08 sierpnia 2021

Foie gras. Okrucieństwo, które stało się przysmakiem [Rzeźnia odc. nr 8]

"Foie gras jest sprzedawane jako drogi delikates, ale nikt nie płaci większej ceny niż kaczki i gęsi, które są torturowane i zabijane, żeby wyprodukować ten pasztet" - takimi słowami zaczyna się film organizacji PETA z narracją aktorki Kate Winslet.

Pasztet strasburski, czyli właśnie foie gras, to "przysmak" serwowany po usmażeniu albo na zimno, w plastrach lub w formie musu. Nie jest to tani produkt - za słoiczek 140-gramowy trzeba zapłacić przynajmniej 100-120 złotych.

W 2019 roku Francja wyeksportowała foie gras o wartości ponad 88 milionów euro. Jak podaje portal Statista, wtedy też w kraju wyprodukowano ponad 16 tys. ton pasztetu. W całej UE - 22 tys. ton.

Adnotacja dotycząca foie gras znalazła się nawet we francuskich przepisach. W Kodeksie wiejskim i rybołówstwa morskiego można przeczytać, że "Foie gras jest częścią chronionego dziedzictwa kulturowego i gastronomicznego".

Pasztet jest produkowany także w innych krajach - m.in. Bułgarii, Węgrzech, Chinach i Hiszpanii.

To ósmy odcinek naszego cyklu „Rzeźnia", w którym opisujemy, jak wyglądają polskie (i nie tylko) hodowle i jak łamane są w nich prawa zwierząt i naruszane przepisy. Wcześniejsze odcinki cyklu można przeczytać tutaj:

Foie gras oznacza dosłownie "tłustą wątrobę". Do produkcji wykorzystuje się wątróbki specjalnie tuczonych kaczek i gęsi. Mówi się, że tylko ta metoda zapewnia wyjątkowy smak pasztetu.

Metoda, która skazuje tysiące ptaków na ogromne cierpienie, życie w niewoli i przedwczesną śmierć.

Kilka kilogramów pokarmu dziennie

Sam proces tuczenia przebiega stopniowo. Młode kaczki i gęsi na początku odżywiają się samodzielnie, ale później zwiększa im się dawki pokarmu tak, aby przygotować je na tę "właściwą" porcję. "Właściwą" w cudzysłowie, bo tak naprawdę pod koniec życia zwierzęta muszą jeść o wiele więcej pokarmu, niż jadłyby żyjąc na wolności. Słowo "jedzą" również powinno być zapisane w cudzysłowie, bo z jedzeniem ten proces nie ma wiele wspólnego.

Przez ponad dwa tygodnie przed ubojem do gardeł kaczek i gęsi wkłada się metalową rurę, pompując wysokokaloryczny pokarm bezpośrednio do żołądka. W przypadku kaczek to jest około kilograma paszy dziennie, a gęsi - 2 kg. To tak, jakby nam wmuszano jedzenie 20 kg makaronu dziennie.

Wskutek przymusowego karmienia zwierzęta doznają "uszkodzenia gardzieli, dziobów, pojawiają się także silne stany zapalne. Każda sesja karmienia kończy się dusznością i biegunkami" - tak piszą na swojej stronie Otwarte Klatki. Niektóre ptaki nie są w stanie doczekać uboju, umierają wcześniej, chore i cierpiące.

Życie w wąskiej klatce

Zwierzęta trzymane są często w wąskich klatkach, z których wystają im tylko głowy. Nie mogą się ruszać, obracać, czyścić sobie piór. Szybko stają się brudne i słabe, a do tego bardzo spuchnięte. Zwierzęta mają okaleczone nogi od ciągłego stania na metalowych prętach. Nigdy nie poczują tego, co czułyby na wolności i nie mogą realizować swoich potrzeb gatunkowych. Nie dowiedzą się też, jakim uczuciem jest pływanie po wodzie. Ich kontakt z innymi osobnikami jest ograniczony do minimum. Mogą tylko oglądać pozostałe kaczki i gęsi w sąsiednich klatkach.

Kiedy trafiają do rzeźni, są wieszane głowami do dołu, wciąż świadome i przytomne. Najpierw są ogłuszane przez zanurzenie w kąpieli elektrycznej. Potem podcina im się gardła i spuszcza z nich krew.

Okrucieństwo hodowli kaczek i gęsi na foie gras zaczyna się jednak już wcześniej, w momencie wykluwania się ptaków z jaj. Podobnie jak w przypadku kur hodowanych do produkcji jaj, pracownicy fermy sprawdzają płeć pisklaków. Do produkcji jaj potrzebne są tylko pisklęta płci żeńskiej, więc do utylizacji trafiają koguciki. Przy foie gras jest odwrotnie - wątroby samic są zbyt żylaste i nie nadają się do utuczenia i przerobienia na drogi delikates.

Organizacje zajmujące się dobrostanem i prawami zwierząt przeprowadziły wiele śledztw na fermach kaczek i gęsi tuczonych na foie gras. W OKO.press przypominamy niektóre z nich.

Hudson Valley Foie Gras, Ferndale, USA, 2013 rok

Hudson Valley to duża farma w stanie Nowy Jork. Na swojej stronie internetowej chwalą się trzymaniem ptaków w dużych zagrodach, dzięki czemu mają mieć więcej miejsca niż klatkach. Jednocześnie są "chronione przed dzikimi zwierzętami" i złą pogodą. Na stronie można zobaczyć też zdjęcia pięknych zielonych pól wokół hodowli.

Farma zaprasza nawet na wycieczki turystyczne, podczas których można oglądać, jak powstaje luksusowy pasztet.

W 2013 roku organizacja PETA przeprowadziła tam śledztwo, które pokazało, że rzeczywistość wcale nie jest tak kolorowa, jak chcą ją malować właściciele farmy.

Aktywiści odkryli, że jeden pracownik miał karmić na siłę 500 ptaków trzy razy dziennie. To bardzo duże tempo. W pośpiechu pracownicy często traktowali ptaki brutalnie i pozostawiali je w klatkach, zranione i cierpiące. Wiele kaczek umierało z powodu pękniętych organów w wyniku przekarmienia. Jeden z pracowników powiedział aktywiście PETY, że w gardłach wielu ptaków można wyczuć wyraźne guzy, które są konsekwencją wpychania rur z pokarmem.

Jak relacjonuje PETA, jedna zarejestrowana podczas śledztwa kaczka miała tak poważną ranę na szyi, że podczas picia wylewała się z niej woda.

Aktywiści udokumentowali też, jak wygląda miejsce, w którym trzymane były młode osobniki. Czyli te zagrody, którymi chwali się ferma. "Młode kaczki były stłoczone tysiącami w ogromnych szopach przypominających magazyny. W warunkach, które są praktycznie identyczne, jak w przypadku brojlerów i indyków na fermach przemysłowych. Karmione siłą kaczki były zamykane, do tuzina na raz, w kojcu o wymiarach zaledwie 1,2 m na 1,8 m. Aktywista śledczy PETA widział, jak pracownicy ciągną kaczki za szyje po drucianej podłodze i przypinają je między nogami, zanim wbijają im metalowe rurki do karmienia siłą" - opisuje organizacja.

PETA podała przy okazji śledztwa, że rocznie aż 15 tys. ptaków umiera jeszcze przed ubojem. W 2013 roku Hudson Valley produkowało cotygodniowo pasztet z 5 tysięcy chorych, utuczonych ptaków.

MHP, Kijów, Ukraina, 2019 rok

MHP to największy ukraiński producent i eksporter kurczaków z główną siedzibą w Kijowie. Jeszcze do niedawna firma zajmowała się również produkcją foie gras.

Aktywista ukraińskiego oddziału Otwartych Klatek zatrudnił się na fermie należącej do MHP. Zarejestrował nie tylko drastyczne sceny przymusowego karmienia, ale także brutalne wrzucanie ptaków do klatek i zostawianie ich z wyraźnymi ranami bez opieki weterynaryjnej. Brytyjski "Independent", który jako pierwszy opisał śledztwo, podał, że dziennie aż 20 ptaków umierało wskutek chorób, ran i przymusowego karmienia.

Pracownicy, żeby ułatwić wciskanie rur do gardeł ptaków, nacierali je... olejem silnikowym. Kaczki i gęsi po podaniu "posiłku" w nasmarowanej rurze wymiotowały i miały konwulsje. Te, które nie przeżyły, były wyrzucane na śmietnik, a potem palone.

"To, co zobaczyłem na fermie, było o wiele gorsze, niż się spodziewałem. Pracowałem tam przez miesiąc, żeby nie wzbudzić podejrzeń wyjeżdżając po pierwszym dniu. Ale było to dla mnie bardzo trudne" - mówił aktywista po publikacji wyników śledztwa.

Rzeczniczka MHP w odpowiedzi na materiał Otwartych Klatek zapowiedziała, że firma dokładnie sprawdzi praktyki stosowane w hodowli. Pod koniec lipca 2019 roku MHP ogłosiło, że od września przestanie produkować foie gras.

Domaine de la Peyrouse, Coulounieix-Chamiers, Francja, 2019 rok

Domaine de la Peyrouse to wytwórca foie gras, który jest jednocześnie ośrodkiem szkoleniowym dla uczniów rolniczej szkoły średniej w Périgueux w departamencie Dordogne. Właśnie ta część Francji słynie z pasztetów z kaczek i gęsi, a rolnictwo i hodowla zwierząt jest tu jednym z najważniejszych sektorów gospodarki - obok turystyki.

Aktywiści grupy L214 udokumentowali, jak pracownicy fermy wyrzucali pęknięte jaja, z których przedwcześnie wykluwały się pisklaki, na śmietnik. Małe ptaki tam się rodziły i są od razu były skazane na śmierć.

Spośród tych prawidłowo wyklutych piskląt pracownicy wybierali męskie osobniki, które trafiały do specjalnej maszyny, wypalającej czubki ich dziobów. Dzięki temu trudniej jest im się bronić przed karmieniem na siłę. Żeńskie osobniki trafiały do kontenerów, gdzie umierały z głodu, wycieńczenia albo uduszenia. Pracownicy "pomagali" ptakom umrzeć, używając worków.

L214 ogłosiło, że sprawa trafi do prokuratury. Zaraz po publikacji ich materiału, hodowla Domaine de la Peyrouse kupiła kruszarkę do eliminacji pisklaków. "Do tej pory dusiliśmy je w workach na śmieci. Mamy świadomość, że ta praktyka pochodziła z innego czasu. Nie działaliśmy zgodnie z prawem" - mówił w rozmowach z mediami kierownik hodowli.

Aktywiści zwracają uwagę na jeszcze jeden ponury fakt: w tym samym roku, w którym prowadzili swoje śledztwo, gospodarstwo otrzymało złoty medal w Concours général agricole (ogólnokrajowym konkursie rolniczym).

Świat zakazuje produkcji foie gras

Produkcja foie gras jest tak kontrowersyjna, że została zakazana w wielu krajach - m.in. w Czechach, Finlandii, Włoszech i Turcji. Indie poszły o krok dalej i jako pierwsze państwo na świecie zakazały także sprowadzania i sprzedaży produktu.

Również w Polsce nie można produkować stłuszczonych wątróbek. Zakaz wprowadziła ustawa o ochronie zwierząt z 1997 roku. Zapisano w niej, że "Warunki chowu lub hodowli zwierząt nie mogą powodować urazów i uszkodzeń ciała lub innych cierpień. (...) Zabrania się tuczu gęsi i kaczek na stłuszczone wątroby" (rozdział 3, artykuł 12, ustęp 4).

Wciąż jednak pasztet można dość łatwo dostać. Nie jest produktem, który znajdziemy w każdym sklepie, ale nawet te popularne dyskonty od czasu do czasu oferują słoiczki czy puszki z foie gras.

Co o okrutnej produkcji uważa Unia Europejska?

"Zgodnie z przepisami unijnymi (dyrektywa 98/58/WE, paragraf 14 załącznika) «zwierzętom nie należy dostarczać jedzenia lub płynów w sposób (…), który mógłby spowodować niepotrzebne cierpienie lub zranienie». Natomiast sposób karmienia, jaki stosuje się w tuczu kaczek i gęsi na stłuszczone wątroby ewidentnie takim jest. Potwierdzają to liczne raporty i opinie, np. raport Komitetu Naukowego ds. Zdrowia i Dobrostanu Zwierząt, który stwierdza, że karmienie na siłę jest stresujące dla zwierząt i może powodować poważne urazy oraz zdecydowanie negatywnie wpływa na dobrostan zwierząt. Uważamy więc, że dopuszczanie możliwości takiego chowu zwierząt jest łamaniem prawa unijnego" - pisze na swojej stronie internetowej organizacja Compassion in Wolrd Farming.

W czerwcu 2021 roku Parlament Europejski wezwał Komisję Europejską do wprowadzenia zakazu tuczenia zwierząt na foie gras. Do końca 2023 roku mamy się dowiedzieć, jak KE podejdzie do kwestii chowu klatkowego i ogólnego dobrostanu zwierząt w całej wspólnocie.

“Unia Europejska odpowiada za około 90 proc. światowej produkcji foie gras" - komentowały na Facebooku Otwarte Klatki. "Unijny zakaz znacząco wpłynąłby na zmniejszenie cierpienia zwierząt (...) To ogromny krok w stronę odesłania foie gras do historii!”.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne