Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by ATTA KENARE / AFPPhoto by ATTA KENARE...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Wojna USA i Izraela z Iranem produkuje ogromną ilość newsów. Tylko dziś m.in. Irańczycy wyszli na ulice po informacji o śmierci Alego Chameneiego, Iran kontynuował ataki na cele związane z USA w krajach Zatoki Perskiej, dowiedzieliśmy się o pierwszych zabitych Amerykanach, poznaliśmy nowe szczegóły negocjacji, zwiększyła się oficjalna liczba ofiar uderzenia na irańską szkołę dla dziewczynek, 9 osób zginęło w Izraelu w ataku na synagogę, Trump pierwszy raz zasugerował gotowość do rozmów, a irański minister sugerował, że nie mają pełnej kontroli nad swoją armią.

Spróbujmy to wszystko uporządkować i wyłowić z zalewu informacji to, co najważniejsze.

O Alim Chameneim i problemie sukcesji pisaliśmy już dziś w tym tekście. Według irańskiej konstytucji wybór ten powinien zostać dokonany przez 88-osobowe Zgromadzenie Ekspertów niezwłocznie. Minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi powiedział, że możemy zobaczyć nowego lidera w ciągu „dnia czy dwóch”. Wybory to jednak potencjalny problem bezpieczeństwa – wymagają bowiem zebrania wielu istotnych dla państwa osób w jednym miejscu w trakcie wojny, gdy Izraelczycy uderzają w najważniejszych polityków Iranu.

Sukcesja

Na dziś nie można przewidzieć, kto następcą Chameneiego zostanie. Jednym z faworytów jest syn zabitego wczoraj przywódcy, Modżtaba. Według niektórych źródeł ma on cieszyć się poparciem Gwardii Rewolucyjnej. Ale jednocześnie ma mieć znaczącą opozycję wśród duchownych. Widać też sugestie, że faworytem ma być Alireza Arafi, który został wybrany do trzyosobowej tymczasowej rady, która obecnie formalnie sprawuje władzę. Na ogłaszanie go następnym przywódcą jest jednak za wcześnie. Rada jest głównie ceremonialna, zasiada w niej też kompletnie dziś zmarginalizowany prezydent Masud Pezeszkian.

Czyli: czekamy na następcę i możemy go zobaczyć niedługo. Kluczowe, czy w tej trudnej sytuacji od razu będzie cieszył się silnym mandatem do rządzenia. Wbrew przekonaniu, że Iran Chameneiego był dyktaturą skupioną tylko na wszechmocnym liderze, w Teheranie dalej jest kilka silnych postaci i ważnych ośrodków władzy.

Przeczytaj także:

Wojna: mało niezależnych informacji

Co dzieje się na wojnie w sferze militarnej?

Amerykanie pierwszy raz przyznali się do strat, choć nie znamy ich okoliczności. Komunikat US Central Command (CENTCOM) mówi o śmierci trzech żołnierzy w walce.

Pełny obraz amerykańsko-izraelskich operacji militarnych jest trudny do odtworzenia. W Iranie dostęp do sieci jest znacznie ograniczony, nie ma tam niezależnych dziennikarzy – stąd potwierdzone np. nagraniami informacje o uderzeniach w cele militarne są skąpe. Amerykanie w innym krótkim komunikacie CENTCOM przekazali, że przy użyciu bombowców strategicznych B-2 uderzyli w irańskie instalacje związane z programem rakiet balistycznych.

Likwidacja irańskich rakiet jest jednym z podstawowych zadań, jakie deklarują Amerykanie. Trump naciskał na Iran, by podjął rozmowy o ograniczeniach dla programu produkcji tych rakiet, Irańczycy konsekwentnie jednak odmawiali tej rozmowy. Program ten od dawna jest podstawą strategii bezpieczeństwa kraju i poczucia suwerenności.

Na Truth Social Trump podał też, że Amerykanie zniszczyli dziewięć irańskich statków wojskowych. Z kolei dziennikarz BBC Persian Siavash Ardalan napisał dziś w mediach społecznościowych, że według jego informacji już dziś można powiedzieć, że izraelsko-amerykańskie ataki poważnie uszkodziły irańską infrastrukturę wojskową.

Irańczycy podali, że dotychczas w wojnie zginęły „setki” osób. Wg najnowszego komunikatu w uderzeniu w szkołę dla dziewcząt na południu Iranu w miejscowości Minab zginęło 165 osób. Szkoła znajduje się obok obiektów Gwardii Rewolucyjnej, które najpewniej były celem ataku.

Więcej o tym, jak amerykańskie ataki ograniczyły irańskie możliwości odpowiedzi, będzie można powiedzieć w ciągu kilku kolejnych dni.

Iran i ataki w Zatoce Perskiej

Na razie Iran kontynuuje intensywny ostrzał celów związanych z USA na terenie krajów regionu Zatoki Perskiej, a także atakuje Izrael – choć w stopniu słabszym niż podczas pierwszych dni zeszłorocznej wojny dwunastodniowej. Co najmniej dziewięć osób zginęło od rakiety, która trafiła w publiczny schron przy synagodze w mieście Bet Szemesz w centralnym Izraelu. Irańczycy uderzyli też w cele, m.in. w Tel Awiwie.

W irańskich atakach na kraje Zatoki Perskiej zginęły przynajmniej cztery osoby, a co najmniej setka została ranna. Ministerstwo Obrony Zjednoczonych Emiratów Arabskich przekazało, że Iran wystrzelił na teren ZEA 165 rakiet balistycznych i 540 dronów. Większość z nich została przechwycona, ale 21 miało uderzyć w cele cywilne. Nawet neutralny Oman, który był mediatorem pomiędzy Amerykanami a Iranem, nie uniknął uderzeń. Irański pocisk trafił w omański komercyjny port w miejscowości Dukm.

W wywiadzie dla Al Jazeery irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi przyznał, że najwyższe władze nie aprobowały uderzenia na Oman. Dodał w nim, że część oddziałów jest odizolowana i musi działać samodzielnie według wcześniej otrzymanych instrukcji.

Wojenny chaos

Może to oznaczać różne rzeczy. Może to być wyraz ogólnego chaosu wojny. Albo braku pełnej kontroli nad całą strukturą wojskową. Warto pamiętać, że irańskie siły wojskowe mają dwutorową strukturę – mamy tradycyjną armię i Gwardię Rewolucyjną, które zachowują pewną autonomię i są od siebie niezależne. Jednocześnie duża część dowództwa tych formacji została zlikwidowana. Iran z pewnością był przygotowany na tę sytuację, ale płynna zmiana na najwyższych stanowiskach w tak dynamicznej sytuacji może być bardzo trudna.

Tak czy inaczej ataki na kraje zatoki, nawet jeśli celami są tylko amerykańskie bazy, będą arabskich sąsiadów irytowały. Szczególnie że, jak widzimy, znacząca część tych uderzeń nie jest precyzyjna.

Na razie wojna wciąż nie rozlewa się na inne kraje, Arabscy sąsiedzi Iranu w Zatoce nie dołączają do ataków na Iran, chociaż przyjmują ciosy. Obserwujemy też kryzysy w Iraku czy Pakistanie, gdzie szyiccy zwolennicy Chameneiego ostro protestują po zabiciu przywódcy Iranu. Za wcześnie jednak, by mówić, że ma to potencjał na wybuch np. wojny domowej w tych krajach.

Trump: rozmawiajmy

Tymczasem Donald Trump nie czekał nawet dwóch dób, by ogłosić, że jest gotowy do rozmów. I twierdzi, że rozmawiać chcą też Irańczycy.

„Chcą rozmawiać, i ja zgodziłem się, by rozmawiać, więc niedługo będziemy rozmawiać. Powinni zrobić to wcześniej. Wcześniej powinni zgodzić się na to, co było łatwe i praktyczne. Czekali zbyt długo” – powiedział dziś rano czasu amerykańskiego w rozmowie z „The Atlantic”.

Jednocześnie amerykański prezydent stwierdził, że nie może powiedzieć, kiedy takie rozmowy mogą się odbyć.

Amerykanie i Irańczycy rozmawiali w tym roku trzy razy. W innym dzisiejszym wywiadzie dla amerykańskiej telewizji ABC Abbas Arakczi twierdził, że umowa z Amerykanami była na wyciągnięcie ręki. Twierdzi, że wyjeżdżał w czwartek z Genewy z przekonaniem, że w kolejnym tygodniu uda się dopiąć szczegóły porozumienia. Dzisiejszy artykuł w „Wall Street Journal” pokazuje jednak zupełnie inny obraz negocjacji, który przeczy słowom Arakcziego.

Po drugiej i trzeciej rundzie rozmów w Genewie Irańczycy przekazywali światu, że są zadowoleni z postępu i doszło do zbliżenia stanowisk. Amerykanie w obu przypadkach byli znacznie bardziej oszczędni w komunikatach. W przypadku rozmów w czwartek 26 lutego nie powiedzieli nic.

Było to z jednej strony wymowne, z drugiej – pozostawiało przestrzeń medialną do spekulacji. W ten sposób część komentatorów po amerykańsko-izraelskim ataku uznała, że Iran był gotowy do daleko idących ustępstw, ale Amerykanie to zignorowali i wybrali wojnę.

„WSJ”: nie było blisko porozumienia

Tekst „Wall Street Journal” prezentuje znacząco inny obraz na podstawie rozmów z trzema nieamerykańskimi urzędnikami, którzy brali udział w negocjacjach.

„Iran wydawał się wykazywać otwartość na kompromisy, które w przeszłości odrzucał kategorycznie.

Jednak jedna ostatnich irańskich propozycji pozwoliłaby Iranowi zachować tysiące zaawansowanych wirówek i zezwoliłaby na wzbogacanie uranu nawet do poziomu 20 proc. – znacznie powyżej początkowych limitów irańskiego programu nuklearnego określonych w porozumieniu nuklearnym z 2015 roku” – czytamy w tekście.

Według dziennikarza „WSJ”, Laurence’a Normana, spotkania między USA i Iranem za pośrednictwem Omanu były głównie przedstawieniem, prawdziwe negocjacje działy się na marginesie, za pośrednictwem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Nie doprowadziły one ostatecznie do zbliżenia stanowisk obu stron.

Amerykanie rozważali danie zgody Iranowi na symboliczny program wzbogacania uranu. Możliwe, że żądania te były dla Iranu nie do zaakceptowania. Interpretacja ostatniego spotkania w Genewie, że strony były o krok od porozumienia, ale Amerykanie od niego odstąpili, jest w świetle informacji „WSJ” nieprawdziwa.

Czy USA i Izrael chcą tego samego?

Tak szybkie oświadczenie Trumpa na temat chęci rozmów jest interesujące. Może sugerować różnicę w podejściu Amerykanów i Izraela. Izrael z całą pewnością chce zniszczenia Republiki Islamskiej i intensywnej wojny do osiągnięcia tego celu. Amerykanie też woleliby, gdyby w Teheranie rządziła ekipa mniej agresywna wobec ich państwa. Jednocześnie nie można wykluczyć, że Trump byłby zadowolony, gdyby po intensywnej, kilkudniowej kampanii wojskowej nowe kierownictwo Iranu zgodziło się przyjąć amerykańskie warunki.

Z Chameneim u sterów było to niemożliwe. Jak będzie teraz – za wcześnie, by oceniać. Jak zachowaliby się wtedy Izraelczycy? Dlatego tak istotne będą odpowiedzi na pytania, kto zostanie trzecim Najwyższym Przywódcą w historii Republiki Islamskiej, kto faktycznie będzie podejmował w Iranie najważniejsze decyzje i jak zareaguje na to Trump. Część z tych odpowiedzi poznamy w najbliższych kilku dniach.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze