Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: "Wiesti", 13 kwietnia 2026"Wiesti", 13 kwietni...

Z tym że Orbán może na Węgrzech nie wygrać, Kreml się jakoś liczył. Na tę okoliczność przygotowana była wersja o „sfałszowaniu wyborów przez Brukselę”.

Przeczytaj także:

To, co się jednak stało, było katastrofą, co Rosja odebrała jako poważny cios. W pierwszym odruchu propaganda to przyznała:

„Jasny dzień Wielkanocy [prawosławnej, 12 kwietnia – red.] ustąpił miejsca nocy, gdy radują się demony. Znany obrońca wartości chrześcijańskich, Viktor Orbán, poniósł druzgocącą porażkę w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Za miesiąc Péter Magyar zostanie nowym premierem Węgier. Oznacza to, że na Moskwę zostanie nałożona dwudziesta tura sankcji UE, a Kijów dostanie pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro, rodzaj butli z tlenem dla reżimu Zełenskiego” – napisał po ogłoszeniu wyników publicysta RIA Nowosti Dmitrij Bawyrin. Było to zgodne z niedzielną wykładnią propagandową, że na Węgrzech ważą się losy nie tylko państwa Orbána, ale całej Europy.

Orbán starał się wyeliminować prezydenta Zełenskiego

Po kilku godzinach wszystko się jednak zmieniło: wynik wyborów na Węgrzech okazał się nieważny, a Orbán przestał być niezastąpionym sojusznikiem. Moskwa zaczęła kusić współpracą jego następcę.

Zanim jednak do tego doszło publicysta Bawyrin ujawnił, że celem współpracy Orbána z Rosją było wyeliminowanie prezydenta Zełenskiego: „Główną przeszkodą na drodze do pokoju pozostaje sam Zełenski.

Orbán zrobił, co do niego należało, aby usunąć tę przeszkodę »w łatwy sposób«, i historia o tym pamięta. Ale Rosja oczywiście ją usunie

– tak czy inaczej. To będzie zależało od tego, jak się to potoczy”.

To mocne oskarżenie Orbána. Ale wersja ta nie utrzymywała się długo, gdyż Viktor Orbán przestał być podmiotem rosyjskiej opowieści.

Wersja, że absolutnie nic się nie stało, obowiązuje już od poniedziałku od południa, kiedy przedstawił ją osobiście rzecznik Putina Pieskow (na zdjęciu głównym w momencie przekazywania nowej wykładni wydarzeń) – sam Putin jak zwykle w sytuacjach kryzysowych milczy, a zajmuje się sprawami wagi państwowej: czystością plaż, winami musującymi, zasiewami i sztuczną inteligencją oraz eksploracją kosmosu (z wyłączeniem misji Artemis II, bo o tym nie było w propagandzie – było za to o rocznicy lotu Gagarina, która wypada 12 kwietnia).

Rosja nie gratuluje, ale zachowuje umiarkowany optymizm

Rosja oczywiście nadal nie była zachwycona wynikiem wyborów, ale je „szanuje”. Dystans zademonstruje nie składając gratulacji Péterowi Magyarowi.

Resztą martwić się nie należy: „Rosja nie przewidziała jeszcze, jak zmienią się stosunki między Moskwą a Budapesztem po wyborze Pétera Magyara na premiera Węgier. Rosja i Węgry nadal realizują jednak wspólne projekty” – powiedział Pieskow. Rosja zakłada więc kontakty „pragmatyczne”, mimo że Magyar już zapowiedział przegląd węgiersko-rosyjskich umów (koszt budowy elektrowni jądrowej Paks II, zaprojektowanej przez Rosatom, uznał za znacznie zawyżony).

„Rosja jest gotowa do budowania relacji z nowym rządem węgierskim. Wszystko będzie zależało od zrozumienia przez nowe władze węgierskich interesów narodowych” – dodał minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.

Tu wyjaśnić trzeba, że „rozumienie interesów narodowych” to w moskiewskiej nowomowie uwzględnianie interesów Rosji.

„Oczywiście, nowe władze będą też w jakiś sposób bronić interesów Węgier. A jeśli będą bronić interesów Węgier, to pojawi się jakaś logika. Logika, która uwzględnia istniejące realia i tak dalej. Zobaczymy; nie wybiegajmy myślami w przyszłość” – powiedział Pieskow.

Jak Magyar został uczniem Orbána

Okazało się też właśnie w południe 13 kwietnia, że rola Orbána w konflikcie w Ukrainie nie była tak ważna, jak to wyglądało rano. Owszem, był cennym sojusznikiem. Jednak zmiana władz w Budapeszcie nie wpłynie na przebieg wojny w Ukrainie (Pieskow: „To prawdopodobnie różne procesy, więc nie widzę tu żadnego związku”).

Jeśli zaś chodzi o przekazanie Ukrainie 90 mld euro unijnej pożyczki, to przecież tę decyzję podejmie Bruksela, nie Budapeszt – powiedział Pieskow, jakby zapominając, że wcześniej propaganda Kremla wychwalała Orbána jako tego, co nie tylko nie chce się na tę pożyczkę składać, ale ją blokuje. Magyar podtrzymał tymczasem tylko stanowisko poprzednika, że Ukraina w pożyczce nie będzie uczestniczyć. Moskwę cieszy jednak niezmiernie, że akces Ukrainy do Unii Magyar uzależnia od decyzji Węgrów w referendum.

„Magyar jest uczniem Orbána” – wyjaśnił „publicystyczny” magazyn telewizyjny „60 minut” po południu 13 kwietnia. „Magyar ma wiele poglądów wspólnych z Orbánem, tylko nie ma jego doświadczenia politycznego” – rozwijały tę myśl dwie godziny później telewizyjne „Wiesti”.

Jeszcze dzień wcześniej opowiadały, że Magyar jest przeciwieństwem Orbána i pozostaje na pasku Brukseli. – A poza tym TISZA tak bardzo nie wygrała. Orbán dostał 2,5 mln głosów a TISZA „nieco ponad 3 mln” (3 mln 300 tys. – red.).

Generalnie powyborcze zapowiedzi przyszłego premiera Węgier Moskwa uznała za „chęć podjęcia dialogu”. Wszak Péter Magyar powiedział, że choć nie zadzwoni sam do Putina, to odbierze od niego telefon.

Umiarkowany optymizm ustępuje wielkiemu optymizmowi

Ta wersja o umiarkowanym optymizmie uzupełniona została 14 kwietnia przekonaniem, że jest absolutnie świetnie. Gdyż:

  • Zmiana władzy na Węgrzech przyspieszy upadek Unii Europejskiej (mówi to specjalny wysłannik Putina ds. gospodarczych i rokowań z USA Kirył Dmitriew – trzeba tu jednak dodać zastrzeżenie, że wieszczy on upadek Unii codziennie i to co najmniej kilka razy. Teraz tylko dodał do przepowiedni Węgry).
  • Ponadto Ukraina wcale się aż tak z klęski Orbána nie cieszy. Czego dowodem dla propagandy jest wpis w Telegramie mera Dnipra (który Rosja dziś znowu zaatakowała): „Nie ma powodu do radości ani nadziei, że nowo wybrany rząd będzie dla nas przyjazny”. Oraz doniesienie „Politico”: „Urzędnicy w Kijowie nie łudzą się, że oba kraje [Węgry i Ukraina] nagle staną się sojusznikami”.

Tak naprawdę to przegrał Donald Trump, bo to on stracił wiernego sojusznika w Unii Europejskiej – zauważyły „Wiesti” 13 kwietnia. „Nawiasem mówiąc, Donald Trump był zagorzałym zwolennikiem Orbána i powinien być rozczarowany jego porażką. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że Irańczykom będzie teraz lepiej. Zełenski wierzy, że Ukraińcom będzie lepiej, ponieważ jego psychika jest gotowa wychwycić każdą wiadomość, którą uzna za pocieszającą” – zauważył już zaraz po klęsce Orbána, czyli 13 kwietnia rano publicysta Bawyrin.

Dzień po jego ponurym poniedziałkowym komentarzu inny publicysta Aleksander Nosowicz wykazał mu fundamentalny błąd w rozumowaniu i sformułował wersję nową, opartą na deklaracjach dobrze poinformowanych ust Putina: Orbán przegrał, bo przesadził w atakowaniu Unii. Ale nowe władze nie pomogą Ukrainie aż tak bardzo i aż tak bardzo nie zrezygnują z rosyjskich węglowodorów. Tylko troszkę, więc nie należy przesadzać.

Węgrzy bali się, że Orbán wciągnie ich w wojnę po stronie Rosji

Wersja Nosowicza brzmi tak:

„Tylko najbardziej powierzchowni komentatorzy, niechętni do zagłębiania się w fakty i lekceważący publiczność, mogli twierdzić na podstawie wyników, że Ukraina i UE wygrały wybory na Węgrzech, a Rosja przegrała”.

(…) Wystarczy przeczytać program wyborczy zwycięskiej partii TISZA, aby to zrozumieć. TISZA sprzeciwia się członkostwu Ukrainy w UE i dostawom broni dla ukraińskich sił zbrojnych. Jej lider i przyszły premier Węgier Péter Magyar krytykuje Kijów za dyskryminację mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu równie ostro jak Orbán. TISZA do przyszłego roku nie planuje całkowitej rezygnacji z rosyjskiej ropy i gazu, a członkowie ugrupowania zagłosowali w Parlamencie Europejskim przeciwko pożyczce w wysokości 90 miliardów euro dla Ukrainy. (…)

Wreszcie decydujący cios. Zaraz po wyborach Péter Magyar ogłosił, że podejmie dialog z Władimirem Putinem. (...)

Kto więc wygrał wybory na Węgrzech? W polityce zagranicznej zwyciężyła partia »Moja Chata z Kraja«. Budapeszt powinien postępować w sposób korzystny dla Węgrów, a Węgrzy korzystają z unikania konfliktów między narodami. Wyborcy uznali zachowanie Viktora Orbána, skandaliczne według standardów UE, za niebezpieczny zwrot i groźbę bezpośredniego zaangażowania w wojnę po stronie Rosji i postanowili to skorygować. Kraj UE, który otrzymuje najwięcej dotacji, będzie teraz wyciągał pieniądze z Brukseli za pomocą marchewki, a nie kija. Zasadniczo nic się nie zmieni w kwestii Ukrainy. W odniesieniu do Rosji nowy premier powiedział, że będzie rozmawiał z Putinem, »ale nie zostaniemy przyjaciółmi«".

Ta wersja obowiązuje teraz we wszystkich rosyjskich mediach, co wiemy dzięki codziennemu przeglądowi prasy korespondenta BBC w Moskwie Steve'a Rosenberga.

Musi być dobrze, bo inaczej będzie źle

Fikołki te raczej nas nie dziwią. Propaganda Kremla nie jego w czasie tej wojny wyjaśniła w taki właśnie sposób.

Musimy sobie jednak uświadomić, że przegrana Orbána to element większego problemu propagandy Kremla.

Chodzi o to, że piąty rok propaganda objaśnia poddanym Putina, że najazd na Ukrainę trwa i trwa, gdyż przeciwko niewinnej Rosji wystąpił cały kolektywny Zachód.

„Kolektywny Zachód” składał się w tej wersji z:

  • Donalda Trumpa, który już zrozumiał potrzeby Rosji i był skłonny się dogadać, oraz z „głębokiego państwa” w USA, które przekazywało Ukrainie broń, choć już nie za darmo – bo za pieniądze europejskie.
  • Drugą częścią „kolektywnego Zachodu” jest „Europa i Wielka Brytania”. Za chwilę nic nie będą jednak mogły, bo już popadły w niełaskę Trumpa. Rządzące tymi krajami „brukselskie elity” (!) wkrótce zostaną obalone w wyborach przez prawdziwie patriotyczne siły prawicowe. A te dogadają się z Rosją i w zamian za tanią ropę i gaz oddadzą jej Ukrainę.

Dlatego, choć Rosja walczy z połową świata, to wkrótce odniesie sukces.

Tylko że ta piękna układanka się właśnie posypała.

Najpierw Trump władował się w wojnę z Iranem i pokazał, że pierwsza armia świata niewiele może wobec państwa broniącego się przy pomocy dronów. I że wielka potęga ładuje się w ten sposób w sytuację bez wyjścia. Propaganda Kremla nie jest w stanie powstrzymać się od kpin z Trumpa.

Następnie „Europa i Wielka Brytania” nie wykonały polecenia Trumpa i nie przyłączyły się do ataku na Iran (choć jako podległe Trupowi miały wedle Kremla taki obowiązek). Do tego mimo kłopotów z transportem ropy przez Cieśninę Ormuz nie nawiązały kontaktów handlowych z Rosją – co w propagandzie Kremla było pewnikiem.

Następnie na Węgrzech wygrała TISZA, a więc obywatel Węgier wybrali Europę, a nie Rosję z jej tanią ropą.

Dla dodatkowego kontekstu dodajmy, że władze Tatarstanu w Rosji musiały ostatnio pouczyć mieszkańców, by nie składali niezasadnych skarg. Mieszkańcy poskarżyli się na syreny alarmowe. Okazało się tymczasem, że „w regionie tworzono kompleksowy system ostrzegania o zagrożeniu rakietowym. Kompleksowe podejście pozwoli nam szybko informować mieszkańców o potencjalnym zagrożeniu i podejmować odpowiednie działania. Mieszkańców miasta wzywa się do zachowania spokoju i przestrzegania instrukcji zawartych w ostrzeżeniach”.

Tatarstan leży 1200 km od ukraińskiej granicy, ale Ukraina już tam kompleksowo sięga. Rakietami.

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze