Jak spod igły. Dlaczego Polacy kochają zamki tak bardzo, że stawiają nowe
Czy nasza miłość do zamków, ich odbudowywanie i budowanie nowych to tęsknota za potęgą Rzeczypospolitej, która przeminęła? A może za potęgą europejskiego XIX-wiecznego mocarstwa, którym Polska się nigdy nie stała, bo w tym kluczowym XIX wieku jej nie było?
Wystawa „Ostatni Zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy” w Pałacu pod Blachą – części warszawskiego Zamku Królewskiego – podejmuje kwestię „zamczystości“, szczególnej jakości sprawiającej nie tylko, że dana budowla jest zamkiem, ale też wzbudzającej chęć bycia w zamku, posiadania zamku, fantazjowania o zamku. Nie mogłaby być bardziej na czasie – w opisie wystawy czytamy, że „spora część polskiego życia architektonicznego jest podporządkowana zamkom“. Słynna Stobnica – ogromna imitacja średniowiecznego zamku w otulinie parku krajobrazowego – to część szerszego trendu. Zwłaszcza konserwatywna część politycznego spektrum wydaje się grać na „wyobraźni zamczystej“, począwszy od niespełnionej obietnicy Jarosława Kaczyńskiego z 2017 r., że odbuduje zamki kazimierzowskie.
„Ostatni zamek” nie tyle śledzi ten trend, ile stara się go „zdekonstruować” – rozebrać na części składowe, żeby odkryć ukryty sens „zamczystości“. Prowadzi nas od prac plastycznych uczniów szkół podstawowych przez fotografie, modele 3D, dokumentację konserwatorską i architektoniczną po interwencje artystyczne zaproszonych artystów.
Z kuratorem wystawy Kubą Snopkiem rozmawiamy o „10 wyznacznikach zamczystości”, o poznańskiej wojnie na zamki (i wieże) oraz o tym, że dyskusja o tym, czy lepiej zamki odbudowywać, czy konserwować ruiny, prowadzi nas na manowce.

Komentarze