14 kwietnia 2021

Jak Hofman i jego przyjaciele z biznesu usiłują zablokować i zdyskredytować nasze śledztwo

Adam Hofman oraz jego partnerzy ze spółki R4S i przyjaciele biznesowi podejmują kolejne działania, by zablokować śledztwo prowadzone przez OKO.press, Fundację Reporterów i „Wyborczą”. A gdy to nie wychodzi - zdyskredytować prowadzących je dziennikarzy i redakcje

Od kilku tygodni redakcja OKO.press jest pod ostrym ostrzałem: najpierw w związku z publikacjami o prezesie Orlenu - Danielu Obajtku, a teraz o biznesach byłego rzecznika rzecznika PiS Adama Hofmana i jego przyjaciół.

W poniedziałek, 12 kwietnia 2021 roku, opublikowaliśmy pierwszą część wspólnego śledztwa dziennikarzy OKO.press, Fundacji Reporterów i "Gazety Wyborczej" dotyczącego tej grupy.

Ujawniliśmy m.in., że operacja specjalna Centralnego Biura Antykorupcyjnego o kryptonimie "Argon", w ramach której sprawdzano działalność związanej z Hofmanem spółki R4S, została spalona w wyniku przecieku.

W normalnych państwach sytuacja, w której ze służb specjalnych wycieka informacja o akcji wobec byłego prominentnego polityka partii rządzącej, skończyłaby się co najmniej dymisją ministra nadzorującego służby.

Wcześniej redakcje, uczestniczące w śledztwie dotyczącym biznesów Adama Hofmana i jego przyjaciół, publikowały własne teksty o R4S:

  • W listopadzie 2020 roku Fundacja Reporterów (FR) ujawniła, że jeden z partnerów R4S - Igor Janke - usłyszał zarzuty w śledztwie dotyczącym afery GetBack.
  • W grudniu OKO.press opublikowało tekst Konrada Szczygła i Wojciecha Cieśli z FR. Ujawnili oni, że pracując dla koncernu Coca-Cola, R4S prowadziła w internecie dezinformacyjną kampanię, która miała powstrzymać rząd przed wprowadzeniem podatku cukrowego. Dezinformujące publikacje rozpowszechniała farma trolli.
  • Wkrótce potem Jacek Harłukowicz w „Gazecie Wyborczej” ujawnił raport CBA z operacji „Argon”. Z dokumentu wynikało, że spółka R4S mocny start w branży PR i w ogóle w biznesie, zawdzięczała zleceniom z państwowych spółek, a te z kolei - kontaktom Hofmana z Dawidem Jackiewiczem, ówczesnym ministrem skarbu w rządzie PiS.

Po naszej grudniowej publikacji, Coca Cola ogłosiła, że kończy współpracę z R4S. Spółka została także zawieszona w prawach członka Stowarzyszenia Agencji PR (potem sama opuściła organizację uzasadniając, że nie miała wsparcia z jej strony). W styczniu 2021 roku IKEA Polska - jedna z niewielu firm, pracą dla której R4S publicznie się chwaliła - oznajmiła, że nie przedłuży współpracy.

Od czasu, gdy członkowie grupy biznesowej związanej z Hofmanem dowiedzieli się o wspólnym śledztwie trzech redakcji, prowadzą bezprecedensową akcję - najpierw zmierzającą do zablokowania publikacji, a gdy to nie wyszło - do zdyskredytowania uczestniczących w śledztwie dziennikarzy i mediów.

Ze strony internetowej R4S: Zarządzanie kryzysem

„We współczesnym świecie, błyskawicznie rozprzestrzeniających się informacji, pozornie małe zdarzenia w mgnieniu oka wywołują ogromne kłopoty wizerunkowe, którymi żyje opinia publiczna. (…) umiemy w błyskawicznym tempie dokonywać analizy w najtrudniejszych sytuacjach i skutecznie doradzić. Najważniejsze to jednak nie dopuszczać do sytuacji kryzysowej”.

[restrict_content paragrafy="8"]

Zasugerować niejasne powiązania i ośmieszyć

14 grudnia 2020 roku Adam Hofman wrzuca na Twittera screen wiadomości od Konrada Szczygła.

Szczygieł to przedstawiciel najmłodszego pokolenia dziennikarzy śledczych w Polsce. Pracę zaczynał kilka lat temu w OKO.press, był wówczas dwukrotnie nominowany do nagrody Grand Press za mniejsze teksty śledcze (nominacje przyznano w kategorii "news"). Potem związany był z Superwizjerem TVN, a dziś pracuje w Fundacji Reporterów.

Upubliczniona na Twitterze wiadomość Szczygła, to prośba o kontakt, wysłana do kogoś, w związku z jednym z wątków naszego śledztwa. Jest standardowa i kulturalna.

Ale Hofman w komentarzu pisze, że dziennikarz „nęka obecnych i byłych pracowników prywatnej firmy. Także ich rodziny”.

„Fundacja [Reporterów] pisze teksty za pieniądze. Ciekawe czyje? Myślę, że niebawem się dowiemy. Ciekawe, jaki pierwiastek teraz wezmą. Argon był. Może Operacja Siarka. Śmierdzi z daleka” - insynuuje, nawiązując do operacji CBA, opisanej wcześniej przez "Wyborczą".

"To historia o współczesnym dziennikarstwie" - komentuje oburzony Igor Janke, były dziennikarz, obecnie partner spółki Hofmana. Ten sam, o którym miesiąc wcześniej Szczygieł pisał w tekście o aferze GetBack.

"Ciekawe, ciekawe. Ciekawe, czy kajtuś wydzwania po rodzinach partnerów?" - dodaje w protekcjonalnym tonie Sławomir Jastrzębowski, kolejny partner R4S.

Na swojej stronie internetowej spółka pisze, że jest on "specjalistą od budowania wizerunku. Wie, jak zarządzać emocjami społecznymi", bo przez 11 lat był redaktorem naczelnym "Super Expressu" (z tabloidem rozstał się w kwietniu 2018, potem prokuratura oskarżyła go, że w marcu 2018 prowadził samochód po pijanemu).

Twitterowicze nie dostrzegają grozy wiadomości Szczygła. Drwią: „Straszne nękanie! Nawet prześladowanie! Jakie chamskie to »dzień dobry«”, „Mnie dzisiaj nękał kurier. Pieprzony stalker usiłował doręczyć paczkę”, „Marna próba spinowania. Coś się chyba komuś pali” - drwią.

Dziennikarze z różnych mediów komentują, że jeśli to jest nękanie, to codziennie nękają ludzi.

Następnego dnia Hofman przeprasza za „emocjonalne wpisy”. „Trudno jest utrzymać firmę, dbać o zatrudnienie w dzisiejszych czasach. (…) R4S to firma transparentna, mam wrażenie, że najlepiej prześwietlona prywatna firma w Polsce” - tłumaczy się.

Zasypać oskarżeniami i pozwami

W połowie marca dziennikarze pracujący nad śledztwem rozsyłają pytania do kilkudziesięciu osób i podmiotów, m.in. do spółki R4S i jej partnerów biznesowych.

23 marca, zamiast odpowiedzi od Adama Hofmana i Roberta Pietryszyna (byłego prezesa Lotosu, dziś partnera R4S), przychodzi jednak pismo mecenasa Artura Wdowczyka.

To adwokat, który reprezentuje Sławomira Jastrzębowskiego w sprawie o jazdę po pijanemu. W ostatnich latach zasłynął prowadząc w imieniu NBP sprawy o sprostowania przeciwko "Gazecie Wyborczej". Gdy je przegrał, doniósł do prokuratury na orzekające w tych sprawach sędzie.

Dziennikarzom pracującym nad śledztwem o grupie biznesowej Hofmana, Wdowczyk przesyła wielostronicowy wywód prawny, z powołaniem się na liczne przepisy i wyroki.

Dowodzi, że pytania dziennikarzy:

  • naruszają dobra osobiste Hofmana i Pietryszyna, bo dotyczą m.in. ich życia prywatnego (np. pytania, gdzie poznali innych bohaterów przygotowywanego tekstu),
  • "dążą do naruszenia dobrego imienia przedsiębiorstwa R4S sp. z o.o. sp. k", bo "odnoszą się w sposób szczegółowy do działalności spółki oraz osób z nią bezpośrednio związanych",
  • z tego samego powodu "dążą do naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa R4S".

Choć dziennikarze nie są zobowiązani do chronienia tajemnic R4S i informacje o spółce nie są im potrzebne do prowadzenia konkurencyjnych interesów, lecz do opisania spraw ważnych dla opinii publicznej, mecenas Wdowczyk grozi im, że za ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa może grozić im odpowiedzialność karna, na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

"Dalsze wysyłanie pytań defamacyjnych do moich klientów, jego [ich?] wspólników i kontrahentów nie pozostanie bez reakcji prawnej" - ostrzega prawnik.

Dzień później branżowy portal Wirtualne Media otrzymuje oświadczenie partnerów R4S. Piszą w nim, że "w związku z szeregiem zniesławiających i szkalujących artykułów opublikowanych w »Gazecie Wyborczej«, portalu OKO.press i przez Fundację Reporterów, spółka R4S złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez dziennikarzy tych mediów".

Oświadczenie spółki R4S

W związku z szeregiem zniesławiających i szkalujących artykułów opublikowanych w „Gazecie Wyborczej”, portalu oko.press i przez Fundację Reporterów, spółka R4S złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez dziennikarzy tych mediów.

Dokument, którym posługują się dziennikarze może być fałszywką wytworzoną wyłącznie w celu zdyskredytowania partnerów spółki R4S. Nikt nie potwierdził autentyczności rzekomego raportu CBA w tej sprawie.

Wyżej opisane działania dziennikarzy oprócz oczywistego naruszania dóbr osobistych (art. 23 i 24 kodeksu cywilnego), naruszają także przepisy karne, choćby przestępstwa opisanego w art. 26 prawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Jednocześnie informujemy, że poza wymienionymi krokami prawnymi w związku z rozsyłaniem przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, portalu oko.press i Fundacji Reporterów zniesławiających pytań imputujących naruszanie prawa, rozważamy dalsze działania mające na celu ochronę dobrego imienia spółki. Prawnicy spółki przygotowują pozwy o naruszenie dóbr osobistych, zapłatę zadośćuczynień i odszkodowań przez osoby fizyczne i podmioty prawne odpowiedzialne za publikacje.

Partnerzy R4S

Już samo to jest dość dziwne, bo ani Fundacja Reporterów, ani OKO.press, w związku z wcześniejszymi publikacjami, nie dostały ani jednego sprostowania. Spółka nie podważała też żadnych podawanych przez nas informacji.

W oświadczeniu R4S przekonuje także, że raport CBA z operacji "Argon", o którym pisała "Wyborcza" i na który powoływali się w swoich pytaniach również dziennikarze prowadzący międzyredakcyjne śledztwo, "może być fałszywką, wytworzoną wyłącznie w celu zdyskredytowania partnerów spółki R4S". Oraz, że nikt nie potwierdził jego autentyczności.

To jednak nieprawda, bo prawdziwość dokumentu potwierdzają nasi informatorzy. Nie kwestionuje jej również CBA. A sama R4S, po grudniowej publikacji "Wyborczej" pisała w oświadczeniu, że "dobrze się stało, że taki dokument ujrzał w końcu, po latach, światło dzienne".

„Dobrze się stało, że taki dokument ujrzał w końcu, po latach, światło dzienne. To dowód na naszą niewinność. Choć, jak wszystko wokół tej byłej sprawy, dzieje się w skandalicznych okolicznościach.

Po operacji specjalnej »Argon«, prowadzonej w roku 2015 i 2016, obejmującej podsłuchy, obserwacje dziesiątek ludzi i firm nie przesłuchano nikogo ani nie postawiono nikomu żadnego zarzutu.

Raport z działań operacyjnych, który powstał na plotkach, pomówieniach i innych niepotwierdzonych informacjach, nie znalazł żadnego potwierdzenia w dowodach. Powinien zostać zniszczony. Skandalem jest, że jest używany jeszcze po latach w tej nieczystej grze.

Jesteśmy zszokowani, że ktoś w służbach doprowadził za pomocą kampanii manipulacji i dezinformacji do dymisji konstytucyjnego ministra Dawida Jackiewicza. Pamiętamy z tamtego okresu, ze media były karmione fałszywymi informacjami. Wielu ludzi zostało medialnie bezpodstawnie oskarżonych. Przypomina to najgorsze praktyki z czasów tzw. szafy Lesiaka czy akcje służb specjalnych przeciwko Andrzejowi Modrzejewskiemu. Przechowywanie przez służby przez wiele lat materiałów operacyjnych jest złamaniem prawa.

Apelujemy do dziennikarzy aby zawsze weryfikowali »sensacyjne« informacje i nie ufali plotkom, którymi są karmieni. To my staliśmy się ofiarą kampanii pomówień. Nasze prywatne i zawodowe życie zamieniono wówczas w serial medialny. My i wielu innych ludzi, było wtedy ofiarami tych działań, a trudno i kosztownie odbudowuje się wizerunek.

Teraz dokładnie widać, dlaczego staliśmy się wówczas ofiarą manipulacji. Ujawnienie (zamiast zniszczenia raportu, który nie miał potwierdzenia w dowodach) przez kogoś w służbach dopiero dziś tego dokumentu jest powrotem do tamtych praktyk”.

Dalej R4S pisze, że w związku rozsyłaniem przez dziennikarzy "zniesławiających pytań, imputujących naruszanie prawa" podejmie też dalsze działania. A "prawnicy spółki przygotowują pozwy o naruszenie dóbr osobistych, zapłatę zadośćuczynień i odszkodowań przez osoby fizyczne i podmioty prawne odpowiedzialne za publikacje".

Zapowiedziane przez spółkę liczne postępowania prokuratorskie i sądowe to znana strategia. Na świecie określana jest jako SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation). Polega na zasypywaniu dziennikarzy pozwami i oskarżeniami, by zniechęcić ich do zajmowania się daną sprawą. SLAPP ma też zwykle "efekt mrożący" - dla innych mediów jest jasnym komunikatem: nie mieszajcie się do sprawy, jeśli nie chcecie mieć kłopotów.

Ze strony internetowej R4S: Analizy i Raporty

„Zdobywaliśmy doświadczenie jako politycy, pracownicy administracji, menadżerowie i dziennikarze. Umiemy zbierać i trafnie analizować wiadomości. Często nie tylko wiemy więcej, niż można przeczytać w mediach, ale też dobrze rozumiemy sens tego, co dzieje się dookoła. Dla naszych Klientów przygotowujemy pogłębione analizy wydarzeń mających znaczenie dla ich biznesu. Opracowujemy raporty dotyczące wizerunku poszczególnych osób i organizacji, a także problemów, z którymi mierzą się nasi Klienci”.

Zdobyć informacje o śledztwie

Wkrótce po tym, jak dziennikarze uczestniczący w międzyredakcyjnym śledztwie rozsyłają związane z artykułem pytania, do redaktora naczelnego OKO.press Piotra Pacewicza odzywa się dawno niewidziany znajomy (nazwijmy go Panem X). Mówi, że chce się spotkać i porozmawiać. Potem pisze w esemesie, że rozumie, że Pacewicz ma pewnie dużo pracy, ale "sprawa jest jednak dość pilna".

Gdy w końcu dochodzi do spotkania, Pan X opowiada, że chciałby nawiązać bliską współpracę ze spółką R4S. I - "jak kolega kolegę" - prosi Pacewicza o radę i ocenę, czy powinien w to wchodzić, czy nie zaszkodzi to jego reputacji.

Wspomina, że słyszał, że OKO.press pracuje nad jakimś artykułem dotyczącym biznesów Adama Hofmana. I prosi Pacewicza, by - w skali od 1 do 10 - ocenił, na ile publikacja będzie szkodliwa dla R4S.

Tłumaczy, że nie chciałby wchodzić we współpracę z tą spółką, gdyby publikacja miała ją zaraz "zatopić". Nie ukrywa jednak, że ludzie z R4S wiedzą o tym, że spotkał się z Pacewiczem i będzie próbował się czegoś wywiedzieć. Gdy redaktor naczelny OKO.press wyjaśnia mu, że nie jest wtajemniczony w szczegóły śledztwa, a nawet gdyby był - nie mógłby mu nic powiedzieć, X nie odpuszcza i dopytuje jeszcze, z kim powinien porozmawiać.

Po spotkaniu, 8 kwietnia, przysyła wiadomość. "Piotrze, partnerzy R4S zaproponowali spotkanie z Tobą, abyś zobaczył firmę i pogadał z nimi. Zależy mi na budowaniu mostów, myślę że byłoby super gdyby się udało" - pisze.

"Dzięki, ale to byłoby wysoce niewskazane. Trzymaj się" - odpowiada mu redaktor naczelny OKO.press.

Ze strony internetowej R4S: Public Relations

„Nasz zespół tworzą byli redaktorzy naczelni najważniejszych polskich mediów i rzecznicy największych polskich instytucji. (...) Gazety radio telewizja portale internetowe to środowiska, w których wyrośliśmy i w których umiemy się poruszać. Wiemy, jak rozmawiać z dziennikarzami, jak przygotowywać dla nich atrakcyjne materiały, jak funkcjonują redakcje polskich mediów”.

Zarzucić nieczyste motywacje

Po tym, jak do bohaterów naszego śledztwa trafiają pytania związane z przygotowywanymi publikacjami, OKO.press, Fundacja Reporterów i "Gazeta Wyborcza" także dostają pytania - z "Gazety Polskiej Codziennie".

Większość z nich dotyczy zbierania pieniędzy z 1 proc. podatku. Wynika z nich jasno, że dziennikarz "GPC" szuka dowodów na potwierdzenie tezy, że śledztwo OKO.press jest aktem wrogiej konkurencji wobec jakiejś organizacji, która także ma prawo ubiegać się o wsparcie z 1 proc.

Dziennikarz pyta m.in.:

  • z jakimi podmiotami konkurujemy o pieniądze z 1 proc.,
  • czy zleciliśmy Jackowi Harłukowiczowi, Wojciechowi Cieśli, Konradowi Szczygłowi lub innym osobom "pozyskanie informacji o Organizacjach Pożytku Publicznego, z którymi Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO konkuruje o darowizny z 1% podatku",
  • czy zleciliśmy "przygotowanie materiałów prasowych, publikacji, raportów lub opracowań" na temat konkurencyjnych OPP
  • i kto podjął decyzję w tej sprawie.

Interesuje go również, ile pieniędzy dotąd zebraliśmy i czy wydajemy je "w firmach powiązanych z osobami zasiadającymi we władzach Fundacji". Oraz, czy kontrolowały nas rozmaite służby państwowe.

[tab tekst="Przeczytaj pytania wszystkie "GPC" i odpowiedzi OKO.press"]

Proszę wskazać podmioty, z którymi Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO konkuruje w zakresie pozyskiwania darowizn z 1% podatku?

Fundacja OKO jest jednym z 8 861 podmiotów posiadających obecnie status organizacji pożytku publicznego. Wszystkie te organizacje mają prawo ubiegania się o przekazanie 1 proc. podatku PIT, ale nie jesteśmy w stanie stwierdzić, ile z nich z tego prawa korzysta.

Wykaz OPP publikuje co roku Narodowy Instytut Wolności. Znajdzie go Pan pod adresem:

Od którego roku Fundacja pozyskuje 1% podatku używając programu do PIT z zablokowanym numerem KRS Fundacji lub programu z ograniczoną możliwością wskazania OPP?

Jak łatwo sprawdzić we wspomnianych wyżej wykazach publikowanych przez NIW oraz dokumentach KRS, Fundacja OKO ubiega się o wpłaty z 1 proc. od 2020 roku (z PIT za 2019 rok).

Fundacja, za pośrednictwem portalu OKO.press proponuje Czytelnikom kilka możliwości przekazania 1 proc. z PIT. Jedną z nich jest wypełnienie deklaracji PIT z wpisaną nazwą i numerem KRS Fundacji OKO. Nie wiemy, czy o takie „zablokowanie numeru KRS” Panu chodzi.

Ile środków w ten sposób pozyskała?

1,3% środków pozyskanych z 1 proc. w 2020 roku.

Proszę wskazać średnią wysokość prowizji płaconą podmiotom trzecim przez Fundację, a naliczaną od darowizn z tytułu 1% podatku PIT otrzymanych przez Fundację?

Fundacja OKO nie płaci podmiotom trzecim żadnej prowizji od środków z 1 proc. podatku.

Proszę o informację czy Fundacja zlecały Panom: Jackowi Harłukowiczowi, Wojciechowi Cieśli, Konradowi Szczygłowi, Marcinowi Rybakowi lub innym pracownikom lub współpracownikom Fundacji Reporterów lub Agora SA lub powiązanych z nią podmiotom pozyskanie informacji o Organizacjach Pożytku Publicznego, z którymi Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO konkuruje o darowizny z 1% podatku.

Pytanie sugeruje, że Fundacja OKO podejmuje działania wrogiej konkurencji wobec innych działających w Polsce organizacji pożytku publicznego. Tego rodzaju insynuacje są bezpodstawne i godzą w dobre imię naszej fundacji.

Niektórzy z wymienionych przez Pana dziennikarzy współpracują z redakcją OKO.press – co nie jest tajemnicą, gdyż publikowaliśmy na naszym portalu ich artykuły. Podobnie jak wszystkie niezależne redakcje na całym świecie, nie informujemy jednak nikogo spoza zespołu redakcyjnego o przygotowywanych publikacjach. Dotyczy to zarówno tekstów, nad którymi pracują dziennikarze związani na stałe z OKO.press, jak i tych przygotowywanych przez autorów zewnętrznych.

Czy Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO lub podmioty z nią powiązane zlecały przygotowanie materiałów prasowych, publikacji, raportów lub opracowań na temat OPP konkurencyjnych w zakresie pozyskiwania 1% podatku?

Jak wspomnieliśmy wyżej, redakcja OKO.press nie udziela informacji o trwających pracach nad publikacjami.

Kto, kiedy i w jakich okolicznościach podjął taką decyzję?

j.w.

Ile środków zebranych z 1% podatku przez Fundację Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO wydaje w firmach powiązanych z osobami zasiadającymi we władzach Fundacji a w szczególności ile w Agora SA i podmiotach z nią powiązanych? Proszę o dokładne kwoty z rozbiciem na lata.

Jak wspomnieliśmy wyżej, Fundacja OKO otrzymuje środki z 1% podatku dopiero od 2020 roku (PIT za 2019 roku). Z uzyskanej wówczas kwoty nie przeznaczyliśmy żadnych środków na wydatki w firmach wymienionych w pytaniu.

Jak Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO wykazuje te wydatki w sprawozdaniach?

j.w.

Proszę o informację ile, w jakich latach, w jakim przedmiocie prowadzone były w Fundacji kontrole prowadzone przez Urząd Miasta Warszawy, Urząd Wojewódzki, Urząd Kontroli Skarbowej, Najwyższą Izbę Kontroli, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Policję lub inne instytucje publiczne, samorządowe lub organy ścigania.

Nie wiemy, ile kontroli przeprowadziły niektóre z wymienionych przez Pana podmiotów, gdyż ich działania są zwykle prowadzone niejawnie. Innym kontrolom Fundacja OKO podlega na takich samych zasadach, jak wszystkie organizacje i podmioty działające w Polsce.

Tak się składa, że jeden z bohaterów naszego śledztwa - Radosław Tadajewski, związany jest z dwiema fundacjami, które od lat są beneficjentami środków z 1 proc. podatku (ale jego działalnością zainteresowaliśmy się z zupełnie innych względów).

Skoro więc dziennikarz "GPC" pytał nas o prace nad tekstami, my także zapytaliśmy, czy informacje o wspólnej publikacji dziennikarzy otrzymał od Radosława Tadajewskiego lub R4S i czy temat przedstawiono mu jako jakąś aferę związaną z ubieganiem się o wsparcie z 1 proc. podatku.

Odpowiedział, że nigdy nie utrzymywał żadnych kontaktów z R4S i nie spotkał się z Tadajewskim.

A jego pytania "dotyczyły zainteresowania dziennikarzy OKO.press fundacją realizującą projekt BohaterON". Projekt ten realizują... właśnie wspomniane wcześniej fundacje związane z Tadajewskim.

Ale one same nie mogły wskazać dziennikarzowi "GPC" nazwisk wszystkich dziennikarzy pracujących nad naszym śledztwem - bo podzielili się oni pytaniami, które trzeba było rozesłać do różnych osób i podmiotów. Pytania do fundacji i Tadajewskiego wysyłał tylko jeden z nich.

Ze strony internetowej R4S: Komunikacja w sieci

„Stosujemy zautomatyzowane działania komunikacyjne i marketingowe z wykorzystaniem zasobów sztucznej inteligencji. Stosujemy micro i macro targeting, co sprawia, że przekazy naszych klientów trafiają dokładnie do wskazanych grup docelowych. Automatycznie analizujemy dyskusje w wąskich grupach społecznościowych, dzięki czemu reagujemy w czasie rzeczywistym na pojawiające się w dowolnym miejscu w sieci wzmianki dotyczące klientów”.

Podważyć wiarygodność i postraszyć

W piątek, 9 kwietnia media, które pracowały nad wspólnym śledztwem informują, że pierwszy z cyklu artykułów zostanie opublikowany 12 kwietnia. Pisze o tym na Twitterze także autorka artykułu, który teraz Państwo czytacie.

Dzień później Sławomir Jastrzębowski z R4S pisze na TT: "Pani @BMikolajewska, czy czuje się Pani bezpiecznie w kierowanej przez siebie redakcji OKO.press! Czy będzie jakiś materiał śledczy portalu na temat tej jakże bulwersującej sprawy?"

Odnosi się do artykułu "Do Rzeczy". Opisano w nim sprawę doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego, któremu Studencki Komitet Antyfaszystowski zarzucił dokonanie gwałtu na studentce. Wcześniej, nie wiedząc o tej sprawie, OKO.press opublikowało 8 artykułów doktoranta. Gdy SKA opisał sprawę na Facebooku, podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z nim i wydaliśmy oświadczenie w tej sprawie.

Na takie wyjaśnienia, powtórzone pod jego wpisem na TT, Jastrzębowski odpowiada: "Oj dobra tam, po prostu martwiłem się o Panią, bo ostatnio była Pani bardzo niespokojna, a kto wie, co to będzie.

Łączę życzenia siły, przyda się. I proszę się nie martwić, na pewno ktoś zbada dokładnie sprawę współpracownika OKO.press".

Kilka dni później prawicowy dziennikarz Wojciech Wybranowski wrzuca na Twittera zdjęcie Jacka Harłukowicza, wznoszącego toast w gronie trzech innych mężczyzn, według jego opisu - to samorządowi działacze z Wrocławia. "We Wrocławiu jest sporo układów" - pisze Wybranowski, odnosząc się do tytułu pierwszego odcinka międzyredakcyjnego śledztwa. "Znajomy, dawniej w »GW« pisze, że najgorsze są zakrapiane układy dziennikarsko-polityczne".

Harłukowicz wyjaśnia, że ludzi na zdjęciu zna od lat, jeden to jego były naczelny. Ale sprawę podchwytuje już portal wPolityce.pl. A Sławomir Jastrzębowski podaje tekst tego portalu z komentarzem "Układ wrocławski?".

Potem pisze jeszcze: "Śpij dobrze Jacku. Wrócimy do tego...".

***

Od redakcji OKO.press:

Tego samego dnia Jastrzębowski "zahacza" na Twitterze także szefową zespołu śledczego OKO.press Biankę Mikołajewską, podając dalej artykuł Wojciecha Wybranowskiego, Wojciecha Muchy i Marcina Mamonia, opublikowany na portalu TVP Info. Autorzy wyliczają w nim m.in. firmy, które współpracowały z Orlenem za rządów PO-PSL. Wśród nich firmę Piotra Niemczyka.

Jastrzębowski komentuje: "Uuu. Pani @BMikolajewska, to chyba Pani mąż? Ktoś mógłby pomyśleć, że ta akcja GW i OKO.press to zemsta, bo pieniążki się skończyły. A płynęły do Państwa małżeństwa? Jak to nieładnie wygląda. Przeprowadzi Pani śledztwo? Pani koledzy z GW wiedzieli? Niedobrze".

W odpowiedzi Mikołajewska pisze: "Pana wysiłki, by zdyskredytować śledztwo ws. układu wrocławskiego odbieram jako skrajną desperację. Od ponad 2 lat nie jesteśmy parą z P. Niemczykiem. O czym wiadomo publicznie i o czym Pan również wie.

Niezależnie od tego, w związku z faktem, że publicznie zarzuca mi Pan nieuczciwość, kieruję sprawę do sądu".

W kolejnym wpisie Mikołajewska tłumaczy, że nawet gdyby jej związek trwał, zarzut, że treść publikacji uzależnia od sytuacji osobistej, naruszałby jej dobre imię.

Jastrzębowski, który taki zarzut ewidentnie postawił - pisząc, że "akcja GW i OKO.press to zemsta, bo pieniążki się skończyły", po zapowiedzi pozwu usiłuje odwracać kota ogonem. "Ja Pani zarzucam nieuczciwość? W życiu! Skąd te nerwowe reakcje?" - pisze.

Na wspomnienie o śledztwie OKO.press i o tym, że Jastrzębowski usiłuje naruszyć dobre imię szefowej zespołu śledczego OKO.press, by podważyć wiarygodność przygotowywanych publikacji, partner R4S odpowiada:

"O żadnym śledztwie nic nie wiem, jakieś sklejki, insynuacje, powtórzenia... Kiedy coś opublikujecie?".

Udostępnij:

Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne