0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marta EjsmontFot. Marta Ejsmont

Wystawa „Ostatni Zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy” w Pałacu pod Blachą – części warszawskiego Zamku Królewskiego – podejmuje kwestię „zamczystości“, szczególnej jakości sprawiającej nie tylko, że dana budowla jest zamkiem, ale też wzbudzającej chęć bycia w zamku, posiadania zamku, fantazjowania o zamku. Nie mogłaby być bardziej na czasie – w opisie wystawy czytamy, że „spora część polskiego życia architektonicznego jest podporządkowana zamkom“. Słynna Stobnica – ogromna imitacja średniowiecznego zamku w otulinie parku krajobrazowego – to część szerszego trendu. Zwłaszcza konserwatywna część politycznego spektrum wydaje się grać na „wyobraźni zamczystej“, począwszy od niespełnionej obietnicy Jarosława Kaczyńskiego z 2017 r., że odbuduje zamki kazimierzowskie.

„Ostatni zamek” nie tyle śledzi ten trend, ile stara się go „zdekonstruować” – rozebrać na części składowe, żeby odkryć ukryty sens „zamczystości“. Prowadzi nas od prac plastycznych uczniów szkół podstawowych przez fotografie, modele 3D, dokumentację konserwatorską i architektoniczną po interwencje artystyczne zaproszonych artystów.

Z kuratorem wystawy Kubą Snopkiem rozmawiamy o „10 wyznacznikach zamczystości”, o poznańskiej wojnie na zamki (i wieże) oraz o tym, że dyskusja o tym, czy lepiej zamki odbudowywać, czy konserwować ruiny, prowadzi nas na manowce.

Agata Czarnacka: Gdybym była dzieckiem, po wyjściu z tej wystawy nie posiadałabym się z zachwytu. Jako dorosła odbiorczyni wyszłam bezsprzecznie ubogacona, ale też nieco rozchichotana. Natomiast towarzysząca wystawie publikacja uderzyła mnie pogłębionym podejściem do tematu.

Kuba Snopek*: Ta wystawa nie jest skierowana tylko do dzieci, to nie było naszą intencją. Istotą wystawy jest wizualność, więc nie możemy tam nie spotkać tych zamków. One po prostu epatują swoją zamczystością, no, bo takie są! I celem wystawy było, żeby tej zamczystości pokazać jak najwięcej.

Zamek, mimo że wydaje się takim samym obiektem architektonicznym jak każdy inny budynek, przede wszystkim jest obrazem. Jest absolutnie dwuwymiarowy. Wszystkie narracje obecne w architekturze współczesnej – że forma ma iść za funkcją, że bardzo ważne jest rozplanowanie rzutu, że niezwykle ważne jest, jak racjonalnie rozplanować podróż człowieka przez przestrzeń – w przypadku nowych zamków są drugoplanowe. Zamek, jak ja go widzę, w ogóle nie operuje abstrakcją, nie operuje światłem, cieniem, detalem – czyli tym wszystkim, co sprawia, że współcześni architekci czują ekscytację.

Zamek jest totemem w przestrzeni, ikoną, która opowiada pewną opowieść wizualną. I ta cecha zamku podyktowała formę wystawy. Znajdziemy na niej kilka rzutów, przekrojów, archeologię. Natomiast przede wszystkim znajdują się tam obrazy: najpierw rysunki stworzone przez dzieci, później zdjęcia, wizualizacje, a na końcu sztuka współczesna.

Natomiast książka to jest zupełnie inna sprawa. Pozwala rozłożyć zamczystość na czynniki pierwsze i potraktować w sposób racjonalny nawet to, co jest irracjonalne. Książkowa analiza jest chłodna i mniej emocjonalna, bo nie operuje obrazem, a tekstem. Książka i wystawa dopełniają się nawzajem.

Przeczytaj także:

Zamek odsyła nas w przeszłość

Co do tej emocjonalności zgłosiłabym zdanie odrębne: w książce mamy, na przykład, psychoanalityczny wywiad z Andrzejem Lederem.

Wiele osób reagowało na temat nowych zamków zniecierpliwieniem, nawet agresją. Dwie albo trzy, z którymi próbowałem porozmawiać na ich temat, powiedziały mi: z tymi zamkami to idź do psychiatry.

Więc poszedłeś [śmiech].

Profesor Leder zaskoczył mnie – jak do niego zadzwoniłem, powiedział, że też bardzo lubi zamki. I to od razu stworzyło taką nić porozumienia. Wydaje mi się też, że miał kwestię zamczystości bardzo dobrze przemyślaną.

Leder odpowiada o zamczystości bardzo mocno: „Psychoanalityk dostrzegłby w niej pewnego rodzaju pracę żałoby, a mówiąc bardziej nowoczesnymi rozpoznaniami – post-traumatic stress disorder. […] Już wcześniej polskie elity były pozbawione podmiotowości politycznej, jej brak skutkuje poczuciem swego rodzaju próżni, głębokiej utraty”. Strata to ostatnio ogromny temat, także dla mężczyzn szukających sobie nowej roli w czasie erozji patriarchatu. Jak wiemy z anglosaskiego TikToka, mężczyźni w krajach anglosaskich ponoć wyjątkowo często myślą o Cesarstwie Rzymskim. To może w Polsce mężczyźni myślą niezwykle często o zamkach?

Miłość do zamków sprawia wrażenie zabawki, czegoś niegroźnego. Co może być złego w tym, że w weekend pojedziemy do zamku? Co może być złego w tym, że ten czy inny zamek odbudowano? Niby nic. Ale, z drugiej strony, architektura tworzy pewną opowieść wizualną, ramy narracyjne, w których żyjemy. Mam wrażenie, że mieszkańcy innych krajów są bardziej świadomi działania architektury. Natomiast w Polsce to jest taka trochę sztuka pominięta. Wszyscy wiedzą o Chopinie i o Matejce…

Ale już nie o Adolfie Szyszko-Bohuszu, jednym z bohaterów twojej wystawy i książki, o Bohdanie Pniewskim, Brukalskich czy Macieju Nowickim…

Architektura nie jest chyba w Polsce traktowana jak pełnoprawna część kultury. Być może w ze względu na to, że w tym kluczowym, najważniejszym XIX wieku nie mieliśmy własnego państwa, nie było możliwości tworzenia państwowej architektury, w naszym dyskursie kulturowym architektura ma taką peryferyjną pozycję.

Romantyczna muzyka albo poezja jednak istnieje w zbiorowej wyobraźni. A z architekturą obchodzimy się w zupełnie inny, niezwykle pragmatyczny sposób.

W dyskusji o niej dominują metry kwadratowe, ceny, słowa takie jak „ustawność” i „wygoda”. Architektura nie jest w polskiej kulturze medium, które przekazywałoby ważne komunikaty, np. dotyczące tożsamości. A z zamczystością jest kilka fundamentalnych problemów. Pierwszy polega na tym, że to jest kompleksowy symbol, który odsyła nas w przeszłość. Kultura, która tak dużo uwagi poświęca zamkom, nawet jeżeli robiłaby to w sposób beztroski albo naukowy, to jednak patrzy w przeszłość.

Zamek tymczasem nie może być nakierowany na rozwój, na przyszłość, na progresywne rozwiązania. Druga sprawa: to jednak symbol bardzo paternalistycznej kultury. Jakie jest na przykład miejsce kobiety w zamku? Podrzędne…

Sala wystawowa z zawieszonymi w powietrzu elementami tworzącymi zamek.
Wystawa „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy". Fot. Kuba Rodziewicz

W zamku musi być księżniczka

Powiedzenie „mój dom jest moim zamkiem“ to fundament filozofii politycznej, w której bezwzględnie liczy się głos pana domu, ojca rodziny. Tym niemniej jako dziewczyna nie mogę nie zauważyć, że w każdym zamku po prostu musi być księżniczka. Zamek bez księżniczki nie liczy się…

Nie chcę się wpychać w tematy feminizmu, ale to jest coś, co od samego początku mnie tutaj trochę drażniło, bo nawet ta księżniczka, która musi być w zamku, jest jednak mało podmiotowa. Jest raczej kimś do uratowania.

Ostatnio ratuje się sama, na szczęście.

W „Szreku“ ratuje się sama. W „Szreku“ cała Disneyowska koncepcja świata zostaje postawiona na głowie – trochę ironicznie.

Ale masz rację, że ratuje się w ten sposób, że ucieka z zamku!

O, no, właśnie.

Wieże nadal są ważne

Czyli jednak zamek jest nieodwołalnie patriarchalny! Ale co to znaczy? Jednym z elementów wystawy jest instalacja prezentująca „10 wyznaczników zamczystości“, o których piszecie, że „im więcej z nich spełnia dana budowla, tym bardziej jest zamczysta“. Pierwszy to „położenie poza miastem“, drugi – „na wzniesieniu“, trzeci – „w otoczeniu wody“. Piszecie, że zamek musi się z czymś odbijać – zamek jest ewidentnie narcystyczny…

O, to, to.

Czwarty punkt – „mosty“. Teza piąta, wieże. Tu zaskoczyło mnie, że nie chodzi o wieżyczki na obrębie murów, a o tzw. wieżę centralną. „Istnieje hierarchia ważności wież – piszecie. – W najważniejszej: donżonie, stołpie, wieży ostatecznej obrony, jest osadzony punkt ciężkości kompozycji“. Ta centralna wieża jest naprawdę niezbędna?

Szczerze mówiąc, w procesie pracy nad projektem często bywałem zdumiony. Jednym z największych zdziwień moich było to, jak wielką siłę ma nadal wieża – i jej wysokość.

Niby wiemy, że wszyscy budują wieżowce. Ale historia tego, że w Poznaniu, który stereotypowo postrzega się jako centrum polskiej racjonalności i gospodarności, wybucha ogromna dyskusja na temat tego, czy najwyższa w mieście będzie niemiecka wieża ,czy polska, i ta dyskusja o wieży prowadzi do wielomilionowej inwestycji w samym centrum miasta…

Mówimy o „rywalizacji" między Zamkiem Cesarskim, zbudowanym na początku XX wieku przez niemieckie władze, a Zamkiem Królewskim, który został zrekonstruowany na ruinach średniowiecznego zamku Przemysła I w XXI wieku za sprawą społecznego Komitetu Odbudowy. To jeden z tych wątków, które wywołały mój wewnętrzny chichot.

Wieże są nadal ważne – to jest fakt, którego nie można tak po prostu zignorować. A wieża Zamku Cesarskiego jest pusta w środku, co też jest bardzo interesujące.

Zamek z czerwonej cegły z wieżą, wyglądający jak nowy.
Zamek Królewski w Poznaniu, fot. Magda Ejsmont

Pragmatyzm a tożsamość

Siedzimy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, którego nie dawało się zbudować przez prawie dwadzieścia lat, a kiedy w końcu powstało, mało komu się nie podoba, oraz tuż opodal Pałacu Kultury, który na swój sposób też jest zamczysty.

Jest.

I o którym od czterdziestu lat z okładem mówi się co chwila, że trzeba go zburzyć. Nie wiem, co z tą pragmatycznością…

Gdyby Pałac Kultury został zburzony, to może rzeczywiście bym pomyślał, że tego pragmatyzmu nie ma, ale nawet jeżeli te dyskusje przez ostatnie trzydzieści lat toczą się wokół centrum Warszawy, to są dosyć powierzchowne. Wydaje mi się, że jednak zawsze pragmatyzm wygrywa.

Zamczystość chyba nie wynika z tego pragmatyzmu, chodzi w niej o inną stawkę – tożsamość polskiej państwowości. Twoja wystawa wraca do bardzo ważnego, dziewiętnastowiecznego pytania, zainicjowanego we Francji przez francuskiego architekta-historyka Viollet-le-Duca, twórcy idei restauracji odtworzeniowej, czyli próby przywrócenia pierwotnego kształtu historycznych budynków, w praktyce będącej realizacją ich romantycznej wizji: co z historią w architekturze? Czy lepsza jest restytucja, odtworzenie stanu pierwotnego? A może po prostu konserwacja – zachowywanie ruin w stanie takim, w jakim są, niepogorszonym.

Zastanawiam się, czy to nie jest nawet szersze pytanie. Dotarło do mnie, że absolutnie kluczowy i najważniejszy jest XIX wiek. To dokładnie ten czas, kiedy europejskie państwa budowały mocarstwa. Dziś słusznie się je krytykuje jako kolonialne, ale… zamek jest w pewnym sensie wyrazem tęsknoty za potęgą, która odeszła w przeszłość. Na początku jakoś tak mechanicznie mi się wydawało, że zamczystość jest może tęsknotą za domniemaną potęgą Rzeczypospolitej, która przeminęła.

Ale może, z drugiej strony, jest tęsknotą za potęgą europejskiego mocarstwa XIX-wiecznego, którym Polska się nigdy nie stała, bo akurat w tym kluczowym XIX wieku jej nie było? W XIX wieku europejskie państwa wymyśliły siebie na nowo, wymyśliły neogotyk, powstały państwa narodowe. Wtedy zaczęły się kształtować wszystkie najważniejsze instytucje, które do dzisiaj nam towarzyszą. A w Polsce trochę później, kiedy pojawiła się niepodległość.

Polacy mieszkający w Krakowie jeszcze w trakcie zaborów chcieli przekształcić Wawel w coś, czym we Francji były zamki Viollet-le-Duca…

…czyli architektoniczny model dziedzictwa narodowej tożsamości, tak jak kanoniczny kształt opactwa na Mont St Michel czy, chyba najbardziej, „oczyszczenie“ katedry Notre-Dame w Paryżu z „nieśredniowiecznych“ interwencji…

…ale nawet do tego doszło później. Inwentaryzację i przygotowania prowadzono jeszcze pod zaborami, ale przebudowa odbyła się już w II RP. Dziś przez te zamki przemawia nostalgia, może to FOMO za mocarstwową przeszłością, której nie było?

Wiele debat, które się odbyły w XIX wieku, w Polsce się nie odbyło. Jednak specjalnie wprowadziłem termin „zamczystość“, żeby mówić o dzisiejszym świecie. Każda próba rozmowy o tym, co jest restauracją, co jest odbudową, co jest restytucją, co jest rekonstrukcją, a co jest uprawnione, a co nie, powoduje grzęźnięcie w sporach historycznych i historyczno-sztucznych. Wprowadzenie tego nowego terminu pozwoliło mi ominąć to grzęzawisko.

Dla mnie sednem jest to, co zamek oznacza dzisiaj: dlaczego niektóre budowle nadal są zamczyste, choć nie ma to racjonalnego uzasadnienia.

Przygotowując część wystawy poświęconą odtwarzaniu zamków, bardziej się koncentrowałem na tym, jak współcześni architekci patrzą na ochronę zabytków, niż jak to było robione historycznie.

Pałac jest do życia, zamek…

Wróćmy może do elementów zamczystości. Teza szósta: „krenelaż“, czyli te wszystkie koronki zwieńczające mury, przez które można strzelać czy prowadzić obserwację terenu.

Krenelaż jest bardzo ważny, dlatego że pozwala na nieskończone multiplikowanie zamczystości. Blanki są momentalnie rozpoznawalne – to jak jeden piksel, który pozwala cokolwiek przekształcić w zamek.

Pełna zgoda! Nie poznalibyśmy, że dmuchana konstrukcja do skakania dla dzieci jest zamkiem, gdyby nie te blanki na górze. Element siódmy: małe okna. Co wydaje się podstawową różnicą między zamkiem a pałacem…

Jest to chyba najbardziej subtelny element ze wszystkich dziesięciu wyznaczników zamczystości. Z punktu widzenia historii sztuki zamek i pałac bardzo często się zlewają w jedno. W języku niemieckim słowo Schloss czasem oznacza zamek, a czasem pałac. Często było tak, że zamki były przebudowywane na pałace. Zamek Królewski w Warszawie jest de facto bardziej pałacem niż zamkiem, jeżeli chodzi o formę architektoniczną. A jednocześnie jako symbol pałac nie ma takiego ciężaru gatunkowego. Odbudowa Pałacu Saskiego (jestem jej absolutnym przeciwnikiem) nie wywołała takiego rezonansu jak zapowiedź odbudowy jakiegokolwiek zamku. To wynika z tego, że zamek jest po prostu o wiele bogatszym symbolem – wprowadza najróżniejsze narracje: od baśniowego dzieciństwa po obronę i tak dalej. A pałac jest takim symbolem arystokratyczno-imperialnym, i tyle.

Pałac łatwiej zostanie muzeum niż zamek. Światło lepsze, dostępność większa i wiele funkcji pałacowych pokrywa się z muzealnymi…

Pałac jest bardziej racjonalny – pałac jest do życia. Zamek służył do obrony, natomiast od czasu, kiedy padły mury Konstantynopola, ta funkcja nie ma już sensu, wobec czego zamek pozostał obrazem i symbolem. Natomiast pałac ma dużo elementów pragmatycznych i to zmniejsza jego siłę symboliczną.

I z kamienia jest zamek. To jest teza ósma.

Obraz zamku, który tutaj opisuję, został stworzony na podstawie analizy najbardziej widocznych zamków popkultury: od prawdziwych zamków poprzez zamki fantastyczne z filmów i z gier. Okazało się, że ten obraz jest po prostu niezgodny z prawdą historyczną. W Polsce, na przykład, mamy więcej ceglanych zamków niż kamiennych. Tymczasem wyobraźnia podpowiada, że to ważne, że są z kamienia. Po pierwsze, odsyła nas to do bardzo konkretnego miejsca, czyli do zachodniej Europy, tam gdzie zamczystość się wykształciła w XIX wieku, a po drugie, kamień sam w sobie jest symbolem trwałości i potęgi. A cegła nie.

Zamczystość się nie lubi z ruiną

Skoro jesteśmy przy trwałości, przypomnijmy dziewiąty aspekt zamczystości: spiętrzanie się. Rozumiem, że chodzi o spiętrzanie się w czasie, nakładanie się elementów nowszych na starsze – czyli obcujemy z przeszłością, ale ta przeszłość idzie do przodu. Spiętrzanie się nie jest natychmiastowe. Chyba że w Stobnicy...

Tak, Stobnica powstawała kilka lat i od razu jest spiętrzona.

Wyniosły zamek z wieżami na wyspie.
Zamek w Stobnicy, fot. Nicolas Grospierre

Jest takim „zamkiem instant“. A zamczystość chyba jednak ma jakiś taki rodzaj zażyłości z historią. Mówi o długim trwaniu.

Zamczystość w ogóle jest o korzeniach, o historii, o ciągłości. Jest jeden naprawdę dziwny paradoks dotyczący zamczystości, który polega na tym, że zamczystość się nie lubi z ruiną. W książce pojawia się postać architekta Zygmunta Nováka – wspomina o nim Hubert Wąsek, architekt, były szef SARP w Częstochowie. Zygmunt Novák jest dla mnie bohaterem: zaprojektował park Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w którym potraktował zamki po prostu jako część krajobrazu naturalnego. Wydaje mi się, że to jest bardzo świeże spojrzenie, choć ma kilkadziesiąt lat, Novák o tym myślał w latach 70. Dla mnie osobiście najlepsze, co się może wydarzyć z zamkiem, to jest zostawienie go po prostu jako ruiny, bo ta forma najlepiej opowiada o tym, czym on jest.

Choć, jak mówi architektka specjalizująca się w architekturze średniowiecznej, Małgorzata Chorowska, jest to bardzo kosztowne.

Jest to bardzo kosztowne, oczywiście. Ale jesteśmy podobno dwudziestą gospodarką świata!

Ale jesteśmy pragmatyczni.

Jesteśmy pragmatyczni, więc doprowadzamy zamki do stanu idealnego. Z jednej strony, mają za zadanie mówić o tym, że są stare i że jest ta ciągłość i korzenie. A z drugiej strony – są jak spod igły! I wyglądają jak wszystko inne. Bo cała Polska jest jak spod igły. Inwestycje unijne, powojenna odbudowa w PRL-u – wszystko jest nowe.

Jednak choć nowe, zamki są całkowicie odwrócone w stronę przyszłości i nostalgii. Zamczystość nie lubi się z nowoczesnością. Oczywiście są w Polsce przykłady wkomponowania nowoczesnej architektury w starą w taki sposób, że rzeczywiście widać, co jest nowoczesne, a co nie jest. W Zamku Ujazdowskim są nowe elementy, które zostały w niego wpisane (sam Zamek Ujazdowski też jest nowy – został skończony w latach 80.).

Natomiast najbardziej zamczyste budowle, w przypadku których inwestorom zależało na stworzeniu wizerunku zamku, są wyizolowane z kontekstu, wyizolowane z czasu i jednak nie zawierają elementów współczesnej architektury.

Stobnica jak Neuschwanstein

Nie mówią o prawdziwej przyszłości, ale o fantazmacie na jej temat. I tu dochodzimy do tezy dziesiątej, czyli zamek musi się łączyć z mitem. Tak. W 99% wypadków mitem jest jakiś fragment historii, który próbuje się eksponować. Te fragmenty są wybierane w bardzo uznaniowy sposób, tak, żeby pasowało do współczesnych potrzeb (turystyka postawi na skarby Inków; funkcja państwotwórcza wykorzysta historię Przemysła w Poznaniu). W przypadku zamku w Stobnicy – gdzie prawdziwej historii nie ma – sama architektura w sposób precyzyjny i dosadny opowiada historię, która nigdy się nie zdarzyła…

Skupiliście się na Wawelu, Stobnicy, Kaer Morhen – fikcyjnym zamku z „Wiedźmina”, obu zamkach poznańskich rywalizujących na wysokość wieży… Natomiast wiele zamków zostało kompletnie pominiętych. Jaki był klucz doboru zamków reprezentujących zamczystość?

Żeby wybrać te zamki, które opowiadają najciekawsze historie. Sama wystawa jest w Zamku Królewskim w Warszawie, więc odnosiliśmy się do niego dosyć subtelnie, bo sam fakt, że tam jest to wystarczająco dużo. Zamek Królewski w Warszawie jest jednocześnie zabytkiem i nowym budynkiem. Został zniszczony, a potem odbudowany w latach 70. Nie będzie nigdy autentycznym zamkiem, który nawarstwiał się historycznie. Zresztą, jak patrzymy na przedwojenne zdjęcia, to widać, że on zupełnie inaczej wyglądał. Każde skrzydło miało trochę inną architekturę. Był bardziej nierówny.

Kaer Morhen z „Wiedźmina” musiał być na tej wystawie. Okazuje się, że my, Polacy, nawet gdy nie ma ograniczeń – możemy napisać dowolną książkę, wyprodukować cokolwiek w komputerze – to i tak wznosimy zamek, tylko że większy niż w rzeczywistości. Umówmy się, „Wiedźmin” jest najważniejszym polskim wkładem do światowej popkultury. To cały wszechświat, który służy ludziom na całym świecie. Fascynacja zamczystością przewędrowała z polskiej kultury do światów literatury i gier – to fascynujące.

Zamek poznański musiał się znaleźć, bo on ilustruje zupełnie inny paradoks, czyli to, że nadal duża część polskiej kultury istnieje w opozycji do niemieckiej, mimo że ta niemiecka nie jest już opresyjna (albo przynajmniej wydaje się, że nie jest). Nawet w sytuacji, gdy ostrze niemieckiej kultury nie jest wycelowane w polskość, to ta polskość dalej się przed nim broni i na nie reaguje.

Stobnica musiała być dlatego, że jest najlepiej wykonanym nowym zamkiem. Jest tym samym, czym bawarski zamek Neuschwanstein, tylko w innym miejscu, w innym czasie.

Jest jeszcze Wawel, który też moim zdaniem jest bardzo istotny. Niby wszyscy wiedzą, że Wawel jest – to słowo, którego nie lubię, ale wszyscy go używają – kreacją. Nie był ruiną, ale był w bardzo złym stanie i został wyremontowany w takim duchu właśnie Viollet-le-Ducowskim.

Wawel jest

Neuschwanstein, czyli zamek z drugiej połowy XIX wieku zbudowany na skale dla Ludwika II Bawarskiego, znany z Księgi Guinnessa jako najwyższy zamek na świecie, to pierwowzór fantazmatu o zamku bajkowym. Niemal dosłownie buja w obłokach i jest inspiracją dla zamków Disneya. Za to fantazmat Wawelu jest konstytucyjny dla „polskiej duszy”. Mówię to z perspektywy polskiego dziecka, które przynajmniej raz w życiu musiało odwiedzić Wawel.

Ja w liceum jeździłem tam co rok. Zresztą Wawel istnieje nie tylko jako wycieczka, ale też jako obraz krużganków w książkach historycznych. Wszyscy je widzieli, wszyscy je znają. Adolf Szyszko-Bohusz, autor koncepcji rekonstrukcji Wawelu, jest trochę takim architektonicznym Matejką. Obrazy Matejki – chcemy tego czy nie chcemy – po prostu są, to jest Polska. Adolf Szyszko-Bohusz zrobił to samo w architekturze, stworzył fundament narodowej architektury: Częstochowa, Wawel, zameczek w Wiśle i tak dalej.

Wawel jest na wystawie po to, żeby skomplikować przekaz projektu. Nawet jeśli zamczystość zostanie przez widzów odebrana negatywnie, jako kreowanie historii, to kiedy dodajemy do tego równania Wawel, to ocena robi się trochę trudniejsza. Z dzisiejszej perspektywy trudno krytykować jego architekturę. Ona po prostu już jest. Ten naród istnieje i ma swoją ikonografię, na przykład Wawel.

Przypadek Wawelu dodaje głębi zjawisku zamczystości, pokazuje, że to nie jest wszystko po prostu jednoznacznie złe, tylko jest mechanizmem kształtowania kultury.

Nie ma na wystawie zamków w ruinie.

Nie ma zamków w ruinie, to prawda, ale to był świadomy wybór kuratorski. Kiedy zdefiniowałem sobie zamczystość, nagle zrobiło się jej bardzo dużo. Pojawił się raczej problem wyboru i redakcji niż niedoboru i szukania danych. Każda komnata wystawy to jedna wypowiedź. Każdy rozdział w książce to jedna wypowiedź. Więc chodziło o to, żeby raczej obejrzeć zamczystość z różnych stron, niż żeby pokazać jej jak najwięcej.

*Kuba Snopek – kurator wystawy i inicjator projektu „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy”. Urbanista, badacz, specjalizuje się w teorii architektury XX wieku. Absolwent Instytutu Strelka i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. W latach 2018–2021 był dyrektorem programowym Charkowskiej Szkoły Architektury. Autor książki „Bielajewo”: zabytek przyszłości (2012), poświęconej ochronie dziedzictwa niematerialnego, oraz współautor projektu „Architektura VII dnia” (2013–2016) – kompleksowych badań nad architekturą kościołów katolickich wzniesionych w czasach PRL-u.

Wystawę „„Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy” oglądać można w Pałacu pod Blachą, części Zamku Królewskiego w Warszawie (wejście od strony Trasy W-Z), w dniach 27 marca – 28 czerwca 2026 r.

Książkę towarzyszącą wystawie nabyć można na stronie Zamku Królewskiego: https://sklep.zamek-krolewski.pl/pl/p/Ostatni-zamek.-Zamczystosc-polska-od-Wawelu-do-Stobnicy/392

Na zdjęciu Agata Czarnacka
Agata Czarnacka

Filozofka polityki, tłumaczka, działaczka feministyczna i publicystka. W latach 2012-2015 redaktorka naczelna portalu Lewica24.pl. Była doradczynią Klubu Parlamentarnego SLD ds. demokracji i przeciwdziałania dyskryminacji oraz członkinią Rady Polityczno-Programowej tej partii. Członkini obywatelskiego Komitetu Ustawodawczego Ratujmy Kobiety i Ratujmy Kobiety 2017, współorganizatorka Czarnych Protestów i Strajku Kobiet w Warszawie. Organizowała również akcję Stop Inwigilacji 2016, a także obywatelskie protesty pod Sejmem w grudniu 2016 i styczniu 2017 roku. Stale współpracuje z Gazetą Wyborczą i portalem Tygodnika Polityka, gdzie ma swój blog poświęcony demokracji pt. Grand Central.

Komentarze