0:00
Prawa autorskie: Tomasz Stanczak / Agencja Wyborcza.plTomasz Stanczak / Ag...
29 lipca 2022

Dodatek węglowy zostawia miliony osób na lodzie. "Szkoda, że nie palicie węglem, bo byśmy wam pomogli"

Eksperci alarmują: dodatek węglowy to absurd, ale wciąż można z niego zrezygnować. PiS chce ulżyć gospodarstwom używającym węgla i przekazać każdemu po 3 tysiące złotych. Również tym bogatym. Rząd zapomniał, że w sezonie grzewczym wszyscy zapłacimy więcej - twierdzą specjaliści

Wydrukuj

Rząd proponuje 3 tysiące złotych dopłaty dla tych, którzy ogrzewają swoje domy węglem, a eksperci pytają: co z resztą? "Skierowanie pomocy jedynie do użytkowników węgla i pozostawienie bez żadnego wsparcia połowy rodzin o najniższych dochodach, które też muszą stawić czoła rosnącym cenom energii, jest przejawem skrajnej niesprawiedliwości" – mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Wart 11,5 miliarda złotych projekt rządowy zostawi na lodzie 1,5 miliona rodzin o najniższych dochodach, które nie ogrzewają domu węglem, ale płacą coraz wyższe rachunki za gaz, pellet czy miejskie ciepło. Propozycja rządu - jak wyliczają Polski Alarm Smogowy, fundacja Frank Bold i Instytut Badań Strukturalnych - obejmuje zaledwie 50 proc. gospodarstw ubogich energetycznie.

Senat pracuje nad poprawkami, RPO interweniuje

Podobne zarzuty wobec projektu stawiają senatorowie. "Ze wsparcia wykluczono część obywateli" - mówił w rozmowie z Polsat News Krzysztof Kwiatkowski, senator niezależny. "Gdzie jest pomoc dla osób, które ogrzewają inaczej, niż węglem? Senackie poprawki będą zakładały takie wsparcie" - wyjaśniał. Senat będzie dyskutował nad tą ustawą 4 sierpnia.

Sprawą zainteresowało się również Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. "Obywatele odczytują brak takich rozwiązań jako dyskryminowanie osób, które w poczuciu odpowiedzialności za środowisko zdecydowały się zainwestować w ekologiczne instalacje grzewcze" - podkreślał Piotr Mierzejewski, dyrektor Zespołu Prawa Gospodarczego i Ddministracyjnego, w piśmie, które trafiło do resortu klimatu.

RPO już wcześniej interweniował w sprawie nieobjęcia pomocą osób używających pelletu drzewnego.

"Teraz chodzi także o wyjaśnienia co do braku równoczesnego procedowania projektu w sprawie dofinansowania dla obywateli ogrzewających domy w inny sposób, np. gazem, energią elektryczną lub za pomocą pompy ciepła" - czytamy w komunikacie RPO.

Walka ze smogiem wyrzucona do kosza

Eksperci podkreślają również, że wsparcie wyłącznie gospodarstw domowych, które swoje mieszkania opalają węglem, jest zaprzeczeniem polityki smogowej ostatnich lat. Przypomnijmy - w ramach programu "Czyste Powietrze" można uzyskać zwrot kosztów za wymianę pieca węglowego na nowoczesne źródła ciepła. Można dzięki temu zamontować kocioł gazowy, instalację fotowoltaiczną czy pompę ciepła. Program miał oczyścić Polskę ze smogu, właśnie przez likwidację najbardziej kopcących, starych pieców. Które teraz są przez program dopłat do węgla premiowane.

"Wasza polityka dzieląca społeczeństwo na tych co palą węglem (30 proc. gosp. domowych) i dostaną 3 tys. bonusu i tych co ogrzewają się innymi źródłami ciepła (70 proc. ludzi) to droga donikąd - niesprawiedliwe, dzielące Polaków i niszczące politykę antysmogową podejście" - komentował na Twitterze Andrzej Guła z PAS.

"Właściciele kopciuchów się śmieją"

Wydawany przez Alarm Smogowy portal SmogLab.pl opublikował z kolei list małopolskiego ekodoradcy - czyli urzędnika, który pomaga mieszkańcom gminy w uzyskaniu dotacji na czyste źródła ciepła.

"Ludzie, którzy zadeklarowali węgiel do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB), otrzymają po 3 tys. zł dodatku na jego zakup. Co najśmieszniejsze wcale za te pieniądze nie muszą go kupić. Mogą przeznaczyć te środki na inne cele, a w terenach wiejskich wrzucać do pieca odpady i tekstylia, bo przecież za chwilę okaże się że węgiel i tak jest niedostępny" - napisał. "Właściciele nieruchomości, którzy byli nieugięci i nie wymienili kotłów, wręcz naśmiewają się z tych, którzy poddali się kampaniom społecznym. W starych piecach nie dość, że palić da się wszystkim, to jeszcze jest to dużo tańsze. I dostanie się dotację, i dodatek osłonowy".

Dodatek węglowy dla biednych i bogatych

Rządowy projekt ma jeszcze jedną zarzucaną przez ekspertów wadę: nie przewiduje progu dochodowego. Oznacza to, że dopłatę do węgla będzie mógł wziąć każdy, kto zadeklarował w CEEB posiadanie kotła węglowego - niezależnie od tego, ile zarabia.

PAS w liście do premiera Mateusza Morawieckiego pisał: "Dodatki osłonowe można zmienić tak, żeby pomoc trafiła do najbardziej potrzebujących gospodarstw domowych, niezależnie od wykorzystywanego paliwa. Będzie to rozwiązanie dużo skuteczniejsze, sprawiedliwsze oraz tańsze dla podatników".

O niesprawiedliwość dodatku węglowego i alternatywę wobec rządowej propozycji zapytaliśmy Jakuba Sokołowskiego*, ekonomistę Instytutu Badań Strukturalnych.

Dodatek węglowy, czyli z deszczu pod rynnę

Jaka była Pana pierwsza reakcja na to, że rząd rezygnuje z propozycji dopłat dla składów węgla i chce wprowadzić dodatek węglowy „do ręki”?

Co pomyślałem? Że lecimy z deszczu pod rynnę. Byłem zdziwiony i pierwszym, i drugim pomysłem. One mają równie dużo wad i żaden z nich nie był wart rozmowy, co dopiero procedowania i realizacji. Jest jeden przypadek, w którym moglibyśmy popierać dofinansowanie węgla: jeśli dotyczyłoby ono jedynie gospodarstw w najtrudniejszej sytuacji materialnej, które nie mogą sobie poradzić z kosztami ogrzewania. Żaden z pomysłów rządu tego nie zakładał.

A być może rząd uznał, że to te najbiedniejsze osoby palą węglem i naturalne jest to, że do odbiorców węgla skierują pomoc?

Aktualne dane pokazują, że jedna trzecia gospodarstw domowych używających węgla do ogrzewania jest w dobrej sytuacji materialnej. Takich gospodarstw jest około miliona. Dofinansowanie rządu sprawia, że takie osoby tracą ostatni argument przemawiający za wymianą pieca węglowego na inny rodzaj urządzenia grzewczego. Być może takie osoby przez chwilę się obawiały, czy węgiel będzie, czy nie, czy będzie się opłacać, czy te ceny nie wpłyną na obniżenie poziomu życia. Teraz mają zachętę do tego, by pozostać przy nim niezależnie od wzrastających kosztów. Rząd wysyła sygnał: "Jeśli używacie węgla, to zawsze wam pomożemy". Ci, którzy korzystają z innego źródła ciepła dostają inną informację: "Szkoda, że nie palicie węglem, bo byśmy wam pomogli".

Rząd nie widzi braku logiki?

Rząd nie dostrzega, w jakiej sprzeczności stoi dodatek węglowy w stosunku do rozwiązań, które sam zaproponował w grudniu zeszłego roku.

Czyli dodatku osłonowego?

W nim jest ujęte kryterium dochodowe, które trzeba rygorystycznie spełnić, nieujęte w propozycji dodatku węglowego. A więc znowu: jaki sygnał wysyła rząd gospodarstwom domowym? "Bogaci palący węglem - jesteście lepsi niż ubodzy, którzy węglem nie ogrzewają. Jesteście preferowani, będziemy wam dalej pomagać".

Żywa gotówka najskuteczniejsza politycznie?

A jak odbiera pan tę propozycję pod względem politycznym? Czy to powtórka z recepty łatwego transferu pieniędzy, którego nie trzeba nikomu szczególnie tłumaczyć - tak jak było to z 500+? Żywa gotówka chyba najlepiej działa na wyborcę.

Ale 500+ jest powszechnym i pożytecznym programem. Ma wiele pozytywnych efektów, które zostały opisane przez badaczy z Instytutu Badań Strukturalnych. Dodatek węglowy nie jest programem powszechnym - on dyskryminuje 70 proc. społeczeństwa, które nie ma pieców na węgiel. Zastąpienie go programem powszechnym jednak też nie byłoby właściwe. A to dlatego, że wciąż mamy w Polsce milion gospodarstw ogrzewanych węglem, bo tak im wygodnie.

A mieli przecież czas na wymianę kotłów.

Przez to, że do pewnego momentu energia była tania, gospodarstwa domowe nie dostawały sygnału, by jej nie nadużywać i by myśleć o zmianie źródła ogrzewania. Cena węgla nie odzwierciedlała kosztów społecznych, środowiskowych, zdrowotnych, które generował ten surowiec. Dlatego członkowie gospodarstw domowych podejmowali decyzję o tym, że przy nim pozostaną, mając kompetencje społeczne i możliwości finansowe, by wymienić kocioł, na przykład korzystając z programu dopłat "Czyste Powietrze". Z drugiej strony mamy na przykład emerytów, osoby z bardzo niskimi dochodami, które nie palą węglem - więc nie dostaną nic od rządu. To jest absurd.

Ceny węgla uderzają też w ciepłownie

Wystarczy zresztą przejść się po blokowiskach z wielkiej płyty - tam mieszkają w dużej części osoby starsze, z reguły pewnie osiągające niskie dochody. Dla nich rachunki za ciepło z miejskiej sieci przecież też wzrosną.

Cena węgla poszła do góry nie tylko dla indywidualnych odbiorców, ale także dla ciepłowni i elektrociepłowni. Nie wiemy, co się stanie, kiedy spółki podwyższą taryfy za ciepło, obejmujące mieszkańców budynków wielorodzinnych. One co prawda mogą skorzystać z dodatku osłonowego, jednak wnioskując o pieniądze z niego są w gorszej sytuacji, niż członkowie gospodarstw ogrzewanych węglem w domowych piecach.

Rząd zatem albo daje ro zrozumienia, że kryterium dochodowe było złym pomysłem, albo dzieli społeczeństwo w prosty sposób na lepszych i gorszych. Sprawnie funkcjonujący rząd powinien wspierać gospodarstwa, które stracą na wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel, ale powinien też myśleć o efektywności tego rozwiązania.

Państwa rozwiązanie jest bardziej efektywne?

Proponujemy dodatek energetyczny zróżnicowany względem kosztów ogrzewania. Wiemy, że w domach one są wyższe, niż w budynkach wielorodzinnych. Dlatego chcielibyśmy, by mieszkańcy domów jednorodzinnych otrzymywali 3 tys. złotych, a mieszkańcy mieszkań w budynkach wielorodzinnych tysiąc złotych ze względu na niższe koszty. Chcemy też, by zostało zastosowane kryterium dochodowe, które rząd przecież sam wymyślił, wdrożył i stosuje przez ustawę o dodatku osłonowym. Próg byłby określony na 2 tys. złotych na osobę w gospodarstwach jednoosobowych i 1,5 tys. w wieloosobowych. Nasza propozycja jest tańsza względem rządowej o aż 2 mld złotych. Jednocześnie trafi do większej liczby gospodarstw. Proponujemy również bony na audyty energetyczne, co jednak nie zwiększa kosztów.

Rząd przyzna się do błędu?

Skąd w takim razie pieniądze?

W programie Czyste Powietrze jest zabudżetowanych 100 mld złotych, a audyt jest kosztem kwalifikowanym tego programu dla budynków jednorodzinnych. Pieniądze na ten cel dla budynków wielorodzinnych pochodziłyby z zapomnianego Funduszu Termomodernizacji i Remontów. To są narzędzia wprowadzone przez rząd, których rząd nie widzi, nie włącza je do spójnego systemu wsparcia.

Pod każdym względem będzie to i bardziej efektywny, i bardziej sprawiedliwy program. Propozycja rządowa obejmuje 30 proc. gospodarstw z wysokimi dochodami, nasza - zero procent takich gospodarstw.

No dobrze, ale to byłaby zmiana reguł gry już po raz trzeci.

Tak, to byłaby trzecia z kolei zmiana proponowanych zasad, dlatego dajemy rządowi proste do wprowadzenia rozwiązanie. Odrabiamy lekcję za rząd i jednocześnie myślimy o tym, by było mu łatwiej. Nie chcę przesuwać tej dyskusji w stronę tego, czy kryterium dochodowe było właściwe, czy nie. Mógłbym mieć co do tego wątpliwości - patrząc na przykład na rozkład dochodów w Polsce. Stwierdziliśmy jednak, że łatwiej będzie podsunąć rządowi jego własne rozwiązanie, które niedawno uznał za słuszne, w którego stosowaniu ma doświadczenie. Czy zmiana zasad teraz jest realistyczna? Nie wiem, czy rząd będzie na tyle odważny, by przyznać się do kolejnego błędu.

* Jakub Sokołowski - doktorant na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 8 lat pracuje w sektorze energetycznym. W Instytucie Badań Strukturalnych zajmuje się głównie zagadnieniem ubóstwa energetycznego. Członek Komitetu Zarządzającego Akcji COST poświęconej ubóstwu energetycznemu w Europie.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne