Propozycja rozporządzenia MSWiA, opublikowana 27 kwietnia, zakłada, że organizacje pomocowe mogą otrzymywać informację o deportacji cudzoziemca dopiero na dwie godziny przed jej przeprowadzeniem. Rzecznik Praw Obywatelskich, organizacje pomocowe i prawnicy protestują
Projekt formalnie pozostawia możliwość udziału organizacji społecznych w czynnościach deportacyjnych, ale określa ją taki sposób, że praktycznie pozostaje ona jedynie na papierze.
Najważniejsza zmiana polega na tym, że służby mają obowiązek poinformować organizacje pozarządowe o planowanym doprowadzeniu cudzoziemca min. dwie godziny przed przeprowadzeniem czynności (gdy do deportacji pozostały 24 h), a na potwierdzenie udziału mają mieć tylko godzinę.
Wybrany przedstawiciel organizacji pomocowych musiałby też w czasie tych dwóch godzin dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Jeżeli organizacja nie złoży deklaracji w tym czasie, będzie to traktowane jako rezygnacja z udziału. Rozporządzenie nie określa też, czy informacja musi być przekazana w dzień roboczy, czy w godzinach pracy.
W praktyce oznacza to, że organizacja musiałaby w ciągu jednej godziny odebrać informację, zweryfikować możliwość udziału, ustalić dostępność osoby uprawnionej, zorganizować dojazd, często z innego miasta i formalnie potwierdzić udział. Jak mówi mi Maciej Mandelt ze Stowarzyszenia Nomada: „Tak się nie da skutecznie monitorować czynności deportacyjnych”.
Problem jest tym poważniejszy, że projekt dotyczy sytuacji, w których do czynności pozostało mniej niż 24 godziny i które miałyby być organizowane krótko po zatrzymaniu cudzoziemca. Tu pojawia się ryzyko przeprowadzenia deportacji, zanim osoba ta będzie miała możliwość skontaktowania się z pełnomocnikiem, uzyskania porady prawnej, zrozumienia swojej sytuacji i skutecznego zaskarżenia decyzji powrotowej. W takim oknie czasowym trudne jest też ustalenie jej tożsamości, statusu czy skontaktowanie się z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka przez organizacje pomocowe. W praktyce w danym oknie czasowym, szczególnie w np. weekend, takie gwarancje będę iluzoryczne.
Zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Wojciech Brzozowski, w swojej odpowiedzi na przesłany projekt rozporządzenia, pisze:
„Wprawdzie projekt przewiduje termin »co najmniej 2 godzin«, jednakże nie ulega wątpliwości, że dopuszcza on również sytuacje, w których zawiadomienie nastąpi właśnie na 2 godziny przed planowaną czynnością. Powstaje zatem wątpliwość, czy takie ukształtowanie regulacji, umożliwiające informowanie o planowanym doprowadzeniu cudzoziemca np. do portu lotniczego z tak krótkim wyprzedzeniem, nie prowadzi do iluzoryczności uprawnienia (do monitoringu deportacji – przyp. red.) wynikającego z art. 8 ust. 6 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/115/WE z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie wspólnych norm i procedur stosowanych przez państwa członkowskie w odniesieniu do powrotów nielegalnie przebywających obywateli państw trzecich.
(...) Nawet zawiadomienie przekazane z wyprzedzeniem przekraczającym 2 godziny, lecz nadal niewystarczającym do podjęcia realnych działań organizacyjnych, w szczególności przygotowania wyjazdu i dotarcia przedstawicieli organizacji na miejsce, może prowadzić do faktycznego pozbawienia tego uprawnienia jego praktycznej skuteczności”.
W tym kontekście nowa i niepokojąca jest też koncepcja wprowadzenia nieznanej wcześniej deportacji poniżej 24 h jako modelu regulowanego rozporządzeniem. W ocenie skutków regulacji czytamy o „przypadku doprowadzenia cudzoziemca realizowanego w trybie niecierpiącym zwłoki i ad hoc niezwłocznie po jego zatrzymaniu, a więc często w terminie krótszym niż 24 godziny od zatrzymania, działając na podstawie art. 329 ustawy o cudzoziemcach”.
Trudno jest sobie wyobrazić sytuację, w której taki pośpiech byłby konieczny. Wydaje się, że może to być próba regulacji pushbacków. RPO łączy projekt nie tylko z prawem migracyjnym, ale także z systemem prewencji tortur oraz nieludzkiego lub poniżającego traktowania. W opinii wskazano, że bardzo krótkie terminy informowania i reakcji mogą pogłębiać lukę w systemie prewencji tortur, zwłaszcza wobec braku pełnego ustawowego umocowania RPO do monitorowania czynności związanych z przymusowym wykonaniem decyzji powrotowych.
Radosław Tyburski, radca prawny ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej oraz Maciej Mandelt w rozmowie z OKO.press o projektowanym rozporządzeniu zwracają uwagę, że to krok do tyłu. Rozporządzenie wprowadza nowy, trzeci „rodzaj” deportacji, który towarzyszyłby już dwóm wcześniej uregulowanym w „Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrzny z 2014 o obecności przedstawicieli organizacji pozarządowych w toku działań związanych z doprowadzeniem cudzoziemca do granicy albo do portu lotniczego, albo do portu morskiego państwa, do którego zostaje doprowadzony” (to obowiązuje obecnie). Zgodnie z nim przedstawiciele organizacji pomocowych muszą być poinformowani nie mniej niż 7 dni kalendarzowych przed planowaną deportacją lub nie mniej niż 24 godziny, jeśli do doprowadzenia zostało mniej niż 48 godzin. Organizacje pomocowe mają odpowiednio 5 dni lub 12 godzin przed deportacją na potwierdzenie swojego udziału.
„Najgorszym problemem jest to, że często nie wiesz, kto będzie podlegał deportacji” – mówi Tyburski, pokazując przykładowe zawiadomienie, które otrzymał niedawno. W mailu jest tylko informacja o obywatelstwie, ośrodku i liczbie osób.
„W tym ograniczonym czasie musimy więc ustalić też, o kogo chodzi, żeby wiedzieć na ile to zasadne. Taki system uzasadniany jest tym, że cudzoziemcy mogą się na przykład samookaleczyć, wiedząc o nadchodzącej deportacji. Ale efektywnie taka praktyka prowadzi do tego, że pełnomocnik i sam cudzoziemiec nie wiedzą często, że dana osoba jest przeznaczona do deportacji aż do ostatniej chwili” – kontynuuje prawnik.
„Często musimy kombinować, jak uzyskać tę informację. Zdarza się, że Komenda Straży Granicznej nie dostarcza jej nawet do biura RPO, które musiało o nią prosić kilkukrotnie, zanim otrzymało ją na kilka godzin przed deportacją (tak było w przypadku deportacji Afgańczyków 10 kwietnia 2026 – przyp. red). Czasami pomocne okazują się interwencje poselskie albo zaangażowanie mediów. System zakłada, że nie musisz co do zasady składać wniosków o interim do ETPCz [interim measures, czyli środek zabezpieczający to czasowe zabezpieczenie cudzoziemca przed deportacją wydane przez ETPCz – przyp. red.]. W założeniu interim jest czymś rzadkim i wyjątkowym. Niestety, nie w Polsce”.
Trudno traktować proponowane rozporządzenie inaczej niż jako próbę pełnego utrudnienia obecności niezależnych obserwatorów podczas deportacji oraz uniemożliwienia realnego dostępu do pomocy prawnej. Państwo pozostawia formalnie procedury i możliwość kontroli, jednak w taki sposób, aby w praktyce jak najmocniej ograniczyć ich skuteczność. To przykład pozornego tworzenia gwarancji prawnych przy jednoczesnym odbieraniu możliwości ich wykorzystywania.
Stowarzyszenie Nomada w swoim stanowisku z 12 maja napisało: „Nie da się analizować tych zmian w oderwaniu od szerszego kontekstu politycznego. Od miesięcy polityka migracyjna w Polsce opiera się na produkowaniu moralnej paniki wokół osób imigranckich, przedstawianiu ich jako zagrożenia oraz stopniowym przyzwyczajaniu opinii publicznej do tego, że wobec tej grupy można stosować rozwiązania, które nie byłyby akceptowane wobec innych”.
Rzeczywiście, w ciągu ostatnich dwóch lat doszło do postępującej erozji systemów chroniących cudzoziemców w Polsce: od rezygnacji z listy krajów, do których nie deportujemy, przez regulacje pozwalające na więzienie dzieci bez opiekunów w ośrodkach zamkniętych po ograniczenie prawa do azylu.
Maciej Mandelt, który od lat jest specjalistą ds. komunikacji w Stowarzyszeniu Nomada opowiada o widocznym trendzie w komunikacji z MSWIA: „W roboczej analizie komunikacji resortu na Facebooku z okresu 1-12 maja 2026 roku 14 postów, czyli 28,6 proc., dotyczyło wąsko rozumianych tematów migracji, granicy, Straży Granicznej lub uchodźców. Po doliczeniu postów rocznicowo-unijnych, w których granica i służby graniczne były wpisywane w narrację bezpieczeństwa Europy, udział ten rośnie do 18 z 49 postów, czyli 36,7 proc. W tym samym okresie komunikacja resortu obejmowała również pożary, majówkę, Dzień Strażaka, ochronę ludności i rocznicę wejścia Polski do Unii Europejskiej”.
Mandelt zwraca uwagę na język MSWiA i użycie pojęć takich jak bezpieczeństwo, obrona granic, budowanie zdolności państwa.
„Język jest technokratyczny, operacyjny i pozornie neutralny. Właśnie dlatego jest niebezpieczny".
Osoby związane z pomocą cudzoziemcom podejrzewają, że rozporządzenie to reakcja na ujawnienie szczegółowych informacji o deportacji z 10 kwietnia 2026, którą szczegółowo opisywaliśmy w OKO.press.
W omawianym przypadku deportacja była planowana na godzinę 16:00. Europejski Trybunał Praw Człowieka wystawił tego dnia, po południu, środki zabezpieczające dla trzech osób. MSZ przekazał je SG między 14:36 i 15:34 w piątek. SG nie wstrzymała deportacji, mimo że wcześniej o istnieniu tych dokumentów, które są przetwarzane przez MSZ, była informowana przez prawników i NGO broniące praw cudzoziemców. Deportacji dokonano, naruszając środki ochronne i zobowiązania międzynarodowe Polski i ściągając uwagę m.in. Michaela O'Flaherty Komisarza Praw Człowieka Rady Europy.
„Są źli, że wytknięto im brak efektywnego działania i komunikacji, kiedy otrzymali informacje w piątkowy wieczór, więc teraz chcą, żebyśmy sami mieli takie same warunki – mówi mi jedna osób, która woli pozostać anonimowa – ale to absurdalne. Sami wyznaczyli datę deportacji na piątkowe popołudnie i poinformowali o nim krótko przed, poza tym od instytucji publicznych, które mają środki i tysiące pracowników, wymagamy przecież wyższych standardów niż od niedofinansowanych organizacji trzeciego sektora. To na skutek ich błędów nasz kraj może złamać prawo a deportowani być ofiarami przemocy lub umrzeć. Wiązanie rąk organizacjom i prawnikom broniącym prawa człowieka co najwyżej może tylko sprawić, że nie uda się powstrzymać kolejnej takiej wtopy”.
Policja i służby
Uchodźcy i migranci
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
Straż Graniczna
deportacja
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze