Izba Dyscyplinarna SN sądzi kolejnych sędziów oskarżanych przez rzeczników dyscyplinarnych Ziobry za krytykowanie jego reform. Adwokaci podważają status rzeczników, co jednego z nich, Przemysława Radzika, wyprowadziło z równowagi. Na ostatniej rozprawie przerywał sędzi ID SN i pouczał ją, za co złożyła na niego skargę do neo-KRS

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego 21 lutego 2020 zajmowała się sprawami dyscyplinarnymi Pawła Strumińskiego i Moniki Frąckowiak, sędziów, którzy publicznie krytykują reformy Zbigniewa Ziobry. W obu sprawach oskarżycielem jest Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych, powołany przez ministra sprawiedliwości.

Po uchwale połączonych izb Sądu Najwyższego z 28 stycznia 2020 roku Izba Dyscyplinarna nie powinna orzekać. Na podstawie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z listopada 2019 roku.

SN stwierdził, że ID nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego, bo w całości powołała ją nowa Krajowa Rada Sądownictwa, która nie jest niezależna od pozostałych władz. Izba Dyscyplinarna uznaje jednak, że uchwała jej nie dotyczy i sądzi dalej.

Sędziowie krytykujący reformy Ziobry nie uznają prawa Izby Dyscyplinarnej do ich sądzenia, ale część z nich broni się przed nią, bo wyroku TSUE nie respektuje PiS i powołani przez Ziobrę prezesi sądów. Orzeczenia Izby Dyscyplinarnej mogą więc realnie zaszkodzić podległym im sędziom, jak stało się już w przypadku zawieszonego w obowiązkach sędziego Pawła Juszczyszyna.

Obrońcy sędziów Pawła Strumińskiego i Moniki Frąckowiak argumentowali przed Izbą Dyscyplinarną SN, że nie ma ona prawa orzekać, a rzecznicy dyscyplinarni powołani przez Ziobrę nie mają prawa oskarżać (szczegółową argumentację przytaczamy niżej).

Sędziowie słuchali tej argumentacji z kamiennymi twarzami. Podważania swojego statusu nie zniósł jednak zastępca rzecznika Przemysław Radzik. Podczas posiedzenia 21 lutego puściły mu nerwy.

Radzik: proszę nie przerywać

Na pierwszej rozprawie Radzik się nie pojawił. Na drugiej najpierw poprosił przewodniczącą sędzię Małgorzatę Bednarek o usunięcie “obraźliwych plakatów” z napisem “Nielegalna ID SN” wniesionych przez publiczność. Małgorzata Bednarek jest jedną z najbliższych współpracowniczek Ziobry, do ID SN trafiła z Prokuratury Krajowej.

Wniosek rzecznika odrzuciła. “Trudno traktować transparenty poważnie, więc nie można uznać, że powaga sądu została naruszona” – uzasadniła.

Gdy Radzik został dopuszczony do głosu, zaczął od sugestii, że sędziowie Izby Dyscyplinarnej utrudniają mu pracę:

– Ta sprawa toczy się niesamowicie długo. Pierwszy termin był 19 lutego, zmieniony na dzisiaj nie wiadomo dlaczego. Rzecznik nie jest powiadamiany, dowiaduje się o tym nomen omen ze strony Stowarzyszenia Iustitia – narzekał Radzik.

– Proszę bardzo bez takich wycieczek – odparowała sędzia Bednarek i wytłumaczyła, że nie sąd nie ma obowiązku powiadamiać stron o terminie posiedzenia, a musiał zostać przełożony z powodu innych jej obowiązków.

– Proszę, żeby wysoki sąd mi nie przerywał, jak nie przerywał obrońcy – dalej awanturował się Radzik.

– Panie rzeczniku, to ja udzielam głosu stronom. Polemika z sądem jest zachowaniem nieetycznym. Bardzo proszę nie wchodzić mi w zdanie – ucięła Bednarek.

Kolejna dyscyplinarka dla Radzika?

Po wydaniu postanowienia w sprawie sędzi Frąckowiak, sędzia Bednarek dodała, że “z uwagi na zachowanie rzecznika, które nie przystaje sędziemu” postanawia złożyć na niego skargę do Krajowej Rady Sądownictwa i przesłać jej odpis protokołu rozprawy. KRS po rozpatrzeniu skargi może przekazać ją właściwemu rzecznikowi dyscyplinarnemu. W przypadku Radzika będzie to jego przełożony, rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab.

To byłaby już druga dyscyplinarka Radzika, którą przejął Schab. Jak pisaliśmy w OKO.press, Schab uznał, że nie ma podstaw do ukarania jego zastępcy, który według prezesa Sądu Okręgowego w Zielonej Górze spóźniał się z pisaniem uzasadnień. Według Schaba Radzik był tak obłożony pracą, że za spóźnienia nie można go winić.

Tymczasem Radzik sam obwinił sędzię Frąckowiak o 172 przewinienia dyscyplinarne, w tym o spóźnienia w pisaniu 168 uzasadnień. Z kolei sędzia Strumiński usłyszał zarzuty za zestawienie na Twitterze zdjęć Jarosława Kaczyńskiego i Włodzimierza Lenina.

Radzik a afera hejterska

Posiedzenie w Izbie Dyscyplinarnej dotyczyło odwołań od postanowień Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Lublinie, który nakazał rzecznikowi Radzikowi uzupełnić postępowania wyjaśniające w sprawie sędziego Strumińskiego i sędzi Frąckowiak. Rzecznik dyscyplinarny według sądu powinien był przyjąć od nich wyjaśnienia i zapoznać ich z materiałami z postępowania, ale tego nie zrobił.

Pełnomocnicy sędzi Frąckowiak, mec. Radosław Baszuk i sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, podobnie jak wcześniej pełnomocnicy innych sędziów, którymi zajęła się Izba Dyscyplinarna, w pierwszej kolejności wnioskowali o przeniesienie sprawy do Izby Karnej SN.

Powoływali się na uchwałę połączonych izb SN ze stycznia 2020 roku, które rozstrzygając wątpliwości w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z listopada 2019 stwierdziły, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego.

Na jej podstawie prezes Izby Karnej zarządził przeniesienie do niej sprawy sędzi Frąckowiak. Izba Dyscyplinarna jednak na to się nie zgodziła.

W dalszej kolejności pełnomocnicy sędzi Frąckowiak przedstawiali argumenty za tym, że oskarżycielami w jej sprawie nie powinni być rzecznicy dyscyplinarni Ziobry, a w szczególności Przemysław Radzik.

Po pierwsze, rzecznicy nie zostali prawidłowo powołani, ponieważ uchwały w sprawie ich wyboru nie wydała KRS. Według samej neoKRS i PiS-u wcale nie musiała ona tego robić, choć przepisy mówią co innego.

Po drugie, zachodzą “nadzwyczaj uzasadnione wątpliwości” co do bezstronności rzeczników dyscyplinarnych tej sprawie. Sędzia Leszczyńska-Furtak przywołała artykuł OKO.press, w którym ujawniliśmy m.in. mail Emilii Szmydt, bohaterki tzw. afery hejterskiej, do Radzika, w którym donosiła na sędzię Frąckowiak. Następnie donos do KRS tej samej treści stał się podstawą do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Z ujawnionych przez nas rozmów wynika, że Szmydt zbierała haki na Frąckowiak w porozumieniu z sędzią Cichockim, należącym do grupy “Kasta” na WhatsAppie. To tam sędziowie związani z Ministerstwem Sprawiedliwości, w tym m.in. były już wiceminister Łukasz Piebiak, planowali kompromitowanie sędziów sprzeciwiających się reformom Ziobry.

Odwołanie od nie tego rzecznika

Ostatni argument, jak powiedział OKO.press mec. Baszuk – według jego wiedzy został użyty po raz pierwszy w sprawach toczących się przed Izbą Dyscyplinarną. Jeśli ID by się z nim zgodziła, mogłoby to mieć przełomowe znaczenie także dla pozostałych spraw, w których Schab, Lasota i Radzik działają naprzemiennie.

Otóż według pełnomocników sędzi Frąckowiak, zażalenie w jej sprawie wniósł niewłaściwy rzecznik. Choć postępowanie wszczął Przemysław Radzik, od postanowienia sądu odwoływał się drugi zastępca rzecznika – Michał Lasota.

Tymczasem, jak przekonywał mec. Baszuk, rzecznicy dyscyplinarni są wyznaczani do spraw na zasadach analogicznych do wyznaczania składów sędziowskich, a nie przydzielania prokuratorów. Z tego powodu nie mogą dowolnie siebie zastępować w czynnościach procesowych.

Izba Dyscyplinarna zapowiedziała rozpatrzenie tego wniosku, ale postanowiła najpierw odroczyć posiedzenie do czasu rozpoznania wniosku o wyłączenie rzeczników z powodu braku ich bezstronności. Podobnie jak na posiedzeniach z 3 i 18 lutego ID przekazała go neo-KRS.

Ustawa kagańcowa w działaniu

Odmiennie zachowała się jednak na poprzednim posiedzeniu, dotyczącym sędziego Pawła Strumińskiego. Zamiast przekazać wniosek neo-KRS, orzekła, że wszelkie wnioski o wyłączenie rzeczników będą mogły być rozpoznawane przed sądem dyscyplinarnym przy sądzie apelacyjnym.

ID postanowiła bowiem uchylić postanowienie SA w Lublinie o uzupełnieniu materiału dowodowego przez rzecznika dyscyplinarnego. Powołała się przy tym na art. 128 ustawy o ustroju sądów powszechnych, znowelizowany przez tzw. ustawę kagańcową. Dzięki temu przepisowi sędziowie nie mogą już zwracać rzecznikom dyscyplinarnym spraw do uzupełnienia.

Według pełnomocnika sędziego Strumińskiego przepis nie powinien go dotyczyć, ponieważ postępowanie zostało wszczęte przed 14 lutego, kiedy ustawa kagańcowa weszła w życie. ID stwierdziła jednak, że w tej sprawie powinno zastosować się przepisy aktualnie obowiązujące.

Sprawą sędziego Strumińskiego ma więc się zająć sąd dyscyplinarny w Lublinie.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Komentarze

  1. TW Balbina

    Ani Izba Dyscyplinarna ani Ustawa Kagańcowa się nie ostaną i wszyscy,którzy liznęli choć trochę prawa zdają sobie z tego sprawę ale to jest oczywiście kwestią czasu.Zaklinanie rzeczywistości słowami jest o tyle bezsensowne co zabawne a na końcu i tak skazane na 27:1.

Masz cynk?