Łapanki, tortury i zbrodnie, połączone z pogardą i prowokacjami – takie zachowania są od kilku tygodni w polskiej infosferze fałszywie przypisywane Ukraińcom w Polsce. To część rosyjskiej operacji kognitywnej, której celem jest zradykalizowanie postaw Polaków wobec uchodźców.
Ukraińcy przedstawiani są jako zagrożenie, którego Polacy powinni się obawiać na co dzień. I jeśli wcześniej rosyjska propaganda prezentowała ich jako chuliganów, wichrzycieli i cwaniaków, dziś w kremlowskich fake newsach, publikowanych w polskiej przestrzeni informacyjnej, stali się przestępcami popełniającymi najcięższe zbrodnie. A jako cała grupa narodowa mają zagrażać Polakom militarnie.
Wszystko to fałsz, jednak Rosja dosłownie zalewa platformy społecznościowe takimi przekazami. Robi to, ponieważ widzi satysfakcjonujące ją efekty. Niemal codziennie pojawiają się w Polsce informacje o przemocowych incydentach, podczas których Polacy atakują werbalnie lub fizycznie obywateli Ukrainy. Rosyjska operacja wpływa więc dziś negatywnie na bezpieczeństwo w naszym kraju.
Podobne działania kognitywne Moskwa prowadzi w polskiej infosferze od wybuchu pełnoskalowej agresji w Ukrainie, a nawet jeszcze wcześniej. Jednak obecną kampanię nasilono w czerwcu, po zaistnieniu konfliktu między prezydentami Polski a Ukrainy.
Rosyjskie służby prawdopodobnie wyczuły, że eskalowanie nastrojów antyukraińskich w naszym kraju padnie teraz na podatny grunt.
Według wcześniejszych ustaleń służb ukraińskich operacją kieruje sam szef rosyjskiego kontrwywiadu FSB, Aleksandr Bortnikow. Rezultatami jego działań są więc zapewne zainteresowani najwyżsi urzędnicy Kremla.
Największe nasilenie wrogich treści było zauważalne w sieci około 11 lipca. Do dziś zmniejszyło się jedynie w niewielkim stopniu. Opisujemy, jakie taktyki, stosowane w ramach tej operacji, mogą wyrządzić największe szkody społeczne.
Oto najistotniejsze elementy antyukraińskiej operacji kognitywnej, zaobserwowane przez nas i inne grupy ekspertów w polskiej przestrzeni informacyjnej:
Dodajmy do tego jeszcze jedną obserwację, która nie wynika z bezpośrednich działań Kremla. Oto
przekazy polskiej skrajnej prawicy na temat konfliktu polsko-ukraińskiego w tym okresie stały się zbieżne z rosyjską narracją.
Nie ma między nimi żadnej różnicy co do meritum, bo oczywiście zazwyczaj (choć nie zawsze) różnią się od materiałów rosyjskich grafiką czy redakcją treści.
W antyukraińską operację, adresowaną do Polaków, od kilku tygodni zostały włączone strony i konta tzw. viet spamu. Te tworzone w hurtowych ilościach przez wietnamskie grupy cyberprzestępców strony i profile na platformach społecznościowych najczęściej publikują sensacyjne fake newsy o politykach i celebrytach. Viet spam działa w różnych językach, jest obecny niemal na całym świecie. Publikowane na takich stronach materiały wytwarza sztuczna inteligencja.
Po raz pierwszy o obecności viet spamu w polskiej przestrzeni informacyjnej poinformowało Stowarzyszenie Demagog w maju 2026 r.
Dzisiaj konta prowadzone z Wietnamu eskalują konflikt polsko-ukraiński.
Przede wszystkim rozpowszechniają fake newsy o przestępstwach, które rzekomo popełnili Ukraińcy. Fałszywe treści są dobrze przygotowane. W celu ich uwiarygodnienia publikowane są tam prawdziwe policyjne zdjęcia, tyle że dotyczące zupełnie innych wydarzeń.
W postach podawane są też dane osobowe, a nawet adresy, pod którymi miały zostać popełnione zbrodnie. Te informacje to fałsz, na przeciętnym odbiorcy mogą jednak robić wrażenie sprawdzonych materiałów.
W niektórych przypadkach do dezinformacji użyto prawdziwych zdarzeń, a kłamstwa dotyczą jedynie sprawców. Na przykład pożar bloku mieszkalnego w Ząbkach przypisano ukraińskiemu małżeństwu, chociaż w rzeczywistości przyczyną pożaru było niewłaściwe zabezpieczenia przeciwpożarowe budynku. Sprawa nie miała nic wspólnego z Ukraińcami.
W innym fake newsie podano prawdziwą informację policji o rozbiciu grupy przestępczej, która oficjalnie działała jako „firma windykacyjna”, a do „windykacji” używała przemocy. Handlowała też narkotykami. Policja aresztowała przestępców, którymi byli obywatele Polski. W doniesieniu viet spamu zmieniono jednak narodowość sprawców na ukraińską.
Na tych samych stronach rozpowszechniano nieprawdziwe doniesienia o Polce, przetrzymywanej przez Ukraińca. Fake news stał się na tyle popularny w sieci, że dementowała go policja i MSWiA. Fałszywa była również informacja o Ukraince, która zamordowała Polaka w Warszawie. Nie było takiego zdarzenia.
Najwięcej fałszywek na kontach viet spamu dotyczy politycznego konfliktu między Polską a Ukrainą.
Intensywnie atakowany jest polski rząd i politycy rządzącej koalicji.
Nawet przyjęta jednogłośnie przez Sejm uchwała upamiętniająca polskie ofiary zbrodni na Wołyniu została przedstawiona negatywnie. Wpis na fanpage`u CafeX Red Wiadomości (administrowanym przez konta z Wietnamu i USA) z 18 lipca brzmi:
„SZOK W SEJMIE! 441 posłów „ZA”, ZERO PRZECIW! Pierwszy raz w historii taka jednomyślność… ale Polacy już wiedzą, że to śmierdzi na kilometr! Wczoraj Czarzasty ogłosił wynik, a cała sala wstała i biła brawo. Co głosowali? Uchwałę upamiętniającą ofiary ludobójstwa OUN-UPA i SS-Galizien w latach 1939-1947. Brzmi dobrze? Tylko że zaraz po owacji wrócą do rozdawania TWOICH miliardów dla Kijowa, oddawania sprzętu i udawania, że nic się nie stało. Puste gesty i symboliczne łzy, a realnie – zero twardej polityki! A najgorsze? Tuż przed tym „historycznym uściskiem” w trybie ekspresowym ODRZUCONO 7 poprawek mniejszości. 7 razy maszyna mówiła „NIE”. Co dokładnie wykreślili z druku nr 2770? Ile prawdy znowu zamietli pod dywan, żeby nikogo w Kijowie i Brukseli nie urazić?! To nie jedność. To hipokryzja na najwyższym poziomie”.
Jak widać, nawet oficjalne potępienie historycznych zbrodni może być przedstawione jako hipokryzja i brak "twardej polityki” wobec Ukrainy.
Konta viet spamu rozpowszechniają również teorie spiskowe o tym, że „Ukraina chce przejąć kontrolę nad Polską”. Są też wpisy narzucające narrację, że konflikt polsko-ukraiński zaszedł już tak daleko, iż oba państwa funkcjonują dziś w Europie jako dwie przeciwne strony.
W tych doniesieniach następuje wytyczanie fałszywej osi konfliktu: Polska – Ukraina, zamiast prawdziwej: Rosja – Ukraina.
Generowane są fake newsy o tym, po której stronie opowiadają się inne państwa. „Niemcy coraz głośniej stają po stronie Polski! Niemiecka opinia publiczna przechodzi prawdziwy przełom. Coraz więcej Niemców staje po stronie Polaków i mówi jedno: wystarczy! […] Dość wysyłania miliardów, dość przekazywania sprzętu Ukrainie! […] Czy rodzi się nowy, polsko-niemiecki front, oparty na wspólnym sprzeciwie wobec obecnej polityki wobec Ukrainy?” – to treść jednego z takich wpisów.
Co ciekawe, w jednej z lipcowych fałszywek „bohaterem”, ujawniającym „prawdziwe” intencje polskich władz w kontekście relacji z Ukrainą, został… Tomasz Szmydt, były sędzia, który kilka lat temu uciekł na Białoruś. A dziś odgrywa rolę białorusko-rosyjskiego propagandzisty w tamtejszych mediach.
Na tych samych stronach viet spamu widać również fake newsy w innych językach, np. w języku niemieckim, hiszpańskim, włoskim, francuskim. Wszystkie dotyczą polityki. Jednak najwięcej, poza fałszywkami po polsku, jest takich doniesień po węgiersku. Atakowane są w nich nowe władze Węgier, a za bohatera robi niezmiennie Victor Orbán.
Być może mamy więc do czynienia z kilkoma operacjami kognitywnymi, realizowanymi jednocześnie przeciw Ukrainie oraz obecnym rządom Polski i Węgier.
Wietnamskie fanpage mają krótki żywot, Facebook wiele z nich blokuje. Tyle że na ich miejsce powstają nowe. Natomiast jeśli chodzi o domeny stron internetowych, zidentyfikowałam dwa popularne rozszerzenia w adresach tych stron: cafex.biz oraz feji.io. Linki w postach, prowadzące do domen z tymi rozszerzeniami, powinny automatycznie budzić czujność u użytkowników platform społecznościowych.
Wietnam jest zalewany rosyjską propagandą. W kraju tym powstały również środowiska, nazywane przez zachodnich ekspertów „wietnamskimi putinistami”. Szerzą one kremlowskie treści albo ze względów ideowych, albo komercyjnie. Można postawić hipotezę, że
osoby stojące za viet spamem w Polsce realizują zlecenie z Kremla na rozpowszechnianie tego rodzaju treści.
Jest też druga opcja: opisywane strony i fanpage oraz zarządzające nimi konta zostały sprzedane przez Wietnamczyków klientom z Rosji.
Azjatyccy eksperci od cyberbezpieczeństwa twierdzą, że w Wietnamie działa rozległy „ekosystem cyberprzestępczości”. Zajmuje się on sprzedażą fałszywych kont, skradzionych danych uwierzytelniających oraz narzędzi, służących do generowania dużych zasięgów w internecie. Można tam kupić wszystko, co służy do sieciowych oszustw – od spamowania fałszywymi treściami, przez phishing, po oszustwa finansowe. Do kupienia są oczywiście także fałszywe konta i strony oraz wspierające je narzędzia AI.
Inny niepokojący element tej samej rosyjskiej operacji to wykorzystywanie autorytetu polskiego wojska i tworzenie generowanych przez AI, a więc fałszywych wypowiedzi „polskich żołnierzy” o tematyce antyukraińskiej. Konta z takimi treściami w połowie lipca zidentyfikował portal Demagog.org. Zaczęły one powstawać w maju na YouTube, potem były dostępne także na innych platformach społecznościowych. Wszystkie pokazywane tam materiały AI powstały na podstawie tego samego schematu graficznego. Oto żołnierz w polowym mundurze siedzi w studiu, niewidoczna osoba podsuwa mu mikrofon, a on wypowiada się na tematy wojskowo-polityczne.
„W filmach komentuje się przemyt z Ukrainy czy upamiętnianie Ukraińskiej Armii Powstańczej. Występujące w nich postacie krytykują uchodźców z Ukrainy i politykę Unii Europejskiej, straszą też Niemcami i Donaldem Tuskiem” – wyliczał Demagog.
Fałszywi żołnierze oskarżali też Ukraińców o niewdzięczność i przekonywali o wysokiej przestępczości wśród ukraińskich uchodźców w Polsce.
Po bliższym przyjrzeniu się widać, że filmiki stworzyła sztuczna inteligencja. Na większości uniformów nie ma żadnych oznaczeń. Niektóre miały naszywki, ale z przypadkowo zestawionymi literami. Wypowiadające się postacie były anonimowe. O Ukraińcach mówiły per „saszki”, choć nie jest to częste w Polsce określenie. Fałszywi żołnierze byli też tak samo kadrowani, a ich głosy brzmiały sztucznie.
Wiele filmików miało zaledwie kilkadziesiąt odsłon, jednak niektóre osiągnęły kilkaset tysięcy wyświetleń. Trudno powiedzieć, czy taki był ich zasięg organiczny, czy też twórcy kanałów np. kupili fałszywe reakcje.
20 lipca o tej kampanii poinformowało ukraińskie rządowe Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji.
„Styl wizualny i mechanizm dostarczania treści w pełni odpowiadają narzędziom rosyjskich farm botów
opartych na sztucznej inteligencji, które wcześniej były wykorzystywane do imitowania ukraińskich żołnierzy na froncie, weteranów, zwykłych Ukraińców czy uchodźców. Jest to sprawdzona technika rosyjskich służb specjalnych, dostosowana do polskiej publiczności. Centrum wielokrotnie rejestrowało podobne rosyjskie operacje informacyjne skierowane do ukraińskiej publiczności” – ocenili eksperci tej instytucji.
Kolejny element rosyjskiej operacji kognitywnej to fałszywe konta personalne, stwarzające wrażenie, że należą do zwykłych polskich użytkowników sieci. Często są to konta wykorzystujące wizerunki atrakcyjnych kobiet. W rzeczywistości nie stoją za nimi prawdziwi ludzie, tylko propagandziści. A konta pełnią funkcję agregatorów treści antyukraińskich i prorosyjskich w polskiej przestrzeni informacyjnej. Udostępniają treści z wielu innych różnych platform i stron. W ten sposób użytkownik platformy, będący w kontakcie z takim fałszywym kontem, dostaje się w stały strumień antyukraińskich materiałów.
Wśród repostowanych treści z Polski przeważają tam doniesienia z kanałów polityków Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. Pojawiają się także materiały wychwalające Władimira Putina.
Na kontach-agregatorach przekaz jest wyraźnie zradykalizowany, w porównaniu do materiałów rozprowadzanych jeszcze dwa miesiące temu. Fake newsy zawierają przekazy o zbrodniach, popełnianych w Polsce przez Ukraińców; dezinformują o planowanym ataku Ukrainy na Polskę.
Publikowane są filmiki, które mają świadczyć o nienawistnych gestach Ukraińców wobec Polaków.
Są to „produkcje” niemal domowe, niewymagające ani nakładów finansowych, ani umiejętności tworzenia internetowych treści. Mają błyskawicznie budzić negatywne emocje – to jest ich jedyny cel.
Przykładem niech będzie rozpowszechniane w miniony weekend kilkusekundowe nagranie o tym, jak „Ukraińcy topią polską flagę w toalecie”. Na filmiku widać deskę sedesową w używanym toi toiu oraz rękę i buty osoby, która wrzuca do zbiornika z fekaliami kartkę A4. Połowa kartki jest zadrukowana na czerwono, więc przypomina graficznie polską flagę. I tyle. Nic, co by wskazywało na to, że ta budząca odrazę „akcyjka” miała jakikolwiek związek z osobami z Ukrainy.
Najnowsze fałszywki przekonują, że w Polsce trwają „łapanki” na młodych mężczyzn, organizowane przez Ukraińców, oraz że Ukraina szykuje atak dronowy na nasz kraj.
Te same konta rozpowszechniają także zmanipulowane zestawienia antypolskich akcji, których mieli dokonać Ukraińcy.
Niektóre dotyczą wyłącznie czynów kryminalnych. Wyliczenie w jednym poście kilkunastu czy kilkudziesięciu zdarzeń, dokonanych przez Ukraińców, robi wrażenie przez samą ich ilość. Tyle że to manipulacja, a dokładnie metoda nazwana „cherry picking”: fałszowanie obrazu rzeczywistości przez wybiórcze prezentowanie danych i pomijanie tych, które nie pasują do tezy.
Najbardziej przerażające są jednak te zestawienia, w których do „ukraińskich przewin” dodaje się sabotaże, realizowane na zlecenie Rosji. Część z nich rzeczywiście dokonali obywatele Ukrainy, najczęściej o prorosyjskich poglądach. Realizowali oni jednak zlecenia rosyjskich służb. Wiadomo to z dochodzeń polskich funkcjonariuszy, potwierdzonych przez sądy. W internetowych wyliczankach rola Kremla jest jednak całkowicie pomijana.
Takie fałszywe zestawienie 23 lipca opublikował na Facebooku Paweł Wyrzykowski, asystent europosła Grzegorza Brauna. Wpis o identycznej treści dwa dni wcześniej pojawił się na rosyjskim propagandowym kanale na Telegramie @infokju, a dzień wcześniej – na rosyjskim koncie na Facebooku. Wyrzykowski nie zamieścił jedynie nagłówka wpisu, który na Telegramie brzmiał: „Powtórka 20-lecia »wojennego«, czyli ataki terrorystyczne banderowców na terenie Rzeczypospolitej”.
I o ile rosyjski kanał na Telegramie jest w Polsce mało popularny, o tyle ten sam wpis z konta Wyrzykowskiego został udostępniony 1700 razy.
W tym wyliczeniu wśród owych „ataków” wymieniono nie tylko rosyjskie sabotaże na terenie Polski, ale także: „sianie szkodliwej dezinformacji w sieci”, „straszenie inwazją dronową na Polskę”, a nawet „ingerencję w wybory powszechne”. To typowa metoda kremlowskiej propagandy: przypisywanie innym tego, co w rzeczywistości realizuje Moskwa.
Tyle że Wyrzykowski to Polak, asystent polskiego europosła, a nie kremlowski propagandzista. Na swoim koncie na Facebooku regularnie publikuje on antyukraińskie materiały, choćby swoje rolki z komentarzami:
Podobne treści znajdziemy na koncie Pawła Usiądka, wiceprezesa Ruchu Narodowego i członka Konfederacji. Jego sieciowa aktywność opisałam już w czerwcu, kiedy analizowałam, kto sugerował zabranie orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu, zanim zrobił to prezydent Nawrocki. Od tamtego czasu na koncie Usiądka nic się nie zmieniło. Znajdziemy tam na przykład takie wpisy:
Wyrzykowski i Usiadek to nie wyjątki. Monitorując sieć pod kątem antyukraińskich treści widać, że przekazy z kont polskiej skrajnej prawicy na temat konfliktu polsko-ukraińskiego stały się zbieżne z rosyjską narracją na ten temat. Nie ma między tymi przekazami żadnej różnicy znaczeniowej.
Do skrajnej prawicy, szerzącej treści zbieżne z przekazami rosyjskiej propagandy, zaliczają się dziś politycy: Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Brauna, Konfederacji, dawnej Suwerennej Polski i kilku najbardziej radykalnych działaczy PiS. Przy czym skrajne treści rozpowszechniają najczęściej nie czołowi politycy, lecz ich zastępcy lub asystenci, co dobrze pokazują przykłady Usiądka i Wyrzykowskiego. Często potem ich wpisy udostępnia jednak główny fanpage ugrupowania, niejako partyjnie uwiarygadniając te przekazy.
Widoczny jest natomiast podział w PIS-ie (tym, który pozostał po formalnym podziale zwolenników Morawieckiego). Część jego polityków nie brnie aż tak daleko w treści antyukraińskie, by budować przekazy tożsame z Rosjanami.
Za to pisowscy radykałowie nie mają z tym problemu i upodabniają się do Konfederacji oraz członków ugrupowania Grzegorza Brauna.
Natomiast ze strony tradycyjnie rozumianej jako lewicowa skrajnie radykalne treści antyukraińskie udostępnia były premier SLD Leszek Miller. Jest on także bardzo popularny w doniesieniach viet spamu i rosyjskich kont, podszywających się pod zwykłych użytkowników Facebooka. Podobnie jak europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik, która wcześniej należała do Konfederacji, a dziś ma własne stowarzyszenie „Ruch Biało-Czerwoni”.
Bezpieczeństwo
Propaganda
fake newsy
narracje antyukraińskie
raport z sieci
rosyjska operacja kognitywna
rosyjska propaganda
wojna kognitywna
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Komentarze