Gdyby nie agresja ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 roku „losy wojny potoczyłyby się inaczej”, a bez porozumienia Hitlera ze Stalinem „nie byłoby Holocaustu” - mówił Antoni Macierewicz 17 września. Sprawdzamy fantazje ministra obrony narodowej i wyjaśniamy, dlaczego są absurdalne

O przegranych bitwach Antoniego Macierewicza z wiedzą historyczną pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie. Minister obrony fantazjował już o tym, że Powstanie Warszawskie było największą bitwą II wojny światowej (fałsz), że niepodległość zawdzięczamy przegranemu z kretesem powstaniu styczniowemu 1863 roku (fałsz) oraz że ojcowie niepodległości Polski w 1918 roku nie odwoływali się do „obcych sił” (odwoływali się notorycznie).

Te wszystkie odkrycia Macierewicza wprawiłyby w zdumienie zawodowych historyków. Bledną one jednak przy tym, co minister obrony opowiadał 17 września 2017 podczas obchodów rocznicy agresji ZSRR na Polskę w 1939 roku. Przytaczamy cytaty za relacją „Wyborczej”.

„17 września 1939 roku nawała sowiecka, rosyjska runęła na Polskę. A trzeba pamiętać, że była to wówczas jedna z najpotężniejszych, jeżeli nie najpotężniejsza w Europie armia mająca więcej czołgów i samolotów niż wszystkie armie ówczesnej Europy razem wzięte”.

Czy Armia Czerwona była w 1939 roku „jedną z najpotężniejszych armii w Europie”, „mającą więcej czołgów i samolotów niż wszystkie armie ówczesnej Europy razem wzięte”? To trudno policzyć, ale jeśli Macierewicz przesadza, to niewiele: była to faktycznie potężna armia. Warto jednak dodać, że sprawność bojowa ówczesnej Armii Czerwonej, której kadra dowódcza została zdziesiątkowana czystkami Stalina w latach 1937-1938, była oceniana w ówczesnej Europie bardzo nisko. Potężna Armia Czerwona nie mogła poradzić sobie z oporem słabej i małej Finlandii, którą zaatakowała na jesieni 1939 roku. Uznajmy jednak, że w tym momencie Macierewicz nie rozmija się bardzo z prawdą. Dalej mówi jednak rzeczy dziwne:

„Gdy ta nawała ruszyła i runęła na Polskę, gdy Wiaczesław Mołotow uzasadniał to, mówiąc, że wystarczył jeden cios z zachodu i jeden ze wschodu, by rozpadł się ten „bękart traktatu wersalskiego”, broniła się jeszcze cała Polska. 300 tys. żołnierzy na froncie zachodnim i wschodnim walczyło z oboma najeźdźcami. Żołnierz polski był zdolny i walczył w obronie przeciwko hitlerowskiemu, niemieckiemu najeźdźcy. I gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej”.

Wojsko polskie liczyło w 1939 roku około miliona żołnierzy – a nie 300 tys. – chociaż 17 września duża jego część była już rozbita. Do 17 września Niemcy zajęły prawie całą zachodnią część Polski – włącznie z zagłębiem śląskim, Krakowem, Poznaniem i Łodzią. 16 września wojska niemieckie zamknęły pierścień okrążenia wokół zachodniej części II RP pod Chełmem, uniemożliwiając wycofywanie się wojsk z centralnej części kraju do Rumunii. Rząd RP był już wówczas pod granicą z Rumunią. Warszawa się broniła, ale kampania była już przegrana.

Nie sposób także zrównywać walki z oboma najeźdźcami. 17 września marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał tzw. dyrektywę ogólną, nakazującą „wycofanie się na Rumunię i Węgry”. „Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów” – rozkazywał wódz naczelny. W efekcie większa część polskich oddziałów na wschodzie została rozbrojona i wzięta do niewoli bez walki.

Rząd RP nigdy także formalnie nie ogłosił stanu wojny z ZSRR. To umożliwiło zawarcie 30 lipca 1941 roku – po agresji Hitlera na ZSRR – układu Sikorski-Majski, mówiącego o wspólnej walce z Niemcami. Układ zakładał amnestię dla obywateli RP w ZSRR i utworzenie armii polskiej na wschodzie.

Macierewicz mówi, że „gdyby nie cios ze strony sowieckiej, losy wojny potoczyłyby się inaczej”. Zapewne. Jest jednak nie do pomyślenia, że armia polska samotnie wygrałaby z Niemcami w 1939 roku.

Najdziwniejszą fantazję Macierewicz zachował na koniec.

„Ale wciąż nie ma tej świadomości na świecie, że nie byłoby Holocaustu, gdyby nie pakt Ribbentrop-Mołotow, gdyby nie sojusz rosyjsko-niemiecki, gdyby nie agresja rosyjska 17 września 1939 roku. (…)

Bez wspólnoty działania rosyjsko-niemieckiego nie byłoby nie tylko straszliwych zniszczeń Warszawy i innych miast Polski, nie tylko ruiny prawie całej Europy, nie tylko straszliwych zniszczeń ludności polskiej, nie tylko łagrów niemieckich i rosyjskich, ale nie byłoby też tej zbrodni, która po dzień dzisiejszy jest symbolem II wojny światowej: nie byłoby Holocaustu”.

Jest to historia bardzo alternatywna. Przypomnijmy, że Holocaust rozpoczęli Niemcy w czasie agresji na ZSRR w 1941 roku. Wielu polskich Żydów zdołało ocaleć tylko dlatego, że najpierw – po agresji na Polskę – znaleźli się pod władzą Stalina, a po agresji niemieckiej wycofali z Armią Czerwoną na Wschód. Stalinowi nie były obce antysemickie uprzedzenia i organizował czystki wymierzone przede wszystkim w Żydów (np. tzw. spisek lekarzy kremlowskich).

Rozkładanie jednak odpowiedzialności za Holocaust na Niemcy i ZSRR jest absurdem.

ZSRR umożliwił Zagładę o tyle, o ile umożliwił Hitlerowi wywołanie II wojny światowej – ale też przypomnijmy, że głównym celem wojny dla Hitlera było zniszczenie „światowego bolszewizmu” oraz zdobycie „przestrzeni życiowej” dla Niemiec na wschodzie. Każdy sojusz ze Stalinem miał taktyczny i tymczasowy charakter.

Można się domyślać, że Macierewicz wyobraża sobie taki scenariusz, w którym polska armia broni się samodzielnie przed Hitlerem, chroniąc tym samym Żydów polskich przed Niemcami. Jest to jednak scenariusz absurdalny i całkowicie sprzeczny z historycznymi realiami. Armia Hitlera pokonała wielokrotnie siły dużo potężniejsze, lepiej wyposażone i lepiej zorganizowane niż armia polska w 1939 roku.

Fantazje Macierewicza zgodne są z tą wizją historii, którą propaguje wyprodukowana przez IPN film animowany – w której ZSRR staje się równorzędnym hitlerowskim Niemcom wrogiem dla Polski, a okres PRL to po prostu okupacja. Jest to, jak pisaliśmy, zupełnie sprzeczne z prawdą historyczną.

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?