„Jak otwarcie przyznali niektórzy urzędnicy, celem jest usunięcie Palestyńczyków ze Strefy C. Moim zdaniem bez silnej presji wewnętrznej lub zewnętrznej te działania się nie zatrzymają” – mówi dr Michal Braier, działaczka na rzecz praw człowieka ze stowarzyszenia Bimkom
15 lutego 2026 izraelski rząd podjął decyzję o wznowieniu procesu rejestracji gruntów na okupowanych terytoriach Palestyny. Organizacje broniące praw człowieka argumentują, że ruch ten ma na celu wywłaszczenie żyjących na Zachodnim Brzegu Palestyńczyków. Z dr Michal Braier ze stowarzyszenia Bimkom – planowanie przestrzenne i prawa człowieka rozmawiamy o powodach tej decyzji i jej potencjalnych skutkach dla żyjących pod izraelską okupacją Palestyńczyków.
Aleksander Kamkow: Czy mogłaby pani wyjaśnić nam, czym jest Bimkom?
Dr. Michal Braier: Bimkom to organizacja praw człowieka koncentrująca się na kwestiach planowania przestrzennego, planowania urbanistycznego i regionalnego, a także na polityce mieszkaniowej i polityce rozwoju. Wierzymy, że sposób organizacji przestrzeni ma fundamentalne znaczenie dla realizacji praw człowieka.
Jest to szczególnie widoczne w kontekście prawa do mieszkania, ale dotyczy również prawa do edukacji, pracy i opieki zdrowotnej. Dostęp do szkoły, sprawnie działającego transportu publicznego czy możliwości zatrudnienia zależy od tego, w jaki sposób przestrzeń publiczna jest planowana i zagospodarowana.
Działamy na wszystkich terenach znajdujących się pod kontrolą Izraela: zarówno w jego granicach, jak i na Zachodnim Brzegu – zwłaszcza w Strefie C – oraz we Wschodniej Jerozolimie. Nasza praca koncentruje się na wspieraniu społeczności marginalizowanych, z których wiele to społeczności palestyńskie. Tworzą je zarówno osoby posiadające obywatelstwo izraelskie, jak i palestyńskie.
Spośród palestyńskich społeczności, z którymi współpracujemy na miejscu, wiele doświadcza niewyobrażalnego terroru – są wielokrotnie wysiedlane i narażone na skrajną przemoc.
Robimy wszystko, co w naszej mocy, by je chronić, ale bez zdecydowanej interwencji silnych graczy międzynarodowych zatrzymanie prześladowań wydaje się niemożliwe.
Z jednej strony staramy się przeciwdziałać dyskryminującym lub szkodliwym praktykom planistycznym, które negatywnie wpływają na społeczności marginalizowane. Z drugiej – współpracujemy z nimi i, pomagając im wypracować własną wizję rozwoju i funkcjonowania ich miast i wsi. Następnie przedstawiamy te plany władzom. Wspieramy społeczności na każdym etapie procesu ich zatwierdzania lokalnych planów zagospodarowania.
Czy mogłaby nam pani przypomnieć, czym jest Zachodni Brzeg i jaki jest jego status z perspektywy prawa międzynarodowego?
W 1948 roku wybuchła wojna, w wyniku której terytorium historycznej Palestyny zostało podzielone na dwie części. Powstało państwo Izrael, natomiast Zachodni Brzeg znalazł się pod administracją Jordanii. Strefa Gazy pozostawała bezpośrednio po wojnie pod kontrolą Egiptu.
Wojna z 1967 roku zasadniczo zmieniła sytuację w regionie. Izrael przejął kontrolę nad Zachodnim Brzegiem, Strefą Gazy, a także nad Synajem i Wzgórzami Golan. Od tego czasu Zachodni Brzeg pozostaje pod izraelską okupacją.
W obrębie tego terytorium wyróżnia się kilka obszarów o odmiennym statusie. Jerozolima Wschodnia została bezpośrednio po wojnie jednostronnie anektowana przez Izrael – aneksja ta nie jest uznawana przez prawo międzynarodowe ani przez stronę palestyńską. Z perspektywy izraelskiego ustawodawstwa obszar ten traktowany jest jako część państwa, choć jego palestyńskim mieszkańcom przyznano jedynie status rezydenta, a nie obywatelstwo. Brak uznania palestyńskich jerozolimczyków za obywateli Izraela postrzegany jest powszechnie jako forma dyskryminacji.
Pozostała część Zachodniego Brzegu została objęta administracją wojskową i formalnie nie stanowi części Izraela. W latach 90., na mocy porozumień izraelsko-palestyńskich, Zachodni Brzeg podzielono na trzy strefy: A, B i C. W strefie A Autonomia Palestyńska sprawuje kontrolę cywilną i kontrolę bezpieczeństwa; w strefie B – wyłącznie cywilną; natomiast strefa C, obejmująca około 60 procent Zachodniego Brzegu, pozostaje pod pełną kontrolą Izraela. To właśnie tam najbardziej aktywne jest osadnictwo żydowskie. Wszystkie osiedla znajdują się w strefie C – zarówno te zatwierdzone przez rząd Izraela, jak i osiedla niezalegalizowane. Związane z nim zjawiska wyraźnie się zintensyfikowały. Obecny, ekstremistyczny i prawicowy rząd w Izraelu otwarcie mówi o możliwości aneksji tego obszaru i podejmuje w tym kierunku konkretne kroki administracyjne.
Jak w tym trudnym kontekście wygląda planowanie przestrzenne?
W pierwszych latach po 1967 roku dominowało przekonanie o tymczasowym charakterze okupacji, jednak ruch osadniczy od początku konsekwentnie dążył do trwałego zagospodarowania tych terenów. Osiedla powstawały początkowo pod pretekstem względów bezpieczeństwa, jednak z czasem systematycznie się rozrastały. Dziś na Zachodnim Brzegu mieszka około pół miliona izraelskich osadników.
Z punktu widzenia prawa międzynarodowego projekt osadniczy budzi poważne wątpliwości – wskazywano na to wielokrotnie, w tym w opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości z 2024 roku. Prawo międzynarodowe zabrania bowiem państwu okupującemu podejmowania działań, które trwale zmieniają sytuację na okupowanym terytorium. Mimo to osiedla nadal się rozwijają, a ich obecność w pobliżu Zielonej Linii [uznanej w prawie międzynarodowym granicy Izraela] – stanowi jedno z kluczowych wyzwań dla ewentualnego porozumienia pokojowego i koncepcji utworzenia państwa palestyńskiego.
Jak szybko powstają nowe osiedla?
Po okresie względnego spowolnienia, wynikającego m.in. z presji międzynarodowej obserwujemy ponowne przyspieszenie działań osadniczych. Osiedla powstają z oddolnej inicjatywy nieformalnych grup osadników. Choć nawet w świetle prawa izraelskiego niektóre działania osadników mają wątpliwy status, państwo zapewnia osiedlom infrastrukturę i wsparcie administracyjne. W wielu przypadkach finałem tego procesu jest nadanie osiedlu statusu prawnego w systemie prawa izraelskiego.
Działania państwa mają decydujący wpływ na powstawanie i legalizację izraelskich osiedli.
Te dwie siły polityczne: osadnicy i państwo współpracują, aby pogorszyć sytuację. Nową jakością jest fakt, że Smotricz i Ben-Gwir mówią o tym otwartym tekstem. [Chodzi o Becalela Smotricza i Itamara Ben-Gwira, liderów skrajnej prawicy, którzy są ministrami w rządzie Binjamina Netanjahu – przyp. red.]. Chcą zapobiec powstaniu państwa palestyńskiego kiedykolwiek w przyszłości.
Nie musimy zgadywać, jakie mają zamiary, ponieważ są bardzo bezpośredni i mówią głośno o swoich celach.
Głównym tematem naszej rozmowy jest kwestia rejestracji tytułów własności ziemi na okupowanych terytoriach palestyńskich. Na czym polega ten proces?
Regulacja tytułów własności ziemi to w istocie formalna rejestracja prawa własności – stworzenie nowoczesnego rejestru gruntów. Historycznie pierwszą kompleksową próbę wprowadzenia takiego systemu w Palestynie podjęto w okresie mandatu brytyjskiego w latach 20. i 30. XX wieku. Proces ten nigdy jednak nie został ukończony.
Po 1948 roku Izrael sfinalizował w dużej mierze rejestrację gruntów na terytorium uznanym w prawie międzynarodowym za część Izraela. Jordania rozpoczęła podobny proces na Zachodnim Brzegu, lecz również go nie dokończyła. W rezultacie około 70 procent ziemi na Zachodnim Brzegu pozostaje formalnie niezarejestrowane. Nie oznacza to, że nie wiadomo, kto jest jej właścicielem – w wielu przypadkach miejscowi dobrze wiedzą, do kogo należy ziemia. Brakuje natomiast ostatecznego, oficjalnego wpisu do urzędowego rejestru gruntów.
Po 1967 roku Izrael zamroził proces regulacji tytułów własności na Zachodnim Brzegu. W literaturze prawniczej i naukowej rejestracja gruntów jest powszechnie uznawana za akt suwerenności – jedną z podstawowych funkcji władzy państwowej. Ponieważ Izrael nie posiada uznawanej międzynarodowo suwerenności nad okupowanymi terytoriami Palestyny, przez dziesięciolecia powstrzymywał się od przeprowadzenia tam kompleksowej i formalnej rejestracji gruntów. Choć ziemia była przejmowana innymi środkami prawnymi i administracyjnymi w celu budowy osiedli, nie każda działka uzyskała oficjalny wpis w rejestrze gruntów.
Obecnie sytuacja ulega zmianie. Władze izraelskie zdecydowały o wznowieniu procesu rejestracji tytułów własności ziemi i rozpoczęciu procedur rejestracyjnych na Zachodnim Brzegu.
Jakie będzie to miało konsekwencje?
Z perspektywy prawnej rejestracja gruntów oznacza trwałą zmianę statusu prawnego nieruchomości – działanie zastrzeżone co do zasady dla suwerennej władzy państwowej. Takie posunięcia wykraczają poza kompetencje przysługujące państwu okupującemu na mocy prawa międzynarodowego, które zakazuje dokonywania trwałych zmian na terytorium okupowanym.
Z praktycznego punktu widzenia pojawia się poważna obawa, że Palestyńczycy w rzeczywistości nie będą w stanie skutecznie zarejestrować swojej ziemi. W takim scenariuszu proces rejestracji może stać się kolejnym mechanizmem przenoszenia gruntów z rąk Palestyńczyków do skarbu państwa.
Jako że obecnie nie funkcjonuje tam inny suwerenny podmiot, oznacza to zagarnięcie prywatnej własności Palestyńczyków przez Izrael.
Gra toczy się zatem o dwie kwestie: chodzi zarówno o ochronę indywidualnych praw własności, jak i o zabezpieczenie zbiorowych praw Palestyńczyków. Wznowienie procesu rejestracji gruntów ma daleko idące konsekwencje w obu sprawach.
Wspomniała pani, że Palestyńczycy, którzy nie będą w stanie udowodnić własności swej ziemi w sposób wymagany od nich przez Izrael, narażeni są na utratę własności. Jakie praktyczne konsekwencje pociągnie za sobą wspomniana decyzja izraelskiego rządu?
Ta kwestia ma kilka wymiarów. Po pierwsze, w decyzji zatwierdzonej przez rząd nie tylko ogłoszono zamiar realizacji programu, ale także przewidziano odpowiedni budżet i wyznaczono konkretne władze do jego wdrożenia. Wygląda na to, że rząd podchodzi do tego bardzo poważnie.
Po drugie, próg prawny wymagany przez Izrael do udowodnienia własności ziemi jest niezwykle wysoki. Mamy już precedens we Wschodniej Jerozolimie. Choć panuje tam nieco inny kontekst prawny, przypadek Wschodniej Jerozolimy jest bardzo pouczający. Osobny proces trwa tam od 2018 roku. Po wielu latach moratorium rejestracja została wznowiona, a teraz widzimy jej pierwsze wyniki.
To, co tam obserwujemy, jest uderzające: zdecydowana większość zarejestrowanej ziemi została przypisana do instytucji państwowych i władz miejskich, Żydowskiego Funduszu Narodowego lub innych izraelskich instytucji publicznych.
Tylko około jednego procenta zarejestrowanej ziemi zostało uznane za prywatną własność Palestyńczyków.
To stanowi zapowiedź wydarzeń, do których wkrótce może dojść na Zachodnim Brzegu. Analiza rozmieszczenia zarejestrowanej ziemi pozwala lepiej zrozumieć sytuację. Większość zarejestrowanych gruntów znajduje się albo w już istniejących żydowskich osiedlach, albo na terenach przeznaczonych pod nowe.
Wyraźnie widać korelację między miejscami, w których prowadzi się rejestrację, a obszarami, gdzie osadnictwo już istnieje lub jest planowane.
Oficjalnym celem rządu jest wpisanie do ksiąg wieczystych 15 proc. niezarejestrowanej ziemi w ciągu najbliższych 4 lat. Choć nie wiadomo jeszcze, które konkretnie działki obejmie proces, najprawdopodobniej będzie on dotyczył terenów z istniejącymi osiedlami, które władze chcą zalegalizować, lub miejsc planowanych pod nowe osiedla.
Niedawno wraz z innymi organizacjami: Jesz Din, Stowarzyszeniem na rzecz praw obywatelskich w Izraelu i Ha-Moked wysłaliście petycję do izraelskiego Sądu Najwyższego w tej sprawie. Jakie żądania zawierała i jaka była reakcja Sądu Najwyższego?
Nasza petycja dotyczyła samej idei wznowienia procesu rejestracji gruntów. Nie dotyczyła sposobu realizacji tego procesu, lecz podważała jego legalność, argumentując, że jest sprzeczny z prawem międzynarodowym i że władze nie mają prawnego mandatu do jego przeprowadzenia. Przez wiele lat Sąd Najwyższy bardzo niechętnie angażował się w tego typu spory. Choć od czasu do czasu interweniował, wstrzymując konkretne działania osadnicze, nigdy nie odniósł się bezpośrednio do kwestii legalności okupacji ani samych projektów osadniczych.
W związku z tym niewiele osób spodziewało się, że sąd zajmie się tą sprawą i że zakwestionuje cały proces z perspektywy prawa międzynarodowego. Musimy również pamiętać, że ze względu na forsowane przez rząd zmiany w sądownictwie oraz wielu konserwatywnych sędziów, szanse na zadowalające orzeczenie sądu w tak kontrowersyjnych kwestiach są bardzo niskie.
Jak można było przewidzieć, sąd odmówił angażowania się w spór prawny i odrzucił petycję. W uzasadnieniu stwierdził, że petycja jest przedwczesna. Argumentował, że najpierw należy obserwować, jak proces rejestracji gruntów będzie przebiegał. Dopiero wtedy będzie można ocenić jego legalność, jednak nie można zablokować go przed jego rozpoczęciem.
Czy aneksja Strefy C – a być może całego Zachodniego Brzegu – stanowi realne zagrożenie w obecnej sytuacji?
Na miejscu podejmowane są już liczne konkretne działania. Skupiamy się na jednym, bardzo istotnym aspekcie, ponieważ konflikt ten w gruncie rzeczy dotyczy przede wszystkim ziemi. Władze przekazują kontrolę z rąk administracji wojskowej nowej „administracji ds. osiedli”, podlegającej dodatkowemu ministrowi w Ministerstwie Obrony, którym jest sam Smotricz.
Działania te są w rzeczywistości formą aneksji.
Nie wiem, czy i kiedy zostanie to ogłoszone oficjalnie. Może to być sposób na uniknięcie międzynarodowej krytyki przy jednoczesnym kontynuowaniu tych kroków.
Aneksja de facto ma miejsce już teraz. Na Zachodnim Brzegu ma miejsce przymusowe wysiedlanie oraz powszechna przemoc ze strony osadników. Rząd izraelski i media często bagatelizują te zjawiska, ale są one w pełni wspierane przez instytucje państwowe i wojsko. Jak otwarcie przyznali niektórzy urzędnicy, celem jest usunięcie Palestyńczyków ze Strefy C.
Moim zdaniem bez silnej presji wewnętrznej lub zewnętrznej te działania się nie zatrzymają.
Zmiany wewnętrzne zależą od uczciwych wyborów i od rządu gotowego postępować inaczej, co wciąż pozostaje niepewne. Nawet jeśli do władzy dojdzie inny rząd, wprowadzenie realnych zmian zajmie dużo czasu. W Izraelu jest niewielu polityków, którzy chcieliby odwrócić obecne tendencje, a jednocześnie mogliby zostać wybrani.
Wspomniała pani o czystkach etnicznych, przemocy osadniczej, wywłaszczeniu i udziale armii w tych procesach. Jakie oddziaływanie ma okupacja i związane z nią praktyki na izraelskie społeczeństwo?
Obecnie społeczeństwo izraelskie znajduje się w bardzo napiętym momencie z wielu powodów. Lewica – często określana jako radykalna, choć w rzeczywistości taka nie jest – od pewnego czasu stara się ponownie postawić kwestię okupacji w centrum debaty publicznej. Szczególnie po objęciu władzy przez obecny rząd, w kontekście kontrowersyjnej reformy sądownictwa oraz wydarzeń poprzedzających wojnę w Gazie.
Przekaz jest jasny: prawdziwa demokracja nie może współistnieć z okupacją.
Liczne organizacje starają się przekonać do tego społeczeństwo, ale postępy są powolne. Wciąż jesteśmy daleko od powszechnej świadomości wagi tego problemu.
Absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Socjalista i dumny częstochowianin. Badacz dialektu Druzów z miasta al-Suwejda na południu Syrii. Publicysta, pisał dla magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.
Absolwent hebraistyki na Uniwersytecie Warszawskim i semitystyki na Freie Universität Berlin. Socjalista i dumny częstochowianin. Badacz dialektu Druzów z miasta al-Suwejda na południu Syrii. Publicysta, pisał dla magazynu „Kontakt” i „Magazynu Muzułmańskiego Al-Islam”.
Komentarze