Białoruś modernizuje schrony, a Wilno kupuje system antydronowy. Nie wiadomo, czy dojdzie do pełnoskalowego konfliktu na linii NATO-Rosja, ale państwa po obu stronach granicy UE przygotowują się do niego. Sama Rosja działa szerzej. Jej szpiedzy kradną technologie w Japonii
Jak podkreślają eksperci wojskowi, żyjemy dziś w czasach przedwojennych. Najbliższe ruchy Kremla wobec Zachodu mogą oscylować poniżej progu wojny, czyli nie mieścić się w definicji wojny konwencjonalnej, a mimo to skutkować destabilizacją państwa lub zniszczeniem infrastruktury krytycznej. Albo po prostu prowadzić do niekontrolowanego wzrostu postaw społecznych, korzystnych dla Kremla. Głównym zadaniem NATO jest więc dziś odstraszanie Rosji, aby zniechęcić jej władze do nowych operacji militarnych czy hybrydowych.
Chcemy informować Państwa o istotnych wydarzeniach, które dotyczą tego obszaru, a także o doniesieniach dotyczących niejawnych ruchów Kremla.
Newsy na te tematy znajdziecie Państwo w nowym cyklu OKO.press: „Pod progiem wojny”.
Będziemy w nim informować o działaniach Rosji w ramach prowadzonej przez nią wojny hybrydowej z Zachodem. Oraz o podejmowanych przez państwa zachodnie krokach, które mają zapobiec kolejnemu konfliktowi.
Na Białorusi rozpoczęła się ogólnokrajowa inspekcja istniejących tam schronów bombowych. Sprawdzane są wszystkie schronienia. Choć takie kontrole były już prowadzone w tym kraju, realizowano je raczej wybiórczo, a podejmowały je głównie władze lokalne. Tym razem, po raz pierwszy od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, inspekcja jest działaniem ogólnokrajowym, systematycznym i dokumentowanym.
Na razie znane są wyniki kontroli tylko w obwodzie mohylewskim, a więc przy granicy z Rosją. 204 schrony uznano za gotowe do przyjęcia ludności cywilnej, 38 wymaga remontu, a 34 przeznaczono do likwidacji. Białoruskie władze podchodzą do tematu coraz poważniej, nie kończąc tematu na wytwarzaniu dokumentacji. W ciągu ostatniego roku w kraju wyremontowano 43 takie obiekty. Teraz remonty mają przyspieszyć.
Taka inspekcja może dowodzić, że władze Białorusi biorą pod uwagę, iż tereny tego państwa staną się obszarem działań wojennych. Rządzona przez dyktatora Aleksandra Łukaszenkę Białoruś nie jest krajem w pełni autonomicznym. Stale współpracuje z Rosją i w pewnym stopniu jest zaangażowana w wojnę rosyjsko-ukraińską, choćby przez udostępnianie armii rosyjskiej swoich terytoriów i infrastruktury. Ostatnio rośnie presja Władimira Putina na Łukaszenkę, by Białoruś włączyła się w działania militarne bardziej bezpośrednio. Łukaszenko nie bardzo chce, ale być może będzie musiał zaspokoić oczekiwania Kremla.
„Mińsk przygotowuje się nie tylko do wspierania rosyjskich operacji wojskowych, ale także do radzenia sobie z konsekwencjami potencjalnego rozszerzenia konfliktu w kraju” – podkreślają analitycy z amerykańskiego think tanku Robert Lansing Institute. – „Zakrojona na szeroką skalę inspekcja schronów przeciwbombowych to coś więcej niż rutynowe ćwiczenia obrony cywilnej. Sygnalizuje ona, że białoruskie władze biorą pod uwagę możliwość, że terytorium kraju może zostać bezpośrednio narażone na eskalację działań wojennych. Ocena ta odzwierciedla przekonanie reżimu Łukaszenki, że Białoruś prawdopodobnie stanie się prawomocnym celem militarnym, jeśli zaangażuje się głębiej w rosyjskie operacje bojowe przeciwko Ukrainie”.
Gdyby tak się stało, oznaczałoby to prowadzenie operacji militarnych na terenie kolejnego państwa, sąsiadującego z Polską.
Tym samym zagrożenia dla obywateli Polski, zwłaszcza mieszkających na tzw. ścianie wschodniej, jeszcze by wzrosło.
Nie tylko Polacy czują, że zagrożenie rośnie. Podobna sytuacja jest w krajach bałtyckich. W związku z tym na niestandardowe działanie zdecydowały się władze stolicy Litwy, Wilna. Jeszcze w czerwcu Urząd Miasta ogłosił przetarg na system zwalczania dronów. Przy czym nie chodzi tylko o systemy wykrywania czy elektronicznego zagłuszania bezzałogowców.
Wilno chce kupić także sprzęt do ich zestrzeliwania.
Miasto planuje uruchomić mobilne zespoły bojowe, które w razie nalotu dronów będą chronić miasto.
W Wilnie w ostatnich miesiącach dwukrotnie ogłoszono alarm powietrzny. W maju mieszkańcy dostali pilny komunikat z wezwaniem udania się do najbliższych schronów. Litewskie wojsko wykryło wtedy w powietrzu obiekt przypominający drona w pobliżu granicy z Białorusią. Zawieszono loty na wileńskim lotnisku, parlamentarzystów i członków rządu ewakuowano do schronu, a samoloty NATO patrolowały przestrzeń powietrzną. Po godzinie alarm odwołano.
Kolejny alarm miał miejsce w czerwcu, gdy na wojskowych radach nad Litwą pojawił się obiekt przypominający dron. Po weryfikacji ustalono jednak, że to balon meteorologiczny i alarm zniesiono.
Te zdarzenia oraz mnożące się ostrzeżenia przed możliwym atakiem Rosji na państwa NATO spowodowały, że władze Wilna zdecydowały się wzmocnić bezpieczeństwo miasta za własne pieniądze, nie oglądając się na litewskie wojsko. Zamierzają kupić mobilny system antydronowy, zawierający: radary, detekcję radiową, zagłuszacze elektroniczne i kamery. A także pojazdy przystosowane do przenoszenia broni kaliber 12,7 mm. To wymiar typowy dla ciężkich karabinów maszynowych oraz działek automatycznych, służących m.in. do zestrzeliwania obiektów bezzałogowych.
Według informacji, zawartych w materiałach przetargowych, Wilno planuje kupić cztery pojazdy, w tym jeden, który będzie pełnić rolę mobilnego centrum operacyjnego. Na nim, poza standardowym wyposażeniem, znalazłby się także sprzęt do walki elektronicznej, czyli m.in. do zagłuszania sygnałów sterowania dronami. Władze miasta nazywają przetarg zamówieniem pilotażowym. Po przetestowaniu jego działania nie wykluczają kolejnych podobnych zamówień.
Miasto chce następnie utworzyć mobilne zespoły, które będą w stanie zarówno wykrywać drony, jak i je neutralizować.
Sprzęt, sfinansowany przez samorząd, ma być obsługiwany przez Służbę Bezpieczeństwa Publicznego Litwy.
To zbrojna jednostka, podlegająca pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, która nie jest ani policją, ani wojskiem. Jej umundurowani funkcjonariusze zajmują się tzw. operacjami wysokiego ryzyka – działaniami w sytuacjach kryzysowych, ochroną obiektów strategicznych czy reagowaniem na masowe zamieszki. Ministerstwo odpowiadałoby więc za dostarczenie funkcjonariuszy oraz broni na kupione przez miasto pojazdy. Mobilne zespoły na bieżąco współpracowałyby z litewskimi siłami zbrojnymi.
Z kolei Rosja działa z rozmachem. Jak doniósł „New York Times”, Kreml wykorzystuje Japonię jako centrum pozyskiwania informacji wywiadowczych oraz zdobywania technologii podwójnego zastosowania, czyli takich, które mogą być wykorzystywane w przemyśle zbrojeniowym. Technologie te są dziś Rosji niezbędne do prowadzenia wojny w Ukrainie. Kreml ma problem z ich pozyskaniem ze względu na sankcje Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.
Ale w Japonii takie działanie okazało się prostsze, ponieważ przepisy nie penalizują tam szpiegostwa – karani są tylko ci agenci, którzy działają przeciwko Japonii. Dlatego właśnie tam trafiło wielu szpiegów, usuniętych z państw zachodnich po ataku Rosji na Ukrainę. Nadal pracują oni na rzecz Rosji. A dokładniej:
W Tokio działa 20. Zarząd – mało znana tajna rosyjska jednostka wywiadu wojskowego GRU.
Według „New York Times” jej funkcjonariusze podszywają się pod dyplomatów lub biznesmenów. Dzięki tym przykrywkom kradną albo kupują technologie, wykorzystywane potem militarnie.
Jedną z kluczowych firm, służących do tego procederu, są państwowe rosyjskie linie lotnicze Aerofłot. Oficjalnie zatrudniony jest tam Maksim Władimirowicz Filczenkow, oficer GRU, który ma kierować całą operacją rosyjskich służb w Tokio. Wykorzystuje przykrywkę Aerofłotu do nawiązywania relacji z firmami logistycznymi, które przewożą towary między Japonią a Rosją. Przy czym towary, opierające się na technologii podwójnego zastosowania, najczęściej trafiają do Rosji przez pośredników, zazwyczaj przez Wietnam.
W efekcie według szacunków ukraińskiego rządu
aż 90 procent rosyjskich pocisków rakietowych i dronów zawiera japońskie komponenty.
Nie ze względu na oficjalne transakcje. Japonia jako państwo popiera Ukrainę, przyłączyła się do sankcji UE i USA wobec Rosji, wysłała też do Ukrainy hełmy i kamizelki kuloodporne.
Według „New York Times” Ukraina wielokrotnie informowała o całej sytuacji japońskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. I choć państwo umieściło na czarnej liście dziesiątki podmiotów zagranicznych oraz ostrzegało firmy przed konsekwencjami unikania sankcji, proceder wcale się nie zmniejszył. Teraz, po publikacjach medialnych, rząd Japonii przyznał, że istnieje potrzeba skuteczniejszego przeciwdziałania działalności rosyjskich szpiegów.
Bezpieczeństwo
Świat
Białoruś
Japonia
Litwa
pod progiem wojny
rosyjscy szpiedzy
schrony
szpiedzy
szpiegostwo
Wilno
wojna
wojna hybrydowa
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Komentarze