W UE trwa spór o to, kto miałby rozmawiać z Putinem w imieniu Europy. Eksperci ostrzegają, że zamieszanie pokazuje, że Bruksela wciąż nie ma wspólnej strategii wobec Rosji. Tusk zapewnia: „Polska nie będzie respektowała żadnych ustaleń ws. Ukrainy, które będą podjęte bez jej udziału
Coraz więcej przywódców w UE uważa, że – po latach niemal całkowitego zerwania stosunków z Kremlem – Europa powinna rozpocząć rozmowy z Władimirem Putinem o zakończeniu wojny w Ukrainie. Ale nie jest jasne, kto miałby reprezentować Europę w takich rozmowach i kiedy rozpocząć kontakty z Moskwą. Czy główną rolę powinny odgrywać instytucje UE, czy największe państwa członkowskie? Zdaniem ekspertów spór pokazuje, że Europa nie ma strategii wobec Rosji.
– Wojny kończą się nie bronią, ale skuteczną dyplomacją. A żeby dyplomacja była skuteczna, potrzebne są rozmowy, potrzebne są negocjacje – mówił jeszcze przed szczytem premier Austrii Christian Stocker. Jego zdaniem „Putin musi zobaczyć, że rozpoczęcie negocjacji jest w jego interesie i że więcej osiągnie przy stole negocjacyjnym niż na polu bitwy”. Jeszcze dalej idzie prezydent Finlandii Alexander Stubb.
– Uważam, że powinniśmy rozmawiać z Putinem – mówił Stubb na początku czerwca w wywiadzie dla „Neue Zürcher Zeitung”. Jego zdaniem Europa nie może ignorować Rosji w nieskończoność. – Relacje z Rosją są niezbędne. Ta granica pozostanie. W pewnym momencie będziemy musieli utrzymywać relacje polityczne – przekonywał.
Podobne stanowisko prezentuje szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Von der Leyen przekonywała przywódców podczas szczytu, że „nadszedł właściwy moment, by być przygotowanym i rozważyć mandat do negocjacji z Rosją”. Jej zdaniem Europa powinna wypracować wspólne stanowisko na moment, gdy Moskwa będzie gotowa do rozmów.
Także Wołodymyr Zełenski uważa, że Europa powinna być obecna przy stole negocjacyjnym, ale ostrzega przed niekoordynowanymi inicjatywami poszczególnych państw. – Putin jest bardzo zadowolony, kiedy Europa jest podzielona. Potrafi to wykorzystywać i robił to już wcześniej – mówił ukraiński prezydent do przywódców UE podczas szczytu.
– Najważniejsze, by uniknąć chaosu – apelował Zełenski.
Jednym z orędownikiem rozmów z Putinem jest szef Rady Europejskiej António Costa. Jak się okazało w zeszłym tygodniu Costa rozpoczął już nawet wstępne działania w tej sprawie. Jak tuż przed szczytem ujawniły media, szef jego gabinetu Pedro Lourtie nawiązał kontakt z Jurijem Uszakowem, jednym z najbliższych współpracowników Władimira Putina. Według otoczenia Costy nie chodziło o negocjacje, lecz o przygotowanie kontaktów na wypadek przyszłych rozmów, tzn. otwarcie roboczego kanału komunikacji między Brukselą a Kremlem.
Działania przewodniczącego Rady Europejskiej wzbudziły sprzeciw części stolic, m.in. Paryża, Berlina, Kopenhagi, Amsterdamu i Tallina także dlatego, że Costa podjął je bez konsultacji. Część państw była całkowicie przeciwna podejmowania rozmów, a część miała wątpliwości co do tego, kto powinien być za to odpowiedzialny. Pojawiały się też głosy, że jeśli dojdzie kiedyś do rozmów z Rosją, główną rolę powinien odgrywać format E3, czyli Francja, Niemcy i Wielka Brytania, bo to te państwa od początku wojny odgrywają największą rolę w kontaktach dyplomatycznych dotyczących Ukrainy.
Emmanuel Macron po szczycie podkreślał, że Europa musi być obecna przy ewentualnych rozmowach pokojowych, ale nie jako mediator, lecz jako strona jednoznacznie wspierająca Kijów. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz wskazywał, że obecnie nie ma warunków do negocjacji z Rosją, ale Europa powinna być przygotowana na moment, gdy taka możliwość się pojawi.
Mimo to część państw, między innymi Belgia, poparły działania przewodniczącego Rady Europejskiej. Ich dyplomaci argumentowali, że Costa nie może konsultować każdego działania z 27 stolicami.
Costa bronił swoich działań. Po szczycie przekonywał, że UE potrzebuje bezpośredniego kanału dyplomatycznego z Rosją właśnie po to, by wspierać Ukrainę także środkami dyplomatycznymi. Zastrzegał jednak, że obecnie nie ma żadnych wiarygodnych sygnałów wskazujących na gotowość Rosji do podjęcia rozmów.
Tymczasem premier Donald Tusk pozostaje sceptyczny wobec samej idei rozpoczynania rozmów z Rosją. Jego zdaniem Rosja nie chce rozmów.
– Nic nie wskazuje na to, aby Rosja była dzisiaj zainteresowana jakimikolwiek negocjacjami – mówił Tusk po zakończeniu szczytu.
– Zadaniem Europy jest w tej sytuacji takie wsparcie dla Ukrainy, żeby mogła ona dalej skutecznie stawiać opór rosyjskiej agresji – dodawał.
Premier sprzeciwił się również pomysłowi, by w imieniu całej Unii Europejskiej ewentualne rozmowy z Rosją prowadziła grupa E3. Jego zdaniem traktaty nie pozostawiają tu pola do interpretacji. Uprawnienia do reprezentowania państw członkowskich na zewnątrz posiadają przewodniczący Rady Europejskiej António Costa oraz wysoka przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaja Kallas.
– Żeby [żaden] Francuz, Niemiec, a szczególnie — co zabawne — na przykład Brytyjczyk, nie czuł się uprawniony do tego, że będzie w imieniu Unii Europejskiej, nawet nie będąc członkiem Unii Europejskiej, podejmował jakieś decyzje (...) Nie ma żadnego porozumienia ani żadnej poważnej rozmowy o przyszłości Ukrainy bez Polski – mówił Tusk podczas konferencji prasowej po szczycie. Dodał, że Polska nie będzie respektować żadnych ustaleń podjętych bez jej udziału.
Zdaniem ekspertów think tanku European Policy Centre, trwający w Europie spór o to, czy utrzymywać kontakty z Rosją, kto miałby je prowadzić i kiedy należałoby je rozpocząć, pokazuje, że
Unia nie ma dziś spójnej strategii wobec Moskwy.
– To wszystko pokazuje, niezależnie od zaangażowanych osób, że w rzeczywistości nie mamy żadnej strategii. Nie wiemy, co planujemy zrobić. Nie wiemy, kiedy planujemy to zrobić. Po prostu bardzo boimy się, że nie będzie nas przy tych rozmowach – mówił w poniedziałek 22 czerwca Fabian Zuleeg, dyrektor wykonawczy European Policy Centre.
Ich zdaniem spór wokół kontaktów z Rosją nie sprowadza się wyłącznie do polityki wobec Kremla. To także walka o wpływy między instytucjami unijnymi oraz państwami członkowskimi, która ogniskuje się wokół osoby przewodniczącego Rady Europejskiej António Costy i wysokiej przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaji Kallas.
– To walka o wpływy i nie dotyczy wyłącznie instytucji, lecz jest znacznie szersza. Państwa członkowskie od lat przypominają, że to one są gospodarzami całego procesu i chcą zachować kontrolę nad polityką zagraniczną – mówił podczas tej samej konferencji Yannis Zamanoulis.
Przypomniał, że Kallas znalazła się w ostatnich miesiącach pod ostrzałem części stolic m.in. z powodu ostrej krytyki działań Izraela na Bliskim Wschodzie. Zdaniem niektórych rządów Kallas zbyt często wyprzedza polityczny konsensus państw członkowskich, co ponownie uruchomiło dyskusję o podziale kompetencji między instytucjami UE a stolicami.
Eksperci European Policy Centre zwrócili również uwagę, że sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii po rezygnacji premiera Keira Starmera może osłabić europejską politykę wobec Ukrainy i Rosji. Wielka Brytania pod rządami Starmera była bowiem kluczowym graczem w sprawach Ukrainy – zarówno jeśli chodzi o pomoc wojskową i makrofinansową, jak i działania dyplomatyczne.
– Wielka Brytania odgrywa ogromną rolę, jeśli chodzi o Ukrainę, bezpieczeństwo i obronność – mówił Yannis Zamanoulis. – Jeżeli sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii stanie się bardziej niestabilna, może to zaszkodzić nie tylko relacjom UE–Wielka Brytania, ale także wszystkim tym, którzy próbują posuwać naprzód działania dotyczące kluczowej kwestii strategicznej, jaką są Ukraina, wojna i relacje z Rosją – dodał ekspert.
Brak porozumienia co do tego, kto miałby reprezentować Europę w rozmowach z Rosją, to jednak tylko część problemu.
Kreml nadal nie wykazuje zainteresowania rozmowami z Europejczykami.
Jak tłumaczy Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press i analityczka rosyjskiej propagandy, Moskwa oficjalnie wyklucza rozmowy z Europą, ponieważ w kremlowskiej narracji to właśnie państwa europejskie – dostarczając Ukrainie broń i wsparcie – odpowiadają za przedłużanie wojny. Podobnie przedstawiany jest problem ukraińskich ataków dronowych na terytorium Rosji. Kreml konsekwentnie przekonuje, że nie są one efektem rozwoju ukraińskich zdolności wojskowych, lecz dowodem na to, że Rosja jest atakowana przez cały Zachód.
W tej logice Moskwa może rozmawiać wyłącznie z Donaldem Trumpem, który – jak twierdzi rosyjska propaganda – „rozumie przyczyny konfliktu”. Sam fakt podjęcia rozmów z Europejczykami byłby dla Kremla polityczną porażką.
Jak zauważa Jędrzejczyk, dobrze ilustruje to wypowiedź doradcy Putina Jurija Uszakowa z 18 czerwca. Według niego Europejczycy wywierają „niekorzystny wpływ” na Donalda Trumpa, ale amerykański prezydent pozostaje politykiem silnym i konsekwentnym. W tej narracji wciąż pobrzmiewa nadzieja Kremla, że kwestie związane z Ukrainą uda się rozstrzygnąć przede wszystkim w relacjach z Waszyngtonem, a nie z Europą.
Putin pozostaje też zakładnikiem własnej narracji o wojnie.
Od początku przedstawia ją jako konflikt, który może zakończyć się wyłącznie pełną realizacją rosyjskich celów. To stanowisko regularnie powtarza rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Rosyjski przywódca nadal utrzymuje, że Rosja zachowuje „strategiczną przewagę” na froncie, mimo że charakter wojny stopniowo się zmienia.
Ukraińskie ataki na cele w głębi Rosji, w tym na Moskwę, są w oficjalnym przekazie bagatelizowane. Tak było również po ataku z 18 czerwca, kiedy nad rosyjską stolicę skierowano setki dronów i pocisków, a uszkodzona została m.in. rafineria. Choć trudno to sobie wyobrazić, rosyjskie państwowe media praktycznie nie relacjonowały wydarzeń w Moskwie. Zamiast tego przedstawiciele władz przekonywali, że działania Ukrainy oddalają perspektywę pokojowego rozwiązania konfliktu i uzasadniają dalszą eskalację rosyjskich ataków.
W tym samym czasie ambasadorowie Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec przedstawili w rosyjskim MSZ propozycje dotyczące zakończenia wojny. Początkowo Moskwa bagatelizowała znaczenie tych rozmów, później jednak szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow określił europejskie propozycje mianem „ultimatum”. Według Ławrowa
państwa europejskie błędnie zakładają, że Rosja znajduje się w słabszej pozycji i dlatego będzie skłonna zaakceptować warunki stawiane przez Zachód.
Taką ocenę rosyjskie władze konsekwentnie odrzucają.
Równocześnie szef rosyjskiego wywiadu Siergiej Naryszkin wyraził zdumienie, że europejscy dyplomaci nie opuścili Kijowa mimo rosyjskich zapowiedzi kolejnych ataków na ukraińską stolicę. Uznał to za dowód braku realizmu po stronie państw europejskich.
Sam Ławrow otwarcie kwestionuje możliwość konstruktywnej roli Europy w procesie pokojowym. Jego zdaniem państwa europejskie nie są dziś zdolne do odegrania pozytywnej roli i będą raczej utrudniać osiągnięcie porozumienia.
Dodatkowym problemem dla Moskwy jest fakt, że po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu Kreml postawił przede wszystkim na relacje z Waszyngtonem, jednocześnie przedstawiając Europę jako głównego przeciwnika Rosji. Z czasem okazało się jednak, że możliwości Trumpa są bardziej ograniczone, niż zakładano na Kremlu. Coraz częściej znajduje to odzwierciedlenie również w rosyjskich mediach i komentarzach przedstawicieli władz. Nie oznacza to jednak zmiany oceny Putina. W rosyjskiej narracji za niepowodzenia nadal odpowiada przede wszystkim Europa, która – jak twierdzi Ławrow – miała wpływać na zmianę stanowiska amerykańskiego prezydenta po spotkaniu na Alasce.
Moskwa nadal liczy jednak na kontakty z ludźmi z otoczenia Trumpa, przede wszystkim Steve'em Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Po rozmowie telefonicznej Trumpa z Putinem 14 czerwca rosyjskie władze sygnalizowały nadzieję na dalsze wyjaśnienia dotyczące amerykańskiej wizji zakończenia wojny.
Od tego czasu sytuacja międzynarodowa ponownie się zmieniła. Wojna na Bliskim Wschodzie nie została zakończona, a podczas szczytu G7 przywódcy państw zachodnich ponownie rozmawiali z Wołodymyrem Zełenskim o dalszym wsparciu dla Ukrainy. Jak przyznał później Uszakow, od tego momentu nie było już kolejnych kontaktów z administracją Trumpa.
Na razie Moskwa nie przedstawiła nowych propozycji dotyczących zakończenia wojny.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow deklarował wprawdzie w piątek, że Rosja pozostaje otwarta na dialog z państwami europejskimi, ale jednocześnie podkreślał, że nie zaakceptuje żadnych „ultimatum” i że to Europa powinna zmienić swoje podejście do Rosji.
Jak zauważa Jędrzejczyk,
Kreml znalazł się dziś w pułapce własnej propagandy.
Przez lata Putin przekonywał Rosjan, że wojna zakończy się pełną realizacją rosyjskich celów. W tej logice same negocjacje i gotowość do ustępstw mogłyby zostać odebrane jako oznaka słabości, a nawet porażka.
Rozmowy o tym, kto miałby reprezentować Europę w ewentualnych negocjacjach z Rosją, trwają w Brukseli od miesięcy. Przyspieszyły w połowie maja, gdy Wołodymyr Zełenski publicznie wezwał państwa UE do wyznaczenia specjalnego wysłannika ds. rozmów pokojowych z Rosją w związku z kompletnym załamaniem formatu pod egidą USA.
Wśród potencjalnych kandydatów nieoficjalnie wymieniano m.in. byłą kanclerz Niemiec Angelę Merkel, byłego premiera Włoch Mario Draghiego, byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera, byłego prezydenta Finlandii Sauliego Niinistö, a także samego António Costę.
Mimo coraz częściej pojawiających się apeli o konieczności zaangażowania się w rozmowy z Putinem, część państw członkowskich wciąż uważa, że na rozmowy jest za wcześnie. Niemcy, Holandia, Polska oraz kraje nordyckie i bałtyckie wolą nadal zwiększać presję gospodarczą na Rosję, licząc, że osłabi to pozycję Kremla. I słabsza Rosja, tym większa szansa na porozumienie, które uwzględni interes Europy i Ukrainy. W Brukseli panuje też obawa, że źle przygotowane rozmowy mogłyby skończyć się powtórką fiaska porozumień mińskich lub bezowocnych negocjacji prowadzonych wcześniej przez USA.
Dlatego prezydent Wołodymyr Zełenski apeluje o szybkie dostawy pocisków średniego i dalekiego zasięgu. Kijów uważa, że im skuteczniej Ukraina bombarduje cele wewnątrz Rosji, w tym w największych rosyjskich miastach, tym większa szansa na to, że Putin zaangażuje się w sensowne negocjacje.
Bezpieczeństwo
Rosja
Ukraina
Władimir Putin
Donald Trump
Donald Tusk
Ursula von der Leyen
Komisja Europejska
Rada Europejska
Unia Europejska
negocjacje pokojowe
wojna w Ukrainie
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze