Maciej Wilk, który z pompą ogłosił starania o referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy, przedstawia siebie jako zatroskanego mieszkańca stolicy, apolitycznego eksperta, społecznika, który bronił CPK. A jak jest naprawdę?
W trakcie głośnej rady miasta Warszawy (25 czerwca), na której omawiano aferę w Szpitalu Południowym, Maciej Wilk – prezes Stowarzyszenia Tak Dla CPK – pozował do fotografii z banerami „Odwołujemy prezydenta Warszawy”. Chwilę później przed dziennikarzami przekonywał, że rusza z akcją, w której oderwie „lepkie macki partyjno-koleżeńskiego układu”, który niczym „ośmiornica oplata nasze miasto”. Obiecywał „pozbycie się polityków” z Warszawy.
Kim jest inicjator tej akcji politycznej?
Skończył ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim, założył na krótko własną firmę, a od 2007 roku pracował przez prawie 7 lat w PriceWaterhouseCoopers – wówczas była to jedna z tzw. wielkiej piątki firm audytorskich. W 2013 został dyrektorem do spraw kontroli finansowej w LOT. Jego kariera w narodowym przewoźniku nabrała jednak rozpędu dopiero w 2016 roku, gdy PiS, po wygraniu wyborów, przejął kontrolę nad firmą. W dwa lata Wilk został wiceprezesem i dyrektorem operacyjnym LOT-u, a więc drugim człowiekiem w tej olbrzymiej firmie.
Branża oceniała ten awans jako kontrowersyjny. – [Wilk] nie zajmował się kwestiami operacyjnymi i meritum biznesu lotniczego, nie znał rynku, brakowało mu doświadczenia, jak latać, gdzie i za ile. Jego awans na wiceprezesa musiał zaakceptować Urząd Lotnictwa Cywilnego. Długo to trwało, ale w końcu zaakceptowali – mówi nam ekspert rynku lotniczego, który przyglądał się dokładnie karierze Wilka w LOT-cie.
Ekspert przekonuje, że w prywatnej firmie do takiego awansu nigdy by nie doszło.
By zostać wiceprezesem do spraw operacyjnych, trzeba najpierw kilkanaście lat pracować w branży lotniczej.
Ludzie, którzy znają Wilka, mówią, że jest człowiekiem Mikołaja Wilda. Wild to prawnik związany z rządem PiS, najpierw podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, a potem sekretarz stanu w KPRM. W końcu pełnomocnik rządu do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i wreszcie prezes CPK.
– Wild był częstym gościem w LOT i widać, że się zbliżyli z Wilkiem – wspomina Agnieszka Szelągowska ze Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego LOT.
Twierdzi, że w tamtych czasach Wilk był człowiekiem drugiego planu po Rafale Milczarskim, powołanym na prezesa LOT-u przez PiS – i z hukiem odwołanym w 2022 roku, gdy firma wpadła w poważne tarapaty finansowe.
– Wilk robił, co mu kazał Milczarski. Czasem rzeczy głupie, których kto inny by odmówił – przekonuje Szelągowska. Przytacza kilka przykładów.
Raz, podczas lotu, Milczarski z Wilkiem, ubrani w długie, gumowe rękawice, mieli pokazywać stewardesom jak myć ubikacje w samolocie.
Kiedy indziej – gdy wybuchł strajk pracowników LOT – niektórym wyrzuconym z pracy pracownikom firmy Wilk miał przedstawić propozycję przywrócenia na stanowiska. Na warunkach LOT.
– Czytał tę odezwę drżącym głosem, widać było, że jest skrępowany i wie, iż to propozycja, która nie spotka się z naszym zainteresowaniem. A jednak czytał – opisuje Szelągowska.
W 2018 roku, gdy jeden z Dreamlinerów (Boeingów 787) LOT-u miał awarię pompy hydraulicznej w Pekinie, przewoźnik prosił pasażerów pechowego lotu, by pożyczyli pieniądze na zakup tej części. Wilk miał potem dziękować osobiście pasażerowi, który wyłożył niezbędne do tego 1300 zł. Polska śmiała się z tej sytuacji rodem z filmów Barei.
W 2020 roku, na krótko przed wyborami prezydenckimi, samolot z prezydentem Andrzejem Dudą wystartował z lotniska w Zielonej Górze po zakończeniu pracy kontrolera lotu i zamknięciu działalności wieży. Sprawę tego „tupolewizmu” opisały media, a potem okazało się, że w LOT-cie powstała grupa „Greenberg” utworzona na WhatsAppie przez prezesa LOT-u Rafała Milczarskiego. Miała zatuszować aferę. Według doniesień mediów działał w niej też Maciej Wilk. Co ciekawe, ten epizod z jego życia dziennikarze wykasowali z pamięci – PRESS, który w połowie 2024 roku opisał sprawę, nie znalazł o tym wzmianki w żadnej z kilkudziesięciu publikacji medialnych opisujących Wilka.
Wilk odszedł z LOT-u w lutym 2023, gdy pracownicy wytoczyli ponad setkę procesów zadłużonej po uszy firmie. Według Szelągowskiej, obarczali winą m.in. także wiceprezesa. Procesy dotyczyły zwolnień w okresie pandemii, czyli wtedy, gdy LOT dostał 3 mld zł pomocy od państwa. Zwalniano głównie związkowców, nawet kobietę, która była na L4, bo poroniła.
Według Szelągowskiej pracownicy nie wspominają Wilka dobrze.
Miękkiego lądowania Maciej Wilk dokonał w Kanadzie w maju 2023 roku – został dyrektorem ds. operacyjnych, a po roku – dyrektorem generalnym we Flair Airlines. Te tanie linie lotnicze znajdowały się na równi pochyłej – miały m.in. kilkadziesiąt mln dolarów zaległego podatku do zapłacenia.
W tym czasie w Polsce Mikołaj Wild był prezesem CPK, a jego brat Patryk, który brał udział w tworzeniu wizji tego projektu – samorządowcem.
Trzy tygodnie po przegranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach, w listopadzie 2023, w sieci ruszyła akcja lobbingu na rzecz CPK, czyli koronnego projektu infrastrukturalnego PiS. Nowy rząd mógł CPK wyrzucić do kosza, więc oddający władzę walczyli, by się utrzymał – trzeba było przekonać do niego Polaków. Jej twarzą stał się wówczas – dotąd szerzej nieznany – Maciej Wilk. Sypał analizami, projektami, grafikami, pisał często na X, występował w mediach – udzielił kilkudziesięciu wywiadów. Był pewny siebie, uśmiechnięty, zdeterminowany.
Cały czas współzarządzając linią lotniczą w Kanadzie, aktywnie zajmował się lobbingiem za CPK na odległym kontynencie. Jak przekonywał – robił to społecznie.
Jak to możliwe fizycznie? W rozmowie z OKO.press Wilk twierdzi, że 9 godzin lotu z zachodniej Kanady do Polski dawało mu czas na działania w sieci. Debaty w telewizjach ustawiano pod jego pobyt w Polsce, wywiady także.
Specjaliści, z którymi wtedy rozmawiałem, twierdzili, że materiały publikowane w ramach akcji przez Wilka musi przygotowywać zespół min. 4-5 specjalistów. Kampania prowadzona w sieci na rzecz CPK okazała się największą z tych dotyczących polskich projektów infrastrukturalnych w ostatniej dekadzie. I jedną z najskuteczniejszych. Specjaliści chwalili projekt, jego prowadzenie, zbadanie potrzeb Polaków itd. „Takich rzeczy nie kupuje się w sklepie, nie zorganizuje ich grupa wolontariuszy. Za to płaci się grube pieniądze” – przekonywali.
Wartość tej kampanii szacuje się na 8 mln dolarów.
W sieci Wilk był bezkompromisowy. Gdy TVP zrobiła reportaż o niedoli ludzi wyrzucanych z ich ziemi pod CPK, Wilk to skrytykował. Wpis zobaczyły miliony osób (choć nie należy zapominać, że 39 proc. obserwujących Wilka na X stanowiły wtedy boty). Barbara Czerniawska, prezes Fundacji Inlegis, która pomaga osobom wywłaszczanym pod budowę Portu Polska (jak dziś nazywa się projekt CPK), w rozmowie z OKO.press wspomina sytuację z pierwszej połowy 2024 roku. Redagowała wtedy i upubliczniała listy otwarte ekspertów krytycznych wobec projektu CPK.
– Maciej Wilk, którego nigdy nie poznałam bezpośrednio, udostępnił mój nr telefonu na X, pisząc, że jestem inicjatorką akcji. Podał moje dane. Fala hejtu była odczuwalna. Miałam zostać wyciszona przez agresywne, czasem seksistowskie wpisy – wspomina Czerniawska.
W kwietniu 2024, gdy Wilk w Kanale Zero ruszył z programem lobbującym za CPK, zdjął maskę – współzałożył otwarcie lobbystyczne stowarzyszenie „Tak dla CPK”.
W składzie stowarzyszenia znaleźli się m.in. wspomniany Patryk Wild, były prezes LOT-u Rafał Milczarski, czy Jaromir Jerzy Falandysz – wiceprezes Torpolu, firmy budującej i modernizującej infrastrukturę kolejową. A akurat istotnym elementem CPK była budowa Kolei Dużych Prędkości.
Stowarzyszenie ma być ruchem „apolitycznym” – choć „przypadkowo” działało zgodne ze strategią PiS – oraz „społecznym” – choć ludźmi usuwanymi z ojcowizny pod lotnisko się nie zajmowało.
„CPK potrzebujemy od zaraz. Z Okęcia nic więcej się nie wyciśnie” – przekonywał Wilk w 2023 roku we „Wprost”. Wówczas Okęcie miało 18.5 mln pasażerów rocznie. Dwa lata później obsłużyło 24,1 mln – czyli prawie o jedną trzecią więcej. Dzięki rozbudowie w 2030 roku lotnisko ma osiągnąć 30 mln pasażerów rocznie – o ponad 60 proc. więcej, niż gdy Wilk przekonywał, że „więcej się nie wyciśnie”.
W 2024 w RMF FM przekonywał, że „nawet emerytka z Ustrzyk Dolnych skorzysta na tym, że ten port (CPK – red.) powstanie”. Wypowiedź wywołała falę internetowych kpin, memów i krytyki.
Media zamiast zapraszać osoby z tytułami naukowymi zapraszały najczęściej Macieja Wilka i posłankę Paulinę Matysiak, która zaangażowała się w temat CPK. W stołecznej „Gazecie Wyborczej”, która często pisała o CPK, nie było jednak wywiadu z Wilkiem. Jarosław Ossowski, dziennikarz zajmujący się transportem i inwestycjami, tłumaczył wtedy krótko: „Bo to lobbysta”.
Podobnie uważa nadal Szelągowska: – Oczywiście, że bezwzględnie jest lobbystą. Tworzy ewidentnie polityczne akcje na zamówienie, przybrane w społeczny ruch. Nie udawajmy – podkreśla.
Wojnę o CPK Wilk wygrał – w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2024 roku hasztag #TakDlaCPK wygenerował zasięg na poziomie 215 mln potencjalnych odbiorców. W maju 2024 już 61 proc. Polaków popierało budowę CPK. Miesiąc później rządząca koalicja podjęła decyzję o kontynuacji projektu.
26 maja 2024 Wilk zorganizował wielki piknik „Tak dla CPK” na Polu Mokotowskim. Z wydarzenia nie ma oficjalnego wideo, tylko cztery zdjęcia, głównie ciasno kadrowane. Bo przyszło ledwo kilkadziesiąt osób. „Boty tym razem nie dopisały” – ironizowano na X.
Przez ponad 2 lata Wilk prowadził w Kanale Zero programy „Zero Aero” poświęcone branży lotniczej, a początkowo głównie chwaleniu CPK. 25 czerwca Wilk stracił te możliwości, bo ogłosił przygotowania do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego z funkcji prezydenta Warszawy. Stało się to tuż po tym, gdy jego koledzy z redakcji Zero opisywali skandal młodego lekarza bez specjalizacji, ale z legitymacją partyjną, który w Szpitalu Południowym zarobił 1,6 mln zł.
Goście występujący w Kanale domagali się dymisji Trzaskowskiego, choć informacja o tym, iż rzekomo odczytał donos nt. patologii w szpitalu – czyli wiedział o nim – okazała się nieprawdziwa. Decyzję o zerwaniu współpracy z Wilkiem, bo „mocno zaangażował się w działalność quasi-polityczną”, ogłosił Krzysztof Stanowski – ten sam, który w ub. r. był kandydatem w wyborach prezydenckich.
„Czy uważasz to za dobry dziennikarski standard, że twój redakcyjny kolega jest inicjatorem referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta?” – pytał Patryka Słowika z Kanału Zero na X Robert Zieliński, dziennikarz śledczy TVN24.
Wilk w rozmowie z OKO.press zapewnia, że nie był członkiem redakcji, tylko współpracownikiem, który jedynie raz na kilka tygodni nagrywał program, więc nie widzi problemu ze swoją akcją referendalną.
W lutym br. Wilk poinformował, że jego „misja” w kanadyjskich liniach zakończyła się. Dlaczego nie podjął kolejnej pracy w lotnictwie? Przekonuje, że potrzebuje przerwy.
– Odzywają się do mnie linie z różnych części świata. W polskiej nie mam co szukać pracy. Obecna władza – której nie jestem zwolennikiem – mylnie mnie łączy z PiS-em – tłumaczy Wilk.
Czemu nie praca w CPK? – Jestem specjalistą od linii lotniczych i ekspertem rynku lotniczego, a nie od budowy lotnisk czy bieżącego zarządzania operacjami lotniskowymi – tłumaczy. Ta konstatacja dziwi po 2,5 roku lobbowania za budową tego lotniska.
W ubiegłym roku Wilk otwarcie poparł Karola Nawrockiego w wyborach – robił sobie z nim zdjęcia w stylu „no to graba!”. Jednocześnie utyskiwał: „Coraz częściej spotykam się z zarzutami o rzekome zaangażowanie polityczne po stronie PiS. To całkowite nieporozumienie”.
W rozmowie z OKO.press zapewnia, że nie ma i nie zamierza mieć legitymacji partyjnej.
Miesiąc temu, gdy udało się odwołać prezydenta Krakowa – szefa struktur KO w regionie – PiS zapowiedziało podobne referenda w innych miastach. Partia najpierw otwarcie poparła referendum w Radomiu, ale potem zmieniła strategię. Teraz PiS ma tylko wspierać „obywatelskie” ruchy referendalne, nie je inicjować.
Taka też ma być akcja Wilka – akt zatroskanych mieszkańców Warszawy. Wilk rozpoczął ją niespełna trzy tygodnie po pierwszych zapowiedziach PiS dotyczących referendów. 19 czerwca założył stronę SOR.waw.pl – SOR w tym wypadku to nie Szpitalny Oddział Ratunkowy, lecz Stołeczna Akcja Referendalna. Przygotowania do niej musiały się zacząć znacznie wcześniej, ponieważ od pierwszego dnia Wilk publikował gotowe, przemyślane projekty graficzne związane z akcją – a także wyliczenia i konkretne plany, ilu potrzeba ludzi do zebrania podpisów, ilu zaś do działania na innych frontach.
Do tego Wilk i jego ludzie stworzyli stronę PoliczReferendum.pl – każdy może sobie policzyć, ile osób potrzeba, by przeprowadzić referendum w danym mieście. Projekt wspiera inicjatywy referendalne w całej Polsce.
Znów zgodnie ze strategią PiS.
– Nie mam z PiS nic wspólnego – zaklina się Wilk w rozmowie z OKO.press.
W kampanii ponownie odbywa się jazda po bandzie – do promocji akcji referendalnej Wilk użył nieco zmodyfikowanego ratowniczego logo używanego w służbie zdrowia. „Podszywanie się w politycznej zadymie pod logo ratownictwa medycznego przez wspierających PiS «aktywistów». Czy według Was jest to moralnie dopuszczalne?” – pytał retorycznie europoseł Krzysztof Brejza.
Wilk nie uważa, by zrobił coś złego, bo z loga pogotowia usunięto laskę Eskulapa, międzynarodowy symbol sztuki lekarskiej.
Na profilu Wilka nadal wisi info, że Trzaskowski wiedział o patologii w Szpitalu Południowym, choć Kanał Zero przyznał ostatnio, że donos wysłany na WhatsAppie nie został odebrany przez prezydenta Warszawy.
W rozmowie z OKO.press Wilk twierdzi, że zespół, który organizuje referendum, liczy „5-10 osób”. – To wolontariusze, nikt nie bierze żadnych pieniędzy z tej akcji – przekonuje.
To mają być te same osoby, które wolontaryjnie przez lata prowadziły akcję #TakdlaCPK – projekt, który przyniesie miliardy wielu firmom. Teraz znów grupa wolontariuszy prowadzi kampanię, która jest elementem strategii PiS. Ponownie – według Wilka – za darmo. – Wierzą we wspólną sprawę, chcą się zajmować społecznie ważnymi sprawami dla Polski i tak robią – przekonuje Wilk.
Pytamy, czy w zespole, który tworzy referendum są też Anna Plakwicz i Piotr Matczuk – czołowi twórcy kampanii PiS, w tym m.in. tych najbardziej nienawistnych, wymierzonych w migrantów.
– Nie znam tych osób – twierdzi Wilk. Nie chce jednak ujawnić, kto jest w zespole, oprócz jednego nazwiska.
To Michał Czarnik, wiceprezes stowarzyszenia Tak dla CPK. To prawnik, który za rządów PiS doradzał m.in. Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie ustaw upolityczniających sądy, a potem zasiadał w radach nadzorczych licznych spółek skarbu państwa, m.in. Europol Gazu, Tauronu, KGHM, CPK, Polskich Portów Lotniczych czy PGE. Czarnik już nigdzie nie zasiada.
Wykonuje projekt polityczny. Jako wolontariusz.
Afery
Opozycja
Mateusz Morawiecki
Krzysztof Stanowski
Prawo i Sprawiedliwość
Anna Plakwicz
Maciej Wilk
Michał Czarnik
Mikołaj Wild
Patryk Słowik
Patryk Wild
Piotr Matczuk
SOR
sor.waw.pl
Stołeczna Akcja Referendalna
szpital południowy
tak dla CPK
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze