"Medialnie nagłośniono wycinkę drzew, ale zupełnie niesłusznie, dlatego że ja nie widzę akurat wzmożonej wycinki drzew" - powiedział w marcu 2017 roku, gdy wycinanie drzew na prywatnych terenach - dopuszczone przez fatalne "lex Szyszko" - sięgało zenitu. Nie mógł wtedy wiedzieć, że dziewięć miesięcy później zastąpi Jana Szyszkę w fotelu ministra środowiska

Do tej pory nie był pierwszoligowcem w PiS. Był politykiem tła, uważa się go za „szarą eminencję” Prawa i Sprawiedliwości. Cieszy się zaufaniem Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego. Koledzy mówią o nim, że mógłby być ministrem wszystkiego, tak jest zorientowany w pracach rządu. Ma opinię bardzo pracowitego, kompetentnego i zdolnego do ugody.

Ale politycznej styczności z ochroną przyrody dotąd nie miał. Oczekiwania względem jego osoby są duże, bo uprzątnięcie „wiórów” po Szyszce to wyzwanie.



„Rozwiązanie problemu Puszczy leży pośrodku”

W III RP było jak dotąd – nie licząc Kowalczyka – 24 ministrów do spraw środowiska. Tylko kilku z nich – podobnie jak Kowalczyk – nie miało ku temu ani stosownego wykształcenia, ani doświadczenia np. w organizacjach ochrony środowiska. Nowy minister jest matematykiem i także nigdy w ochronie środowiska nie działał.

Ma jednak istotną zaletę, której nie miał Szyszko, a która teraz wydaje się być kluczowa: zdolności negocjacyjne. To po rozmowie z nim w listopadzie 2017 roku protestujący lekarze rezydenci zdecydowali się przerwać protest (choć go potem wznowili).

Jest więc możliwe, że Kowalczyk zacznie robić to, czego nigdy nie robił Szyszko: prowadzić dialog z organizacjami ekologicznymi.

Główny temat to oczywiście konflikt w Puszczy Białowieskiej. Szyszko był notorycznie oskarżany o unikanie rozmów w tej sprawie. Bronił się zawsze w ten sam zbywający sposób: „Zapraszam do Puszczy”. A w przychylnych sobie mediach nazywał ekologów satanistami i zielonymi nazistami.

„Rozwiązanie problemu Puszczy Białowieskiej leży gdzieś pośrodku, między skrajnymi wariantami” – mówił koncyliacyjnie i ostrożnie Kowalczyk w „Minęła 20” w pierwszym wywiadzie telewizyjnym 9 stycznia 2018. Zaznaczył jednak, że kluczowy jest dla niego głos ekspertów.

W tym kontekście ważne jest również to, że – jak się wydaje – Kowalczyk nie jest obciążony garbem niechęci do ekologów. Jednak jego głównym zadaniem jest zażegnanie konfliktu z Komisją Europejską w sprawie Puszczy Białowieskiej.

W rozmowie telewizyjnej podkreślił jednoznacznie, że Polska zastosuje się do wyroku TSUE. „Niekoniecznie musimy się z nim zgadzać, ale trzeba go respektować” – zaznaczył ugodowo.

To, czy poradzi sobie z tą misją, będzie zależeć również od tego, czy pozostawi w swoim otoczeniu ludzi Szyszki: wiceministrów Andrzeja Szwedę-Lewandowskiego i Andrzeja Koniecznego. A także czy Konrad Tomaszewski będzie nadal Dyrektorem Generalnym Lasów Państwowych. Wszyscy panowie to gorący orędownicy wycinki w Puszczy Białowieskiej.



Skromny polityczny wyrobnik

„Jestem tylko skromnym wyrobnikiem” – mówił przed rokiem „Faktowi” komentując pogłoski, że jego pozycja w PiS jest tak silna, że nazywa się go „premierem” a nawet „nadpremierem”. I jest w tej samoocenie pewna nuta prawdy.

Kowalczyk wszedł do polityki jeszcze gdy był nauczycielem matematyki w prowincjonalnym Golądkowie, gdzie od 1979 roku mieszkał z żoną Hanną. Kiedy w 1980 roku wybuchła „Solidarność” został w swojej szkole przewodniczącym Komisji Zakładowej. Po grudniu ’81 dalej pracował jako nauczyciel, poza tym animował harcerstwo, organizował wycieczki, rajdy piesze i rowerowe.

Po upadku komunizmu zaangażował się w tworzenie Komitetów Obywatelskich w gminie Winnica. Został wójtem. W 1997 roku kandydował do Sejmu z listy Akcji Wyborczej Solidarność, ale bezskutecznie. Dwa lata później znów został wójtem gminy Winnica.

Do Sejmu po raz pierwszy dostał się w 2005 roku, już jako polityk Prawa i Sprawiedliwości. Pracował w Komisji Finansów Publicznych i w Komisji Rolnictwa. Od czerwca 2006 roku był wiceministrem rolnictwa. Gdy odwołano Andrzeja Leppera, który był wtedy ministrem rolnictwa, przez kilka miesięcy samodzielnie kierował resortem. W wyborach 2007 i 2011 znów zdobył mandat poselski. Ponownie pracował w tych samych komisjach.

Był w sztabie wyborczym Andrzeja Dudy, został zaufanym Beaty Szydło. 16 listopada 2015 powołano go na stanowisko ministra bez teki oraz przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów w rządzie Beaty Szydło. Od września do grudnia 2016 roku – czyli do momentu likwidacji resortu – pełnił obowiązki ministra skarbu. We wrześniu 2016 roku został wiceprzewodniczącym Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, na czele którego stanął Mateusz Morawiecki. Teraz został ministrem środowiska.



Myśliwy? Bzdura! Ale chce bronić myśliwych

„Zamiłowanie do polowań to jedyne co łączy nowego ministra środowiska Henryka Kowalczyka i jego poprzednika” – napisała Wirtualna Polska. Jeśli tylko to ma łączyć go z Szyszką, to obydwu panów nie łączy nic. Kowalczyk  bowiem nie jest myśliwym i nigdy nim nie był. Wczoraj (9 stycznia) OKO.press weryfikowało tę informację wśród członków Polskiego Związku Łowieckiego. Potem oficjalnie napisał to PZŁ w komentarzu do posta z gratulacjami dla nowego ministra.

Wirtualna Polska wysnuła swój wniosek, jak się wydaje, na podstawie obecności Kowalczyka na Hubertusach Węgrowskich. To jesienne święto leśników, myśliwych, rolników i jeźdźców. Owszem, w tym i w poprzednim roku Kowalczyk był tam, jeszcze jako Przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów. Ale nigdy nie pojawił się w mundurze myśliwego, co jest czytelną przesłanką, że raczej nie poluje. Minister Szyszko nigdy nie stracił okazji, by pokazać się na Hubertusie w mundurze leśnika, myśliwskim kapeluszu i z flintą u boku.

A więc Kowalczyk – w odróżnieniu od poprzedniego ministra – nie „wyssał tradycji łowieckich z mlekiem matki”. Ale jego obecność na Hubertusach nie daje gwarancji, że nie będzie sprzyjał myśliwskiemu lobby, jak robił to Szyszko.

Tym bardziej, że podczas ostatniego Hubertusa – jak poinformował „Łowiec Polski”, organ prasowy PZŁ – Kowalczyk powiedział, że „w ostatnim czasie tak zwani obrońcy przyrody wypowiedzieli o myśliwych wiele fałszywych i krzywdzących słów”. Trudno powiedzieć, czy była to wymuszona okolicznościami kokieteria, czy słowa płynące z pełnego przekonania.



„Oazowy” minister

Jeśli już mamy doszukiwać się podobieństw między nowym i starym ministrem środowiska, to w czym innym. Jeden i drugi są mocno związani z Kościołem katolickim, choć w przypadku polityków PiS nie jest to jakaś szczególnie wyróżniająca cecha. W tej partii niemal każdy mniej lub bardziej demonstracyjnie podkreśla swój katolicyzm.

W 1988 roku państwo Kowalczykowie wstąpili do Ruchu Domowy Kościół i są w nim do dziś. To rodzinna gałąź założonego przez ks. Franciszka Blachnickiego katolickiego Ruchu Światło-Życie, zwanego popularnie Ruchem Oazowym. Przez trzy lata byli nawet tzw. parą rejonową, tzn. współanimowali życie swojej wspólnoty na poziomie rejonu w diecezji.

Na swojej stronie Henryk Kowalczyk podkreśla, że od 1997 roku on i jego żona angażują się w posługę przy parafii w Winnicy. Para ukończyła też kurs doradców życia rodzinnego. Kowalczyk wspólnie z żoną prowadził kursy przedmałżeńskie społecznie do 2009 roku. A więc w czasie, gdy już był posłem na Sejm.

Niewątpliwie jego głębokie religijne zaangażowanie ma wpływ również na politykę. Kowalczyk jest sekretarzem „Parlamentarnego Zespołu Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich„.

W marcu ubiegłego roku zespół parlamentarzystów zorganizował galę wręczenia statuetek nagrody „Prawda-Krzyż-Wyzwolenie”, która ma upamiętniać dorobek wspomnianego ks. Blachnickiego. Otrzymała ją m.in. Beata Szydło za „wprowadzenie w życie nauki Kościoła”. W jej imieniu odbierał ją właśnie Kowalczyk. W krótkiej przemowie zaznaczył, że „powinno być czymś normalnym, że tego typu gale odbywają się w rządowych gmachach”, ponieważ  „instytucje rządowe służą dobru, a Ruch Światło-Życie jest samym dobrem”.

Nagrodę dostali też m.in. lekarz Bogdan Chazan za „niezłomną obronę życia nienarodzonego”. A także grupa „Odwaga” za „pomoc duchową i terapeutyczną osobom o niechcianych skłonnościach seksualnych oraz ich rodzinom” (mówiąc wprost:  za próby „wyleczenia” ich z homoseksualizmu). Oraz Radio Maryja – za „wieloletnie wspieranie idei Krucjaty Wyzwolenia Człowieka i propagowanie Ruchu Światło-Życie wraz z Domowym Kościołem”.

OKO.press szerzej pisało o tym tu:



Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym