W Sejmie czytano we wtorek aż 4 projekty ustaw dot. kryptoaktywów. Żaden nie był projektem PiS, bo ten został w ostatniej chwili wycofany. Jego twarzą był Janusz Kowalski – obrońca wolnej amerykanki dla rynku krypto. Dziś Kowalski ciąży, więc PiS ucieka w przeciwległy narożnik
Jak to się stało, że PiS (którego prezes Jarosław Kaczyński jest wielkim przeciwnikiem kryptoaktywów) przygotował ustawę regulującą rynek krypto, której przedstawicielem wnioskodawców był poseł Janusz Kowalski (wielki zwolennik liberalizmu na rynku krypto)? Nie wiemy.
Ale samo to już brzmi dość absurdalnie.
Czy prezes czuje, że nie nadąża za światem, jego osądy są nieprzystające do nowoczesnych technologii, więc oddał stery w tej sprawie tym, którzy twierdzą, że się znają i nadążają za nowoczesnością?
Tego, co prezes Kaczyński czuje, się nie dowiemy. Wiemy jednak, że źle wybrał twarz do pisowskiego projektu ustawy regulującej kryptoaktywa, która ma wdrożyć unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets).
I wcale nie dlatego, że ta „twarz” kilkanaście dni temu z szeregów PiS uciekła (poseł Janusz Kowalski opuścił klub PiS 1 maja).
Rzecz w tym, że PiS-owi za bardzo ciąży wizerunek Janusza Kowalskiego jako obrońcy rynku krypto. Wirtualna Polska pisała, że odejście Kowalskiego z PiS ma bezpośredni związek z aferą Zondacrypto.
Jak ustalili dziennikarze, Janusz Kowalski odbył co najmniej cztery spotkania w katowickich lokalach związanych z prezesem Zondacrypto Przemysławem Kralem. Pierwsza wizyta miała mieć miejsce latem 2023 roku, czyli tuż przed kampanią wyborczą do parlamentu. Ostatnia w maju lub czerwcu 2025 roku.
Elektryzuje fakt, że podczas tych spotkań włączano zagłuszarki.
Według WP Kowalski pomógł nawiązać Przemysławowi Kralowi relacje z Telewizją Republika, która tylko w jednym roku zarobiła na reklamach Zondacrypto ponad 37 mln zł – jak policzył portal wirtualnemedia.pl. To oznaczało, że do TV Republika trafiało ponad 70 proc. budżetu marketingowego Zondy.
Dziwne wrażenie sprawia również niezwykła aktywność posła Kowalskiego w sprawie rynku kryptowalut. O ile wcześniej niespecjalnie ta tematyka go zajmowała, raczej Sławomir Mentzen był politykiem znanym z zainteresowania kryptowalutami, o tyle nagle w 2025 roku, ni stąd, ni zowąd, Kowalski stał się największym obrońcą rynku krypto i najgłośniejszym krytykiem rządowej ustawy o rynku kryptoaktywów.
W marcu 2025 roku wystąpił na konferencji Next Block Expo.
W maju 2025 roku brał bardzo aktywny udział w konferencji CPAC w Jasionce pod Rzeszowem sponsorowanej przez Zondacrypto, która była elementem kampanii wyborczej Karola Nawrockiego,
W październiku 2025 roku podczas pisowskiego kongresu „Myśląc Polska” bronił skrajnie liberalnego podejścia wobec firm z branży krypto jako uczestnik panelu „Czy Polska może stać się liderem branży krypto i fintech?”.
Do rządowej ustawy dot. kryptoaktywów zgłosił 11 poprawek i zaczął suflować narrację, że regulacje proponowane przez rząd to działanie „w interesie lobby bankowego”, szczególnie w interesie niemieckiego Commerzbanku (skojarzenie: niemiecki bank – Donald Tusk obrońca niemieckich interesów).
Krótko mówiąc, zaczęło się nasuwać pytanie, czy aby PiS nie wybrał sobie przypadkiem na swojego przedstawiciela w tej sprawie lobbysty Zondacrypto?
Informacje o możliwych powiązaniach posła Kowalskiego dotarły do kierownictwa PiS przed jego odejściem z partii. Wirtualna Polska, na podstawie nieoficjalnych rozmów z jedną z osób znających kulisy odejścia Janusza Kowalskiego z PiS, pisała: „Ostatecznie Kowalskiego pogrążył anonim, który przyszedł na Nowogrodzką,
opisujący powiązania posła z giełdą. Materiał był szczegółowy, zawierał wiele informacji, które obciążały Kowalskiego”.
Kowalski zatem po prostu uprzedził wyrzucenie go z PiS i odszedł sam, bez rozgrzebywania powyższych zarzutów.
Cały ten bagaż posła Janusza Kowalskiego zaczął ciążyć PiS w sprawie regulacji rynku kryptoaktywów. I zmusił do radykalnej zmiany pozycji.
Jeszcze w poniedziałek rano 11 maja wydawało się, że na wtorkowym posiedzeniu Sejmu posłowie zajmą się aż pięcioma projektami ustaw dot. kryptoaktywów. Po południu z harmonogramu prac Sejmu jeden zniknął – ten złożony przez PiS.
Projekt PiS został wycofany bardzo po cichu. Nie decyzją partii. Po prostu czworo posłów PiS (Barbara Bartuś, Jacek Sasin, Maciej Małecki oraz Zbigniew Kuźmiuk) wycofało swoje poparcie dla tego projekt, przez co stracił wymaganą liczbę podpisów. I dlatego został wycofany.
Tego samego dnia z kolei PiS złożył projekt zakazujący prowadzenia działalności związanej z kryptoaktywami w Polsce.
Dla jasności – to nie jest projekt regulujący rynek kryptoaktywów. To nowelizacja projektu ustawy o nieuczciwych praktykach rynkowych. Dlatego nie dyskutowano go w Sejmie podczas dyskusji o regulacjach rynku krypto implementujących unijne rozporządzenie MiCA we wtorek 12 maja.
Co wedle nowego pomysłu PiS znaczy „zakaz” dla kryptoaktywów?
Firmom prowadzącym działalności w zakresie kryptoaktywów zupełnie nie byłoby wolno działać w Polsce. W przypadku podejrzenia, że taka działalność jest prowadzona, projekt PiS zakłada, że UOKiK występuje do ABW i żąda blokady rachunku kryptoaktywów lub rachunku pieniężnego, na którym są rejestrowane środki pieniężne powierzone przez klienta.
A z kolei dostawca internetu na żądanie prezesa UOKiK byłby zobowiązany do usunięcia domeny internetowej służącej do prowadzenia działalności w zakresie kryptoaktywów.
Kary? Ten nowy typ czynu zabronionego polegający na prowadzeniu działalności w zakresie kryptoaktywów miałby być zagrożony pozbawieniem wolności od 6 miesięcy nawet do 10 lat.
Takie podejście już bardziej przypomina stanowisko prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Problem w tym, że nie wydaje się realne. Unijne rozporządzenie MiCA bowiem mówi, że firma, która uzyska licencję na prowadzenie działalności jako dostawca usług w zakresie kryptoaktywów (tzw. CASP) w jednym państwie członkowskim, może świadczyć usługi na terenie całej UE.
Pomysł PiS jest więc niezgodny z unijnymi przepisami.
Ale co gorsze, sieje zamęt w łonie samego PiS.
To, że PiS tym samym staje w kontrze do prezydenta, jest oczywiste. Prezydent złożył w końcu swój projekt regulujący rynek kryptoaktywów 6 maja, czyli chce, by firmy z branży krypto w Polsce działały. PiS cały ten rynek chciałby zupełnie zdelegalizować.
Ale projekt PiS delegalizujący w Polsce działalność firm krypto rozdrapuje też dopiero co zagojone rany. Za projektem tym bowiem stoją m.in. Jacek Sasin i Mariusz Błaszczak, czyli tzw. maślarze.
Tymczasem Mateusz Morawiecki, harcerz, który po medialnym show przy ciasteczkach ostatecznie pogodził się ze starą frakcją PiS, ogłaszając, że jego stowarzyszenie będzie „drugim płucem” PiS, znów oddycha sam. Właśnie go do tego sprowokowano.
Morawiecki bowiem zupełnie nie zgadza się z pomysłem zdelegalizowania rynku krypto i wprost skrytykował ruch PiS.
„Nie jestem za zakazem kryptowalut w Polsce. Jestem za tym, aby w mądry sposób wdrożyć rozwiązania podobne do rozwiązań amerykańskich albo europejskich” – powiedział były premier w poniedziałek 11 maja w Rzeszowie.
Dodał przytomnie to, czego reszta PiS nie widzi: że Polska jest zobowiązana do implementacji europejskiego rozporządzenia MiCA, które reguluje ten rynek.
Z kolei w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w Radiu Zet Mateusz Morawiecki powiedział jeszcze mocniej:
„Nie możemy poruszać się tak od jednej skrajności do drugiej, od bandy do bandy”.
Te słowa tym bardziej mogły zaboleć maślarzy, bo sprawiają wrażenie, jakby Morawiecki używał tej samej retoryki co Donald Tusk.
Premier bowiem skomentował ruch PiS na X tak:
„KryptoPiS złożył ustawę zakazującą obrotu kryptowalutami. Od ściany do ściany – głupi czy pijany…”
Zresztą ten radykalny zwrot PiS-owi wytknął też Sławomir Mentzen w programie Rymanowski Live:
„Politycy PiS-u dobre już pół roku przekonują, że ustawa rządu Tuska jest zła, bo jest zbyt restrykcyjna, za bardzo ogranicza możliwość prowadzenia tej działalności w Polsce. Tak że to jest przeregulowanie. Pół roku tego słuchałem”. (…)
„Mija tydzień, Jarosław Kaczyński wypuszcza ustawę zakazującą. Jak poważnie można traktować ludzi, którzy przez pół roku gardłują, że nie wolno przeregulować tej branży, po czym wypuszczają projekt zakazujący działalności w tej branży? Przecież to ręce opadają, o czym ja mam z nimi rozmawiać, jaką koalicję mam z nimi robić? To są niepoważni ludzie”.
Jednym słowem, z PiS wszyscy się teraz śmieją. A sam PiS nie ma pojęcia, co właściwie chce osiągnąć.
We wtorek w Sejmie odbyło się zatem pierwsze czytanie czterech projektów ustaw regulujących rynek kryptoaktywów zamiast pięciu. To:
Projektu PiS delegalizującego branżę krypto nie było, bo to nowelizacja innej ustawy. Ale Zbigniew Kuźmiuk, który jest przedstawicielem wnioskodawców, podczas sejmowej debaty żalił się, że marszałek Sejmu nie nadał projektowi numeru. I na tym właściwie historia o delegalizacji się kończy.
Bo Kuźmiuk jednocześnie poparł projekt prezydenta. Projekt, który rynek krypto nie tylko reguluje, a więc uznaje jego prawo do istnienia, ale również projekt, który opiera się na projekcie rządowym.
PiS się zakiwał.
A właściwie zakiwał go Janusz Kowalski i jego obecność w zbyt bliskim otoczeniu zagłuszarek. Przez niego PiS musiał odsunąć się od tej gry i w dodatku w ramach działań wizerunkowych powykrzykiwać, że jest wielkim wrogiem krypto, żeby odkleić się od afery Zondacrypto.
To zresztą właśnie Zondacrypto była głównym bohaterem sejmowej debaty.
À propos Janusza Kowalskiego. Poseł, dziś już niezrzeszony, we wtorkowej (12 maja) debacie w Sejmie też zabrał głos. Konsekwentnie twierdził, że afera Zondacrypto to Amber Gold 2.0. Że to afera Tuska. Że stoi za nim lobby niemieckich banków.
Ale przy tej okazji zaatakował też PiS:
„Opuszczacie pana prezydenta! Trzeba bronić tych wet! (prezydent dwukrotnie zawetował ustawę o kryptoaktywach) Wycofajcie się z tego! ”
– wykrzykiwał poseł Kowalski w związku z projektem PiS delegalizującym rynek krypto.
Twierdził, że PiS „chce karać więzieniem 4 mln Polaków”, którzy głosowali na tę partię, na Konfederację i na Karola Nawrockiego, który, zdaniem Kowalskiego, został prezydentem, bo obiecał, że branży krypto nie ureguluje.
Ale Janusz Kowalski w swoim wystąpieniu podniósł jeszcze jeden wątek: dlaczego przez dwa lata rządów Donalda Tuska nie ma doniesienia do prokuratury na ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego za to, że nie wpisał Zondacrypto na listę sankcyjną, skoro miał informacje, że za firmą stoi rosyjska mafia?
„Najważniejszą kwestią jest rozliczenie Kierwińskiego, bo albo on za to odpowiada, albo Tusk kłamie” – mówi Kowalski.
A następnie zapowiedział, że złoży wniosek o odtajnienie posiedzenia Sejmu 5 grudnia 2025 roku, kiedy Donald Tusk mówił o wpływach rosyjskich w giełdzie Zondacrypto.
Ciekawe, że ten pomysł o pociągnięcie do odpowiedzialności Marcina Kierwińskiego w sejmowej debacie został przez innych posłów błyskawicznie podchwycony.
Pożytek z tego jest jeden: posłowie obu stron sceny politycznej w końcu zaczęli się domagać od rządu jawności działań.
Co służby zrobiły z tym, że miały dowody?/podejrzenia?, że za Zondacrypto stoi rosyjska mafia, lub raczej – jak pisaliśmy w OKO.press – rosyjskie służby?
Premier twierdzi, że miał takie informacje z ABW już pod koniec 2025 roku, ale nie wiemy, co z tą wiedzą zrobiło polskie państwo.
Nie wiemy też, co właściwie zrobiła prokuratura z tym, że już w 2020 roku dziennikarze informowali o tym, że giełda BitBay/Zondacrypto powstała z pieniędzy pochodzących z nielegalnych źródeł.
Najwyższy czas, by rząd przedstawił w sprawie działań państwa swoistą białą księgę. I nieważne, czy działania te miały miejsce za rządu Tuska, czy Morawieckiego. To polskie państwo powinno wyjaśnić obywatelom, co zrobiły jego organy.
****
Wszystkie cztery projekty ustawy dot. kryptoaktywów po pierwszym czytaniu w Sejmie 12 maja zostały skierowane do Komisji Finansów Publicznych.
Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.
Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.
Komentarze