Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Brendan SMIALOWSKI / AFPFoto Brendan SMIALOW...

Donald Trump miał dziś (30 kwietnia 2026) otrzymać briefing na temat możliwych opcji militarnych w Iranie – donosi Axios. Amerykańskie dowództwo miało przygotować serię szybkich i intensywnych ataków, które, w zamierzeniu, miałyby przełamać pat w negocjacjach na korzyść Stanów Zjednoczonych.

Według informacji portalu miałyby to najprawdopodobniej być cele infrastrukturalne. Czy takie uderzenie może jednak faktycznie fundamentalnie odmienić sytuację na linii USA-Iran?

Ewentualny atak nie będzie już zaskoczeniem. Podobne briefingi dla Trumpa wojskowi przygotowywali w lutym tego roku, na chwilę przed izraelsko-amerykańskim atakiem. Na razie dotychczasowe uderzenia i cała wojna nie poprawiły sytuacji USA przy stole negocjacyjnym wobec przedwojennych negocjacji w lutym.

Przed wojną Iran nie podejmował próby kontroli ruchu morskiego w Cieśninie Ormuz w sposób, w jaki robi to dziś. Po ataku z 28 lutego 2026 zyskał pretekst do blokady. A dziś Irańczycy nie są chętni, by się wycofać.

Przeczytaj także:

Wszyscy wygrali

W OKO.press pisaliśmy o tym wielokrotnie: stanowiska negocjacyjne USA i Iranu są nie do pogodzenia. Było tak w zeszłym roku, było tak w lutym tego roku, przed rozmowami w Islamabadzie po zawieszeniu broni. I tak samo jest teraz.

Dalej obie strony uważają, że negocjują z pozycji siły. Amerykanie – bo są najsilniejszą armią świata i pomimo tego, że wojna nie przebiegła tak, jak wyobrażał to sobie Trump, to dalej mają możliwość zadania Iranowi poważnych ciosów. Iran – bo wytrzymał amerykańsko-izraelski atak, bo pomimo wielu trudności gospodarczych i politycznych system władzy Republiki Islamskiej na razie ustał.

Od momentu, gdy po błyskawicznych negocjacjach za pośrednictwem Pakistanu, wojna została wstrzymana 8 kwietnia, obie strony sugerowały, że pomimo ostrej retoryki, nie mają już chęci na dalszą wymianę ognia. Ta bowiem niesie za sobą spore koszty – polityczne, ekonomiczne, społeczne.

Nowa propozycja

Mamy więc do czynienia z paradoksem.

Nie ma jak zakończyć wojny, nie ma też chęci do dalszej wojny.

W poszukiwaniu nowej formuły na trwałe zakończenie wojny, Iran wysłał Amerykanom nową propozycję. Według niej Iran chce najpierw zniesienia amerykańskiej kontrblokady Cieśniny Ormuz i formalnego zakończenia wojny, a rozmowy o irańskim programie atomowym byłyby odsunięte na późniejszy termin.

W poszukiwaniu poparcia dla takiego rozwiązania irański minister spraw zagranicznych Abbas Arakczi udał się w podróż do Moskwy, Islamabadu i Maskatu w Omanie. W Moskwie Arakczi spotkał się nie ze swoim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, a z Władimirem Putinem. Być może dzięki temu spotkaniu Putin w rozmowie z Trumpem 29 kwietnia ostrzegał amerykańskiego prezydenta przed konsekwencjami podjęcia kolejnego ataku na Iran.

Amerykanie oczywiście nowej irańskiej propozycji nie zaakceptowali. Na podwórku krajowym wciąż demonstrowana jest buńczuczna pewność siebie. 29 kwietnia w Kongresie przepytywany był sekretarz wojny Pete Hegseth.

Na uwagę Demokraty Johna Garamendiego, że USA wpakowały się w „kolejne bagno na Bliskim Wschodzie”, Hegseth kazał się mu wstydzić i retorycznie pytał, czy kibicuje Iranowi i przekonywał, że nienawiść do Trumpa zaślepia Garamendiego przed dostrzeżeniem wielkiego sukcesu, jaki osiągnęli Amerykanie.

Inny Demokrata, Adam Smith, przepytywał Hegsetha na temat powodu rozpoczęcia wojny i kwestionował uzasadnienie dotyczące broni atomowej. Hegseth bronił się, że Iran należało zaatakować, bo nie porzucił swoich ambicji nuklearnych. Jego pełne buty i agresji przedstawienie miało najpewniej jednego, głównego adresata: Donalda Trumpa.

To styl charakterystyczny dla Hegsetha: żadnych kroków w tył, ucieczka do przodu i atak na wszystkich krytyków. Nie wypadł jednak przekonująco. Gdyby wojna w Iranie była jednoznacznym sukcesem USA, najważniejszy po Trumpie polityk w sprawie polityki militarnej nie musiałby w ten sposób tłumaczyć, że w Iranie odniesiono wielki sukces.

Iran nie ulega

Trump z całą pewnością również jest sfrustrowany. Same informacje o briefingu i kolejnych opcjach militarnych prawdopodobnie nie zrobią na Iranie wrażenia. Nie można wykluczyć, że Amerykanie faktycznie wznowią na chwilę wojnę. Informacje o tym, że atak miałby być ograniczony i krótki, potwierdzają, że Trump nie ma już chęci na dalsze, wielotygodniowe duszenie Iranu.

Irańska telewizja opublikowała oświadczenie przywódcy, Modżtaby Chameneiego, na temat negocjacji. Wynika z niego, że Iran zamierza bronić swojego programu atomowego i rakietowego jak własnych granic, oraz pełnić kontrolę nad ruchem w Cieśninie Ormuz i łatwo tej zdobyczy wojennej nie odda. Obiecuje też korzyści płynące z nowego ładu w Cieśninie dla sąsiadów Iranu w Zatoce Perskiej. Wątpliwe, by arabskie państwa zatoki patrzyły na to w ten sam sposób. W czasie tegorocznej wojny Iran intensywnie je atakował.

Ostre stanowisko wobec Cieśniny Hormuz może też być taktyką negocjacyjną. Iran chce jednak przede wszystkim, by zakończenie wojny nastąpiło na takich zasadach, by wysłać światu wiadomość: atak na Iran wiąże się z dużymi kosztami dla atakującego i dla światowej gospodarki.

Gdzie jest przywódca?

Warto uzupełnić: oświadczenie zostało jedynie odczytane przez prezenterów na antenie telewizji. Chamenei od wyboru na stanowisko Najwyższego Przywódcy nie tylko nie pojawił się publicznie, ale Irańczycy nie usłyszeli nawet nagrania z jego głosem. Irańscy politycy utrzymują, że lider ukrywa się, by uniknąć losu swojego ojca i izraelskiego zamachu na swoje życie. To jednak najpewniej niejedyne wytłumaczenie. Istnieją sposoby, by przynajmniej nagrać przemówienie w bezpiecznym miejscu. Brak publicznego wystąpienia i brak jednego, oficjalnego wyjaśnienia wzmacnia najróżniejsze plotki.

Wiemy jednak, że Modżtaba Chamenei ucierpiał w ataku, który zabił jego ojca. Bardzo możliwe, że doznał urazów, które uniemożliwiają mu pokazanie się publicznie. Brak publicznej obecności lidera może z kolei wzmacniać innych politycznych liderów w Iranie: dowódcę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Ahmada Wahidiego, przewodniczącego parlamentu Mohamada Baghera Ghalibafa czy przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohamada Baghera Zolghadra. Pomimo różnic wśród najważniejszych osób i instytucji w Iranie, nie widać na razie pęknięcia w strategii wobec ewentualnych rozmów z USA.

Dlatego nie można wykluczyć, że wobec braku postępu, Trump faktycznie skorzysta z szykowanych planów nowego ataku. Czy faktycznie przyniosą one przełom? Niekoniecznie. Rządzący Iranem pokazali, że ponad wszystko stawiają na jedność systemu władzy i jego przetrwanie. Temu celowi podporządkowują wszystkie decyzje.

Dlatego kontynuowana jest blokada dostępu do internetu dla większości obywateli Iranu, dlatego kontynuowane są też egzekucje osób oskarżonych o udział w styczniowych antyrządowych demonstracjach.

Rządzący Iranem mogą mieć niezłe karty w rozmowach z USA. Ale mało prawdopodobne, by udało się zamknąć ten rozdział w pełni na zasadach Iranu – jakieś kompromisy będą konieczne. Natomiast, nawet gdyby się to stało, Irańczycy z pewnością mają świadomość problemów wewnętrznych, jakie targają Iranem. Nawet w najlepszym międzynarodowym scenariuszu przed politykami rządzącymi Republiką Islamską trudne miesiące i lata.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze