W mediach prawicowo-katolickich, szczególnie w mediach o. Rydzyka, temat aborcji pojawia się codziennie. Najbardziej prawicowy elektorat pyta, dlaczego PiS odkłada sprawę zakazu aborcji. I straszy politycznymi konsekwencjami - a to realne kilka procent wyborców. PiS przetrzyma sprawę do wyborów?

Projekt „Zatrzymaj aborcję” leży w Sejmie już rok – tyle samo, co wniosek o uznanie przesłanki embriopatologicznej (wady lub nieuleczalna choroba płodu) za niezgodną z konstytucją w TK. W sprawie „Zatrzymaj aborcję” ma obradować sejmowa komisja specjalna, ale od lipca nie zwołano nawet pierwszego posiedzenia. O wyroku Trybunału Konstytucyjnego mówi się, że już jest gotowy, ale nie ma ciągle terminu rozprawy.

To jasne, że PiS boi się ruszyć temat i nie chce tego robić przed wyborami. W listopadzie 2018 roku powiedział to wprost europoseł PiS, Ryszard Legutko: „Natomiast przed wyborami przyszłorocznymi na pewno nic się nie stanie. To jest po prostu niemożliwe, natomiast po wyborach zobaczymy, co będzie”.

3 grudnia 2018 roku potwierdził to Jarosław Gowin w TVN24: „Zagadnienia takie jak aborcja nie powinny być rozstrzygane w okresie kampanii wyborczej. Podejmowanie tego tematu teraz nie służyłoby ani sprawie, ani klimatowi społecznemu, ani rządzącemu obozowi”.

Problem w tym, że do wyborów pozostał cały rok. Czy uda się sprawę aborcji przeciągać tak długo? Być może udałoby się, ale PiS sam się zaszachował, rozbudzając swoimi działaniami nadzieję w środowiskach anti-choice:

W tym kontekście brak decyzji PiS irytuje zwolenników zaostrzenia ustawy. Uważają, że PiS łamie obietnicę wyborczą i sprzeniewierza się wartościom katolickim, o których tyle mówi.

  • Czy PiS łamie obietnicę wyborczą?

    „Współcześnie chodzi przede wszystkim o ochronę życia od poczęcia oraz odrzucenie eutanazji. W tych kwestiach nasze stanowisko jest jasne – bronimy i będziemy bronić życia oraz przeciw- stawiać się eutanazji”, czytamy w programie PiS z 2015 roku. Brzmi jak obietnica, zwłaszcza, że miesiąc przed wyborami 2015 wszyscy posłowie PiS głosowali przeciwko odrzuceniu projektu obywatelskiego, który wprowadzał całkowity zakaz aborcji.

    Ze strony polityków PiS nie padły wówczas żadne konkretne obietnice dotyczące zmiany ustawy. Ograniczali się do zapewnień, że sami są przeciwni aborcji, ale nie deklarowali, że projekt taki znajdzie się w Sejmie. Andrzej Duda w wywiadzie dla „Gościa niedzielnego” w kwietniu 2015 roku deklarował, że całkowity zakaz aborcji może spowodować reakcję odwrotną: poparcie dla liberalizacji przepisów. Przyznał, że sam jest całkowicie przeciwny aborcji, ale jako polityk będzie ostrożny w tej kwestii.

„Kaczyński ma krew za pazurami”

O braku zaufania do PiS w związku z aborcją mówi dużo m.in. Wojciech Cejrowski – do niedawna często obecny na antenie TVP Info. Jego ostra krytyka Jarosława Kaczyńskiego nie spodobała się na Nowogrodzkiej i program z udziałem podróżnika został zawieszony. A krytykował prezesa właśnie za aborcję:

„Prezes Kaczyński ma za pazurami krew niewiniątek i jest u mnie od dawna na cenzurowanym.

Obiecuje kolejny raz w kampanii, że zajmie się aborcją, a potem pod dywanik to wmiata. Prezes odpowiada za ich [niewiniątek] krew, bo mógłby coś zrobić, żeby ta krew się nie lała. Jeżeli nic nie robi, to jest odpowiedzialny przez zaniechanie”.

Podkreślał przy tym, że zastanowi się, czy następnym razem głosować na PiS.

Spadek poparcia PiS ze strony środowisk anti-choice zapowiada m.in. Jakub Bałtroszewicz z Fundacji „Jeden z nas”. Komentując wypowiedź prof. Ryszarda Legutki, który stwierdził, że przed wyborami PiS nie ruszy aborcji, powiedział: „Jeżeli słowa Pana Profesora okażą się prawdą i nasz Parlament w najbliższych miesiącach nie zajmie się inicjatywą #ZatrzymajAborcję, to Prawo i Sprawiedliwość straci mój głos i jestem przekonany, że będzie on jednym z bardzo wielu innych głosów przedstawicieli naszego środowiska”.

Warto przypomnieć, że sygnatariuszem Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej „Jeden z nas” był Andrzej Duda, wówczas europoseł. Inicjatywa miała wnieść temat ochrony życia od poczęcia na forum Europarlamentu.

Rydzyk grozi palcem, biskupi ostrzegają

Niemiła niespodzianka czekała na rząd PiS podczas 27 urodzin Radia Maryja w Toruniu. Do licznie przybyłych członków partii rządzącej apelował w homilii abp Andrzej Dzięga: „Słyszycie to, politycy polscy? I państwo, które świadomie pozwala na zabijanie własnych dzieci jest państwem bez przyszłości. Trzeba się zachwycić sercem już dzisiaj. Nie – »może kiedyś«. Nie »może jutro«. Skądś znamy to powiedzenie: »Jutro – znaczy nigdy«. Gdy serce woła, to zawsze woła o »dziś«, o »już«. Kochani politycy polscy, nie patrzcie na daleki świat, który stoi na granicy szaleństwa. Bądźcie po Bożemu rozumni i wolni. I miejcie serce”.

Kilka dni wcześniej, 29 listopada 2018 roku, na łamach tygodnika „Niedziela” abp Gądecki, przewodniczący Episkopatu, ostrzegał: „Już ponad rok czekamy na orzeczenie w najważniejszej sprawie, która jest w Trybunale. To nie wystawia najlepszej opinii na temat tej reformy. Jednocześnie zastanawiające są słowa rzecznik prasowej PiS Beaty Mazurek, która mówi, że grupa tych zatroskanych posłów [chodzi o list 79 posłów do Julii Przyłębskiej – przyp.red.] wywiera presję na Trybunał. W ten sposób próbuje się zdezawuować słuszny apel dużej grupy posłów.

Zawód sprawiony swoim wyborcom jest działaniem niekorzystnym także ze względów politycznych sprawowania władzy i przyszłych wyborów. Nie można zostawiać sumienia za drzwiami swojego gabinetu politycznego, bo byłaby to schizofrenia”.

W mediach Tadeusza Rydzyka artykuły pojawiają się codziennie – pod znaczącymi tytułami: „Zmowa milczenia” („Wygląda to bardzo niepokojąco: im więcej czasu mija od złożenia projektu w Sejmie i im więcej oddolnych apeli w sprawie wprowadzenia zmian w prawie się pojawia, tym więcej słyszymy wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości, które mają zamknąć całą sprawę”), „Sejmowy hamulec”.

W rozmowie z „Naszym dziennikiem” bp Ignacy Dec podkreśla, że choć PiS robi dużo dobrego, to opieszałość w sprawie aborcji to „sprzeniewierzenie się głosowi sumienia”: „Zacznę od słów, które miał powiedzieć Arystoteles, gdy odważył się korygować swojego mistrza w filozofii – Platona. „Amicus mihi Plato, sed magis amica veritas” – „Przyjacielem moim jest Platon, ale większym przyjacielem prawda”. To zdanie mi się przypomina, gdy mam się wypowiedzieć na temat opieszałości obecnej władzy w pracach nad złożonym przed rokiem w polskim Sejmie projektem ustawy Zatrzymaj aborcję”.

W artykule „Bierność zabija” redakcja przytacza słowa bp. Wiesława Meringa z Jasnej Góry: „Apelujemy do partii rządzącej, by zgodnie z nazwą Prawo i Sprawiedliwość otworzyło drogę, która będzie wiodła do zachowania prawa i sprawiedliwości dla dzieci skazywanych na śmierć”.

Godek: PiS wygrał aborcją

30 listopada 2018 list do prezesa Kaczyńskiego wysłała Kaja Godek, autorka „Zatrzymaj aborcję”. List przedrukowały wszystkie prawicowo-katolickie redakcje: „Dopuszczalność aborcji eugenicznej powoduje, że poradnie genetyczne bardziej niż miejsca, gdzie udziela się choremu pomocy, przypominają rampę w Auschwitz-Birkenau. Przez 3 lata rządów Prawa i Sprawiedliwości nie nastąpiła na tym polu żadna dobra zmiana.

Blokadę procesu legislacyjnego utrzymują Pańscy podwładni – członkowie Prawa i Sprawiedliwości. Blokada ta jest niezrozumiała także w kontekście faktu, iż Trybunał Konstytucyjny, który miał orzec w sprawie niezgodności eugeniki z Konstytucją RP – nie wykonuje swoich obowiązków w tym zakresie. Obecna kadencja Sejmu widziała już ustawy uchwalane w kilka lub kilkanaście godzin. Wiemy, że tylko od Pańskiej decyzji zależy obecnie los dzieci skazywanych na śmierć za niepełnosprawność.

11 września 2015 roku wszyscy posłowie Prawa i Sprawiedliwości głosowali za całkowitym zakazem aborcji.

W kolejnym miesiącu wygrali Państwo wybory z najlepszym do tej pory wynikiem – tworząc samodzielną większość w parlamencie i samodzielny rząd. Głosowanie przeciw aborcji pomaga Pańskiej partii, albo co najmniej jej nie szkodzi”.

Jeżeli ktoś jest za, to tylko wyborcy PiS

Poparcie Polaków dla zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej jest minimalne. Utrzymuje się na poziomie 10 proc., z niewielkimi odchyleniami. W ostatnim badaniu IPSOS dla OKO.press było to 11 proc.

Stosunek do ustawy antyaborcyjnej

Prawo dopuszcza przerywanie ciąży w trzech przypadkach: zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, ciężkiego upośledzenia lub choroby płodu, pochodzenia ciąży z gwałtu. Czy ustawę należałoby:

Jednak w elektoracie PiS za zaostrzeniem ustawy jest już dwa razy tyle, czyli jedna piąta wyborców tej partii. Wyborcy PiS stanowią zdecydowaną większość w grupie osób popierających zaostrzenie (także 20 proc. takich osób jest w elektoracie PSL, ale jest to nieporównanie mniejszy elektorat):

Odestek osób popierających zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej w poszczególnych elektoratach

IPSOS dla OKO.press, sierpień 2018

W ostatnich wyborach do sejmików – porównywanych często do wyborów parlamentarnych – PiS uzyskało 34 proc. Czyli o trzy punkty procentowe mniej niż w 2015 roku. W listopadzie 2018 roku PiS zaliczył też spadek po aferze KNF. Wyborcy anti-choice to zatem realnych kilka procent, których nie należy lekceważyć, gdy wysokie poparcie dla PiS – choć nie spada spektakularnie – nie jest już tak pewne.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”.
W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym