby do tego dojść? Rząd musiałby w najbliższych dniach wprowadzić stan klęski żywiołowej, ale na bardzo krótko. Po zakończeniu stanu klęski żywiołowej według Konstytucji przez 90 dni nie można przeprowadzać wyborów. Gdyby rząd zrobił to np. w przyszłym tygodniu na tydzień, wypada sierpień.

Gowin i Kosiniak-Kamysz argumentują, że do tego czasu uda się lepiej przygotować wybory korespondencyjne. Mogłyby one zostać tak przeprowadzone, by nie narażać życia i zdrowia obywateli, a także zapewnić ich tajność i równość.

„Jest zaproszenie dla wszystkich środowisk politycznych do dyskusji nad tym, co nam się udało uzgodnić - gospodarczymi, społecznymi, ale też związanymi z wyborami” - powiedział w czwartek na konferencji prasowej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Budka: „Możemy rozmawiać”. Gawkowski: „Nie ma o czym rozmawiać”

Co na to liderzy pozostałych sił opozycyjnych?

Borys Budka ma się spotkać z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem wieczorem w czwartek 23 kwietnia. Przed spotkaniem przewodniczący Platformy Obywatelskiej powiedział w Polsat News: "Najważniejsze, by mieścić się w ramach obowiązującego prawa, w ramach Konstytucji. A do tego potrzebna jest decyzja rządu. Wszelkie zmiany prawa wyborczego powinny mieć swoje vacatio legis, ale o terminie (wyborów prezydenckich - red.) moglibyśmy rozmawiać".

Z wypowiedzi Budki wynika, że ma on wątpliwości, czy do sierpnia uda się zorganizować wybory. To bowiem wymaga nie tylko zmian organizacyjnych, ale być może również prawnych. A Konstytucja mówi o sześciomiesięcznym terminie na wprowadzanie istotnych zmian. Opozycja zarzucała PiS-owi, że ten sześciomiesięczny termin narusza.

A Lewica? Pytamy Krzysztofa Gawkowskiego, przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Lewicy, czy lewicowa koalicja podejmie rozmowy z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. „O czym?” - pyta Gawkowski. Jego zdaniem w planie Gowina-Kosiniaka nie ma niczego nowego, a wyborów nie da się przełożyć na sierpień. Najwcześniejszy termin to październik. Gawkowski zakłada, że stan klęski żywiołowej musi trwać 30 dni.

„Lewica przedstawiła jasny i czytelny plan dojścia do wyborów jesienią. Należy wprowadzić stan klęski żywiołowej” - mówi OKO.press Gawkowski. Zaznacza też, że z Gowinem rozmawiać nie będzie.

„Dziś nie ma pola do żadnych rozmów z Jarosławem Gowinem. Najpierw Gowin musiałby odrzucić ustawę o głosowaniu korespondencyjnym. Jeśli zagłosuje przeciw, będzie można z nim rozmawiać”.

Dodaje: „Zamiast zajmować się wyborami, Lewica zajmuje się największymi problemami. Przedstawiliśmy projekty dotyczące bezrobotnych. Dajmy spokój wyborom, zajmijmy się tym, co ważne”.

Jednak z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w piątek ma się spotkać Włodzimierz Czarzasty.

Prawnik: Może sierpień, a może październik?

Czy propozycja „sierpniowego kompromisu" jest zgodna z obowiązującą Konstytucją? Czy mogłaby być wyjściem z wyborczego pata?

O to, czy stan klęski żywiołowej można wprowadzić „na krótko", jak chcą Gowin i Kosiniak-Kamysz, pytamy konstytucjonalistę Macieja Pacha z Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

„Teoretycznie stan klęski żywiołowej można wprowadzić nawet na jeden dzień. Albo na dwa, trzy. Art. 232 stanowi, że Rada Ministrów «może wprowadzić [stan klęski żywiołowej] na czas oznaczony, nie dłuższy niż 30 dni». Konstytucja pozwala też za zgodą Sejmu przedłużyć stan klęski żywiołowej”.

Maciej Pach ma jednak wątpliwości dotyczące „sierpniowych wyborów”.

Po pierwsze, prawnik uważa, że to trik: „Ewidentnie chodzi o uniemożliwienie stosowania ustawy z 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych” — uważa Maciej Pach. Jarosław Gowin wielokrotnie podkreślał, że obawia się gigantycznych odszkodowań, które musiałoby wypłacać państwo, gdyby wprowadzono stan klęski żywiołowej. W OKO.press prof. Ewa Łętowska tłumaczyła, że to bezpodstawne obawy.

„Co obywatel zyska na jedno- lub kilkudniowym stanie klęski żywiołowej? Nie będzie wyborów i tylko tyle. Ale od kilku tygodni mamy wszelkie przesłanki do tego, żeby wprowadzić stan klęski, i to na okres bez wątpienia dłuższy niż jeden dzień, bo walka z epidemią jest bardziej czasochłonna. Przedsiębiorcy ponoszą straty, ale by mogli dochodzić ich wyrównywania, musiałby zostać wprowadzony stan nadzwyczajny w sensie konstytucyjnym. Jedno- czy dwudniowy stan klęski żywiołowej radykalnie ograniczy zakres dochodzonych roszczeń. To prawda, że stosowanie ustawy z 2002 r. wiązałoby się z wydatkami budżetowymi, choć limitowanymi tylko do strat, bez utraconych korzyści. Poza tym wysokość wypłacanych odszkodowań można by ograniczyć w drodze nowelizacji ustawy.

Zamiast tego Gowin i Kosiniak-Kamysz proponują kombinacje z jednodniowym stanem klęski żywiołowej. To nie do pogodzenia z zasadą ochrony zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa”.

Po drugie, propozycja Gowina-Kosiniaka niekoniecznie musi oznaczać, że wybory odbyłyby w sierpniu. „Artykuł 228 ust. 7 Konstytucji przesądza, że w czasie stanu nadzwyczajnego i w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą być przeprowadzone wybory. Ale co to dokładnie znaczy? Chodzi o dzień głosowania czy o całą procedurę wyborczą? Wśród prawników przeważają opinie, że chodzi o całą procedurę” — komentuje Maciej Pach, który dodaje, że zwykle przyjmuje się tezę o zawieszeniu wyborów, a nie ich anulowaniu.

„Gdyby wprowadzenie stanu nadzwyczajnego anulowało wybory, oznaczałoby to, że do 90 dni po zakończeniu stanu klęski żywiołowej należy doliczyć okres niezbędny na ponowienie wszystkich czynności wyborczych, począwszy od ogłoszenia wyborów. Przy tej interpretacji wybory przypadłyby na październik lub listopad. Przeważają jednak prawnicze głosy, że stan nadzwyczajny tylko przerywa kampanię i po ustaniu stanu nadzwyczajnego oraz po upływie 90 dni po jego zakończeniu należy ją kontynuować, doliczając »niewykorzystane« dni”.

Czyli: gdyby wprowadzić stan klęski żywiołowej dziś, a zakończyć jutro, to do 90 dni należałoby doliczyć jeszcze 15 dni przerwanej kampanii.

Po trzecie, nie wiadomo, czy do sierpnia epidemia faktycznie wygaśnie. „Minister Szumowski mówił, że zagrożenie będzie trwało jeszcze wiele miesięcy. W sierpniu niekoniecznie muszą być dobre warunki do przeprowadzania wyborów. A nawet jeśli zaistnieją, to ludzie będą wtedy chcieli wyjechać na zasłużone wakacje, odpocząć po tym zamknięciu”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Przeczytaj także:

Komentarze