24 maja 2022

Historyczne poparcie dla tęczowych rodzin. Stajemy się otwarci, gdy wiemy, że takie rodziny istnieją

Prawie połowa Polek i Polaków chciałaby równych praw dla par jednopłciowych wychowujących wspólnie dziecko. Dlaczego więc przez lata słupki poparcia dla „adopcji dzieci przez pary homoseksualne" nie chciały drgnąć? Może problem tkwi w pytaniu, które fałszuje rzeczywistość?

W najnowszym sondażu Ipsos dla OKO.press sprawdziliśmy, co Polki i Polacy myślą o prawach tęczowych rodzin. Podczas gdy poparcie dla związków partnerskich i równości małżeńskiej stale rośnie, wciąż najmniej akceptowane jest rodzicielstwo osób LGBT.

Widżet projektu Aktywni Obywatele - Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG

Zazwyczaj polskie badania skupiają się na sprawdzaniu stosunku do — abstrakcyjnej w polskich warunkach — "adopcji przez pary homoseksualne". Gdy w sierpniu 2019 roku zadaliśmy pytanie o przyznanie prawa do adopcji parze kobiet lub mężczyzn, za była - odpowiednio - co czwarta i co piąta osoba badana. Poparcie dla adopcji nigdy wcześniej, ani nigdy później nie było wyższe (np. w badaniach CBOS z 2021 roku za adopcją przez pary jednopłciowe opowiedziało się zaledwie 16 proc. Polek i Polaków). Mimo że w 2019 roku uzyskaliśmy znacznie wyższy wynik, podejrzewaliśmy, że naszym badaniom wciąż wymykała się rzeczywistość.

Realia tęczowych rodzin

Jak wynikało z raportu Kampanii Przeciw Homofobii z 2010 roku, większość dzieci wychowujących się w tęczowych rodzinach w Polsce to biologiczne dzieci osób LGBT. Chodzi głównie o dzieci z poprzednich, heteronormatywnych relacji. Jednak dziś coraz więcej osób decyduje się na dzieci będąc już w parach jednopłciowych.

Kluczową kwestią nie jest więc prawo do adopcji, lecz przysposobienie dziecka partnera/partnerki lub uznanie rodzicielstwa obojga rodziców przez państwo. Pytanie o adopcję odwraca uwagę od prawdziwych problemów i prawdziwych dramatów.

Wiele Polek i Polaków, którzy decydują się na dziecko na emigracji, ma problem z otrzymaniem numeru PESEL i potwierdzeniem polskiego obywatelstwa swoich dzieci. Są nawet tacy, którzy w zachodnich państwach starają się o status uchodźcy dla dziecka, by mieć dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego, czy prawo do tymczasowych dokumentów.

Pary, które zostają w Polsce, są skazane na życie w prawnej próżni. W dokumentach wpisany jest tylko jeden rodzic, co oznacza, że drugi w świetle przepisów pozostaje obcy. Nie ma wglądu do dokumentacji medycznej, nie ma możliwości załatwienia spraw administracyjnych, nie ma praw do opieki po zmarłym partnerze. Może mieć za to trudności w podróżowaniu z dzieckiem, nie mówiąc o nieustannej konieczności tłumaczenia swojej sytuacji rodzinnej w przedszkolu, szkole, u lekarza.

Pytanie sondażowe o "adopcję" może w dodatku utwierdzać też stereotypowe poglądy i uprzedzenia. Adopcja kojarzy się z "pozyskiwaniem" dziecka i może nasuwać skojarzenie np. z homofobicznym okrzykiem Jarosława Kaczyńskiego z kampanii wyborczej w marcu 2019 roku: "wara od naszych dzieci".

Połowa badanych za równymi prawami, ale...

Tym razem w OKO.press zapytaliśmy inaczej o stosunek do rodzicielstwa osób homoseksualnych. Nowe pytanie miało w dodatku dwie wersje.

W pierwszej pytaliśmy ogólnie o to, czy pary jednopłciowe powinny mieć te same prawa do wychowywania dziecka co pary heteroseksualne. Twierdząco odpowiedziało 36 proc. badanych.

W drugiej wersji pytanie poprzedziliśmy krótką informacją: "W Polsce już obecnie są pary jednopłciowe wychowujące wspólnie dziecko". I dalej bez zmian: "Czy powinny mieć takie same prawa do wychowywania dziecka, jak pary heteroseksualne?".

Z szacunków Kampanii Przeciw Homofobii sprzed 12 lat wynikało bowiem, że już wtedy w tęczowych rodzinach wychowywało się co najmniej 50 tys. dzieciaków. Informacja o tym, że pary jednopłciowe są już rodzicami, nawet jeśli nie rozpoznaje ich polskie prawo, okazała się wpływać na wynik.

Akceptacja dla równych praw wzrosła do 48 proc. Tyle samo było przeciwników.

Polacy wciąż nie wiedzą, że tęczowe rodziny istnieją

Takie wyniki pokazują, że jeśli o osobach LGBT przestajemy mówić abstrakcyjnym językiem, poparcie dla uznania ich praw rośnie. Osoba badana przechodzi od abstrakcyjnych reguł ideologicznych co wyobrażeń o konkretnych ludziach, co sprawia, że odrzucenie w imię np. "wartości chrześcijańskich" ustępuje miejsca empatii. Na tej samej zasadzie uprzedzenia (nie tylko homofobiczne) słabną, gdy człowiek poznaje konkretną osobę z dyskryminowanej grupy.

W 2021 roku podobny eksperyment przeprowadziło Stowarzyszenie "Miłość nie wyklucza". Okazało się wówczas, że 56 proc. badanych zgodziłaby się, by para jednopłciowa wzięła ślub, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom – np. aby uniknąć zabrania do domu dziecka, kiedy umrze rodzic biologiczny. Przeciwko było 29 proc. ankietowanych.

Z badania wynikało też, że większość Polaków nie jest szczególnie przywiązana do wąskiej, katolickiej definicji rodziny. 64 proc. Polek i Polaków uważało, że za rodzinę można uznać biologicznego rodzica wychowującego dziecko wspólnie z partnerem lub partnerką tej samej płci. 71 proc. zgadzało się, że w ocenie rodzicielstwa płeć i orientacja nie mają znaczenia, bo dobry rodzic to taki, który zapewnia dziecku miłość, bezpieczeństwo i wsparcie.

Skąd tak drastyczna różnica z badaniami CBOS, a także naszym wcześniejszym sondażem?

Jedną z głównych barier do uznania praw tęczowych rodzin w Polsce jest brak świadomości i wiedzy. Z badań "Miłość nie wyklucza" wynika, że co czwarty badany nie wie, czy w Polsce w ogóle są pary jednopłciowe wychowujące dzieci, a prawie 20 proc. było pewnych, że ich nie ma. Większość osób utożsamia tęczowe rodzicielstwo z Zachodem, a wiele z nich (58 proc.) uważa, że wciąż nie są znane konsekwencje wychowania dzieci w takich rodzinach.

Na drugim miejscu są uprzedzenia, których źródłem jest nie tyle brak wiedzy, ile polaryzacja polityczna i nagonka na osoby LGBT. Gdy Stowarzyszenie "Miłość nie wyklucza" zadało pytania o to, czy geje i lesbijki powinni być rodzicami, twierdząco odpowiedziało 46 proc. badanych. Przeciwnego zdania było 37 proc.

Tym, co hamuje emancypację, jest więc silnie nacechowany emocjami i sporem język. Sformułowania takie jak "pary jednopłciowe", czy "tęczowa rodzina" nie nasuwają tak negatywnych skojarzeń, jak "gej", lesbijka", czy "para homoseksualna".

Optykę badanych można więc bardzo łatwo zmienić. By uruchomić homofobiczny odruch, wystarczy dobór słów, które automatycznie przesuną nacisk z opowieści "rodzinnej", na "ideologiczną", z "podmiotowej", na "abstrakcyjną".

Najbardziej sceptyczni: najstarsi i wyborcy PiS

Chcąc być bliżej życia, szczegółowe wyniki naszego sondażu przeanalizujemy w wariancie pytania, w którym informujemy, że tęczowe rodziny w Polsce istnieją.

Najbardziej akceptujące są młode kobiety. W grupie 19-39 lat za równością w rodzicielstwie opowiedziało się ich aż 69 proc. Źle nie wypadli też młodzi mężczyźni, wśród których poparcie dla tęczowych rodzin sięga 50 proc. To wciąż jednak duża różnica, którą - między młodymi kobietami i mężczyznami - widać we wszystkich sondażach OKO.press mierzących stosunek do polaryzujących zjawisk społecznych.

Największy wpływ na postawy wobec osób LGBT ma wiek. Chodzi tu zapewne nie tylko o konserwatywne wychowanie, ale też bliskość doświadczeń, która wynika z większej otwartości na inność (także poprzez kulturę popularną czy media społecznościowe).

Tęczowe rodzicielstwo dla starszych osób to prawdopodobnie wciąż Elton John „kupujący" dzieci od surogatki, czyli zachodnia fanaberia.

Wśród osób 60+ poparcie dla uznania tęczowych rodzin przekracza wyniki klasycznych pytań o adopcję. Za jest 35 proc. badanych, przeciwko — 61 proc.

Jak zwykle najbardziej otwarte są zwesternizowane największe miasta. W metropoliach powyżej 500 tys. mieszkańców równe prawa przyznałoby parom jednopłciowym prawie 3/4 mieszkańców (72 proc.).

Ale nawet w bardziej konserwatywnych małych miasteczkach, czy na wsiach wynik jest zaskakująco dobry — 42 proc. na tak, do 54 proc. na nie.

W Polsce stosunek do osób LGBT ma silne barwy partyjne. Przeciwni uznaniu praw tęczowych rodzin są głównie wyborcy PiS. Przewaga odmowy równości nad zgodą na równość jest 6,5 krotna (84 proc. do 13 proc.). To wynik splotu czynników socjoekonomicznych (wyborcy PiS są starsi, mniej wykształceni, z mniejszych miejscowości), ale zapewne także ślad homofobii uprawianej w celach wyborczych przez polityków PiS (a także przez prezydenta Dudę).

Wśród wszystkich osób badanych poza elektoratem rządzącej partii, za przyznaniem praw parom jednopłciowych jest 58 proc., a przeciw 37 proc. I to mimo tego, że poparcie zaniżają osoby głosujące na Konfederację — przeciwko są dwie na trzy osoby.

Wyborcy Koalicji Obywatelskiej i Lewicy myślą podobnie

Najbardziej otwarci są za to wyborcy Lewicy i Koalicji Obywatelskiej — poparcie na poziomie odpowiednio 84 i 79 proc. Ich odpowiedzi są niemal idealnym lustrzanym odbiciem poglądów wyborców PiS.

Więcej wątpliwości ma elektorat Szymona Hołowni (54 proc. na "tak", do 35 proc. na "nie").

Po raz kolejny widać, że wyborcy partii opozycyjnych są dużo odważniejsi, niż programy partii, na które głosują. A elektoraty Koalicji Obywatelskiej i Lewicy — wbrew różnicom, które chętnie akcentują ich liderzy — są bardzo podobne. Konserwatywna kotwica, której rzekomo musi trzymać się Platforma, żeby nie stracić poparcia to mit. Wyborcy ugrupowania Donalda Tuska głosują za całym pakietem "europejskiej Polski". A wśród wartości uznawanych w unijnej wspólnocie jest między innymi poszanowanie życia rodzinnego osób LGBT. I tak właśnie myślą i czują zwolennicy KO i Lewicy.

Sondaż Ipsos dla OKO.press, 10-12 maja 2022, badanie telefoniczne (CATI), na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków, liczebność próby 1014 osób.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne