Prawa autorskie: AFPAFP
25 września 2022

Finlandia budzi się z postsowieckiego snu. Ofiarą padną uciekający przed Putinem [KORESPONDENCJA]

Finlandia była pełna rosyjskich turystów. Teraz ogranicza ich napływ i na granicy stoją kolejki samochodów z uciekającymi przed mobilizacją Rosjanami. Rosyjscy artyści, którzy znaleźli azyl w Finlandii, obawiają się, że niezależni twórcy i dysydenci utkną u Putina

Muzeum Muminków w Tampere w sobotnie popołudnie jest pełne rodzin z dziećmi. Przez gwar fińskich i szwedzkich rozmów przebijają co chwila zdania po rosyjsku.

- Mamasza, szto eto za zwier? („Mamo, co to za zwierzę?”) - pyta kilkuletnia dziewczynka przed jedną z gablot. - Eto nie zwier, eto Morra. („To nie zwierzę, to Buka”) - matka czyta rosyjski podpis pod gablotą, w której straszy groźna postać z książek Tove Jansson.

W Finlandii na Rosjan natykam się nieustannie: w centrum handlowym, restauracji, hotelu, na ulicy. Zachowują się swobodnie, a nawet beztrosko. Zamawiają napoje, kupują pamiątki, fotografują się na tle zabytków. Jakby półtora tysiąca kilometrów stąd, w Ukrainie nie toczyła się krwawa wojna, wywołana przez Kreml.

W Helsinkach na głównym nabrzeżu rosyjscy turyści ustawiają się w kolejkę do promów, płynących do twierdzy Soumenlinna. Tutaj mogą poczuć się jak w domu: za plecami mają fasady klasycystycznych budowli z XIX wieku, przypominających architekturę Petersburga. To wspomnienie po kolonialnej przeszłości miasta, które przez 110 lat należało do rosyjskiego imperium.

- Żenia, dawaj, a to korabl ujdjot! (Żenia, pospiesz się, bo statek odpłynie) – popędza swego spóźnionego chłopaka dziewczyna.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie.

Żelazna kurtyna w dół

Takie obrazki należą już do przeszłości. Finlandia wprowadza ograniczenia w ruchu turystycznym z Rosji. Od początku września fińskie konsulaty w Rosji ograniczyły o 90 proc. liczbę wiz turystycznych: zamiast tysiąca wiz dziennie wydawanych jest zaledwie sto. To reakcja na wojnę w Ukrainie i sierpniowy apel prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o wprowadzenie zakazu wjazdu dla rosyjskich turystów do Europy.

- To nie w porządku, że w czasie, kiedy Rosja prowadzi agresywną, brutalną wojnę w Ukrainie, Rosjanie mogą prowadzić normalne życie i podróżować po Europie

- komentowała decyzję fińska premier Sanna Marin.

W reakcji na ogłoszenie mobilizacji w Rosji fińskie władze podjęły w piątek decyzję o całkowitym wstrzymaniu ruchu turystycznego z Rosji. - Finlandia nie chce być krajem tranzytowym dla posiadaczy wiz, wydanych przez inne kraje strefy Schengen – powiedział minister spraw zagranicznych Finlandii Pekka Haavisto. Nowe obostrzenia mają wejść w życie w ciągu kilku dni i dotyczyć będą zarówno posiadaczy fińskich wiz, jak i wiz innych krajów Schengen.

Po wybuchu wojny w Ukrainie i zawieszeniu połączeń lotniczych między Federacją Rosyjską a Europą, Finlandia obok Estonii stała się główną lądową bramą do Europy. Większość z miliona rosyjskich turystów, którzy przyjechali od początku tego roku do UE wjechała właśnie tą drogą. Tylko część zatrzymała się w Finlandii, większość w Helsinkach przesiadła się z samochodów na rejsowe samoloty do kurortów południa Europy. Latem media obiegły zdjęcia luksusowych porsche i bentleyów z rosyjskimi rejestracjami, zaparkowanych pod lotniskiem Helsinki-Vantaa.

W sierpniu Finlandia razem z Litwą, Łotwą, Estonią i Polską wnioskowała do Komisji Europejskiej o całkowity zakaz wjazdu dla Rosjan do Unii, powołując się na względy bezpieczeństwa. Jak argumentowała premier Estonii Kaja Kallas: „Wizyta w Europie to przywilej, nie prawo człowieka”.

Radykalnemu zakazowi przeciwstawiały się m.in. Niemcy, Hiszpania i Portugalia, argumentując, że zakaz zamiast w reżim Putina uderzy w Rosjan sprzeciwiających się wojnie, którzy na Zachodzie szukają azylu. W efekcie Unia nie zdecydowała się na całkowitą blokadę, w zamian jednostronnie zawiesiła umowę z Rosją o ułatwieniach w ruchu turystycznym. Od 1 września koszt wizy turystycznej do strefy Schengen dla Rosjan wzrósł z 35 do 80 euro, wzrosła także liczba wymaganych dokumentów i wydłużył się czas oczekiwania – z 10 do 15 dni.

Niepogodzone z tą decyzją kraje bałtyckie i Polska wprowadziły od 19 września całkowity zakaz wjazdu rosyjskich obywateli na swoje terytoria.

Nawet posiadacze ważnej wizy schengeńskiej (jest ich w Rosji 12 mln) nie przekroczą już wschodniej granicy Unii. Możliwość przekroczenia granicy pozostawiono m.in. dla osób prześladowanych politycznie, niezależnych dziennikarzy, dyplomatów i tranzytu do obwodu kaliningradzkiego.

W ten sposób 40 lat od zakończenia zimnej wojny ponownie opuszcza się żelazna kurtyna. Finlandia była dotąd ostatnim krajem, otwartym dla Rosjan. Dlaczego?

Finlandyzacja wiecznie żywa?

Żeby zrozumieć fińską specyfikę, wystarczy spojrzenie na mapę: granica fińsko-rosyjska liczy ponad 1300 km i jest najdłuższą granicą państwa UE z Rosją. Na geografię nakłada się historia: przez blisko pół wieku od zakończenia II wojny światowej Finlandia była uzależniona gospodarczo i politycznie od Związku Radzieckiego. Była to cena za suwerenność i integralność kraju. W Finlandii wciąż żywa jest pamięć o wojnie zimowej – napaści Rosji na Finlandię zimą 1939 roku.

Fińskim wojskom udało się olbrzymim kosztem powstrzymać sowiecką nawałę, ale kraj musiał oddać Związkowi Radzieckiemu blisko 10 proc. swojego terytorium.

Termin finlandyzacja, kojarzony negatywnie z polityką uległości wobec Rosji, w samej Finlandii był przez dziesięciolecia rozumiany jako pragmatyzm w relacjach z silniejszym partnerem. Bliskie związki prowadziły jednak do patologicznych zjawisk, jak odsyłanie sowieckich uchodźców politycznych czy cenzurowanie krytyki sowieckich władz. Jeszcze na początku XXI wieku Heidi Hautala, polityczka fińskiej Partii Zielonych, znalazła się pod pręgierzem opinii publicznej za to, że odważyła się skrytykować Rosję za łamanie praw człowieka, a Putina porównała do cara.

Dlatego nie powinny dziwić takie fińskie fenomeny, jak jedyne w zachodnim świecie Muzeum Lenina w Tampere. Placówka powstała w 1946 roku z wdzięczności dla wodza rewolucji, który w 1917 roku uznał niepodległość Finlandii. Mieści się w budynku, w którym w roku 1905 miało dojść do pierwszego spotkania przebywającego na emigracji Lenina ze Stalinem. Co prawda odnowiona parę lat temu wystawa bardziej skupia się na złożonych relacjach fińsko-rosyjskich, niż na sławieniu komunizmu, ale czuć tam silną post-sowiecką nostalgię. Zwiedzający mogą sobie zrobić zdjęcie w siodełku radzieckiego Urala, z woskową figurą Lenina w przyczepie i Stalinem za plecami. A sklepiku z pamiątkami nabyć kolczyki z Leninem.

Światowy pokój czeka w magazynie

W ostatnich miesiącach Finlandia budzi się jednak z postsowieckiego snu. Punktem zwrotnym była decyzja o wstąpieniu kraju do NATO, będąca wynikiem radykalnej zmiany nastrojów społecznych.

W pierwszych miesiącach wojny poparcie Finów dla akcesji do NATO wzrosło z 53 proc. w lutym do rekordowych 76 proc. w maju, a odsetek oponentów zmniejszył się z blisko jednej trzeciej do 12 proc..

Kiedy poprzednim razem w 2017 roku badano poparcie dla wejścia Finlandii do NATO, proporcje były dokładnie odwrotne: tylko 19 proc. Finów było za, 53 proc. opowiedziało się przeciwko akcesji. Teraz wejście do NATO poparli nawet wyborcy Zielonych i lewicy, wcześniej opowiadający się za neutralnością.

Jukka Hyde Hytti, reżyser i producent teatralny z Helsinek nie ma wątpliwości: zmiana nastrojów to skutek narastającego lęku przed rosyjską inwazją. - W Finlandii wciąż żywa jest pamięć o wojnie zimowej. Część mojej rodziny musiała uciekać z zajętej przez Rosjan Karelii. Znam swoją rodzinę tylko do dziadków, Sowieci wszystko wyczyścili. Nikt nie chce, aby wojna się powtórzyła - mówi.

Hyde nie należy jednak do entuzjastów wstąpienia do NATO. - Jestem pacyfistą, nie podoba mi się, że wchodzimy do organizacji militarnej.

Kiedy pytam, jak chciałby bronić swego kraju w razie wojny, reżyser rysuje na rękawie znak krzyża. - Przeszedłem szkolenie medyczne, w razie potrzeby będę ratował rannych.

O zmianie stosunku do Rosji świadczy usuwanie z przestrzeni publicznej śladów sowieckiej dominacji. Władze miast Turku i Kotka jeszcze wiosną podjęły decyzje o demontażu tablic i pomników upamiętniających Lenina. Zdemontowana została także rzeźba zatytułowana „Pokój na świecie”, którą władze Moskwy podarowały Helsinkom w 1989 roku. Sześciometrowa instalacja wyobrażająca grupę postaci trzymających kulę ziemską od początku budziła kontrowersje: już rok po odsłonięciu grupa studentów oblała ją smołą i posypała pierzem, w 2010 roku nieznani sprawcy próbowali ją wysadzić w powietrze. Dopiero jednak w sierpniu tego roku władze zdecydowały usunąć rzeźbę pod pretekstem remontu chodnika. Dziennikarze państwowej stacji telewizyjnej Yle wypatrzyli ją w magazynie pod Helsinkami. Dzieło symbolizujące pokój czeka tam na zawieszenie broni.

Artyści w zagrożeniu

Z jednej strony Finlandia usuwa pamiątki po epoce „pragmatycznych” relacji z agresywnym sąsiadem, z drugiej staje się przystanią dla emigrantów i dysydentów rosyjskich. Artystami z rosyjskim paszportem, którzy uciekli z kraju przed prześladowaniami opiekuje się pozarządowa organizacja Artists at Risk (Artyści w zagrożeniu), założona w Finlandii w 2013 roku, działająca obecnie w 19 krajach. To chyba jedyna organizacja tego typu, która udziela pomocy zarówno artystom-uchodźcom ukraińskim, jak i dysydentom z Białorusi i Rosji, którym za antywojenną postawę grożą prześladowania i więzienie.

Jak informuje Marita Mukkonen z AR, od wybuchu wojny dzięki pomocy organizacji ponad 200 artystów z Ukrainy i 70 z Rosji i Białorusi otrzymało pomoc w postaci rezydencji artystycznych w całej Europie.

- Dzięki naszemu wsparciu w Finlandii schronienie znalazło 15 osób z Ukrainy, 11 z Rosji i 4 z Białorusi.

Do beneficjentów AR należy Michaił Durnienkow, wybitny rosyjski dramatopisarz, dyrektor Festiwalu Dramaturgii Lubimowka. Był jeden z pierwszych twórców rosyjskich, którzy otwarcie potępili inwazję Rosji na Ukrainę. W pierwszych dniach marca razem z żoną, scenografką Ksenią Peretruchiną, dzieckiem i psem wyjechał samochodem z Moskwy i przez fińsko-rosyjską granicę dotarł do Helsinek. W kwietniu, przed prawosławną Wielkanocą, na swoim profilu na FB życzył armii rosyjskiej „całkowitej i miażdżącej klęski”, a Ukraińcom „siły i odwagi”. W odpowiedzi przewodniczący rosyjskiego Związku Działaczy Teatru Aleksandr Kaliagin wezwał do wykluczenia dramatopisarza z organizacji, a Moskiewska Szkoła Teatru Artystycznego, w której Durnienkow wykładał, rozwiązała z nim kontrakt.

Dzięki pomocy Artists at Risk dramatopisarz otrzymał wizę i pozwolenie na pracę, organizacja opłaciła także mieszkanie. Teraz Durnienkow reżyseruje spektakl według własnej sztuki z zespołem Teatru Klockrike w Helsinkach. Premiera w przyszłym roku.

- Finowie bardzo nam pomogli, zarówno radą jak i czynem. Ani razu w naszym życiu tutaj w Finlandii nie spotkaliśmy się z przejawem rusofobii. Nasz syn chodzi do klasy przygotowawczej w fińskiej szkole razem z ukraińskimi dziećmi, które tak jak on uczą się fińskiego.

Pomocy twórcom z Rosji udziela także TINFO – Centrum Informacji Teatralnej z Helsinek, odpowiednik polskiego Instytutu Teatralnego. Jukka Hyde Hytti, który odpowiada w organizacji za współpracę zagraniczną uważa, że artystom dysydentom trzeba pomagać bez względu na pochodzenie.

- Jeśli któryś z moich przyjaciół artystów publicznie krytykuje dyktaturę, domaga się przestrzegania praw człowieka, opowiada się za równym, horyzontalnym, demokratycznym społeczeństwem, nie pytam o jego lub jej narodowość czy obywatelstwo.

TINFO zaczęło zapraszać artystów z Rosji jeszcze w 2014 roku, po aneksji Krymu, kiedy część organizacji w Europie zerwała współpracę z rosyjskimi instytucjami. Okazało się, że wielu rosyjskich twórców i naukowców, którzy sprzeciwiają się polityce Kremla, szuka możliwości wyjazdu z kraju.

W ten sposób do Finlandii trafił Maksym Kurochkin, ukraiński dramatopisarz, pracujący na stałe w Rosji. W Teatrze Telakka w Tampere fińsko-rosyjsko-ukraiński zespół wystawił jego dokumentalną sztukę „Russophobia”, w której traumatyczne wspomnienia z fińskiej wojny zimowej zderzone zostały z rewolucją na Majdanie i walką Ukrainy o niepodległość. Spektakl pojechał w 2018 roku do Kijowa i Moskwy, gdzie wywołał duże zainteresowanie. Jeden z recenzentów pisał: „Imperium jest złe i będzie jeszcze gorsze”. Publiczność nie przeczuwała, że fińska przeszłość stanie się wkrótce ukraińską przyszłością.

Prawo czy przywilej?

Czy całkowity zakaz wjazdu do Unii Europejskiej dla obywateli Federacji Rosyjskiej okaże się skuteczną bronią przeciw putinowskiemu reżimowi? Michaił Durnienkow ma wątpliwości:

- Ograniczenie wydawania wiz turystycznych nie zmienia w żaden sposób przebiegu wojny i nie przybliża jej końca, ale przede wszystkim utrudnia opuszczenie Rosji niezależnym artystom i dysydentom. Aby ubiegać się o azyl polityczny, trzeba przekroczyć granicę rosyjską, a to wymaga jakiegokolwiek prawnego powodu. Wiza turystyczna to właśnie taka wymówka. Władzom rosyjskim znacznie łatwiej jest przeszkodzić obywatelom, starającym się o wizy humanitarne i inne dokumenty podróżne z powodów politycznych, niż uniemożliwić zwykłym turystom wyjazd z Federacji Rosyjskiej. Aparat państwowy Federacji Rosyjskiej jest zainteresowany utrzymaniem pozorów wolności – na tym polega różnica między władzą autorytarną a dyktaturą.

Podobnego zdania jest Iwan Wyrypajew, przebywający od lat na emigracji w Polsce rosyjski dramatopisarz:

- Rosjanie, którzy wspierają wojnę, podróżują głównie do Turcji lub Egiptu, a nie do wrogiej Europy. Zamożni Rosjanie mają zwykle podwójne obywatelstwo (paszport cypryjski lub izraelski) i świetnie się przemieszczają. Faktem jest, że te sankcje są skierowane przeciwko tym, którzy sprzeciwiają się faszyzmowi Putina, tym, których życie jest zagrożone odwetem lub więzieniem.

To sankcje głównie wobec młodych i inteligentnych ludzi, którzy znajdują się w tragicznej sytuacji w swojej ojczyźnie. Ich „przywilejem” jest wola życia.

Mimo zapowiedzi, że rosyjscy uchodźcy polityczni z Rosji będą wpuszczani na teren UE, organizacja Artists at Risk zanotowała dwa pierwsze przypadki odmowy wydania fińskich wiz osobom, którym grożą prześladowania. Jedną z nich jest dziennikarka opozycyjnej redakcji Nowaya Gazeta, która w związku z inwazją Rosji na Ukrainę po groźbach władzy musiała zawiesić działalność. - Opowiadamy się za wydawaniem humanitarnych wiz dla dysydentów z Rosji i innych krajów – mówi Marita Muukkanen.

Jednocześnie Rosjanie niezwiązani bezpośrednio z opozycją znajdują sposoby, aby obejść ograniczenia. Ponieważ prawo zezwala na wjazd do strefy Schengen osobom, które posiadają w Unii nieruchomości, wzrasta liczba kupujących. W pierwszej połowie tego roku Rosjanie kupili w Finlandii 212 domów i mieszkań, prawie tyle ile przez cały 2021 rok. I to mimo blokady przelewów z rosyjskich banków do Europy.

Służby celne notują nowe zjawisko: cudownego rozmnożenia właścicieli niektórych nieruchomości. Rosjanie sprzedają udziały rodzinie i znajomym, aby i oni nabyli prawo do wjazdu do strefy Schengen. Z tego powodu prezydent Finlandii Sauli Niinistö zaapelował, aby ograniczenia wjazdu objęły także właścicieli nieruchomości. Ma to zniechęcić Rosjan do zakupu domów w Finlandii.

Michaił Durnienkow rozmawiał w tym tygodniu z fińskimi parlamentarzystami o zagwarantowaniu możliwości uzyskania wiz humanitarnych dla osób prześladowanych w Rosji, ale - jak napisał w swoim profilu na FB - proces wprowadzenia nowych zasad może potrwać nawet pół roku.

Wszyscy czekają na zimę.

Na zdjęciu: sznur rosyjskich samochodów przed przejściem granicznym między Rosją a Finlandią w pobliżu Vaalimaa 22 września 2022 roku, dwa dni po ogłoszeniu mobilizacji w Federacji Rosyjskiej.

Udostępnij:

Roman Pawłowski

publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne