Żyjemy w obozie dla uchodźców, nie mamy ziemi, ani zasobów naturalnych, ale mamy wielki kapitał – ludzi. OKO.press rozmawia z Mohammadem Abu Srourem, współzarządzającym Aida Youth Center w Betlejem, w obozie uchodźców, słynącym z klubu piłkarskiego.
Aida Youth Center to wyjątkowe miejsce w nieprawdopodobnie zagęszczonej przestrzeni obozu. W budynku odbywają się przeróżne warsztaty. Obok jest boisko, gdzie młodzi ludzie mogą grać w piłkę dla zabawy albo – jeśli chcą – bardziej profesjonalnie w klubie sportowym. Młoda ekipa z obozu Aida ma sukcesy. Część osób, w tym dwie dziewczyny, gra w kadrze narodowej.
W ostatnich dniach grudnia Centrum Młodzieżowe otrzymało od izraelskich władz nakaz wyburzenia boiska. Choć w wyniku nacisków Izrael zdecydował o wstrzymaniu dewastacji, w centrum obawiają się, że tylko chwilowo.
Joanna Sarnecka: Czy mógłbyś nam powiedzieć o sytuacji dzieci i młodzieży w obozie Aida?
Mohammad Abu Srour: Obóz powstał w 1948 roku, a Centrum Młodzieży Aida było pierwszą organizacją społeczną w obozie i w całej okolicy. Kiedy powstawał obóz dla uchodźców, kwestii przestrzeni publicznej nie brano pod uwagę. Uchodźcy mieli przecież lada dzień wrócić do swoich domów — zgodnie z rezolucją Narodów Zjednoczonych nr 194. Organizacja Narodów Zjednoczonych obiecywała, że wydarzy się to możliwie jak najszybciej. Niestety, tej obietnicy nie zrealizowano i ludzie żyją tu do dziś.
Kolejne pokolenie.
Tak. W związku z tym sport jest sposobem, by przyciągnąć młodzież i trochę ją zaangażować. Chcemy, aby nowe pokolenie dorastało zdrowe, sprawne, ale sport i reprezentacja narodowa mają też swój polityczny wymiar. Szkolimy młodych piłkarzy i piłkarki na zawodowców, ale także chcemy, by stali się głosem palestyńskich uchodźców mieszkających w Betlejem i mogli domagać się dla nich praw.
Niestety, klub był już 14 razy najeżdżany przez izraelskie wojsko okupacyjne. Członkowie zostali kilkakrotnie aresztowani. Zaczęło się podczas drugiej Intifady, kiedy byłem jeszcze harcerzem. Było nas tu około sześćdziesięciorga, kiedy zaczął się atak. Byliśmy zamknięci w centrum, strzelano do nas z ostrej amunicji. W końcu ktoś z sąsiedztwa nas uwolnił. Po ataku centrum zostało uszkodzone przez izraelskie buldożery i na kilka lat zamknięte.
W latach 2006–2007 ponownie wróciliśmy do działania. Zanim zbudowaliśmy obecne boisko, trudno było uprawiać sport w obozie. Było to bardzo drogie, a po tym, jak w 2002 roku Izrael zbudował mur separacyjny, zostaliśmy odcięci od terenów, na których wcześniej można było grać w piłkę.
Jak zatem udało się zorganizować nowe boisko i zająć się wszystkim tak profesjonalnie?
Graliśmy okazjonalnie na turniejach, na które musieliśmy wynająć trenerów, opłacić transport, przygotować zawodników i tak dalej. To wymagało mnóstwo pieniędzy. Traktujemy sport jako inwestycję, ale nie dla zysku finansowego, w związku z czym aktywność w klubie sportowym jest darmowa. W 2018 roku dołączyłem do komitetu społecznego obozu Aida, którego celem było m. in. budowa boiska piłkarskiego i zadbanie o przestrzeń publiczną, bo bardzo tu tego brakuje.
W 2020 roku wynajęliśmy działkę za pośrednictwem kościoła ormiańskiego i gminy miasta Betlejem. W tym samym roku skończyliśmy budowę i wszystko było gotowe do działania. Udało się założyć akademię piłkarską z drużynami chłopców i dziewcząt.
Były pewne obawy, że środowisko obozu jest zbyt konserwatywne na takie przedsięwzięcia,
ale byliśmy zaskoczeni, jak dobrze przyjęto nasze działania. Wszyscy byli otwarci i wspierający. To było naprawdę niezwykłe. Dzięki własnej przestrzeni koszty działania stały się niższe, można było skoncentrować się na sporcie.
To ogromny sukces i ważne przedsięwzięcie dla ludzi, którzy tu mieszkają.
Mamy prawdziwe sukcesy. Udało nam się zrobić ogromny krok naprzód i podnieść poziom zaangażowania w sport w obozie. Obecnie ponad 250 chłopców i dziewcząt jest częścią AIDA Football Academy, część z nich gra również w palestyńskiej reprezentacji narodowej. Trzy nasze zawodniczki w ubiegłym miesiącu reprezentowały Palestynę na mistrzostwach Azji Zachodniej dziewcząt w Arabii Saudyjskiej [reprezentacja Palestyny dotarła do finału, gdzie uległa Jordanii – przyp. red.]. Oprócz wyjazdów na terenie Palestyny nawiązaliśmy współpracę z chilijską drużyną piłkarską o nazwie Palestino. Jeździliśmy też do francuskiego Grenoble i do Danii. Braliśmy udział w wielu różnych turniejach.
Niestety, w pewnym momencie władzom izraelskim przestało się to podobać, bo zbytnio zwracaliśmy na siebie uwagę. Poza tym wprowadzaliśmy tu nową kulturę – kulturę kolektywizmu. Kiedy spojrzeć na Palestynę lat 90., widać, jak w tym czasie pojawia się neoliberalizm z jego indywidualizmem, a historyczna dla tych terenów kultura wspólnotowa zaczęła zanikać.
W Polsce w podobnym czasie rozpoczął się analogiczny proces i jak dotąd nie udało się odwrócić tej tendencji.
Wobec tych zmian to właśnie obóz dla uchodźców jest miejscem, gdzie ludzie naturalnie żyją razem. Jest tu mieszanka ludzi pochodzących z różnych miejsc i środowisk, ale tworzą oni naprawdę silne więzi. Nie we wszystkim się ze sobą zgadzają, ale znoszą tę samą niedolę, taką samą sytuację ekonomiczną i polityczną.
Czy to był dobry grunt pod stworzenie miejsca łączącego sport i edukację?
Tak. Zaczęliśmy prowadzić nie tylko zajęcia sportowe, ale także edukacyjne. Prowadzimy tu edukację nieformalną, warsztaty malarskie, muzyczne, także technologiczne, w tym kodowanie. Dyplomacja, prawa człowieka, centrum informacji – wszystko tu jest. Liczba osób zaangażowanych w Centrum Młodzieżowe Aida powoli rosła i można powiedzieć, że stworzyliśmy ważny społeczny hub. W związku z tym Izrael zaczął szukać sposobu, jak nas powstrzymać. Zaczęły się wysiedlenia, wyburzenia, aresztowania i bezpośrednia przemoc.
Takie najazdy wojska przeżyliśmy tu ponad 14 razy. Osiem osób spośród naszego zespołu było aresztowanych, w tym dyrektor, dyrektor wykonawczy, dwóch pracowników, wolontariuszy. Izrael robił i robi wszystko, żeby nas zatrzymać. Ale nie poddaliśmy się.
Pamiętam, że byłam tu rok temu i wówczas też nastąpił jeden z takich ataków.
Ciągle się z tym mierzymy, ale jak dotąd nie daje się nas powstrzymać. Teraz koncentrujemy się na podniesieniu jakości życia, które jest tu bardzo trudne. Stopa bezrobocia i skala ubóstwa są bardzo wysokie.
Mimo to próbujemy dawać możliwości: edukację, sport, programowanie. Natomiast Izrael robi wszystko, żeby nam te możliwości odebrać.
Łatwo jest w takich warunkach ludzi sfrustrować i pognębić. Wiele młodych osób z obozów dla uchodźców dołącza do zbrojnego oporu z powodu braku perspektyw. Rozumiem to i szanuję, bo tu naprawdę nie da się żyć. Jako młoda osoba wiesz, że nie ma nikogo, kto może ci pomóc. Za chwilę stajesz się 30-latkiem bez pracy i bez przyszłości – nawet jeśli jesteś wykształcony. Czujesz zatem frustrację i chcesz coś z tym zrobić, i jedną z dróg jest właśnie ruch oporu.
Uważamy ludzi za nasz najważniejszy kapitał. Staramy się inwestować w ich edukację, umiejętności i zdolności. Uważam, że to się może przerodzić w pewien społeczny fenomen. Zapraszamy też osoby z innych obozów, żeby przyjechały i zobaczyły, co tu robimy. Bo jest to naprawdę wyjątkowe. W pewnym sensie Izraelowi zależy na tym, żeby ludzie dołączali do bojówek i nawet może ułatwić zdobycie broni, bo będzie to doskonały pretekst, żeby potem zaatakować nas i zniszczyć.
Nie chodzi przecież tylko o nasze boisko, tylko o zniszczenie możliwości i pozbawienie perspektyw. Zatem szukamy innych sposobów stawiania oporu. Chcemy, żeby ludzie z Aidy odnosili sukcesy i mieli np. możliwość pracy zdalnej w Europie albo Afryce. Opór jest ważny, ale potrzebny jest mądry opór z użyciem innych narzędzi i zmianą sposobu myślenia. Żyjemy w obozie dla uchodźców, nie mamy ziemi, ani zasobów naturalnych, ale mamy wielki kapitał – ludzi.
Gdybyśmy mieli ziemię, moglibyśmy zainwestować w rolnictwo, co próbowaliśmy robić. Odwiedziliśmy wielu rolników, ale zdecydowaliśmy, że nasza praca będzie inna. Możecie tu spotkać organizacje sadzące drzewa oliwne. Tyle że drzewo, zanim zaowocuje, musi rosnąć 25 lat. Dla mnie to bzdura i strata czasu.
Jasne, ludzie muszą żyć tu i teraz.
Ja w ogóle mam problem z organizacjami non-profit. Z całym szacunkiem, ale wiele ich projektów wspiera okupację, a nie lokalne społeczności palestyńskie. Przykładem takiego wsparcia są projekty związane z wodą, czy tworzenie obwodnic po tym, jak w 2002 wybudowano mur.
Gdyby to ode mnie zależało, zamknąłbym 99% organizacji non-profit, bo w Palestynie większość ich środków wydawana jest na nic.
Pracowałem kiedyś w jednej z nich, gdzie byłem kimś w rodzaju mediatora. Pracowaliśmy z palestyńskimi rolnikami z Doliny Jordanu. Mieliśmy stworzyć dla nich plan strategiczny – wspaniały pomysł. W tym celu zgromadziliśmy rolników w pięciogwiazdkowym hotelu. Było tam około 25 osób i spędzili tam jakieś dwa tygodnie. Rozumiałem, że był na to budżet, ale ile rzeczy można by zrobić za te pieniądze! Główny koordynator dostawał 100 dolarów za godzinę. Po zakończeniu szkoleń rozmawiałem z nim. Okazało się, że niczego więcej poza planem strategicznym tym ludziom nie zaproponujemy, bo… nie ma pieniędzy. Wydano 150 tys. dolarów na hotele i jedzenie, i zostawiono tych ludzi z niczym.
Znam ten problem. Od razu przypomina mi się książka „Karawana kryzysu” o sektorze humanitarnym.
Ciekawe, przeczytam. Nie wiem, czy my tu jesteśmy aktywistami, czy po prostu zwykłymi ludźmi. Najważniejsze, że robimy konkretne rzeczy. Z mojego punktu widzenia kluczowe jest, że dzieje się to w ramach prowadzenia niezależnej działalności, finansowanej przez niezależny biznes i niezależnych indywidualnych darczyńców.
Czy pozyskiwanie takich funduszy jest trudne?
Niełatwo jest zachować stabilność, ale jesteśmy niezależni. Dziękuję za takie warunki, jakie próbują nam narzucać Amerykanie i Europejczycy. Czyli: jeśli chcemy funduszy, musimy kogoś potępić albo uznać, że należy do partii terrorystycznej. Ludzie żyją tu pod okupacją od 77 lat, a ty oczekujesz, żebym wybiórczo decydował, kogo wspieram i kto może tu działać. Po tym, co Izrael nam zrobił?
Jednocześnie Zachód handluje z Izraelem i sprzedaje państwu izraelskiemu samoloty i wszelkiego rodzaju broń. To hipokryzja. Mówią, że dają pieniądze na Palestynę, ale jeszcze więcej dostarczają Izraelowi. Do tego na siłę wpychany jest nam zachodni sposób myślenia, który do naszego społeczeństwa nie pasuje. Nie mamy tych samych problemów, które mają ludzie w Niemczech. Poza tym nie jesteśmy angażowani w procesy projektowania i planowania.
My w Centrum Młodzieżowym Aida jesteśmy poza systemem i jesteśmy z tego powodu szczęśliwi.
Chciałabym jeszcze dopytać, czy mówiąc o społeczeństwie kolektywnym, które się tu kształtuje, myślisz o Palestynie, Betlejem, czy społeczności obozu dla uchodźców?
Pracuję z ludźmi z Betlejem, obóz Aida leży w Betlejem. Ludzie tu mieszkający pochodzą z różnych miejsc i nadal czują związek ze swoimi wioskami, ze swoją ojczyzną, ale jednocześnie są razem tu i teraz i muszą stworzyć coś nowego. Myślę, że jest tu trochę inaczej niż w Europie, jeśli chodzi o więzi społeczne. Na przykład, kiedy się żenisz, poznajesz ludzi z innej wioski, czy miasteczka, żyjących tu w obozie. Zaczynacie tworzyć jedną rodzinę. W Europie, kiedy ktoś z Londynu żeni się z kimś z Leeds, rodziny nie zbliżają się aż tak do siebie. Tutaj powstaje głęboka psychologiczna więź. Ludzie nie postrzegają małżeństwa tylko jako umowy między kobietą a mężczyzną, ale także między dwiema rodzinami.
Jest też takie słowo jak Al-‘Awna – honor. Kiedy potrzebuję pomocy przy budowie domu, nie muszę iść i prosić. Widząc, że zaczynam pracę, ludzie przyjdą sami. Przetrwali 77 lat, bo mają silne więzi społeczne. Z jednej strony zachowali relacje ze swoimi rodzinnymi wioskami, ale tu, w obozie, dodatkowo łączy ich ta sama sytuacja opresji. Jeśli trzeba komuś pomóc, na przykład zebrać pieniądze – nie będzie z tym problemu. Pamiętam, jak dwa lata temu ktoś miał wypadek samochodowy. Ten człowiek nie miał ubezpieczenia zdrowotnego. Był w złym stanie, leżał w prywatnym szpitalu, a rodzina musiała zapłacić około 45 tys. szekli (ok. 53 tys. złotych – przyp. red.) za opiekę medyczną. Te pieniądze udało się zebrać w obozie w ciągu dwóch dni, mimo że ludzie żyją tu na granicy ubóstwa.
Mieszkałem w dużo bogatszej Anglii dwa lata. Naprawdę nie mogłem pojąć, jak można spokojnie spać, wiedząc, że pod naszym domem ktoś śpi na ulicy zimą. Tu nie mamy ani jednej osoby bezdomnej. Gdyby tak się stało, natychmiast zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby znaleźć takiej osobie pracę i dom. Rozmawiałem o tym z ludźmi w Anglii. Narzekali, że rząd nie stara się, wspierać osób w kryzysie bezdomności. A ja czułem, że czegoś mi w tej opowieści brakuje, bo nie chodzi tylko o rząd, ale także o to, że to twoim obowiązkiem jako człowieka jest zrobić coś dla ludzi w potrzebie.
Co jeszcze szczególnego dostrzegasz w społeczności obozu Aida?
Brak osób bezdomnych to tylko jeden przykład. Inny to fakt, że wskaźnik przestępczości jest bardzo niski mimo bardzo niskiego zatrudnienia, szczególnie po pandemii i od początku wojny. Mam 35 lat i nie pamiętam, kiedy ostatni raz komuś coś zginęło w obozie. Nie mamy też żadnej oficjalnej władzy w obozie. Panuje tu coś w rodzaju harmonii, przyjaźni i miłości.
Oczywiście są problemy. Obóz jest przeludniony i nie ma w nim prywatności. Obóz to najgorsze miejsce, w którym można żyć. A jednak ludzie rozwinęli w nim poczucie wspólnoty i harmonii. Biorąc pod uwagę to, z czym się mierzą, to naprawdę sukces.
Wróćmy jeszcze na chwilę do boiska i klubu piłkarskiego. Jak sądzisz, co będzie dalej i co my, z bezpiecznego świata, możemy dla was zrobić?
O tym, że nie dojdzie do zniszczenia boiska, dowiedzieliśmy się od FIFA i UEFA, ale do dziś nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej informacji ani od naszego prawnika, ani od strony izraelskiej, czy administracji palestyńskiej. Słowem – nasza kampania trwa.
Oczywiście, gdyby potwierdziła się informacja o wstrzymaniu tej rozbiórki – będziemy bardzo szczęśliwi. Jednak dla nas, jako Palestyńczyków, gra na boisku zawsze wiąże się z zagrożeniem. Boisko przylega do muru separacyjnego, obok są wieże strażnicze i przede wszystkim trwa okupacja. Tysiące spośród nas są w izraelskich więzieniach; swoboda przemieszczania się jest mocno ograniczana. Wciąż trwają ataki na obóz Aida. Nic z tych rzeczy się nie skończyło. Nie sądzę, że możemy czuć się bezpieczni do czasu zakończenia okupacji, usunięcia nielegalnych osadników, zburzenia muru i – co najważniejsze – do czasu, aż palestyńscy uchodźcy nareszcie powrócą do domów, a zbrodnie ludobójstwa zostaną sprawiedliwie osądzone. Wówczas będziemy bezpieczni.
Możecie zrobić dużo: podpisać petycję, podać ją dalej, opublikować w social mediach i wzmacniać nasz głos do FIFA i UEFA, żeby wywierały presję na Izrael. Chcemy skorzystać z tych doświadczeń w innych miejscach w Palestynie. W kwestii edukowania ludzi o tym, co tu się dzieje, istotne są media i social media. Kluby sportowe zachęcam do zerwania wszelkiej współpracy z Izraelem i do niewystępowania na wspólnych zawodach. W ten sposób możemy naciskać na Izrael, który każdego dnia łamie prawa człowieka i prawo międzynarodowe.
Zachęcam wszystkich: pojedyncze osoby, organizacje, rządy do bojkotu Izraela, by zmusić go do respektowania praw człowieka i prawa międzynarodowego. Bardzo dziękuję wszystkim osobom, które podpisały petycję, wzięły udział w wyzwaniu piłkarskim i opublikowały informacje o naszej kampanii. Cokolwiek się zdarzy w przyszłości, teraz mamy prawo świętować — odnieśliśmy zwycięstwo.
Mohammad Abu Srour jest oddanym orędownikiem rozwoju społeczności i sprawiedliwości społecznej, z doświadczeniem w inicjatywach oddolnych, badaniach prawnych i kierowaniu projektami. Posiada tytuł MBA Uniwersytetu w Leeds, wcześniej pełnił funkcję dyrektora Komitetu Projektowego Rady Ludowej Aida, kierując działaniami rozwojowymi i zapewniając zrównoważone finansowanie. Jest członkiem zarządu Centrum Młodzieży Aida, gdzie wykorzystuje programy sportowe i społecznościowe, aby wspierać młodych ludzi.
Antropolożka kultury/etnografka (UW), artystka działająca w obszarze sztuki opowiadania. Współpracuje z siecią Badacze i Badaczki na Granicy www.bbng.org. Aktywistka na granicy.
Antropolożka kultury/etnografka (UW), artystka działająca w obszarze sztuki opowiadania. Współpracuje z siecią Badacze i Badaczki na Granicy www.bbng.org. Aktywistka na granicy.
Komentarze