0:00
29 kwietnia 2021

Fundacja Rydzyka przed sądem broni się wnioskiem Manowskiej do Przyłębskiej

Trwa proces Fundacji Lux Veritatis oskarżonej o nieudostępnienie informacji o swoich wydatkach. Chce odroczenia sprawy, powołując się na wniosek I Prezes SN do Trybunału Konstytucyjnego, który może uniemożliwić karanie za brak jawności

Wydrukuj

“Piszcie Państwo do prezydenta, premiera i tzw. Prawicy. Pytajcie swoich posłów, o co tutaj chodzi. Czy to jest zgodnie z Konstytucją RP, żeby siły finansowane spoza Polski nas nękały?” - zaapelował w środę 29 kwietnia o. Tadeusz Rydzyk na stronie Radia Maryja.

Tajemnicze siły, o których mówi, to Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska, organizację walczącą o jawność w sferze publicznej. To oni doprowadzili do procesu władz Fundacji Lux Veritatis o nieudostępnienie informacji publicznej wbrew obowiązkowi. Jej prezesem jest o. Rydzyk, a pozostałymi członkami zarządu jego najbliżsi współpracownicy: Lidia Kochanowicz-Mańk i Jan Król.

Dzisiaj odbyła się druga rozprawa przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Woli w procesie rozpoczętym 9 kwietnia. Dotyczy wniosku o informację publiczną, który po raz pierwszy Watchdog złożył 7 czerwca 2016 r. Domagał się w nim od Lux Veritatis podania informacji o przedsięwzięciach, w których Lux Veritatis korzystało ze środków publicznych od 2008 r.

Chodziło o wskazanie daty podpisania umowy, tytułu projektu, źródła pieniędzy oraz sposobu, w jaki Lux Veritatis je wydało.

Ile dostaje Rydzyk?

Zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej, (art. 4 ust. 1 pkt 5) wszystkie podmioty, które dysponują środkami publicznymi, mają obowiązek udzielenia informacji o ich wysokości i sposobie wykorzystania.

Właśnie dlatego, że o. Rydzyk notorycznie odmawiał udzielania udostępniania informacji publicznej, podliczenie dotacji na jego dzieła jest niezwykle trudne. By dowiedzieć się, że przez sześć lat rządów PiS dostał na swoje dzieła 325 mln zł, OKO.press musiało zadać pytania kilkudziesięciu instytucjom, które go obdarowały. Prawdopodobnie nie jest to jednak kompletne wyliczenie.

Fundacja o. Rydzyka wykręcała się od odpowiedzi na wiele sposobów. Na początku twierdziła, że nie dotarły do nich maile. Gdy Watchdog wysłał wnioski pocztą, odmówiła odpowiedzi, twierdząc, że nie muszą udostępniać wnioskowanych informacji. Po wysłaniu wniosku po raz trzeci, Lux Veritatis bezprawnie zażądało podania jego „podstawy normatywnej”. Wytykało też Watchdogowi rzekome „powiązanie z podmiotami zagranicznymi o nie w pełni transparentnej proweniencji”.

W końcu w maju 2017 r., prawie rok po otrzymaniu wniosku, Lux Veritatis udostępniło listę dotacji pochodzących ze środków publicznych. Rok to jednak znacznie dłużej niż dwa tygodnie wyznaczone przez ustawę. Poza tym Lux Veritatis nie udostępniło wszystkich informacji, o które prosił Watchdog. Wciąż nie wiemy, na co dokładnie ojciec Rydzyk wydał publiczne pieniądze.

Watchdog zaskarżył najpierw brak odpowiedzi Lux Veritatis, a następnie odpowiedź odmowną przed sądami administracyjnymi. W obu przypadkach wygrał. Już w 2017 r. sąd uznał, że ignorowaniu wniosku o informację publiczną przez Fundację Lux Veritatis “miało miejsce z rażącym naruszeniem prawa”. Do dzisiaj jednak Watchdog nie dostał całości wnioskowanej informacji.

Powiadomił więc o tym prokuraturę.

Prokuratura chroni Rydzyka

Za nieudostępnienie informacji publicznej wbrew obowiązkowi władzom Lux Veritatis grozi grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do roku. Mimo wyroków sądów administracyjnych prokuratura nie chciała jednak zająć się sprawą. Najpierw odmówiła wszczęcia śledztwa, a gdy wszczęcie go nakazał jej sąd, wkrótce je umorzyła.

Wtedy Watchdog skierował do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia - pokrzywdzony może go złożyć bez pośrednictwa prokuratury, gdy dwukrotnie odmówi ona zajęcia się sprawą.

Nawet wtedy prokuratura ujęła się za Rydzykiem. Choć przepisy jej na to nie pozwalają, zawnioskowała do sądu o umorzenie sprawy.

Na pierwszej rozprawie 9 kwietnia sąd taki wniosek odrzucił. Na dzisiejszej prokuratura z kolei zażądała wyłączenia sędzi, ponieważ jej zdaniem sędzia odrzuciła wniosek o umorzenie sprawy bez uzasadnienia. I ten wniosek został jednak odrzucony.

Rydzyk zasłania się Manowską

Następnie pełnomocnicy fundacji o. Rydzyka spróbowali kolejnego sposobu na storpedowanie procesu. Zawnioskowali o odroczenie rozprawy do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny skargi, dotyczącej ustawy o dostępie do informacji publicznej. A w szczególności jej artykułu 23, który mówi o karach grożących za nieudostępnienie informacji wbrew obowiązkowi.

Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Skargę konstytucyjną na artykuł 23 jeszcze w 2018 r. złożyła Ewa Przybyło, była burmistrz Rabki-Zdroju skazana za nieudostępnienie informacji publicznej. Broniła ją mec. Małgorzata Wassermann, posłanka PiS. Jej skargę do TK poparł Prokurator Generalny, czyli Zbigniew Ziobro, skądinąd zwolennik zaostrzanie kar.

Reprezentanci fundacji Rydzyka powołali się też na wniosek do TK złożony w lutym 2021 r. przez I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską. Poprosiła w nim m.in. o zbadanie przepisu, przewidującego kary za nieudostępnianie informacji. Według Manowskiej określenie termin “informacja publiczna” jest zbyt niedookreślony, żeby można było karać za jej nieudostępnienie. “Prowadzi to do naruszenia podstawowej dla jednostki, gwarancji konstytucyjnej chroniącej przed arbitralnością i nadużyciem organów wymiaru sprawiedliwości” - pisała we wniosku Manowska.

Manowska odrzuca petycję

Wniosek Manowskiej może więc w praktyce wybić zęby ustawie o dostępie do informacji publicznej. Obywatele i dziennikarze, którzy z niej korzystają, w razie zignorowania ich pytań na wyroki sądów administracyjnych muszą czekać kilka lat. Często groźba kary jest więc jedynym sposobem na zmuszenie instytucji publicznej do udzielenia odpowiedzi.

Watchdog wraz z ponad setką organizacji pozarządowych zaapelował do prezes Manowskiej o wycofanie wniosku z TK. Petycję w tej sprawie podpisało 10 tys. osób. Pierwsza Prezes SN ich petycję odrzuciła.

Sąd w sprawie fundacji Rydzyka nie zgodził się jednak na zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia wniosku do TK. Przypomniał, że dopóki Trybunał się nie wypowiedział, przepis ustawy objęty jest domniemaniem konstytucyjności. Poza tym sąd ma obowiązek rozpatrzyć sprawę w możliwie najkrótszym czasie.

Postanowienie o odrzuceniu wniosku o zawieszenie postępowania nie jest prawomocne. Fundacja Lux Veritatis może zaskarżyć je do sądu okręgowego.

Jeśli to się nie uda, na kolejnej rozprawie zostaną przesłuchani świadkowie. W pierwszej kolejności Tadeusz Rydzyk i jego współpracownicy.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne