Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Nikolay DOYCHINOV / AFPFot. Nikolay DOYCHIN...

Wyniki bułgarskich wyborów z 19 kwietnia na podstawie 100% przeliczonych głosów dają jednoznaczne zwycięstwo Progresywnej Bułgarii, centrolewicowej (przynajmniej nominalnie) formacji byłego prezydenta Rumena Radewa (na zdjęciu głównym – na plakatach wyborczych).

Przeczytaj także:

PB uzyskała 44,6% poparcia, co zapewni jej prawdopodobnie ponad 130 mandatów i samodzielną większość w 240-miejscowym Zgromadzeniu Narodowym. Drugie miejsce z wynikiem 13,4 proc. przypadło centroprawicowemu GERB–SDS byłego premiera Bojko Borisowa. Jest to najgorszy wynik tego ugrupowania od 2009 roku.

Trzecie miejsce przypadło proeuropejskiej koalicji Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria PP–DB z wynikiem 12,7 proc. Do parlamentu wejdzie też reprezentujący nominalnie mniejszość turecką a faktycznie powiązany z obłożonym sankcjami oligarchą Delanem Peewskim Ruch na rzecz Praw i Wolności Nowy początek (DPS) z wynikiem 7,1% oraz nacjonalistyczne, otwarcie prorosyjskie Odrodzenie z 4,3 proc.. Pozostałych 19 ugrupowań znalazło się pod progiem wyborczym.

Zwycięstwo PB i samodzielny rząd pozwoli na ustabilizowanie sytuacji w Bułgarii, która od lat znajdowała się permanentnym kryzysie. Niedzielne wybory były już ósmymi od 2021, po kolejnych upadających koalicjach.

PB skorzystała na wzroście niezadowolenia społecznego, wywołanego wzrostem kosztów życia i szalejącą korupcją. Radew, który wcześniej dwa razy był prezydentem, miał największe zaufanie społeczne. Starannie też zachowywał wizerunek osoby nieuwikłanej w partyjne interesy. W kampanii wyborczej posługiwał się ogólnymi hasłami, zbierając na listy osoby z partii lewicowych, nacjonalistycznych czy „uczciwych uciekinierów” z partii oskarżonych o korupcje, takich jak DPS. Listę uzupełniał sportowcami, osobami publicznymi, lekarzami i nauczycielami. Przyciągnął w ten sposób szerokie grono wyborców.

Radew deklaruje inwestycje w programy socjalne, walkę z korupcją oraz chęć „pragmatycznych” relacji z Rosją, chociażby w zakresie zakupu surowców energetycznych. Nie przyjmuje otwarcie antyunijnej retoryki.

Wysoka mobilizacja i głosy młodych

Grudniowe i styczniowe protesty przeciwko korupcji, podwyżce podatków i drożyźnie, które były paliwem Radewa oraz PP-DB, zmobilizowały najwięcej wyborców od lat 90. Prawdopodobnie dlatego też zobaczyliśmy ponad 50-procentową frekwencję, najwyższą od 2017.

Sondaże exit poll pokazują, że 34 proc. Bułgarów w wieku 18–30 lat oddało głos na PB i był to najpopularniejszy wybór wśród młodych. Na drugim miejscu w tej grupie znalazła PP-DB z wynikiem 22 proc., natomiast dominująca na bułgarskiej scenie politycznej od ponad dekady GERB uzyskała jedynie 14 proc.. To istotne: mimo że Europa postrzega Radewa przede wszystkim jako polityka umiarkowanie prorosyjskiego, zdecydowały się go poprzeć dziesiątki tysięcy młodych Bułgarów z najbardziej proeuropejskiego pokolenia w historii tego kraju.

Bułgarski serwis Novinite.com tłumaczy to tym, że

młodzi głosowali nie tyle na Radewa, ile przeciwko istniejącemu, skorumpowanemu systemowi.

Jak przekonuje autor, w sercu systemu, który pokolenie Gen-Z chciało rozmontować, stoją dwie postacie: Bojko Borisow z GERB oraz Delian Peewski z DPS.

  • Borisow dominował w bułgarskiej polityce od 2009 roku. Premierem był przez trzy kadencje.
  • Oligarcha Peewski został objęty sankcjami zarówno przez Stany Zjednoczone na mocy Magnitsky Act, jak i przez Wielką Brytanię — za korupcję i manipulowanie instytucjami publicznymi w Bułgarii.

Peewski jest odbierany jako szara eminencja, stojąca za szeregiem rządów i decyzji w Bułgarii, a relacja między nim a Borisowem jest określana przez krytyków jako symbiotyczna. Borisow miał pozwalać Peewskiemu na obecność w polityce i dawać mu legitymizację, a Peewski dzięki swoim wpływom miał pomagać Borisowowi uniknąć konsekwencji prawnych. W oczach dużej części wyborców Radew obiecuje przerwanie tego kręgu.

Równie wymowny był wzrost frekwencji. PB udało się zmobilizować wyborców niezdecydowanych i apatycznych.

Naruszenia i kupowanie głosów

Minister spraw wewnętrznych Emil Deczew przedstawił szczegółowe dane dotyczące przestępstw wyborczych, w tym przypadków kupowania głosów przypisywanych poszczególnym partiom politycznym.

Według przedstawionych informacji ministerstwo otrzymało łącznie 2974 zgłoszenia naruszeń w trakcie kampanii. To dwukrotny wzrost w porównaniu z poprzednimi wyborami parlamentarnymi z października 2024 roku. Deczew podkreślił, że tak duży wzrost nie musi oznaczać jedynie nasilenia nieprawidłowości, ale również większe zaufanie społeczne do instytucji państwa. Obywatele najwyraźniej częściej decydują się zgłaszać naruszenia.

Co istotne, rząd tymczasowy premiera Giurowa zapowiadał przed wyborami walkę z kupowaniem głosów i zaangażował się w kampanię edukacyjno-prewencyjną w tym obszarze.

Według ministra Deczewa największa liczba zgłoszeń dotyczyła domniemanych przestępstw wyborczych na korzyść Ruchu na rzecz Praw i Wolności (DPS) — złożono 631 takich zawiadomień. Następne było GERB z 318 zgłoszeniami. Warto zaznaczyć, że obie partie były wcześniej tradycyjnie kojarzone z korupcją i kupowaniem głosów. Znacznie dalej znalazły się: „Odrodzenie” z 18, „Progresywna Bułgaria” z 16, Bułgarska Partia Socjalistyczna BSP z 13, koalicja Kontynuujemy Zmianę PP-DB z 11 oraz pojedyncze zgłoszenia na mniejsze ugrupowania. Zaznaczył też, że było także wiele skarg, w których nie wskazano żadnej konkretnej siły politycznej.

Łącznie wszczęto 614 postępowań przygotowawczych dotyczących naruszeń praw politycznych obywateli — niemal pięciokrotnie więcej niż podczas poprzednich wyborów parlamentarnych. Służby zatrzymały 425 osób, podczas gdy w 2024 roku było ich zaledwie 72. Dodatkowo wydano 6728 protokołów ostrzegawczych w związku z przestępstwami wyborczymi, a specjalne operacje policyjne objęły 270 działań na terenie całego kraju.

W Bułgarii kupowanie głosów ma długą historię i różne formy.

Policja zatrzymała w całym kraju szereg osób, posiadających przy sobie dziesiątki tysięcy euro w gotówce (największa pojedyncza suma zarekwirowana przez policję to 200 000 euro) i listy z danymi wyborców. Zdaniem śledczych osoby te miały kupować głosy. W innych miastach znaleziono całe sieci pośredników, kupujących głosy na konkretne partie w swoim otoczeniu. Przypominało to trochę zjawiska kupowania głosów, które opisaliśmy w Mołdawii.

Nie zawsze jednak chodzi o kupowanie głosów przy użyciu pieniędzy. Wcześniej, w trakcie kampanii wyborczej, burmistrz jednego z miast rozdawał środki pomocowe dla najuboższych, dostarczone przez prywatną fundację, załączając do nich ulotki wyborcze, promujące jedną z partii.

Jak będzie wyglądał parlament i rząd?

W wyniku postępującego rozdrobnienia podczas ostatniej kadencji, w Zgromadzeniu Narodowym zasiadało aż dziewięć ugrupowań. Teraz będzie ich tylko pięć, a trzy z nich, GERB, DPS i nacjonalistyczne Odrodzenie, straciły liczbę mandatów. Doprowadzi to do konsolidacji władzy i ustabilizowania sytuacji w Parlamencie i w rządzie. Chociaż PB to nominalnie koalicja, zarówno polski Ośrodek Studiów Wschodnich, jak i media bułgarskie podkreślają, że będzie to pierwszy w XXI wieku rząd większościowy w Bułgarii.

Warto zrozumieć zasadniczą różnicę między ustrojem polskim a bułgarskim:

  • W Bułgarii jest tylko jedna izba parlamentu, a pozycja prezydenta jest słabsza niż u nas.
  • Weto prezydenckie odrzucane jest przez Zgromadzenie Narodowe zwykłą większością głosów, wystarczy po prostu powtórzyć wynik z pierwszego głosowania.

Mogło to być problemem w sytuacji „ciasnych” głosowań podczas rządów mniejszościowych czy chwiejnych koalicji, ale

nie powinno spędzać snu z powiek Progresywnej Bułgarii z jej dziesięcioma miejscami ponad wymaganą większość.

Co istotne, funkcję prezydenta pełni teraz Iliana Jotowa, była wiceprezydentka Radewa, która utrzymuje z nim dobre kontakty. Należy oczekiwać, że ich współpraca będzie przebiegać „aksamitnie”. Jedynym słabym punktem, jest to, że PB nie jest organizacją jednolitą, a formacją parasolową. Zrzesza polityków (często doświadczonych) od lewicy do prawicy. Łączy ich charyzmatyczny lider.

W przyszłości PB może być jednak podatna na walki frakcyjne i fragmentacje.

Ponieważ tym razem nie ma potrzeby typowego dla Bułgarii trudnego negocjowania koalicji rządzącej, możemy spodziewać się zaprzysiężenia nowego rządu w najbliższych tygodniach.

„Postępowa Bułgaria” wcale nie taka postępowa

Warto pamiętać, że mimo swojej nazwy, Postępowa Bułgaria nie jest wcale progresywnym ugrupowaniem w rozumieniu europejskim. Na jej listach znaleźli się m.in. nacjonaliści z VMRO – partii, która, mimo że nie jest oficjalnie częścią koalicji, udzieliła jej poparcia. VMRO to partia eurosceptyczna, skrajnie prawicowa, otwarcie antyromska, islamofobiczna i niechętna imigrantom i osobom LGBTQ. Na listach PB są też byli członkowie postkomunistycznej i dawniej prorosyjskiej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej.

Sam Radew w 2024 jako prezydent podpisał ustawę zakazującą „promocji LGBT”.

Projekt złożyło prorosyjskie, nacjonalistyczne Odrodzenie. Prezydenta do weta zachęcały zarówno lewicowe, progresywne środowiska bułgarskich intelektualistów i NGOsów, jak i Komisarz Rady Europy ds. praw człowieka. Radew nie posłuchał tych głosów.

„Progresywna Bułgaria” jest określana jako formacja centrolewicowa, ale jej lewicowość przejawia się głównie w obietnicach socjoekonomicznych. Ideologicznie ugrupowanie ma charakter konserwatywny. Głównym hasłem jest walka z korupcją i obrona interesów najbiedniejszych, ale dochodzi do tego retoryka nacjonalistyczna i populistyczna.

Nowe otwarcie z Rosją?

Gratulacje dla Radewa popłynęły zarówno z Brukseli, jak Kremla. Rosja zareagowało pozytywnie na deklaracje Radewa o chęci „pragmatycznego dialogu”. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow podkreślił, że takie podejście, nastawione na rozmowę zamiast konfrontacji, jest konstruktywne i pożądane.

Sam Radew po wyborach stwierdził, że coraz więcej europejskich liderów (np. Emmanuel Macron) też mówi o potrzebie pragmatycznego podejścia, zwłaszcza w kwestiach energii i gospodarki, które wymagają realistycznych rozwiązań. Radew w przeszłości sprzeciwiał się dalszej pomocy dla Ukrainy oraz mówił o tym, że Krym należy do Rosji.

Trzeba pamiętać, że Bułgaria ma długą historię ciepłych i bliskich relacji kulturowych i politycznych z Rosją.

Rosja wyzwolicielka

W poniedziałek po wyborach, 20 kwietnia, z okazji 150. rocznicy bułgarskiego Powstania Kwietniowego z 1876 roku Rumen Radew opublikował na Facebooku wpis, w którym przypomniał o historycznym znaczeniu tego wydarzenia.

Podkreślił, że ofiara uczestników powstania przeciwko Imperium Osmańskiemu stała się fundamentem współczesnego państwa bułgarskiego. Jego zdaniem to dzięki ich poświęceniu dziś istnieje bułgarskie państwo, jego symbole (herb i flaga) oraz język ojczysty.

Radew zwrócił uwagę na znaczenie pamięci historycznej i napisał, że historia niesie zarówno lekcje, jak i nadzieję, a pamięć o przodkach powinna zobowiązywać współczesnych. Przypomniał też, że powstanie było aktem walki o wolność, mimo że zakończyło się tragedią. Jednocześnie zwróciło uwagę Europy na los Bułgarii i stało się ważnym punktem zwrotnym w jej rozwoju narodowym.

Powstanie doprowadziło do wybuchu wojny między Rosją i Ottomanami i wyzwolenia Bułgarii przez wojska rosyjskie. Wpis Radewa nie jest zapewne jedynie uczczeniem wydarzenia historycznego,

można się w nim dopatrywać puszczenia oka do Kremla.

Dziennikarz Bellingcata Christo Grozew, o którego zaangażowaniu w walkę z rosyjską dezinformacją w Bułgarii pisaliśmy wcześniej, napisał tuż przed ciszą wyborczą na portalu X:

„Kreml nie ukrywa, kto jest jego preferowanym kandydatem w jutrzejszych wyborach w Bułgarii, i z wyraźną satysfakcją liczy na to, że uda mu się zrekompensować upokarzającą porażkę na Węgrzech”.

Paweł Jędral

Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim

Komentarze