Interwencja prokuratury w zoo. Co się dzieje w Łącznej?
Od kilku dni trwa walka o zoo w Łącznej. Prokuratura usiłowała odebrać zwierzęta (nie do końca skutecznie) i stawia zarzuty znęcania się nad zwierzętami, właściciele ogrodu się nie przyznają, a za nimi stają mieszkańcy i osoby, które odwiedzały obiekt w dolnośląskiej wiosce. Jednocześnie wylewa się hejt na organizacje prozwierzęce, które próbowały pomóc.
- Pracownicy wrócą do pracy. Czynności prokuratury zostały zakończone – poinformował podczas piątkowej konferencji prasowej Marcin Witkowski, zastępca Prokuratora Okręgowego w Świdnicy. Chodzi o czynności w prywatnym zoo w Łącznej na Dolnym Śląsku, gdzie żyje ponad 600 zwierząt. Prokuratura prowadziła postępowanie w tej sprawie od kilku miesięcy, a biegli wydali decyzję o koniecznej relokacji zwierząt. Jak wskazywali, zwierzęta żyją w warunkach, które nie odpowiadają ich potrzebom. Co więcej, na terenie zoo znaleziono kości martwych zwierząt – wciąż nie jest jasne, dlaczego umarły i dlaczego właściciele zoo zutylizowali zwłoki w ten sposób.
Odbiór zwierząt zaczął się 13 października, we wtorek. Z zoo wyjechało ponad 30 zwierząt, reszta wciąż jest w Łącznej. Właściciele zoo usłyszeli zarzuty m.in. znęcania się nad zwierzętami.
- Deklaruję pełną współpracę pracowników zoo Łączna. Będziemy kierować się z prośbami do innych ogrodów zoologicznych o ewentualną pomoc w opiece nad zwierzętami, które są na terenie. Mam deklarację, że na ten moment żadne zwierzęta nie wyjeżdżają z ogrodu zoologicznego – przekazała w piątek 16.10 Marta Zając-Ossowska, była dyrektorka zoo we Wrocławiu i pełnomocniczka właściciela obiektu w Łącznej, Marcina Nowaczyka.

Komentarze