05 sierpnia 2021

Gliński ma swoją „stadninę w Janowie". Jego ludzie wykańczają Instytut Adama Mickiewicza

Kiedyś promował w świecie polską kulturę. Za rządów PiS miał "komunikować konkretne wartości polskiej kultury”. Ale pod rządami obecnej dyrektorki Instytut Adama Mickiewicza po prostu się sypie. Czy to koniec działającej od 21 lat instytucji?

Instytut Adama Mickiewicza. Szacowna i poważana do niedawna instytucja publiczna, zajmująca się promocją polskiej kultury za granicą.

Zofia: „Mamy wrażenie, że obserwujemy demontaż Instytutu. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby IAM w końcu został zamknięty. Czy obecnej władzy jest do czegoś potrzebny?".

Dorota: "Pracownicy prężnie działającej instytucji zostali sterroryzowani. Wjechał buldożer i zrównał z ziemią większość projektów i relacje z partnerami".

Tomasz: "Wielu pracowników - tylko w tym roku około 20 - odeszło z pracy i wielu aktywnie szuka nowych miejsc. A mówimy o ludziach, którzy mają wieloletnie doświadczenie i unikalną wiedzę".

Joanna: "Osoby, które wyrażały swoje zdanie, były szykanowane, wyrzucane, degradowane. W końcu zamilkły".

Tomasz: “Kontrola tego, co robimy, jest dziś dalej posunięta, autonomia pracowników dużo mniejsza, kultura organizacyjna - wypracowana przez lata i oparta na otwartości - w rozkładzie".

Dorota: "Nikt z dyrekcji nie chciał podjąć żadnej decyzji, a partnerzy byli okłamywani i zwodzeni z tygodnia na tydzień".

Ale nowa dyrektorka IAM - Barbara Schabowska (na zdjęciu), która odpowiada za obecną sytuację w Instytucie, może chyba o stanowisko być spokojna.

Porządki ministra Glińskiego

Pałacyk Cukrowników przy ul. Mokotowskiej w Warszawie. To tu od 21 lat działa podlegający ministerstwu kultury Instytut Adama Mickieiwcza. Inicjatorami jego powstania byli Bronisław Geremek, ówczesny minister spraw zagranicznych oraz Andrzej Zakrzewski, wówczas minister kultury i sztuki.

IAM miał połączyć wysiłki obu resortów w budowaniu polskiej "soft power", wzmacniać naszą pozycję w świecie przez promocję polskiej kultury i jej twórców.

Co roku na swoją działalność otrzymuje z MKDNiS około 40 mln złotych. Jeszcze w 2018 roku zatrudniał blisko 200 osób, w tym 40 w redakcji wielojęzycznego portalu Culture.pl.

Polskiej publiczności IAM najbardziej kojarzył się z postacią Pawła Potoroczyna, który był jego dyrektorem od czerwca 2008. Na początku września 2016 roku, bliski środowisku Platformy Obywatelskiej Potoroczyn stracił jednak stanowisko.

Jego kontrakt rozwiązano ponad rok przed upływem kadencji. Gliński tłumaczył, że decyzja wynikała z „utraty zaufania” do dyrektora i że odmawiał on współpracy z ministerstwem.

Później, po przegranej w sądzie pracy i Naczelnym Sądzie Administracyjnym, resort kultury musiał zapłacić byłemu dyrektorowi 70 tys. złotych odszkodowania za zwolnienie.

Nowym dyrektorem IAM został Krzysztof Olendzki, wieloletni dyplomata. Pracownicy obawiali się rewolucji, ale ta nie nadeszła. Olendzki nie przeprowadził istotnych zmian personalnych. Tylko lekko skorygował program IAM, by - jak sądzą pracownicy - zapewnić sobie polityczne bezpieczeństwo.

Po trzech latach „miękkich” rządów, we wrześniu 2019 roku, ministerstwo nie przedłużyło Olendzkiemu kontraktu.

Maciej: „Zaskoczyło nas to, byliśmy przekonani, że zostanie. Sam chyba nic nie wiedział, bo na gwałt zorganizował spotkanie, jak się okazało, że to koniec. W piątek żegnał się ze wszystkimi, a od poniedziałku już go nie było”.

Pełniącą obowiązki dyrektora została wówczas Barbara Schabowska, która do IAM trafić miała z polecenia wiceministra kultury Jarosława Sellina. W czerwcu 2020 roku oficjalnie przejęła stery w instytucji.

"Belgia nie promuje się przez Kongo"

Schabowska, rocznik 1984, to przedstawicielka „hipster prawicy”, tego samego konserwatywnego środowiska, do którego zaliczani są m.in. dziennikarze Dawid Wildstein (dziś wicedyrektor w TVP), Samuel Pereira (obecnie Telewizyjna Agencja Informacyjna), Wojciech Mucha (od kwietnia 2021 redaktor naczelny "Gazety Krakowskiej") czy Mateusz Matyszkowicz (członek zarządu TVP). „To moi przyjaciele” – mówiła Schabowska „Gazecie Wyborczej” w 2017 roku.

Jej byłym już mężem jest Maksymilian Maszenda, znany z "antytuskowych" materiałów reporter "Wiadomości" TVP. Zanim trafiła do IAM, Schabowska przez dziesięć lat była dziennikarką programu II Polskiego Radia, a w latach 2017-2019 dyrektorką TVP Kultura. Choruje na stwardnienie rozsiane, ale, jak tłumaczyła "Super Expressowi", "funkcjonuje normalnie".

W szczerej rozmowie z pracownikami Instytutu określiła samą siebie jako "anarchokonserwatystkę".

Barbara Schabowska za biurkiem
Barbara Schabowska w 2017 roku. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta

Swoją wizję rewolucji w IAM Schabowska zaprezentowała pracownikom w przyjętej w czerwcu 2020 roku koncepcji programowej pod groźnie brzmiącym tytułem „Polska kultura - na serio”.

“Przewrót kopernikański oznaczał rewolucyjną zmianę w postrzeganiu świata i przyniósł wielki rozwój nauk nowożytnych. Podobną i konieczną zmianą będzie dla Instytutu przyjęcie roli nie tyle »zagranicznego domu kultury«, ile instytucji odpowiadającej za komunikowanie konkretnych wartości polskiej kultury” - pisała w dokumencie Schabowska. I dodawała:

"Nie eksportujemy więc konfliktów i nie podważamy roli polskiej kultury w Europie, a nasze projekty wzmacniają jej pozytywny obraz”.

To właśnie “nieeksportowanie konfliktu” miało stać się najważniejszym elementem zmiany w IAM. W maju 2021 roku uczestnikom Kongresu “Polska Wielki Projekt” Schabowska opowiadała, że takie podejście nie było od początku dla wszystkich oczywiste. "Trzeba było to pokazywać przez bardzo ostry przykład, mówiąc, że przecież Belgia nie promuje się przez Kongo [...]” - mówiła.

Nawiązywała do okresu, w którym Kongo było belgijską kolonią. Jak szacują historycy, w tym czasie na zarządzanych przez Belgów plantacjach kauczuku mogło zginąć nawet kilkanaście milionów rdzennych mieszkańców. Belgia rzeczywiście "nie promuje się przez Kongo" i nie uznaje tego okresu za chwalebny w swojej historii. W ubiegłym roku belgijski król przepraszał Kongijczyków za przemoc, jakiej dopuścili się w przeszłości jego rodacy.

Banany jak pod Muzeum? "Zupełnie jakoś bez sensu"

Szybko okazało się, że odpowiednikiem "Konga" w Polsce są dla nowej dyrektorki treści jakkolwiek związane z aktualną sytuacją polityczną. Projekty były wstrzymywane, zmieniane, odwoływane.

W marcu 2020 roku IAM wycofał wsparcie finansowe dla wystawienia w teatrze Skirball w Nowym Jorku “Procesu” w reżyserii Krystiana Lupy. Spektakl nawiązuje do politycznych napięć w Polsce, m.in. do dramatycznej historii Piotra S., który w 2017 roku podpalił się w centrum stolicy w geście protestu przeciwko rządom PiS.

W oficjalnym oświadczeniu na stronie IAM Schabowska tłumaczyła, że o dotacji nigdy nie było mowy. Podobnie jak o cenzurze projektów promowanych przez Instytut. Sprawę szeroko opisywał portal Onet w styczniu 2020 roku.

Przykłady nieakceptowalnych działań "eksportujących polski konflikt" Schabowska przytoczyła podczas Kongresu “Polska Wielki Projekt” w maju 2021. Jednym z nich miał być wernisaż w Szwajcarii w 2019 roku, podczas którego grupa artystów jadła banany (nawiązując do głośnej akcji pod Muzeum Narodowym w Warszawie). “Zupełnie jakoś bez sensu. To nie było zamówione. To sytuacje, które mogą storpedować nasze wysiłki” - wskazywała Schabowska.

Jako kolejny przykład Schabowska wskazała wystawę we Francji. Według jej relacji, jeden z artystów chciał tam pokazać prace sugerujące, że Polska "ma problem z demokracją i wolnością słowa". Ona wytłumaczyła mu jednak, że IAM “tak nie pracuje”, co miało “rozbroić sytuację”. Chodziło o zdjęcia Rafała Milacha z antyrządowych protestów.

Jego rozmowę ze Schabowską pracownicy IAM wspominają inaczej:

dyrektorka miała z uśmiechem zapewnić fotografa, że Instytut nie cenzuruje sztuki. Menadżerka odpowiedzialna za wystawy w IAM straciła stanowisko wkrótce potem.

Wydarzenie we Francji odwołano ze względu na pandemię.

Nasi rozmówcy przyznają, że nowe podejście dyrekcji wymusiło na nich daleko posuniętą autocenzurę. Czuli, że powinni "szykować sobie podkładki" pod każdą decyzję, bo za nieostrożny ruch groziła im degradacja lub wręcz utrata pracy.

"Złoty wiek Rzeczypospolitej" na podbój zagranicy

Barbara Schabowska ruszyła do walki z “silosowością” i "samowolą" znanych programów IAM, takich jak “Polska Music”, “Polska Design”, “Visual Poland” czy “Digital Cultures”. W jej interpretacji, zamiast promować instytucję, promowały one same siebie.

Na przełomie 2020 i 2021 roku zaprezentowała nową strukturę organizacyjną i zlikwidowała istniejące od lat programy. W ich miejsce

powołała nowe interdyscyplinarne “megaprojekty” takie jak m.in.: “Polski romantyzm”, “Nowa Tradycja”, “Złoty i srebrny wiek Rzeczypospolitej”, “Kultura stołu”, “Wielkie rocznice” i “Duchowość”.

By uwiarygodnić swój pomysł na zmiany, do pomocy w przeprowadzeniu rewolucji Schabowska zatrudniła zewnętrznych konsultantów. A pracowników zaangażowała w prace koncepcyjne. Nasi rozmówcy mówią jednak, że tak naprawdę nie wzięła pod uwagę ich opinii i pomysłów.

W Instytucie zapanował chaos. Ludzie, którzy dotychczas byli specjalistami w danej dziedzinie, w ramach “megaprojektów” mieli zajmować się po trochu wszystkim.

Eksperci od muzyki klasycznej musieli nagle odnaleźć się w projektach z dziedziny sztuk wizualnych. I odwrotnie. Nikt nie rozumiał dlaczego. Jednocześnie autonomia managerów odpowiedzialnych za programy IAM została ograniczona. Pracownicy mówią o “ręcznym sterowaniu”. Instytut, zamiast skupiać się na współpracy z partnerami i na tym, co może zainteresować zagraniczną publiczność, zaczął forsować własne priorytety.

W piśmie z maja 2021 roku, do którego dotarliśmy, osiem menedżerek próbowało ostrzegać dyrekcję przed piętrzącymi się ryzykami: spadkiem efektywności pracy, przeciążeniem pracowników, zmarnowaniem szansy na rozwój relacji z zagranicą, ochłodzeniem stosunków z partnerami, opóźnieniami w realizacji projektów. Pismo przeszło bez echa.

Zofia: “Zwykle zmiany struktury robi się, żeby coś usprawnić. Tutaj wyszło odwrotnie. Pewne procesy wydłużyły się, zamiast skrócić, jest więcej biurokracji i kontroli. Część ludzi czekała na to, by zobaczyć zmiany. Teraz wiedzą już, że lepiej nie będzie - dlatego już nie czekają, odchodzą”.

„Ludzie zaczęli znikać. Włącznie z dyrektorami"

Według związku zawodowego "Związkowa Alternatywa" od stycznia do początku lipca 2021 roku z pracy w IAM odeszły 22 osoby. W odpowiedzi na nasze pytania dyrekcja przyznaje się do 10 przypadków wypowiedzenia umowy przez pracowników i współpracowników na umowach cywilnoprawnych - zleceniach i samozatrudnieniu.

Ale nie wszyscy pracownicy i współpracownicy odchodzą z IAM "rzucając papierami".

Nasi rozmówcy opowiadają, że części osób po prostu nie przedłuża się umów, a część zmusza do odejścia poprzez degradację. Inne idą na wielotygodniowe zwolnienia, by już nigdy więcej nie pojawić się w pracy. Zdarza się, że - jak wicedyrektorzy Monika Grochowska i Dariusz Sobkowicz - przestają pracować z dnia na dzień.

Tomasz: “Ludzie zaczęli znikać. Włącznie z dyrektorami. Czytaliśmy zarządzenia o zmianie składu i tak dowiadywaliśmy się, że jakiś dyrektor już nie pracuje”.

Maciej: “Komunikacja była tak słaba, że nikt nie wiedział, co się dzieje w Instytucie. W połączeniu z pandemią, która sprawiała, że mało było możliwości, by pogadać przy kawie, mieliśmy wrażenie rozpadu instytucji”.

Odchodzą zwłaszcza osoby na jednoosobowych działalnościach gospodarczych, współpracujące z IAM często jeszcze od czasów Pawła Potoroczyna. Wieloletnia "współpraca" z Instytutem wymusza na nich stawanie w kolejnych fikcyjnych przetargach. Jak wskazuje "Związkowa Alternatywa" w piśmie do dyrekcji z 7 lipca 2021 roku, dla wielu z nich decyzję o odejściu przypieczętowało to, że nie dostali obiecanych etatów.

Bo Barbara Schabowska w 2020 roku rozpoczęła "uetatowienie" IAM. Jednak umowy o pracę dostawały nierzadko osoby nowe, a nie te, które od lat o nie prosiły.

Dyrekcja ma dziś zachęcać rozgoryczonych współpracowników, by startowali w rekrutacjach ogłaszanych przez Instytut na zewnątrz - także na stanowiska niezgodne z ich wieloletnim doświadczeniem. “Brzmi to jak okrutny żart” - piszą związkowcy.

IAM wciąż zatrudnia na umowach B2B kilkadziesiąt osób. Rekrutuje też nowych "współpracowników" - takich umów dotyczy pięć nowych ogłoszeń dostępnych obecnie na stronie internetowej Instytutu.

Kolega z lat szkolnych, kolega z TVP

Pracownicy znikają, ale pojawiają się też nowi, wskazywani od ręki przez Barbarę Schabowską. Po starej znajomości. Na stanowisko kierownika jednego z działów przyszedł na przykład jej kolega z lat szkolnych. Beata: "Nie mówił po angielsku, nigdy nie miał pod sobą zespołu ani doświadczenia pracy w kulturze. Szybko okazało się, że się nie nadaje. Teraz po prostu pomaga zespołowi. Zachował pensję kierowniczą".

Jeszcze pod koniec 2019 roku pełnomocnikiem dyrektora w IAM został Szczepan Ruman (rocznik 1984), znajomy Schabowskiej z pracy w TVP, gdzie był dyrektorem biura zarządu ds. strategii. Wcześniej pracował jako członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a do maja 2021 roku był prezesem dotowanej przez ministerstwo kultury Fundacji Dziedzictwo Europy. Dziś jest m.in. członkiem rady nadzorczej w spółce Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych, delegowanym do pełnienia funkcji członka zarządu.

Zofia: “Był zupełnie z innej bajki. Nie miał pojęcia o pracy w takiej instytucji. Niewiele odzywał się na zebraniach i spotkaniach”.

Maciej: „Przyszedł nagle i po kilku miesiącach nagle odszedł. Potem cały Instytut huczał od plotek, że on i dyrektor Schabowska byli parą”.

W lipcu 2021 roku na stanowisko zastępczyni kierownika Wydziału Projektów i Wydarzeń Artystycznych przyjęta została Dorota Rączka. Jak wynika z jej profilu na portalu LinkedIn, do lutego 2021 roku, przez ponad cztery lata, była project managerką w fundacji Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka. IAM tłumaczy, że o wyborze kandydatki zadecydowało jej doświadczenie w zarządzaniu projektami finansowanymi z publicznych pieniędzy. To niewykluczone, bo fundacja o. Rydzyka od lat korzysta z hojności władz.

Na swoim profilu Rączka nie chwali się natomiast pracą w sektorze kultury.

W piśmie do dyrekcji związkowcy IAM ostrzegają, że nowo zatrudniane w Instytucie osoby (w tym na wysokich szczeblach) często są merytorycznie nieprzygotowane, co pogłębia chaos związany z masowymi rezygnacjami.

"Zamiast sprawnych, gotowych do pracy osób zatrudniamy takie, których adaptacja do specyficznych warunków IAM wymaga dalszych nakładów osobowych i absolutnie nie gwarantuje zrealizowania projektów. Obecna sytuacja negatywnie odbija się na zdrowiu pracowników" - czytamy w liście.

"Lepiej być ostrożnym, by jej nie sprowokować"

Krzyki, trzaskanie drzwiami, ironiczne i protekcjonalne komentarze, nagłe wybuchy, brak empatii i szacunku, obsesja kontroli, szukanie winnych - tak Barbarę Schabowską wspominają wszyscy nasi rozmówcy. Nie mają wątpliwości, że ludzie opuszczają IAM także ze względu na kontrowersyjny "styl zarządzania" nowej dyrektorki.

Maciej: "Potrafi śmiać się i dowcipkować, a po chwili dostajesz ochrzan od góry do dołu. Ludzie byli bardzo zestresowani na spotkaniach z nią. Lepiej było być ostrożnym, żeby jej nie sprowokować”.

Gdy w marcu 2021 roku Barbara Schabowska poszła na urlop macierzyński, stery w IAM przejęły jej zastępczynie: Urszula Penczek, wysłanniczka ministerstwa kultury, i Barbara Krzeska, wieloletnia pracownica Instytutu, awansowana przez nową dyrektor. Pracownicy mówią, że w IAM zapanował "paraliż decyzyjny". Większość spraw wicedyrektorki miały i tak konsultować z przebywającą na urlopie Schabowską.

"Dwuosobowa (aktualnie) dyrekcja nie może być w stanie podejmować decyzji dotyczących tak wielu projektów, szczególnie kiedy wydaje się nie mieć zaufania do swoich kompetentnych przecież i doświadczonych współpracowników i pracowników" - ostrzega w liście kierownictwo "Związkowej Alternatywy".

Nieobecność Schabowskiej jeszcze pogorszyła atmosferę w IAM. Sparaliżowane strachem przed nią wicedyrektorki za wszelką cenę unikały odpowiedzialności i same dręczyły podległych sobie pracowników.

Często to oni zostawali kozłami ofiarnymi, gdy jakiś projekt szedł nie tak jak w planach. Wzajemne zaufanie dyrekcji i zespołu było znikome.

Dorota: “Wicedyrektor Barbara Krzeska upatruje sobie ofiary, na których się skupia. Ale przy tym ma słabą pozycję i ogromne trudności z podjęciem decyzji. Jak już jakieś zapadały, to często dowiadywałam się o nich ostatnia. Wcześniej byłam o nie publicznie wypytywana, tak jakby były oczywistością".

Przykłady nieakceptowalnych zachowań były zgłaszane do żony zaufania pracującej w Instytucie. Niektórzy pracownicy korzystają z pomocy psychiatrów, a także ze zwolnień lekarskich z powodu kryzysu psychicznego.

Gliński wygasi IAM?

Choć rok 2021 jest rokiem Stanisława Lema, porażką IAM okazał się ogromny projekt z dziedziny sztuk wizualnych "Ocean Solaris". Jeszcze w marcu Barbara Schabowska zapewniała, że ta spektakularna instalacja zostanie zaprezentowana w 2021 roku w pawilonie polskim podczas wystawy światowej EXPO w Dubaju i na festiwalu Ars Electronica w Austrii.

Wiadomo już, że nie zostanie, choć IAM wydał na nią ponad pół miliona złotych. Schabowska, która od 1 sierpnia wróciła z urlopu macierzyńskiego, w odpowiedzi na nasze pytania tłumaczy to pandemią. Zapowiada, że "Ocean" został jedynie "przełożony" i zostanie zrealizowany do końca 2023 roku. Nie wyjaśnia, czy Instytutowi w tym celu uda się odzyskać choćby część zainwestowanych pieniędzy.

Zdaniem naszych rozmówców "Ocean Solaris" nie pojechał do Dubaju i Austrii przez lekkomyślność i upór dyrektorek, które były informowane o zagrożeniach, ale zignorowały je. To m.in. z tego powodu pod koniec kwietnia Instytut miała opuścić menadżerka koordynująca wydarzenia w roku Lemowskim.

Pod znakiem zapytania stanęły kolejne projekty. Nie odbędzie się np. festiwal kultury cyfrowej Digital Cultures, który w tym roku miał krążyć wokół Lema, a który IAM organizował z sukcesami od czterech lat. Jeszcze w 2020 roku w edycji online wzięło udział ok. 3 tys. uczestników. Powód odwołania tegorocznej? Zbyt długie zwlekanie z decyzją po stronie dyrekcji.

Zapytaliśmy IAM, jakie lemowskie projekty udało się zorganizować w pierwszej połowie 2021 roku, ale otrzymaliśmy jedynie zapewnienie, że wszystkie są "na etapie realizacji".

Pracownicy obawiają się, że Instytut będzie musiał zwracać część pieniędzy, a to może skutkować obniżeniem dotacji na kolejne lata i zwolnieniami. Spekulują, że dyrekcja i Ministerstwo Kultury chcą wygasić IAM.

Rolę Instytutu mogłaby wtedy przejąć zupełnie nowa instytucja albo istniejące mniejsze jednostki - budżet na działania zagraniczne ma np. Narodowy Instytut Muzyki i Tańca. Polską kulturę ma promować za granicą także Polska Fundacja Narodowa. W 2020 roku wydała na swoją działalność ponad 66 mln złotych, a wśród zrealizowanych projektów część pokrywa się z misją IAM.

Zgodnie ze statutem Instytutu nad realizacją jego zadań powinna czuwać Rada, która spełnia rolę opiniodawczo-doradczą. Jej członków powołuje Minister Kultury na wniosek dyrektora. Od września 2020 roku IAM Rady nie ma. Kierownictwo tłumaczy, że przez pandemię nie mogło przeprowadzić rozmów z kandydatami.

Zapytaliśmy resort Glińskiego, czy planuje zamknięcie Instytutu. "Nie wiemy, skąd Pani czerpie swoje informacje, ale MKDNiS nie planuje likwidacji IAM i nie miało takiego pomysłu" - czytamy w odpowiedzi.

Imiona byłych i obecnych pracowników i współpracowników IAM zostały zmienione.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne